środa, 28 października 2026

ZORDON N°12 - NIEZNANY JĘZYK

Tytuł oryginalny: Zordon

n.12 – Una lingua sconosciuta

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: sierpień 1975

Scenariusz: Ennio Missaglia, Carmelo Gozzo

Grafika: Bruno Marraffa

Skan wydania włoskiego i francuskiej translacji:

Charles (VintageComix), AtomHic (BDtrash)

Cyfrowe podrasowanie: Vallaor

Cyfrowa rekonstrukcja okładki: Cyfrowy Baron

Czyszczenie plansz i dymków: Grifos

Przekład: Vallaor

Wstawianie tekstu: Gilotyna_123

Korekta: Aristejo

Zakończenie najdłuższego jak dotąd wątku podróży czasoprzestrzennej! Wcześniej Zordon i Jane trafiali w miejsca pozostawiające wiele do życzenia pod względem kulturalnym. Krwiożerczy Wikingowie nie byli najlepszymi partnerami do rozmowy na poziomie, ale i tak wypadali bardzo komunikatywnie przy jaskiniowcach dopiero uczących się jakiejkolwiek komunikacji werbalnej. Nic dziwnego, że kosmita postanowił udać się w epokę brązu, obiecującą prawdziwą duchową ucztę pod postacią wydarzeń tak pięknie opisanych w Iliadzie przez Homera.

Czy jednak poemat zanadto nie uszlachetnia wypadków, które pierwotnie nie miały w sobie nic wzniosłego? Nawet jeśli założymy, że oblężenie Troi w ogólnych zarysach przebiegało podobnie, to przynajmniej udział greckich bogów w całej imprezie można między bajki włożyć. Ale czy na pewno? Kto jak kto, ale przybysz z wysoko rozwiniętej cywilizacji pozaziemskiej musi zdawać sobie sprawę, że na Ziemi i w niebie jest całkiem sporo rzeczy wykraczających poza to, co racjonalne.

Choć doczekamy się w tym epizodzie konkluzji wojny trojańskiej – ukazanej notabene znacznie bardziej realistycznie niż w niedawnej Odyseji Christophera Nolana – to nie wszystkie zagadki zostaną rozwiązane. Nie będzie łatwo odgadnąć prawdziwej tożsamości samozwańczej Hery, choć domyślamy się, że nie pochodzi z Olimpu. Zdradziła się podszywaniem pod Afrodytę, do czego autentyczna władczyni Olimpu nigdy by się nie posunęła, zbyt dumna ze swego wyglądu i pozycji. Ponadto bogowie greccy bywali niesamowicie okrutni i skazywali śmiertelników na niewyobrażalne męki, ale zawsze musieli być czymś sprowokowani. Gdyby na przykład Marsjasz z miejsca uznał, że nie ma sensu stawać do pojedynku muzycznego z Apollem (który może się obrazić za taką zuchwałość), mógłby nawet liczyć na jego przychylność. Ponieważ jednak do pojedynku przystąpił, mocno poirytowany Apollo obdarł go ze skóry. Olimpijczykom lepiej nie podskakiwać, ale jeśli będziemy składać im hołdy, mogą być skłonni udzielić nam swojej protekcji.

Przywołałem ten apolliński mit, uderzający szokującą bezwzględnością boga kojarzonego raczej z przyjemnymi kwestiami (takimi jak poezja i śpiew), aby choć trochę przygotować czytelników do tego, co w komiksie wyczyniać będzie pseudo-bogini wraz ze swoim wspólnikiem. Gdyby ta dwójka spotkała Marsjasza w ustronnym miejscu, zabrałaby się do zdzierania z niego skóry bez jakiejkolwiek prowokacji z jego strony. Wyłącznie dla czystej, sadystycznej frajdy! Tymczasem Zordon wraz ze swoimi towarzyszkami już nadepnął im na odcisk, demaskując ich machinacje w greckim obozie i za murami Troi.

Czy możemy być pewni, że wszyscy troje wyjdą z tej przygody cało i zdrowo? Czy scenarzysta będzie miał dla nich więcej litości niż dla postaci drugiego i trzeciego planu, bezceremonialnie uśmiercanych w toku fabuły? Na to pytanie odpowiedź da tylko lektura, do której gorąco zachęcam!

APOLLIŃSKIE LINKI:

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

Słynny obraz Jusepe de Ribery z 1637 roku, który zdaje się podążać za mitem w jego klasycznej wersji, gdzie narrator ani trochę nie współczuje zadufanemu i na dodatek brzydkiemu faunowi, który śmiał rzucić wyzwanie bogu. Współcześnie mamy większą skłonność do współczucia biednemu śmiertelnikowi, który od samego początku był bez szans w tym starciu.

niedziela, 18 października 2026

PRZYGODY ROBERTO I JULIKI - INTERES BARONA HOLDINGA

Tytuł oryginalny: Roberto és Julika kalandjai

01 - Báró Holding üzlete

Oryginalnie opublikowany w:

węgierski tygodnik szaradzistów i łamigłówek „Füles”

Numery 37-44, 1970 rok

Scenariusz: Tibor Cs. Horváth

Grafika: Ernő Zórád

Cyfrowe podrasowanie i wstawianie tekstu: Vallaor

Translacja: Chat GPT & Gemini AI

Korekta przekładu: Vallaor i Aristejo

Naszą znajomość z Roberto Messinim oraz Juliką rozpoczęliśmy od ich londyńskiej przygody, gdzie zwiedzaniu i romansowaniu towarzyszyło rozwiązywanie kryminalnej zagadki. Nie było to jednak ich pierwsze wspólne spotkanie. Włoski dziennikarz i węgierska koszykarka poznali się bowiem wcześniej, w innej słynnej stolicy. Przed nami pierwszy epizod serii, rozgrywający się na terenie wytwórni Cinecittà – centrum włoskiego przemysłu filmowego położonym na przedmieściach Rzymu.

Do spotkania tej pary amatorskich detektywów zapewne by nie doszło, gdyby nie Zuza, koleżanka Juliki z drużyny, która nieoczekiwanie opuszcza resztę towarzystwa i udaje się w nieznanym kierunku z podejrzanym typem. Znając nieodpowiedzialny charakter dziewczyny, Julika rusza w pościg za domniemanym uwodzicielem, wskakując do pierwszego podjeżdżającego samochodu. Okazuje się nim sportowy wóz Roberto, który nie ma nic przeciwko podwiezieniu tak atrakcyjnej pasażerki. Szybko odzywa się w nim zresztą dziennikarska żyłka – zwłaszcza gdy wychodzi na jaw, że mogą trafić na trop sprawy znacznie poważniejszej niż zwykłe uwiedzenie...

Pierwsza odsłona cyklu wrzuca nas w sam środek akcji, nie tracąc czasu na wstępy. Nic dziwnego – na jeden odcinek przypadają zaledwie dwie plansze, na których trzeba zmieścić jak najwięcej atrakcji. Ten gazetowy układ był wyraźniej widoczny w odcinku Kompani białego diabła, bazującym na skanie z prasy. Tym razem wykorzystałem wydanie albumowe, zbierające w całość dwa odcinki serii. Porównując obie wersje komiksu, dokonałem ciekawego odkrycia: ósmy kadr (otwierający drugą planszę) został zmieniony w edycji albumowej. Poniżej prezentuję jego oryginalny, gazetowy wariant. Dla dopełnienia całości powędrował on również na polską okładkę – choć w formie lekko zmodyfikowanej, jak to AI ma w zwyczaju... Różnice są minimalne, ale przecież diabeł tkwi w szczegółach!

LINKI Z CINECITTÀ:

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

Baron Holding i jego tajemniczy interes mają swój odpowiednik w polskim kinie – i to przedwojennym, bo w czasach PRL-u ten temat był tabu. W filmie Kobiety nad przepaścią (1938, reż. M. Waszyński, E. Chaberski) dystyngowany Kazimierz Junosza-Stępowski wciela się w postać zegarmistrza Wolaka. Szacownego pana, który po godzinach zajmuje się znacznie niecniejszym procederem, którego nieodłącznym elementem są… „tysiące zhańbionych dziewcząt”! Załączona ulotka filmowa niewątpliwie intryguje – i to nie tylko za sprawą niedzisiejszej ortografii.

czwartek, 8 października 2026

ZORA WAMPIRZYCA N°32 - KRÓLOWA OTCHŁANI

Tytuł oryginalny: Zora la Vampira

Serie III n.05 – She, regina dell'abisso

Wydawca: Edifumetto

Rok pierwszego wydania: 22 marca 1974

Scenariusz: Renzo Barbieri, Giuseppe Pederiali

Grafika: Birago Balzano

Skan edycji włoskiej:

Charles (VintageComix)

Czyszczenie plansz i dymków: Vallaor

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Cyfrowa korekta okładki: Cyfrowy Baron

Korekta: Aristejo

Wracamy do morskich głębin, gdzie nasza wampirzyca utknęła pod koniec poprzedniej odsłony. Trafiła do niewoli She, władczyni Amazonek, i została zmuszona spełniać jej wszelkie zachcianki. Jedyną nadzieją na ocalenie jest rozkochanie w sobie dumnej kobiety. Ale czy w sercu wyniosłej królowej otchłani może zagościć miłość? W przypadku śmiertelników urok Zory jest niezaprzeczalny, ale czy zadziała równie skutecznie na osoby nieśmiertelne, które przez wieki niejedną piękność już widziały?

Była już mowa o Amazonkach, które w popkulturze XX wieku daleko odeszły od swoich mitologicznych korzeni i zaczęły osiedlać się na rozmaitych kontynentach, na przykład w afrykańskiej dżungli, gdzie nieraz weszły w paradę Tarzanowi. Dno morskie, na które wysłali je scenarzyści Zory, nie jest nawet najbardziej fantazyjną lokacją – pod tym względem nic nie przebije Amazonek na księżycu! Nie poświęciłem natomiast należytej uwagi samej władczyni, tym razem wychodzącej na pierwszy plan, jeśli nie z racji poczesnego miejsca w fabule, to choćby z samego tytułu tomiku. Tymczasem jej literacki pierwowzór to jedna z najbardziej ikonicznych postaci w historii literatury przygodowo-fantastycznej. Stworzona w 1887 roku przez Sir Henry’ego Haggarda, stała się archetypem nieśmiertelnej, wszechpotężnej władczyni, której oszałamiającego piękna powinniśmy się lękać!

She to w istocie skrócona wersja królewskiego tytułu She-Who-Must-Be-Obeyed (Ta, której trzeba być posłusznym). Nosi go arabska królowa Ayesha, przez ponad dwa tysiące lat zamieszkująca ukryte w głębi Afryki podziemne królestwo Kor. Nieśmiertelność i wieczną młodość zawdzięcza kąpieli w mistycznym Słupie Ognia. Jest to istota doskonała, której do szczęścia brakuje tylko jednego – godnego jej partnera. Trzeba przyznać, że sama utrudnia sobie poszukiwania, wypatrując od stuleci reinkarnacji swojego ukochanego, greckiego kapłana Kallikratesa, i nie akceptując żadnych substytutów! Jej oczekiwanie kończy się, gdy do podziemnej krainy trafia brytyjska ekspedycja, w skład której wchodzi potomek Kallikratesa, przystojny młodzieniec Leo Vincey. Ayesha wpada po uszy na widok domniemanej reinkarnacji ukochanego, lecz przy tak znacznej różnicy wieku związek nie ma większych szans na szczęśliwe zakończenie…

Nic dziwnego, że przygodowa fantazja Haggarda wywarła olbrzymi wpływ na kulturę popularną. Pobrzmiewają w niej pospołu zachwyt nad „wieczną kobiecością”, mistycznymi wręcz właściwościami utożsamianymi z płcią piękną oraz lęk przed nadmierną emancypacją tejże, która nawet bez praw wyborczych potrafi owijać sobie płeć brzydszą wokół palca. Co by to było, gdyby obdarzyć kobiety absolutną władzą? Trudno o lepsze ucieleśnienie męskich lęków i fascynacji niż She – Ona, już z samej nazwy archetypiczna niewiasta. Popularna przez pierwszą połowę XX wieku, o czym świadczą liczne ekranizacje i permutacje, traci jednak na znaczeniu zwłaszcza od lat 70., kiedy triumfy zaczyna święcić inny typ femme fatale – już nie biernie oczekującej na tego jedynego przez stulecia, lecz biorącej sprawy we własne ręce, aktywnej i ruchliwej. Wypisz wymaluj ktoś taki jak Zora, która w obecnej odsłonie swych przygód symbolicznie przejmuje schedę po She jako Ta-Której-Piękna-Trzeba-Się-Obawiać!

GŁĘBINOWE LINKI:

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

Pośród ekranowych wcieleń She poczesne miejsce zajmuje Ursula Andress w filmie z 1965 roku. Symbolem seksu stała się kilka lat wcześniej, za sprawą pierwszej kinowej odsłony serii bondowskiej, jednak w kosztownym, kostiumowym spektaklu wytwórni Hammer jej ikoniczność osiąga wręcz boskie proporcje. "Biblijna" czcionka na plakacie ma w tym swój udział, lecz bez olśniewającej Ursuli na niewiele by się zdała!

niedziela, 27 września 2026

NIPPUR Z LAGASZ N°04 - MINOTAUR

Tytuł oryginalny: Nippur di Lagash

03 - Minotauro

Oryginalnie opublikowany w:

Argentyński magazyn komiksowy „D’Artagnan”, nr 169

Rok wydania: 1968

Scenariusz: Robin Wood

Grafika: Lucho Olivera

Translacja: Gemini AI, Chat GPT

Korekta przekładu: Vallaor i Aristejo

Po dwóch publikacjach osadzonych w XX wieku (lata 70. w Przygodach Roberto i Juliki oraz lata 40. w Batalionie zagłady) wracamy do antycznych czasów Nippura z Lagasz. Tak dalece odległych, że kilkaset lat w jedną czy drugą stronę nie powinno robić nam różnicy! Na pewno nie robiło jej samemu scenarzyście, który, wyganiając swojego bohatera z rodzinnego miasta, skazał go na tułaczkę nie tyle po ziemiach sumeryjskich z XXIV wieku p.n.e., ile po całej starożytności, gdzie umiejscowienie w konkretnej epoce historycznej ma drugorzędne znaczenie. Robin Wood nie był co prawda tak bezczelny, by wplątać Nippura chociażby w zdobywanie Troi (jak wiemy, jest to możliwe nawet dla postaci z XIX wieku, o ile dysponują wehikułem czasu!), natomiast przy wydarzeniach trudniejszych do uchwycenia w czasie pozwala sobie na pewną dowolność.

Sięgając po jeden z najbardziej rozpoznawalnych mitów greckich, osadza go w epoce wcześniejszej, co pozwala na wysnucie hipotezy dotyczącej jego powstania. Badacze starożytności istotnie dopatrują się korzeni opowieści o Minotaurze w kulturze i obrzędach religijnych Krety w okresie jej największego rozkwitu. W sztuce minojskiej postać byka była jednym z najważniejszych motywów – odnaleźć ją można na freskach, naczyniach rytualnych, pieczęciach i innych zabytkach. Najczęściej pojawiają się przedstawienia akrobatów wykonujących skoki nad bykiem, co mogło być zarówno popularnym widowiskiem, jak i rytuałem religijnym. Nietrudno o wniosek, że samo zwierzę otaczano kultem, co – jak na większość antycznych obrzędów przystało – wiązało się z krwawymi ofiarami.

Choć Wood nie ma ambicji wiernej rekonstrukcji przeszłości, jego wizja narodzin mitu jest nader ciekawa. Proponuje racjonalne wytłumaczenie wydarzeń, które z upływem czasu obrosły fantastyczną otoczką, nie odbierając przy tym samej legendzie jej tajemnicy i siły. Nie mamy tu do czynienia z dekonstrukcją, która rozkłada historię na czynniki pierwsze, lecz z opowieścią wykorzystującą historyczny i archeologiczny kontekst po to, by uczynić mit jeszcze ciekawszym. W pierwszym rzędzie Wood myślał bowiem o dostarczeniu czytelnikom przedniej rozrywki – pamiętając przy tym o uhonorowaniu wielowiekowej tradycji.

MINOJSKIE LINKI:

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

Ciekawym kontrapunktem dla pomysłu Wooda są współczesne Cywilizacje. Kreta. Autorka komiksu również szuka źródeł mitu, ale zamiast przygody serwuje nam rozbudowaną reinterpretację minojskiej kultury – opartą na hipotezach o jej matriarchalnym charakterze i starciu z „patriarchalnymi” Hellenami. Zestawienie obu albumów daje do myślenia: tam, gdzie Wood widzi po prostu wciągającą historię, komiks Simony Mogavino i Carlosa Góme proponuje mocno zideologizowaną wizję przeszłości.

środa, 16 września 2026

GUERRA. BATALION ZAGŁADY

Tytuł oryginalny: Guerra

n.11 - Battaglione di sterminio

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: październik 1978

Scenariusz: Carmelo Gozzo

Grafika: Xavier Musquera

Skan wydania francuskiego: Leefirkins

Rekonstrukcja plansz i okładki: Cyfrowy Baron

Czyszczenie plansz i dymków: Grifos

Translacja: Vallaor

Wstawianie tekstu: Gilotyna_123

Korekta: Aristejo

Drugie spotkanie z serią Guerra na pierwszy rzut oka wydaje się bardziej typowe od poprzedniego – Rewolty bokserów – gdzie oryginalny był sam temat, nader rzadko podejmowany przez komiks. Tymczasem II wojna światowa to nie tylko największy i najkrwawszy, ale też najczęściej ilustrowany konflikt zbrojny wszech czasów. W następujących po nim dekadach pojawiło się całe mrowie komiksowych serii, ukazujących z detalami wszystkie ważniejsze bitwy czy przyglądających się każdemu heroicznemu epizodowi z annałów ruchu oporu.

Nawet w Polsce, gdzie twórcy obrazkowi mieli wyjątkowo pod górkę, jednym z pierwszych tytułów, którym pozwolono ujrzeć światło dzienne, był partyzancki Podziemny front. Co dopiero działo się na Zachodzie, gdzie wyrosły całe setki wojennych cykli – na czele z brytyjskimi gigantami War Picture Library (2103 numery) i Combat Picture Library (1212 numerów).

Jak na tym imponującym tle prezentuje się seria wydawnictwa Ediperiodici? Wygląda na to, że nie znalazła większego odzewu, skoro liczy sobie zaledwie 11 numerów. Czyżby czytelnicy byli już przesyceni wojenną tematyką i nawet obietnica pokazania jej z bardziej dorosłej, „niegrzecznej” strony nie zdołała wzbudzić ich zainteresowania? Problem leżał chyba nie w samej wojnie, lecz w braku unikalnego konceptu, który zaintrygowałby odbiorców.

Mimo to Guerra ma kilka wartych uwagi tomików. Scenarzysta bądź to drastycznie zmienia w nich tło wydarzeń (jak we wspomnianej Rewolcie bokserów), bądź skupia się na mniej oklepanych motywach. Na pewno rzadkością było ukazanie wojny w Polsce z perspektywy agresora, i to tego wyjątkowo niesympatycznego: specjalnych oddziałów wojskowych oddelegowanych do pacyfikacji miast i wsi, czyli po prostu do ludobójstwa. Czy dla żołnierza wcielonego do takiej jednostki istniała trzecia droga – nie zabijać i zarazem nie dać się zabić? Dokładnie na to pytanie stara się odpowiedzieć Batalion zagłady.

Mocnej lektury!

LINKI ZAGŁADY:

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

Ukazany w tym tomie typ zbrodniczej działalności specjalnych oddziałów III Rzeszy w Polsce został potępiony przez Zachód w pierwszej kolejności, na długo przed ujawnieniem pełnej skali Holocaustu. Co ciekawe, sami Niemcy poświęcili mu swój pierwszy powojenny film – Mordercy są wśród nas (Die Mörder sind unter uns, 1946, reż. Wolfgang Staudte). Twórcy ukazali w nim uczestnictwo regularnych żołnierzy Wehrmachtu w pacyfikacjach i masakrach, próbując jednak zrzucić ciężar odpowiedzialności na dowódców, których rozkazy wykonywano pod groźbą rozstrzelania.

niedziela, 13 września 2026

KAYAN N°01 - KOREKTA!

Wpadka! Publikując pierwszy epizod Kayana, nieświadomie pominąłem jedną planszę, zaś korektor nie zauważył tego braku ze względu na brak logicznej luki w opowieści. Na pozór wszystko się zgadza: sędziwy mentor bohatera staje do nierównej walki z hordą Hunów i natychmiast zostaje przeszyty włócznią. Tymczasem pomiędzy tymi kadrami znajdowała się cała strona, ukazująca jego męstwo w obliczu przeważającej siły wroga. Choć plansza nie przynosi nowych informacji, buduje szacunek dla postaci nieustraszonego starca (któremu Kayan będzie się starał dorównać) i nienawiść do barbarzyńskich, wyzbytych honoru agresorów. Warto znać ten fragment historii, dlatego gorąco zachęcam do pobrania raz jeszcze tego epizodu, już w wersji kompletnej.

POPRAWIONE LINKI:

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

środa, 9 września 2026

PRZYGODY ROBERTO I JULIKI - KOMPANI BIAŁEGO DIABŁA

Tytuł oryginalny: Roberto és Julika kalandjai

02 - A Fehér Ördög cimborái

Oryginalnie opublikowany w:

węgierski tygodnik szaradzistów i łamigłówek „Füles”

Numery 45-52, 1970 rok

Scenariusz: Tibor Cs. Horváth

Grafika: Ernő Zórád

Cyfrowe podrasowanie i wstawianie tekstu: Vallaor

Translacja: Chat GPT & Gemini AI

Korekta przekładu: Vallaor i Aristejo

Po dwóch argentyńskich odsłonach powrót na Węgry! Na podstawie dotychczasowych propozycji z tego kraju na tym blogu można było przypuszczać, że publikowano tam wyłącznie komiksy o tematyce historycznej, a ich jedynym rysownikiem był Ernő Zórád. Jeśli chodzi o to drugie spostrzeżenie, na razie nie zamierzam wyprowadzać nikogo z błędu. Choć nie był jedyny, to zdecydowanie okazuje się najlepszy, więc jeszcze długo może pozostać wyłącznym reprezentantem swojego kraju w ramach Gazetowców. Nie da się też ukryć, że miał słabość do kostiumu historycznego i kiedy tylko mógł, osadzał akcję swoich prac w minionych epokach. Nie było to jednak stałą praktyką, o czym świadczy przedstawiana obecnie odsłona serii Przygody Roberto i Juliki, rozgrywająca się tu i teraz, tzn. w Europie początku lat siedemdziesiątych! A konkretnie: w samym sercu swingującego Londynu!

W tym miejscu przyznaję się, że wybór tego konkretnego epizodu był wyłącznym dziełem przypadku, choć kto wie, czy nie przyczynił się do tego nieświęty patron strony! Świadczyłby o tym diabelski tytuł omawianego tomu – Kompani Białego Diabła – który jednak lekko wprowadza w błąd. Żadnych czcicieli sił piekielnych w nim nie odnajdziemy, a czarnym charakterom ani w głowie składanie ofiar Szatanowi. Wystarczy im napchanie kieszeni brudną forsą! A w jaki niecny sposób wchodzą w jej posiadanie, to już tajemnica do odkrycia przez głównych bohaterów: Roberto i Julikę – włoskiego dziennikarza i węgierską sportsmenkę, których poza gorącym uczuciem łączy talent do rozwiązywania kryminalnych intryg.

Seria o sensacyjnych przygodach zakochanej pary ukazywała się pierwotnie w magazynie szarad i łamigłówek „Füles” w latach 1970–1973. Ogółem powstało dziewięć odsłon ich przygód. Obecnie prezentowana jest druga w kolejności, co ma swoje odzwierciedlenie w fabule. Bohaterowie zdążyli się już zauroczyć, wyraźnie między nimi iskrzy, zwiedzają nawet razem Londyn, ale bliższa relacja wciąż jeszcze przed nimi. Czy włoskiemu przystojniakowi uda się namówić piękną Węgierkę na dzielenie pokoju hotelowego? Śledzenie dynamiki tej relacji wydało mi się nawet ciekawsze od samej intrygi kryminalnej! Nie jestem jednak pod tym względem miarodajny. Na przykład w klasycznych zeszytach Spider-Mana zawsze bardziej interesowały mnie miłosne perturbacje Petera Parkera z Gwen Stacy i Mary Jane niż obligatoryjne starcia z superzłoczyńcami.

Nie zdradzając szczegółów kryminalnej intrygi epizodu, zwrócę jednak uwagę na najlepiej wygraną dramaturgicznie lokalizację: gabinet figur woskowych, w którym znalazło się miejsce na takie ikony kina fantastycznego, jak Drakula (patrz okładka) czy King Kong. Zapewne dla rysownika było niemałą frajdą odmalowanie tych postaci, zwłaszcza że w przeciwieństwie do włoskich kolegów nie miał na co dzień ku temu okazji. Wydaje się, że komiksowe horrory nie cieszyły się na Węgrzech popularnością, jeśli w ogóle dopuszczano je do druku – podobnie zresztą jak w Polsce, gdzie na pełnoprawną obrazkową grozę należało poczekać jeszcze ładnych kilkanaście lat!

LINKI Z SOHO:

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

Przedstawiony w komiksie gabinet figur w Soho jest fikcyjny, wystarczy jednak przejechać kilka przystanków metrem na ulicę Marylebone, by trafić do słynnego Madame Tussauds London. To najsłynniejsze muzeum figur woskowych w Anglii istnieje od 1835 roku, a w obecnej lokacji od 1884 roku. Wśród słynnych postaci, które można tam podziwiać, znajduje się Dracula w kreacji Beli Lugosiego. Dla Ernő Zóráda punktem odniesienia był jednak zdecydowanie Christopher Lee!