czwartek, 7 maja 2026

LUCIFERA N°29 - WYZWANIE RZUCONE SZATANOWI

Tytuł oryginalny: Lucifera

n.29 - Sfida a Satana

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: 21 grudnia 1973

Scenariusz: Giorgio Cavedon

Grafika: Tito Marchioro i StudiOriga

Skan wydania francuskiego:

Gentil-Toto & Termineur (VintageComix)

Rekonstrukcja plansz i okładki: Cyfrowy Baron

Czyszczenie plansz i dymków: Grifos & Vallaor

Przekład z jęz. francuskiego i opracowanie graficzne:

Vallaor

Korekta: Aristejo

Najwyższy czas na powrót Księcia Ciemności! W kwietniu musiał uronić niejedną łzę, nie odnajdując na blogu niczego specyficznie „czarciego”. Maj powinien być pod tym względem szczęśliwszy, choć przewiduję, że będzie w nim więcej klimatów historycznych niż satanicznych. Tym niemniej zaczyna się z przytupem, mianowicie od wyzwania rzuconego Szatanowi przez Luciferę, która od pewnego czasu przeszła na przeciwną stronę barykady i ani myśli o zmianie frontu, nawet w obliczu groźnie brzmiącej przepowiedni usłyszanej od swego niedoszłego Władcy. Koniec końców trudno się dziwić – miłość sprawia, że zapominamy nie tylko o bożym, ale też diabelskim świecie.

Czy przemiana bohaterki okaże się trwała? Trudno w to uwierzyć, ponieważ częścią jej atrakcyjności jest czynienie zła z uśmiechem na ustach, a perfidia wydaje się na stałe wpisana w jej charakter. Jeśli "stan anielski" potrwa zbyt długo, może zrazić czytelników oczekujących od niej czegoś zupełnie innego. W pewnym momencie powinien nastąpić przełom i powrót skruszonej grzesznicy na szatańskie łono. Jednak póki co Faust może spać spokojnie... Oczywiście, jeśli pozwoli mu na to jego nienasycona eks-diablica!

Ona sama ma obecnie na głowie coś innego niż przejmowanie się mglistą przepowiednią o fatalnych skutkach połączenia Dziecka Światła z Dzieckiem Ciemności. Mały aniołek wzrasta już w brzuchu Lucifery, natomiast młodocianym diabełkiem musi być dawno niewidziany synek Małgorzaty, niegdyś cudem ocalony ze szponów Inkwizycji. Swoją drogą ciekawe, co się z nim później stało? Sama matka nie pisnęła o nim ani słówka, zapewne związana jakąś mroczną przysięgą. Być może już wkrótce uchylony zostanie rąbek tej tajemnicy…

DO POBRANIA RZUCONE LINKI:

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

Tajemniczość losów latorośli Małgorzaty nasuwa skojarzenia z innym słynnym bobasem, Dzieciątkiem Jezus. O nim na dobrą sprawę również niewiele wiemy! Z oficjalnych tekstów biblijnych tylko tyle, że w wieku 12 lat dysponował już wystarczającą wiedzą, by nauczać w świątyni jerozolimskiej. Jeśli jednak chcemy poznać jego wcześniejsze losy, zdani jesteśmy na apokryfy, np. Ewangelię Dzieciństwa Tomasza. Kościół ani nie potwierdza, ani nie zaprzecza spisanym tam rewelacjom. Zatem kto chce, niech wierzy!

wtorek, 28 kwietnia 2026

CZERWONA BARYKADA (One-shot)

Tytuł oryginalny: A vörös barikád

Oryginalnie opublikowany w:

Węgierski magazyn młodzieżowy „Pajtás”, numery 39–50

Rok wydania: 1970

Scenariusz: Hunyady József

Grafika: Zórád Ernő

Rekonstrukcja cyfrowa: Cyfrowy Baron

Translacja: AI Gemini Flash

Korekta przekładu: Vallaor i Aristejo

Tym razem spotkanie z rysownikiem dobrze w Polsce znanym, najpierw dzięki historiom publikowanym w kultowym Relaxie, a następnie za sprawą Krajowej Agencji Wydawniczej, która na przełomie lat 80/90 wypuściła na rynek cykl węgierskich adaptacji klasyki literackiej (Ostatni Mohikanin, Jankes na dworze króla Artura, itd.). Za scenariusz odpowiadał najczęściej Tibor Cs. Horvath, a za ilustracje Ernö Zòràd. Pomimo narzekania Jerzego Szyłaka na łamach Fantastyki, że zaznajamianie z dziedzictwem komiksu europejskiego rozpoczyna się u nas od mało istotnych madziarskich „bryków”, dla spragnionych opowieści obrazkowych czytelników były one jak manna z nieba. I choć korzystały wówczas z niejakiej taryfy ulgowej, nie mając zbyt dużej konkurencji, po latach widać, że są to całkiem zgrabne przekłady literatury na język komiksu, przy wszystkich niezbędnych skrótach zachowujące ducha oryginału. Natomiast grafika Ernö Zòràda jest tu zdecydowanie najjaśniejszym punktem! Okres transformacji ustrojowej okazał się idealny do zaznajomienia polskiego odbiorcy z jego twórczością. W latach następnych rynek wypełniły zupełnie inne wydawnictwa, a sam Zòràd powrócił dopiero po kilku dekadach, na łamach reaktywowanego Relaxu, notabene z kolejną adaptacją - Ostatnimi dniami Pompejów.

Warto zaznaczyć, że w rodzimym kraju rysownika również nie było różowo i nie od razu doczekał się on publikacji albumowych. Tworząc na zamówienie gazet, nie miał pewności, czy jego prace zostaną kiedykolwiek wznowione w lepszej szacie graficznej. Jednakże jako profesjonalista, ewidentnie wkładający serce w swoje plansze, nie odwalał nigdy fuszerki i potrafił praktycznie każdy temat przedstawić w sposób atrakcyjny. Co zresztą postaramy się udowodnić na przykładzie krótkiej historii z dużym nacechowaniem ideologicznym, przedstawiającej najbardziej burzliwy epizod z kariery niestrudzonego rewolucjonisty Frankela Leo. Kiedy tylko w Paryżu rozpoczęło się socjalistyczne wrzenie, zjawił się tam, by wejść do rządu Komuny Paryskiej i walczyć o jej przetrwanie z przeważającymi siłami wrogów ludu. Czy marksistowska interpretacja tych odległych wydarzeń może zaciekawić współczesnego czytelnika? Jeśli tak, to niemała w tym zasługa przepięknych, realistycznych i ekspresyjnych plansz węgierskiego artysty!

KOMUNALNE LINKI:

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

Węgierski rysownik ewidentnie kochał kobiety i gdy tylko nadarzała się taka możliwość, umieszczał w kadrze jakąś ślicznotkę! Nawet w opowieści o działaczu ruchu robotniczego, który poza Międzynarodówką świata nie widzi, znalazło się miejsce dla pewnej urodziwej i szykownej damy. Jest to niejaka Madame Duval, gwiazda Comédie-Française. Niestety, nie wiadomo, czy chodzi o autentyczną historyczną postać, czy wymyśloną na potrzeby scenariusza adoratorkę dzielnego marksisty.

poniedziałek, 20 kwietnia 2026

ADAPTACJE KOMIKSOWE. MIASTO PRZEMOCY

Tytuł oryginalny: Ciudad Violenta

Oryginalnie opublikowany w:

Argentyński magazyn komiksowy „D'Artagnan” nr 382

Rok wydania: styczeń 1977 roku

Scenariusz: Pedro M. Mazzino (Pascual Médanos)

Grafika: Ricardo Villagrán

Translacja: Gemini 3 Flash

Korekta przekładu: Vallaor

A teraz coś z zupełnie innej beczki! Niezwykłe możliwości, jakie daje współczesna technika ze sztuczną inteligencją na czele pozwala na eksplorowanie obszarów dotychczas niedostępnych z racji bariery językowej. Postanowiłem wykorzystać internetowe moce przerobowe dla rozpoczęcia nowego cyklu, różniącego się od fumetti zarówno formatem, jak i tematyką. Będą to komiksy publikowane w gazetach i magazynach z różnych krajów. Krótsza forma pozwoli na większą częstotliwość publikacji niż ma to miejsce w przypadku „kieszonkowców”, wymagających najczęściej kompleksowej obróbki graficznej.

W nowym cyklu jakość skanów nie będzie kluczowa, choć rzecz jasna dołożę starań, by nie kłuła w oczy. Publikacje gazetowe żądzą się jednak innymi prawami niż albumowe i trzeba mieć to na uwadze. Również w kwestii przekładu należy pamiętać, że stoi za nim maszyna. W tym wypadku ograniczam się do wprowadzania mniejszych bądź większych korekt, nie mogę natomiast stwierdzić z ręką na sercu, że oddany został w pełni duch oryginału.

Zaczynamy od niejakiego kuriozum, czyli od komiksowej adaptacji filmu Città violenta z 1970 roku. Ukazała się na łamach argentyńskiego magazynu komiksowego D’Artagnan w numerze 382 ze stycznia 1972 roku. Odpowiedzialny za grafikę Ricardo Villagrána w następnej dekadzie przeniósł się do Stanów, gdzie pracował przy tak prestiżowych tytułach jak The Savage Sword Of Conan. Czy na zalewie trzynastu stronach udało mu się uchwycić esencję słynnego thrillera Sergio Sollimy? Kwestia sporna! Na pewno dla wielu młodszych czytelników pisma mogła to być jedyna okazja na jako takie zapoznanie się z treścią filmu, wyświetlanego w kinach z ograniczeniem wiekowym!

BRONSON LINKS:

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

Małżonkowie Jill Ireland i Charles Bronson spotykali się na ekranie przynajmniej 15 razy, ale chyba w żadnym innym filmie ich relacja nie była równie burzliwa. Zimnokrwisty twardziel i przewrotna femme fatale to przepis na związek wybuchowy, pełen skrajnych emocji, choć zdecydowanie mniej długoterminowny niż ten, jaki łączył słynną aktorską parę!

niedziela, 29 marca 2026

ZORA WAMPIRZYCA N°30 - LIZAK DLA WAMPIRA

Tytuł oryginalny: Zora la Vampira

Serie III n.03 – Il leccalecca della vampira

Wydawca: Edifumetto

Rok pierwszego wydania: 8 luty 1974

Scenariusz: Renzo Barbieri, Giuseppe Pederiali

Grafika: Birago Balzano

Skan edycji włoskiej:

Charles (VintageComix)

Cyfrowa rekonstrukcja okładki: Cyfrowy Baron

Czyszczenie plansz i dymków: Grifos

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Okładka nie kłamie: w tym tomiku pierwsze skrzypce grać będzie Frau Murder, a choć nie ujrzymy jej z czaszką w ręce, skojarzenie tego gestu z najsłynniejszą sztuką Szekspira jest całkiem zasadne. Na swojej drodze spotka bowiem autentycznego ducha, który domaga się zemsty, podobnie jak miało to miejsce z Duchem ojca Hamleta. Zabłąkane na ziemi widmo ma całkiem sporo do powiedzenia, na tyle, że jego historia zajmie znaczną część fabuły. Taka szkatułkowa forma narracji powracać będzie w serii całkiem często, stwarzając możliwość cofnięcia się w czasie bez konieczności przenoszenia tam samych bohaterek. Tym razem podróż do przeszłości nie będzie odległa, zaledwie jeden wiek, ale uważne oko czytelnika dostrzeże, że w modzie damskiej zaszły wyraźne zmiany. W XVIII wieku panie były zapięte pod szyję, podczas gdy już sto lat później królują wielkie dekolty. Tak przynajmniej wygląda to na planszach Zory!

Zdecydowana przewaga wątku Frau oznacza, że fani blondynek będą musieli obejść się smakiem. Nawet piękna dziewczyna, którą kruczoczarna wampirzyca chętnie widziałaby w roli tytułowego „lizaka”, okazuje się brunetką! Być może mamy do czynienia z przypadkiem losowym – akurat na tym etapie historii scenarzysta i rysownik mieli więcej do zaoferowania przyjaciółce Zory. Podejrzewam jednak, że zapatrzyli się przy tym na inną, powszechnie znaną kriopijczynię, niejaką Vampirellę. Tej inspiracji zdecydowanie nie może się wyprzeć autor okładki, Alessandro Biffignandi!

Przyznam bez bicia, że obce mi są przygody Vampirelli. Co więcej, dopóki nie natrafię na jakąś porządną rekomendację, zarazem entuzjastyczną i podpartą przekonującymi argumentami, nie spieszy mi się wypełniać tej luki w wiedzy. Zniechęca przede wszystkim status tej postaci – z opisów wynika, że jest to przybyszka z obcej planety, zwanej Drakulon, gdzie zamiast wody płynie krew. Pomijając absurdalność tego konceptu, mieszczącego się w spektrum komiksowej logiki, zmienia on diametralnie charakter postaci, której wampirza natura okazuje się wyłącznie efektem odmiennych od ziemskich warunków. Przy takim „naukowym” podejściu nie jest potrzebna żadna metafizyka, która w klasycznym ujęciu wampiryzmu jest wręcz niezbywalna. Nawet jeśli w uniwersum Vampirelli piekło istnieje i wypełzają z niego jakieś straszliwe demony, jej samej nic z nimi nie łączy i może bez żadnego problemu stawiać im czoła w obronie rasy ludzkiej. Stając się tym samym jednoznacznie pozytywną bohaterką. Musi tylko znaleźć alternatywne źródło odżywiania, na przykład syntetyczną hemoglobinę (założę się, że twórcy wymyślili coś w tym stylu). Dziękuję bardzo za tak „familijną” krwiopijczynię!

LIZAKOWE LINKI:

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

Seksowna? Niewątpliwie! Kusząca? A jakże! No dobrze, ale to sama powierzchowność, a przecież najważniejsze u kobiety jest wnętrze! Czy zatem owa pannica spełnia standardy szanującej się córy ciemności? Czy jest występna, okrutna, makiaweliczna, rozpustna, sprzymierzona z mocami piekielnymi? Niestety, pod tym względem czeka nas srogi zawód. Wygląda raczej na efekt kompromisu pomiędzy komiksiarzami a Comic Code of Authority. Wampirzyca – ale w wersji soft, PG-13, rozwodnionej do masowej, nużąco bezpiecznej konsumpcji!

niedziela, 22 marca 2026

ZORDON N°10 - GRECKA BOGINI

Tytuł oryginalny: Zordon

n.10 - La dea greca

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: sierpień 1975

Scenariusz: Ennio Missaglia

Grafika: Bruno Marraffa

Skan wydania włoskiego i francuskiej translacji:

Charles (VintageComix), AtomHic (BDtrash)

Cyfrowa rekonstrukcja: Cyfrowy Baron

Czyszczenie plansz i dymków: Grifos

Przekład i wklejanie tekstu: Vallaor

Korekta: Aristejo

Ciąg dalszy rozpoczętej w poprzednim tomiku helleńskiej przygody! Po badaniu początków rasy ludzkiej nadszedł czas na zapoznanie się z antyczną Grecją. Co prawda należałoby najpierw udać się do Mezopotamii, której miano kolebki cywilizacji należy się w pierwszej kolejności. Nie da się jednak ukryć, że poematy Homera są dla naszej zbiorowej wyobraźni znacznie ważniejsze niż Epos o Gilgameszu, o którym dziś mało kto pamięta, podczas gdy Helena Trojańska potrafi rozgrzać cały Internet do czerwoności za sprawą nietypowego castingu w nowej adaptacji Iliady. Trudno dziwić się decyzji Zordona, który na własne oczy chce sprawdzić, ile prawdy kryją w sobie podania chociażby o drewnianym koniu zmajstrowanym przez Ulissesa.

Przed scenarzystą serii otwiera się wdzięczne zadanie weryfikacji mitu pod kątem prawdopodobieństwa historycznego! Może odnieść się krytycznie do literackiego kanonu i zaproponować własną hipotezę odnośnie tego, co tak naprawdę miało szansę się wydarzyć. Podobne zadanie stawiali sobie liczni pisarze i filmowcy. W latach 50. przy realizacji wysokobudżetowej Heleny Trojańskiej (1956) postawiono na bardziej przyziemne niż u Homera uzasadnienie konfliktu. W filmie Roberta Wise'a ucieczka żony Menelaosa z Parysem staje się dla greckich państw idealnym pretekstem do wypowiedzenia wojny zagrażającej im gospodarczo Troi. Przy tak racjonalnym postawieniu sprawy nie było sensu mieszać do scenariusza olimpijskich bogów.

Podobnej trzeźwości spojrzenia można było oczekiwać od serii Zordon, wzorem tytułowego bohatera kierującej się zimną logiką. I rzeczywiście, geneza wojny trojańskiej maluje się tu w jeszcze bardziej cynicznych barwach, niż we wspomnianym hollywoodzkim spektaklu, gdzie prawdziwe było przynajmniej uczucie łączące Helenę i trojańskiego księcia. Jak jednak do racjonalnego tonu całości ma się tajemnicza kobieta, która materializuje się w greckim obozie, zdaje się dysponować nadludzkimi mocami i podaje za Herę, władczynię Olimpu? Czy Zordonowi uda się odkryć motywacje i tożsamość samozwańczej greckiej bogini, a twórcom uzasadnić jej obecność w zdroworozsądkowy sposób? Chęć poznania odpowiedzi na te pytania może zachęcić do lektury w jeszcze większym stopniu, niż obowiązkowa porcja krwawych i zmysłowych atrakcji!

GRECKIE LINKI:

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

Tak wyglądała na ekranie słynna para antycznych kochanków: Rosanna Podesta jako Helena i Jacques Sernas jako Parys. Oparcie całej fabuły filmu z 1956 roku na romansie tej dwójki miało poważne konsekwencje, wszystkie inne postacie były dla nich tylko tłem, na dodatek niezbyt sympatycznym. W komiksie aż takiego faworyzowania nie będzie, ale trzeba przyznać, że w niniejszym tomiku to wątek tej dwójki wybrzmiewa najpełniej!

wtorek, 24 lutego 2026

LUCIFERA N°28 - PRZEMOC I ROZKOSZ

Tytuł oryginalny: Lucifera

n.28 - La violenza con piacere

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: 7 grudnia 1973

Scenariusz: Giorgio Cavedon

Grafika: Tito Marchioro i StudiOriga

Skan wydania francuskiego:

Gentil-Toto & Termineur (VintageComix)

Rekonstrukcja plansz i okładki: Cyfrowy Baron

Czyszczenie plansz i dymków: Grifos + Vallaor

Przekład z jęz. francuskiego i opracowanie graficzne:

Vallaor

Korekta: Aristejo

Mniam, mniam, cóż to za tytuł! Gdy się zastanowić, podsumowuje nie tylko tę konkretną serię, ale cały gatunek erotycznego horroru, pobudzającego dwie intensywne emocje: podniecenie i przerażenie! Czy jednak ta nazwa nie jest zbyt generyczna jak na ten konkretny tomik? Otóż wbrew obawom zaskakująco dobrze pasuje do tego, co się w nim pokazuje. Właściwie jedyną wadą tego tytułu jest fakt, że można go wykorzystać tylko raz, a później można będzie co najwyżej uciekać się do synonimów. W oryginale brzmi nieco inaczej: „Przemoc z rozkoszą”. Uznałem, że może być to za mało czytelne, choć z drugiej strony pojawia się tu gra słów, nieobecna w przekładzie (również tym francuskim).

Łączenie przyjemności z okrucieństwem było od samego początku cechą charakterystyczną Lucifery. Po metamorfozie w śmiertelną kobietę odnalazła w sobie niespotykaną wcześniej wrażliwość, wzruszając choćby śpiewem słowika. Sądząc po tęsknym wzroku, jakim wodzi za ciężarnymi kobietami, odezwał się w niej nawet instynkt macierzyński. Myliłby się ten, kto na tej podstawie uznałby ją za całkowicie „zreformowaną”. Pewnych cech charakteru pozbyć się nie sposób, zwłaszcza gdy okoliczności wymagają pewnej dozy bezwzględności. Gdy Lucya na czele kobiet organizuje obronę obozu, jest bez wątpienia w swoim żywiole, zaś żołnierze Arna, z którymi się spotka, nie mają co liczyć na jej niewieścią wrażliwość. Wojna partyzancka nie pozwala się z agresorem cackać, a jeśli szczypać, to tylko obcęgami!

Podziwu godna organizacja i waleczność partyzantek pod wodzą Lucifery mogą się wydawać anachronizmem, uzasadnionym w fabule wielce nietypową osobą przywódczyni, jednak historia zna przypadki bardzo sprawnych, zdyscyplinowanych i skutecznych żeńskich oddziałów. W minionym stuleciu najbardziej wsławiły się partyzantki z Jugosławii, których liczba w szeregach armii Josefa Tito sięgała 100 tysięcy. Niezrównane w walce i sabotażu, stały się symbolem ogólnonarodowego oporu przeciwko hitlerowcom. O ich wyczynach nakręcono niejeden film, rzecz jasna utrzymany w tonacji podniosłej i heroicznej, trudno więc oczekiwać, by sportretowane były inaczej niż pomnikowo. Kto jednak wie, co żeńskie oddziały wyczyniały z niemieckimi zbrodniarzami, gdy ci wpadli im w ręce, a nikt inny nie patrzył? Lucifera może być w tym aspekcie bliższa prawdy niż oficjalne podręczniki historii!

ROZKOSZNE (I NIEPRZEMOCOWE) LINKI:

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

W jugosłowiańskim filmie Bitwa pod Naretwą (1969) kobiece oddziały komunistycznej partyzantki reprezentuje Sylva Koscina. Chorwacka aktorka, która wcześniej zasłynęła z nieodpartego sexappealu w produkcjach francuskich i włoskich, w swoim „rodzimym” filmie nie ustępuje na polu bitwy takim twardzielom, jak Yul Brynner czy Franco Nero. Swoją drogą, równie międzynarodowej obsady nie ma chyba żadna inna wschodnia produkcja!

wtorek, 27 stycznia 2026

ZORA WAMPIRZYCA N°29 - LIKANTROP

Tytuł oryginalny: Zora la Vampira

Serie III n.02 - Licantropo

Wydawca: Edifumetto

Rok pierwszego wydania: 25 stycznia 1974

Scenariusz: Renzo Barbieri, Giuseppe Pederiali

Grafika: Birago Balzano

Skan edycji włoskiej: Charles (VintageComix)

Rekonstrukcja okładki: Cyfrowy Baron

Czyszczenie plansz i dymków: Grifos

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Tomik, przy którym zadeklarowani miłośnicy wampirycznej blondynki mogą odetchnąć z ulgą. Choć przyjaciółki nadal są rozdzielone, zajmując dwa równoległe wątki bez punktów stycznych, tym razem dzielą miejsce w fabule mniej więcej po równo. Najpierw dowiemy się, co słychać u Zory. Pod koniec poprzedniego epizodu weszła ona w posiadanie walizki z kosztownościami, jednak próba jej otwarcia może skończyć się tragicznie ze względu na zabójczo skuteczny mechanizm zabezpieczający. Jakim sprytnym fortelem posłuży się bohaterka, aby bezpiecznie położyć rączkę na klejnotach, zapewniając sobie tym samym upragnioną finansową stabilność?

Chęć wzbogacenia się Zory, mimo że związana z pewnym ryzykiem, nie może równać się pod względem dramatyzmu z sytuacją, w jakiej znajduje się Frau Murder. Nic więc dziwnego, że to jej wątek zostaje zaznaczony w tytule. Pod względem likantropii można jednak poczuć niedosyt. O samym wilkołaku nie dowiadujemy się wiele więcej niż dotychczas. Jako istota kierująca się prymitywnym instynktem, prowadzi dość jednostajny żywot i nie nadaje się na partnera do konwersacji, o czym szybko przekonuje się będąca na jego łasce Frau. Sytuacja wampirzycy, którą los rzucił w jamę wilka, nie przedstawia się wesoło: jeśli nawet zdoła utrzymać dłużej zainteresowanie włochatego kochanka i nie zostać przezeń zjedzona, wkrótce zagrażać jej zacznie śmierć z nudów!

Raczej nieświadomie twórcy ujawnili fundamentalny problem związany z wilkołakami, które w swojej właściwej postaci są po prostu drapieżnymi zwierzętami i jako takie nie wydają się zanadto intrygujące. W horrorach błyszczą w sekwencjach dramatycznych, kiedy uganiają się za ludzkimi ofiarami i klimatycznie wyją do księżyca, ale są przy tym całkowicie pozbawione głębi. Twórcy zwykle rozwiązują ten problem, nakazując bestii co jakiś czas powracać do swej ludzkiej postaci. To dramat człowieka, niezdolnego do okiełznania zwierzęcej strony swojej natury, stanowi dramaturgiczny punkt ciężkości w likantropijnych opowieściach. Tymczasem osobnik, którego spotyka Frau, najwyraźniej już dawno pożegnał się ze swoją ludzką postacią, na dobre zamieniając w bezmyślnego zwierzaka. Nic dziwnego, że pomimo swojej imponującej fizyczności (o której było więcej w poprzednim epizodzie) nie może być materiałem na stałego partnera dla nowoczesnej dziewczyny!

LIKANTROPIJNE LINKI:

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

Swoją drogą to przykre, że likantrop nie potrafił zainspirować nawet autora okładki, który zamiast odmalować włochatą bestię, postawił na... Petera Cushinga z filmu Opowieści z krypty (1972, reż. Freddie Francis). Wspaniała kreacja wielkiego aktora i perfekcyjny make-up, ale czy na pewno pasujący akurat do tego tomiku?