Tytuł oryginalny: Lucifera
n.30 - Ahimè, come brucia!
Wydawca: Ediperiodici
Rok pierwszego wydania: 4 stycznia 1974
Scenariusz: Remo Pizzardi, Furio Arrasich
Grafika: StudiOriga
Skan wydania holenderskiego:
Charles (VintageComix)
Rekonstrukcja plansz i okładki: Cyfrowy Baron
Czyszczenie plansz i dymków: Grifos
Wstawianie tekstu: Gilotyna_123
Przekład z języka holenderskiego:
Vallaor (ze wsparciem Translatora Google)
Korekta: Aristejo
Na pierwszy rzut oka jest to kolejny tomik serii, w którym dzieje się całkiem sporo, ale nic przełomowego. Mamy wręcz wrażenie, że twórcom przestało się spieszyć i na konkluzję różnych wątków przyjdzie nam jeszcze poczekać. A jednak ten konkretny tytuł miał dla mnie znaczenie wręcz fundamentalne, stając się inspiracją do podjęcia amatorskiej działalności translatorskiej. Otóż był to pierwszy odcinek dostępny w sieci wyłącznie w języku holenderskim, co zresztą nie uległo zmianie do tej pory. Męcząc się z mechanicznym przekładem kolejnych stron, wklejanym do Translatora Google (pomoc Sztucznej Inteligencji była jeszcze pieśnią przyszłości), doszedłem do wniosku, że gra jest niewarta świeczki, jeśli nie zostanie po niej nic trwałego. A czymś takim może być polska wersja językowa – nie jednego tomiku, ale całej serii od samych jej początków.
Po ukończeniu mozolnego przekładu 30. tomiku odłożyłem Luciferę, wracając do niej kilka miesięcy później już w charakterze translatora. Założony z tej okazji blog miał początkowo nosić nazwę Lucifera Project, jednak ambicja popularyzatora fumetti skłoniła mnie do zajęcia się również serią, z którą mierzyłem się już w przeszłości, nie dysponując jednak kompletnym zestawem skanów. Z biegiem czasu repertuar prezentowanych translacji rozrósł się znacząco, wciąż jednak podstawą pozostają przygody dwóch belles dames sans merci, Lucifery i Zory.
Obecnie dotarłem do etapu, w którym dalsze losy obydwu są dla mnie tajemnicą, odkrywaną etapami wraz z przekładem kolejnych tomików. W przypadku Zory nie ma to jednak aż tak wielkiego znaczenia. Jej przygody mają charakter epizodyczny i nieznajomość nawet kilkudziesięciu wcześniejszych historii nie psuje przyjemności z lektury. Obie serie różnią się jednak zasadniczo sposobem prowadzenia fabuły. Losowo zdobyte dalsze tomiki Lucifery wprawiały głównie w zakłopotanie poziomem komplikacji intrygi, trudnej do ogarnięcia bez znajomości całości. W konsekwencji trudno nawet ustalić, do jakiego momentu tytuł ten jest wart uwagi. Zora Wampirzyca właściwie do samego końca pozostała przyjemną lekturą, nawet wówczas, gdy erotyczny aspekt jej przygód zaczął dominować. Czy ta sama sztuka uda się kruczoczarnej diablicy? Pozostaje przekonać się wraz z następnymi odsłonami serii!
Mam nadzieję, że w tej podróży nadal towarzyszyć mi będzie niezastąpiony zespół współpracowników, bez których polska wersja nigdy nie osiągnęłaby obecnego kształtu. Aristejo – z nieocenioną skrupulatnością wyłapujący błędy i nieścisłości przekładu, Cyfrobar – tchnący nowe życie w oryginalne skany, Grifos – z niezwykłą cierpliwością czyszczący plansze i dymki, a także debiutujący na czarcich łamach Gilotyna_123, odpowiedzialny za skład tekstu w dymkach. Każdy z nich wnosi do tego projektu swój talent i czas, dzięki czemu końcowy efekt jest znacznie lepszy niż ten, który mógłbym uzyskać sam. Many happy returns!
ROZGRZANE LINKI:Karzeł trefniś, który w niecnych celach przebiera kogoś w skórę zwierzęcia, może mieć swój pierwowzór w tytułowym bohaterze słynnego opowiadania Edgara Allana Poe pt. Żabi skoczek (Hop-Frog, 1849). Historia ta doczekała się polskiej adaptacji obrazkowej, opublikowanej w pierwszym numerze magazynu Fan. Dla niepoznaki zamieniony został tytuł, zaś autorzy nawet nie zająknęli się o literackim pierwowzorze. Tak czy inaczej, w finale tej opowieści jest jeszcze goręcej niż w 30. tomiku Lucifery!















