Tytuł oryginalny: Zordon
n.12 – Una lingua sconosciuta
Wydawca: Ediperiodici
Rok pierwszego wydania: sierpień 1975
Scenariusz: Ennio Missaglia, Carmelo Gozzo
Grafika: Bruno Marraffa
Skan wydania włoskiego i francuskiej translacji:
Charles (VintageComix), AtomHic (BDtrash)
Cyfrowe podrasowanie: Vallaor
Cyfrowa rekonstrukcja okładki: Cyfrowy Baron
Czyszczenie plansz i dymków: Grifos
Przekład: Vallaor
Wstawianie tekstu: Gilotyna_123
Korekta: Aristejo
Zakończenie najdłuższego jak dotąd wątku podróży czasoprzestrzennej! Wcześniej Zordon i Jane trafiali w miejsca pozostawiające wiele do życzenia pod względem kulturalnym. Krwiożerczy Wikingowie nie byli najlepszymi partnerami do rozmowy na poziomie, ale i tak wypadali bardzo komunikatywnie przy jaskiniowcach dopiero uczących się jakiejkolwiek komunikacji werbalnej. Nic dziwnego, że kosmita postanowił udać się w epokę brązu, obiecującą prawdziwą duchową ucztę pod postacią wydarzeń tak pięknie opisanych w Iliadzie przez Homera.
Czy jednak poemat zanadto nie uszlachetnia wypadków, które pierwotnie nie miały w sobie nic wzniosłego? Nawet jeśli założymy, że oblężenie Troi w ogólnych zarysach przebiegało podobnie, to przynajmniej udział greckich bogów w całej imprezie można między bajki włożyć. Ale czy na pewno? Kto jak kto, ale przybysz z wysoko rozwiniętej cywilizacji pozaziemskiej musi zdawać sobie sprawę, że na Ziemi i w niebie jest całkiem sporo rzeczy wykraczających poza to, co racjonalne.
Choć doczekamy się w tym epizodzie konkluzji wojny trojańskiej – ukazanej notabene znacznie bardziej realistycznie niż w niedawnej Odyseji Christophera Nolana – to nie wszystkie zagadki zostaną rozwiązane. Nie będzie łatwo odgadnąć prawdziwej tożsamości samozwańczej Hery, choć domyślamy się, że nie pochodzi z Olimpu. Zdradziła się podszywaniem pod Afrodytę, do czego autentyczna władczyni Olimpu nigdy by się nie posunęła, zbyt dumna ze swego wyglądu i pozycji. Ponadto bogowie greccy bywali niesamowicie okrutni i skazywali śmiertelników na niewyobrażalne męki, ale zawsze musieli być czymś sprowokowani. Gdyby na przykład Marsjasz z miejsca uznał, że nie ma sensu stawać do pojedynku muzycznego z Apollem (który może się obrazić za taką zuchwałość), mógłby nawet liczyć na jego przychylność. Ponieważ jednak do pojedynku przystąpił, mocno poirytowany Apollo obdarł go ze skóry. Olimpijczykom lepiej nie podskakiwać, ale jeśli będziemy składać im hołdy, mogą być skłonni udzielić nam swojej protekcji.
Przywołałem ten apolliński mit, uderzający szokującą bezwzględnością boga kojarzonego raczej z przyjemnymi kwestiami (takimi jak poezja i śpiew), aby choć trochę przygotować czytelników do tego, co w komiksie wyczyniać będzie pseudo-bogini wraz ze swoim wspólnikiem. Gdyby ta dwójka spotkała Marsjasza w ustronnym miejscu, zabrałaby się do zdzierania z niego skóry bez jakiejkolwiek prowokacji z jego strony. Wyłącznie dla czystej, sadystycznej frajdy! Tymczasem Zordon wraz ze swoimi towarzyszkami już nadepnął im na odcisk, demaskując ich machinacje w greckim obozie i za murami Troi.
Czy możemy być pewni, że wszyscy troje wyjdą z tej przygody cało i zdrowo? Czy scenarzysta będzie miał dla nich więcej litości niż dla postaci drugiego i trzeciego planu, bezceremonialnie uśmiercanych w toku fabuły? Na to pytanie odpowiedź da tylko lektura, do której gorąco zachęcam!
APOLLIŃSKIE LINKI:Słynny obraz Jusepe de Ribery z 1637 roku, który zdaje się podążać za mitem w jego klasycznej wersji, gdzie narrator ani trochę nie współczuje zadufanemu i na dodatek brzydkiemu faunowi, który śmiał rzucić wyzwanie bogu. Współcześnie mamy większą skłonność do współczucia biednemu śmiertelnikowi, który od samego początku był bez szans w tym starciu.














