Tytuł oryginalny: Zora la Vampira
Serie III n.02 - Licantropo
Wydawca: Edifumetto
Rok pierwszego wydania: 25 stycznia 1974
Scenariusz: Renzo Barbieri, Giuseppe Pederiali
Grafika: Birago Balzano
Skan edycji włoskiej: Charles (VintageComix)
Rekonstrukcja okładki: Cyfrowy Baron
Czyszczenie plansz i dymków: Grifos
Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor
Korekta: Aristejo
Tomik, przy którym zadeklarowani miłośnicy wampirycznej blondynki mogą odetchnąć z ulgą. Choć przyjaciółki nadal są rozdzielone, zajmując dwa równoległe wątki bez punktów stycznych, tym razem dzielą miejsce w fabule mniej więcej po równo. Najpierw dowiemy się, co słychać u Zory. Pod koniec poprzedniego epizodu weszła ona w posiadanie walizki z kosztownościami, jednak próba jej otwarcia może skończyć się tragicznie ze względu na zabójczo skuteczny mechanizm zabezpieczający. Jakim sprytnym fortelem posłuży się bohaterka, aby bezpiecznie położyć rączkę na klejnotach, zapewniając sobie tym samym upragnioną finansową stabilność?
Chęć wzbogacenia się Zory, mimo że związana z pewnym ryzykiem, nie może równać się pod względem dramatyzmu z sytuacją, w jakiej znajduje się Frau Murder. Nic więc dziwnego, że to jej wątek zostaje zaznaczony w tytule. Pod względem likantropii można jednak poczuć niedosyt. O samym wilkołaku nie dowiadujemy się wiele więcej niż dotychczas. Jako istota kierująca się prymitywnym instynktem, prowadzi dość jednostajny żywot i nie nadaje się na partnera do konwersacji, o czym szybko przekonuje się będąca na jego łasce Frau. Sytuacja wampirzycy, którą los rzucił w jamę wilka, nie przedstawia się wesoło: jeśli nawet zdoła utrzymać dłużej zainteresowanie włochatego kochanka i nie zostać przezeń zjedzona, wkrótce zagrażać jej zacznie śmierć z nudów!
Raczej nieświadomie twórcy ujawnili fundamentalny problem związany z wilkołakami, które w swojej właściwej postaci są po prostu drapieżnymi zwierzętami i jako takie nie wydają się zanadto intrygujące. W horrorach błyszczą w sekwencjach dramatycznych, kiedy uganiają się za ludzkimi ofiarami i klimatycznie wyją do księżyca, ale są przy tym całkowicie pozbawione głębi. Twórcy zwykle rozwiązują ten problem, nakazując bestii co jakiś czas powracać do swej ludzkiej postaci. To dramat człowieka, niezdolnego do okiełznania zwierzęcej strony swojej natury, stanowi dramaturgiczny punkt ciężkości w likantropijnych opowieściach. Tymczasem osobnik, którego spotyka Frau, najwyraźniej już dawno pożegnał się ze swoją ludzką postacią, na dobre zamieniając w bezmyślnego zwierzaka. Nic dziwnego, że pomimo swojej imponującej fizyczności (o której było więcej w poprzednim epizodzie) nie może być materiałem na stałego partnera dla nowoczesnej dziewczyny!
LIKANTROPIJNE LINKI:Swoją drogą to przykre, że likantrop nie potrafił zainspirować nawet autora okładki, który zamiast odmalować włochatą bestię, postawił na... Petera Cushinga z filmu Opowieści z krypty (1972, reż. Freddie Francis). Wspaniała kreacja wielkiego aktora i perfekcyjny make-up, ale czy na pewno pasujący akurat do tego tomiku?


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz