poniedziałek, 12 stycznia 2026

TERROR BLU, WYSPA BEZ IMIENIA

Tytuł oryginalny: Terror Blu

n.14 - L'isola senza nome

Scenariusz: Carmelo Gozzo

Grafika: Francesco Blanc

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: październik 1977

Skan oryginalnego wydania włoskiego:

Charles (VintageComix)

Cyfrowa korekta skanu: Old Man

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Kobiety z planety Zemhel, krążącej wokół Alfa Centauri, mają poważny problem z facetami. A konkretnie z ich brakiem! Od kiedy tajemnicza zaraza wybiła całą męską populację, zostały całkiem same. Szczęśliwie wysoki rozwój genetyki umożliwił przetrwanie gatunku, ale co innego sama egzystencja, a co innego budowanie zdrowej tkanki społecznej, opartej na związku kobiety i mężczyzny, wychowujących wspólnie potomstwo… No dobrze, trochę przesadziłem, implementując kosmitkom kultywowany na naszej planecie tradycyjny model społeczny. Nie wiadomo, w jaki sposób jest to u nich zorganizowane, być może rodzina jest tam przeżytkiem. Jak by nie było, mężczyzn im brakuje, tak że już na sam ich widok robi im się cieplej… na duszy! Wystarczy spojrzeć na okładkę.

Wyspa bez imienia była czternastą historią opublikowaną w ramach Terror Blu, serii łączącej motywy fantastyki naukowej z erotycznymi w nader zgrabny sposób. Na tym wczesnym etapie wydawnictwa głównego scenarzystę serii, Carmelo Gozzo, zdawała się frapować dynamika relacji damsko-męskich, najpełniej wyrażona w tytule kolejnego tomiku serii, Wojna płci (który notabene jakiś czas temu doczekał się polskiej translacji!). Formuła sci-fi pozwoliła na snucie hipotez, co by się stało, gdyby mężczyznom przytrafiło się coś niemiłego – na przykład totalne zdziczenie albo annihilacja – podczas gdy kobiety przejęłyby ster dowodzenia. Choć tarcia między płciami są stare jak świat, eksplozja takich wizji w kulturze popularnej niewątpliwie spowodowana była coraz większą obecnością kobiet w sferze publicznej oraz wzmożoną aktywnością feministek. Kulturowa rewolucja stawał się faktem i wielu zadawało sobie pytanie, czy nie dokona zbyt wielkiego spustoszenia, pozostawiając po sobie jedynie zgliszcza.

Choć Włosi, mocno kultywujący model machismo, mieli szczególne powody do niepokoju, najlepsza satyra na wojujący feminizm, radykalnie przekształcający tkankę społeczną i odsyłający mężczyzn do lamusa, pojawiła się nie u nich, lecz u nas, pod postacią Seksmisji (1984). Porównując kultową polską komedię z Wyspą bez imienia, warto zwrócić uwagę, jak przez dzielące te dwa dzieła sześć lat zradykalizowała się wizja odizolowanej żeńskiej społeczności. Kosmiczne dziewczyny u Gozzo nadal pragną kontaktu z płcią przeciwną, a nawet o niej fantazjują (okładka!), natomiast praktyka sztucznego zapłodnienia jest dla nich smutną koniecznością, z której chętnie zrezygnują na rzecz naturalnych metod reprodukcji. Jaki kontrast z funkcjonariuszkami Ligii Kobiet u Machulskiego, dążących do całkowitego wyrugowania popędu seksualnego, zaś mężczyzn uznających za przyczynę całego zła świata. Kto by pomyślał, że polska komedia, oglądana przez rodziny w okresie okołoświątecznym, kreślić będzie bardziej ponurą wizję świata kobiet niż mistrz erotycznej makabry Carmelo Gozzo?

BEZIMIENNE LINKI:

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

Nie zdradzając zbyt wiele z fabuły, nadmienię tylko, że na drodze do międzyplanetarnej idylli żeńsko-męskiej stanie coś innego niż różnice kulturowe czy intelektualne. Nawet jeśli wykształconej elicie Zemhelianek mogłoby szybko zabraknąć tematów do rozmów z XIX-wiecznymi, zapewne niepiśmiennymi galernikami, prawdziwym problemem okazuje się rzecz bardziej prozaiczna, z którą nawet ziemskie pary nierzadko muszą się borykać…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz