Tytuł oryginalny: Nippur di Lagash
03 - Las lanzas y la arena
Oryginalnie opublikowany w:
Argentyński magazyn komiksowy „D’Artagnan”, nr 163
Rok wydania: 1967
Scenariusz: Robin Wood
Grafika: Lucho Olivera
Translacja: Gemini AI, Chat GPT
Korekta przekładu: Vallaor i Aristejo
W trzecim odcinku swych przygód Nippur spotyka piratów z Krety, a choć to wiek brązu, nie różnią się oni zbytnio od tych z XVII-wiecznej Tortugi. Mają inne stroje i uzbrojenie, lecz ich modus operandi praktycznie nie uległ zmianie przez wieki. Zamiast więc niepotrzebnie rozwodzić się nad morskimi łupieżcami, z miejsca odsyłam do samego epizodu, a spragnionych dodatkowej wiedzy zachęcam do lektury rozmowy z Robinem Woodem, scenarzystą Nippura i wielu innych kultowych serii komiksowych. Artykuł Angela Berlangi ukazał się 18 sierpnia 1998 roku w argentyńskim dzienniku Página/12. Jego pierwsza część przedstawia drogę Wooda od ubogiego dzieciństwa i przypadkowego debiutu, po decyzję o porzuceniu etatu i rozpoczęciu nomadycznego życia z maszyną do pisania w plecaku...
PIRACKIE LINKI:BAWIĆ SIĘ W BOGA, ALE W KOMIKSOWYCH KADRACH - CZĘŚĆ I
To twórca Nippura z Lagasz, Marka, Savaresego, Nieśmiertelnego Gilgamesza, Pepe Sáncheza i całej rzeszy innych postaci, które zapisały się w historii. Niestrudzony globtroter mieszka dziś w Danii, skąd pisze historie publikowane w Argentynie i Europie, a także próbuje swoich sił w scenariuszach telewizyjnych.
Zawrotne tempo jest zazwyczaj podstawą komiksu, a jego własne, szaleńcze tempo przenika życie Robina Wooda, weterana scenariuszy komiksowych, autora Nippura z Lagasz, Czarengo Janczara Dago, Heleny i wielu innych serii. Urodził się w Asunción w Paragwaju w 1944 roku. Dzieciństwo spędził na przemian w tym mieście i w Buenos Aires. W wieku dwunastu lat rzucił szkołę i uciekł z domu. Nie znał swojego ojca, a z irlandzką matką nie układało mu się dobrze („nienawidziliśmy się”). Jego irlandzki dziadek opowiadał mu o swoich przeżyciach podczas I wojny światowej i to właśnie po nim Wood odziedziczył pasję do opowiadania historii.
— Mój dziadek i ja jesteśmy shanachies — opowiada. — W każdym irlandzkim pokoleniu jest jeden. To gaelickie słowo określające człowieka, który opowiada historie; odpowiednikiem byłby payador w tradycji gauchos. Kiedy byłem mały, siadałem z kuzynami i przyjaciółmi i opowiadałem im historie, które wcześniej opowiedział mi dziadek. W ten sposób przekazuje się tradycję ustną, a jednocześnie ją upiększa. Nie opowiada się prawdy, tylko jej wersję. To tak jak z ubieraniem się na wyjście: zakłada się koszulę, krawat, garnitur, czyści buty... Nie wygląda się wtedy tak jak na co dzień, tylko ubiera się na wyjście. Z opowiadaniem historii jest tak samo — i człowiek daje się ponieść magii opowiadania.
Od chwili opuszczenia domu aż do rozpoczęcia pracy pisarskiej Wood utrzymywał się z najróżniejszych zajęć: pracował przy wyrębie lasów w Alto Paraná, zmywał naczynia w restauracjach i ewidencjonował karty w fabrykach. Były to trudne czasy — noce spędzał na dworcu Retiro albo w pensjonatach, gdzie w jednym pokoju stało po pięć łóżek. — Przez osiem czy dziesięć lat nie zdejmowałem butów do snu — wyznaje w rozmowie, której udziela Página/12 z Kopenhagi.
— Jak udało się panu z tego wyrwać? W podobnych sytuacjach większości ludzi się to nie udaje.
— Mnie uratowała pasja do czytania i pisania. W domu nie było pieniędzy, ale były książki. Dorastałem otoczony książkami, a później, kiedy odszedłem z domu, również czytałem wszystko, co wpadło mi w ręce. W wieku ośmiu lat czytałem Simone de Beauvoir, Hemingwaya... Miałem też szczęście trafić na coś, co dało mi pracę i pieniądze: komiks. Do tego czasu żyłem w skrajnej nędzy.
— Kiedy zaczął pan pisać scenariusze komiksowe?
— Zacząłem przypadkiem, trzydzieści lat temu. Chciałem zostać rysownikiem i zrobiłem kilka kursów, ale nie byłem zbyt dobry. Poznałem faceta, który świetnie rysował, Lucho Oliverę, i razem studiowaliśmy Sumerów. Lucho, który pracował w wydawnictwie Columba, któregoś dnia klął, że scenariusze są beznadziejne. Zaproponował, żebym sam jeden napisał. Napisałem Historia para Lagash, w której pojawiał się facet o imieniu Nippur. W tamtym czasie pracowałem w fabryce w Martínez i dowiedziałem się o publikacji, kiedy zobaczyłem czasopismo w kiosku. Poszedłem do wydawnictwa i powiedzieli mi, że kupują moje scenariusze.
— Jakie postacie pojawiły się po Nippurze?
— Później stworzyłem Jackaroe, Mi novia y yo, Dennisa Martina, Pepe Sáncheza... Po roku pracy dla Columby powiedziałem im, że odchodzę. Miałem za sobą sześć lat pracy w fabrykach. Powiedzieli mi, że mam tam przyszłość, ale chciałem odejść. Zaproponowałem, że będę wysyłał scenariusze pocztą, a oni powiedzieli, że czegoś takiego w wydawnictwie jeszcze nigdy nie było. Ostatecznie, niechętnie, się zgodzili.
Wood zarzucił plecak na ramię, zabrał przenośną maszynę do pisania i wyruszył do Neapolu. Od tamtej pory przemierzył świat i wysyłał swoje scenariusze z najbardziej egzotycznych i różnorodnych miejsc. Był w Londynie, Mongolii, Meksyku, Stambule, Grecji, Portoryko, Barcelonie — podróżując autostopem albo samolotem, pociągiem, statkiem czy samochodem. Co jakiś czas zatrzymywał się na kilka lat. Mieszkał w Kalifornii, w izraelskim kibucu, w Marbelli i Sydney. Choć obecnie mieszka w Danii wraz z żoną i czwórką duńskich dzieci, zaznacza, że nie jest szczególnie rodzinny.
CIĄG DALSZY NASTĄPI...














