sobota, 29 sierpnia 2026

KAYAN N°01

Tytuł oryginalny: Kayan n°01

Oryginalnie opublikowany w:

Argentyński magazyn komiksowy „Fantasía Super Anual”, nr 1

Rok wydania: lipiec 1977

Scenariusz: Robin Wood

Grafika: Jorge Zaffino

Translacja: Gemini AI, Chat GPT

Korekta przekładu: Vallaor i Aristejo

Spotkania z Robinem Woodem ciąg dalszy! Tym razem proponuję Wam pierwszy odcinek serii Kayan, która powstała dekadę po debiucie Nippura. Widać to zwłaszcza w grafice Jorge Zaffino, stawiającej na muskularnych, zionących testosteronem, półnagich facetów. Wpływ Conana Barbarzyńcy z komiksów Marvela jest ewidentny, lecz Wood nie osadza opowieści w czasach przedpotopowych, lecz znacznie nam bliższych. Akcja osadzona jest w połowie wieku V naszej ery, a rozpoczyna wraz z najazdem Hunów na perską społeczność, której reprezentantem jest Kayan. Perskiej narodowości nie widać na pierwszy rzut oka. Zamiast charakterystycznej dla wojowników z jego kraju zbroi bohater ubrany jest wyłącznie w skórzaną spódniczkę, dumnie wypinając nagi tors. Można jednak przymknąć oko na ten szczegół, Kayan wywodzi się z górzystej prowincji, a nie stolicy, nie musi więc przestrzegać obowiązującej mody.

Aby nie zdradzić zbyt wiele z pierwszego odcinka, w którym zarysowany zostaje główny konflikt serii, spieszę już z linkami, zaś wszystkich ciekawych samej osoby scenarzysty, Robina Wooda, odsyłam do dalszej części wywiadu, jaki udzielił argentyńskiemu dziennikowi Página/12. Tym razem scenarzysta zdradza, jak tworzy bohaterów i osadza ich w historycznym świecie, skąd czerpie inspiracje oraz dlaczego uważa się przede wszystkim za pisarza popularnego, stawiającego na pierwszym miejscu zadowolenie czytelnika.

PERSKIE LINKI:

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

BAWIĆ SIĘ W BOGA, ALE W KOMIKSOWYCH KADRACH - CZĘŚĆ II

Od trzydziestu lat Robin Wood zasila swoimi historiami czasopisma wydawnictwa Columba: El Tony, Fantasía, D'Artagnan, Nippur, Magnum i inne. W tym czasie stworzył dziesiątki postaci i serii: Mark, Aquí la Legión, Or-Grund, Los aventureros, Harry White, Dago, Chindits, Dax, El Cosaco, Helena, Amanda, Ronstadt, Savarese, Mojado, Martin Hel i wiele innych.

Wiele jego postaci jest znanych w Europie. Wood mówi, że Włochy — gdzie otrzymał nagrody Yellow Kid i Pléyade — są jego najważniejszym rynkiem. Tam sprzedano prawa do Heleny na potrzeby telewizji, a niektóre jego komiksy, jak Dago, ukazują się w książkowych wydaniach w nakładach sięgających 40 tysięcy egzemplarzy. Ta postać pojawia się obecnie codziennie w tureckiej gazecie. Publikował także we Francji, Niemczech i Hiszpanii, gdzie przez pewien czas prowadził wydawnictwo Wood. Do chwili, gdy znudziła mu się rola przedsiębiorcy.

— W Europie komiks jest bardzo szanowaną dziedziną sztuki i obecnie ma większy rynek niż książki. Ponadto rodzą się nowe związki między komiksem a kinem i telewizją. Kiedy dziś powstaje komiks, od razu myśli się o jego adaptacji.

Jak wygląda proces tworzenia komiksu? Najpierw rodzi się postać czy kontekst?

Zawsze postać. Na jej podstawie pisze się całą resztę i rozwija historię czy przygodę. Na przykład gdy jakaś kobieta woła o pomoc, Nippur przeklina, idzie niechętnie i patrzy, co się dzieje; Pepe Sánchez pobiegłby w przeciwnym kierunku; a Dennis Martin sprawdziłby, czy dziewczyna jest ładna. To postać wyznacza kierunek przygody. Sama historia jest na ogół prosta. Martin Hel, jedna z moich ostatnich postaci, jest złowieszczy — więc automatycznie wszystkie jego historie takie będą. Bohater musi być ludzki, wiarygodny, realistyczny. Nie jest aż tak ważne, żeby był dobry.

Które z pańskich postaci poruszają się po Buenos Aires?

Mi novia y yo, Pepe Sánchez i Amanda. Amanda to postać, która pochodzi z Posadas — biedna dziewczyna, nieślubna córka, która później wyjeżdża do Buenos Aires i mieszka w pensjonatach. To moje własne życie, tylko przedstawione poprzez postać kobiecą. Prawdopodobnie jest obecnie jedną z najpopularniejszych moich postaci we Włoszech.

Czy bada pan kontekst, w którym poruszają się pańskie postacie?

Absolutnie. Bardzo dużo czytam, a historia jest moją pasją. Trzeba czytać, trzeba wiedzieć, o czym się pisze — z szacunku dla czytelnika. Kiedyś straciłem kontakt z wydawnictwem i wyznaczyli kogoś do pisania Nippura. W kilku rozdziałach umieścił go obok Aleksandra Wielkiego: przeskoczył tysiąc lat.

Czy zdarza się panu zauważyć, że powtarza ten sam schemat?

Tak, bardzo często. Czasami piszę i mówię sobie: „To już napisałem”. To normalne. Trzeba na jakiś czas przerwać pracę, odświeżyć pomysły i nie popaść w rutynę. Sekret polega na tym, żeby historia była świeża i inna. Ale nie zawsze się to udaje.

Wood nadaje swoim postaciom twarze aktorów. Jak wyjaśnia, pomaga mu to wyobrażać sobie ich ruchy. Nippur ma na przykład twarz młodego Charltona Hestona, a Savarese — Dustina Hoffmana. Nie ma ustalonego rytmu pracy i może pisać wszędzie. Prawie w ogóle nie poprawia tekstu — pisze od razu, jednym ciągiem. Twierdzi, że ceni anonimowość i dlatego mieszka w Kopenhadze. Mówi po angielsku, francusku, włosku i duńsku, a we Włoszech, Francji i Niemczech publikował opowiadania i powieści.

Kto jest pana mistrzem w tej dziedzinie?

Pratt, Oesterheld, Breccia, Milo Manara... Jeśli nie uczysz się od innych ludzi, jesteś idiotą. Serpieri, ten, który tworzy Druunę, we Włoszech. Oesterheld jest jednym z moich wzorów. Rozmawiałem z nim w życiu tylko raz. Najlepszy komiks świata, Mort Cinder, stworzył właśnie on. Jest wspaniały.

Jakie opinie na temat pańskiej twórczości do pana docierają?

Na ogół są dobre. Ludziom podoba się to, co robię. Zawsze uważałem się za pisarza popularnego. To znaczy: nigdy nie próbowałem przekazywać żadnego przesłania — ani politycznego, ani moralnego, ani żadnego innego. Piszę to, co sam chciałbym przeczytać. Jestem czytany, co oczywiście jest moją funkcją. Bo pisarz, który nie chce być czytany, przypomina łódź podwodną, która nie chce zanurzyć się pod wodę.

sobota, 22 sierpnia 2026

NIPPUR Z LAGASZ N°03 - WŁÓCZNIE I PIASEK

Tytuł oryginalny: Nippur di Lagash

03 - Las lanzas y la arena

Oryginalnie opublikowany w:

Argentyński magazyn komiksowy „D’Artagnan”, nr 163

Rok wydania: 1967

Scenariusz: Robin Wood

Grafika: Lucho Olivera

Translacja: Gemini AI, Chat GPT

Korekta przekładu: Vallaor i Aristejo

W trzecim odcinku swych przygód Nippur spotyka piratów z Krety, a choć to wiek brązu, nie różnią się oni zbytnio od tych z XVII-wiecznej Tortugi. Mają inne stroje i uzbrojenie, lecz ich modus operandi praktycznie nie uległ zmianie przez wieki. Zamiast więc niepotrzebnie rozwodzić się nad morskimi łupieżcami, z miejsca odsyłam do samego epizodu, a spragnionych dodatkowej wiedzy zachęcam do lektury rozmowy z Robinem Woodem, scenarzystą Nippura i wielu innych kultowych serii komiksowych. Artykuł Angela Berlangi ukazał się 18 sierpnia 1998 roku w argentyńskim dzienniku Página/12. Jego pierwsza część przedstawia drogę Wooda od ubogiego dzieciństwa i przypadkowego debiutu, po decyzję o porzuceniu etatu i rozpoczęciu nomadycznego życia z maszyną do pisania w plecaku...

PIRACKIE LINKI:

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

BAWIĆ SIĘ W BOGA, ALE W KOMIKSOWYCH KADRACH - CZĘŚĆ I

To twórca Nippura z Lagasz, Marka, Savaresego, Nieśmiertelnego Gilgamesza, Pepe Sáncheza i całej rzeszy innych postaci, które zapisały się w historii. Niestrudzony globtroter mieszka dziś w Danii, skąd pisze historie publikowane w Argentynie i Europie, a także próbuje swoich sił w scenariuszach telewizyjnych.

Zawrotne tempo jest zazwyczaj podstawą komiksu, a jego własne, szaleńcze tempo przenika życie Robina Wooda, weterana scenariuszy komiksowych, autora Nippura z Lagasz, Czarengo Janczara Dago, Heleny i wielu innych serii. Urodził się w Asunción w Paragwaju w 1944 roku. Dzieciństwo spędził na przemian w tym mieście i w Buenos Aires. W wieku dwunastu lat rzucił szkołę i uciekł z domu. Nie znał swojego ojca, a z irlandzką matką nie układało mu się dobrze („nienawidziliśmy się”). Jego irlandzki dziadek opowiadał mu o swoich przeżyciach podczas I wojny światowej i to właśnie po nim Wood odziedziczył pasję do opowiadania historii.

Mój dziadek i ja jesteśmy shanachies — opowiada. — W każdym irlandzkim pokoleniu jest jeden. To gaelickie słowo określające człowieka, który opowiada historie; odpowiednikiem byłby payador w tradycji gauchos. Kiedy byłem mały, siadałem z kuzynami i przyjaciółmi i opowiadałem im historie, które wcześniej opowiedział mi dziadek. W ten sposób przekazuje się tradycję ustną, a jednocześnie ją upiększa. Nie opowiada się prawdy, tylko jej wersję. To tak jak z ubieraniem się na wyjście: zakłada się koszulę, krawat, garnitur, czyści buty... Nie wygląda się wtedy tak jak na co dzień, tylko ubiera się na wyjście. Z opowiadaniem historii jest tak samo — i człowiek daje się ponieść magii opowiadania.

Od chwili opuszczenia domu aż do rozpoczęcia pracy pisarskiej Wood utrzymywał się z najróżniejszych zajęć: pracował przy wyrębie lasów w Alto Paraná, zmywał naczynia w restauracjach i ewidencjonował karty w fabrykach. Były to trudne czasy — noce spędzał na dworcu Retiro albo w pensjonatach, gdzie w jednym pokoju stało po pięć łóżek. — Przez osiem czy dziesięć lat nie zdejmowałem butów do snu — wyznaje w rozmowie, której udziela Página/12 z Kopenhagi.

Jak udało się panu z tego wyrwać? W podobnych sytuacjach większości ludzi się to nie udaje.

— Mnie uratowała pasja do czytania i pisania. W domu nie było pieniędzy, ale były książki. Dorastałem otoczony książkami, a później, kiedy odszedłem z domu, również czytałem wszystko, co wpadło mi w ręce. W wieku ośmiu lat czytałem Simone de Beauvoir, Hemingwaya... Miałem też szczęście trafić na coś, co dało mi pracę i pieniądze: komiks. Do tego czasu żyłem w skrajnej nędzy.

— Kiedy zaczął pan pisać scenariusze komiksowe?

Zacząłem przypadkiem, trzydzieści lat temu. Chciałem zostać rysownikiem i zrobiłem kilka kursów, ale nie byłem zbyt dobry. Poznałem faceta, który świetnie rysował, Lucho Oliverę, i razem studiowaliśmy Sumerów. Lucho, który pracował w wydawnictwie Columba, któregoś dnia klął, że scenariusze są beznadziejne. Zaproponował, żebym sam jeden napisał. Napisałem Historia para Lagash, w której pojawiał się facet o imieniu Nippur. W tamtym czasie pracowałem w fabryce w Martínez i dowiedziałem się o publikacji, kiedy zobaczyłem czasopismo w kiosku. Poszedłem do wydawnictwa i powiedzieli mi, że kupują moje scenariusze.

— Jakie postacie pojawiły się po Nippurze?

— Później stworzyłem Jackaroe, Mi novia y yo, Dennisa Martina, Pepe Sáncheza... Po roku pracy dla Columby powiedziałem im, że odchodzę. Miałem za sobą sześć lat pracy w fabrykach. Powiedzieli mi, że mam tam przyszłość, ale chciałem odejść. Zaproponowałem, że będę wysyłał scenariusze pocztą, a oni powiedzieli, że czegoś takiego w wydawnictwie jeszcze nigdy nie było. Ostatecznie, niechętnie, się zgodzili.

Wood zarzucił plecak na ramię, zabrał przenośną maszynę do pisania i wyruszył do Neapolu. Od tamtej pory przemierzył świat i wysyłał swoje scenariusze z najbardziej egzotycznych i różnorodnych miejsc. Był w Londynie, Mongolii, Meksyku, Stambule, Grecji, Portoryko, Barcelonie — podróżując autostopem albo samolotem, pociągiem, statkiem czy samochodem. Co jakiś czas zatrzymywał się na kilka lat. Mieszkał w Kalifornii, w izraelskim kibucu, w Marbelli i Sydney. Choć obecnie mieszka w Danii wraz z żoną i czwórką duńskich dzieci, zaznacza, że nie jest szczególnie rodzinny i woli podróżować samotnie.

CIĄG DALSZY NASTĄPI...

piątek, 14 sierpnia 2026

ZORDON N°11 - KOŃ TROJAŃSKI

Tytuł oryginalny: Zordon

n.11 – Il cavallo do Troja

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: sierpień 1975

Scenariusz: Ennio Missaglia

Grafika: Bruno Marraffa

Skan wydania włoskiego i francuskiej translacji:

Charles (VintageComix), AtomHic (BDtrash)

Cyfrowa rekonstrukcja: Cyfrowy Baron

Czyszczenie plansz i dymków: Grifos

Przekład: Vallaor

Wstawianie tekstu: Vallaor, Gilotyna_123

Korekta: Aristejo

Trudno wymarzyć sobie bardziej sprzyjające okoliczności do publikacji tomiku pod tytułem Koń trojański! Świat oszalał na punkcie najnowszej adaptacji Odysei, od kilku tygodni bijącej frekwencyjne rekordy. Sam wybieram się na film w najbliższych dniach, dlatego nie jestem w stanie powiedzieć, na ile spełni moje oczekiwania. Wszyscy zgadzają się, że to spektakl imponujący wizualnie, wręcz zapierający dech w piersiach, tak że wskazany jest seans w IMAX. Po premierze przycichły też emocje związane z kontrowersyjnym castingiem, będące najwyraźniej elementem strategii marketingowej, rozgrzewając Internet do czerwoności miesiące przed premierą. Obecnie najważniejsze pytanie dotyczy motywacji stojącej za twórcą – w jakim celu sięgnął akurat po ten tekst kultury i jakie przesłanie w nim wyeksponował.

Niewykluczone, że o swoich wrażeniach z kina napiszę przy okazji publikacji kolejnej odsłony serii, bowiem na ostateczną konkluzję wątku trojańskiego przyjdzie jeszcze poczekać. Póki co czekają nas kolejne rewelacje dotyczące przebiegu wojny trojańskiej, zadające kłam przekazywanej od tysiącleci wersji wypadków. I to na bardziej fundamentalnym poziomie niż uczynienie z Heleny osoby czarnoskórej, co do niedawna było największym zastrzeżeniem wobec filmu Christophera Nolana. W Zordonie nic nie jest takie, jakim się wydaje, począwszy od samych przyczyn konfliktu. Zarazem zachowane zostają pozory mające na celu przedstawienie agresji greckich państw na Troję jako moralnie uzasadnionej, wynikającej ze szlachetnych pobudek. Nie mniejsze zaskoczenie związane będzie z tytułowym koniem trojańskim, który przeszedł do legendy jako genialny podstęp, lecz obecnie wydaje się nam bardzo ryzykowny. Trojanie mieli powody, by nie ufać nękającym ich od dekady Grekom. Czy tak wytrawny strateg jak Odyseusz postawiłby wszystko na jedną kartę, ryzykując całkowite fiasko?

Nie zdradzając nic więcej z przebiegłych planów Odysa, warto zauważyć, że twórcy nie przepisują tej postaci na nowo. Podobnie jak w antycznym micie, jest to zdecydowanie najbardziej inteligentny i pomysłowy spośród greckich dowódców. A może nawet bardziej, zważywszy na fakt, że pretekst do rozpoczęcia wojny wychodzi w komiksie od niego. Homer zapewne nie pochwaliłby sposobu przedstawienia Olimpijczyków (również oni skrywają pewien brzydki sekret), lecz względem Odysa nie miałby zastrzeżeń. Mitologiczni herosi bynajmniej nie byli kryształowi, a podczas wojny kierowali się bardziej skutecznością niż szlachetnością, nie czyniąc sobie z tego wyrzutów. I trochę obawiam się, że w celu przybliżenia Odyseusza do współczesnych standardów moralnych jego nowe ekranowe wcielenie może być ogarnięte wyrzutami sumienia po podłożeniu Trojanom przysłowiowej świni (tzn. drewnianego konia) i czynnym udziale w splądrowaniu ich miasta. Grecki wojownik ze stresem pourazowym to niezbyt zachęcająca wizja!

TROJAŃSKIE LINKI:

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

Najciekawszy z dotychczasowych filmowych koni trojańskich pojawił się w Troi (2004) Wolfganga Petersena. Realizatorzy wyszli z całkiem słusznego wniosku, że jedynym budulcem, jakim mogli dysponować Grecy na plaży, były drewniane elementy rozebranych i spalonych okrętów. Na ekranie wyraźnie widać, że owa monstrualna konstrukcja składa się z powiązanych linami kadłubów i desek. W rzeczywistości mierzący ponad 12 metrów rekwizyt powstał ze stali oraz włókna szklanego imitującego postarzone drewno. Jak widać – na ekranie nic nie jest tym, czym się wydaje!

niedziela, 19 lipca 2026

LUCIFERA N°30 - UFF, JAK GORĄCO!

Tytuł oryginalny: Lucifera

n.30 - Ahimè, come brucia!

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: 4 stycznia 1974

Scenariusz: Remo Pizzardi, Furio Arrasich

Grafika: StudiOriga

Skan wydania holenderskiego:

Charles (VintageComix)

Rekonstrukcja plansz i okładki: Cyfrowy Baron

Czyszczenie plansz i dymków: Grifos

Wstawianie tekstu: Gilotyna_123

Przekład z języka holenderskiego:

Vallaor (ze wsparciem Translatora Google)

Korekta: Aristejo

Na pierwszy rzut oka jest to kolejny tomik serii, w którym dzieje się całkiem sporo, ale nic przełomowego. Mamy wręcz wrażenie, że twórcom przestało się spieszyć i na konkluzję różnych wątków przyjdzie nam jeszcze poczekać. A jednak ten konkretny tytuł miał dla mnie znaczenie wręcz fundamentalne, stając się inspiracją do podjęcia amatorskiej działalności translatorskiej. Otóż był to pierwszy odcinek dostępny w sieci wyłącznie w języku holenderskim, co zresztą nie uległo zmianie do tej pory. Męcząc się z mechanicznym przekładem kolejnych stron, wklejanym do Translatora Google (pomoc Sztucznej Inteligencji była jeszcze pieśnią przyszłości), doszedłem do wniosku, że gra jest niewarta świeczki, jeśli nie zostanie po niej nic trwałego. A czymś takim może być polska wersja językowa – nie jednego tomiku, ale całej serii od samych jej początków.

Po ukończeniu mozolnego przekładu 30. tomiku odłożyłem Luciferę, wracając do niej kilka miesięcy później już w charakterze translatora. Założony z tej okazji blog miał początkowo nosić nazwę Lucifera Project, jednak ambicja popularyzatora fumetti skłoniła mnie do zajęcia się również serią, z którą mierzyłem się już w przeszłości, nie dysponując jednak kompletnym zestawem skanów. Z biegiem czasu repertuar prezentowanych translacji rozrósł się znacząco, wciąż jednak podstawą pozostają przygody dwóch belles dames sans merci, Lucifery i Zory.

Obecnie dotarłem do etapu, w którym dalsze losy obydwu są dla mnie tajemnicą, odkrywaną etapami wraz z przekładem kolejnych tomików. W przypadku Zory nie ma to jednak aż tak wielkiego znaczenia. Jej przygody mają charakter epizodyczny i nieznajomość nawet kilkudziesięciu wcześniejszych historii nie psuje przyjemności z lektury. Obie serie różnią się jednak zasadniczo sposobem prowadzenia fabuły. Losowo zdobyte dalsze tomiki Lucifery wprawiały głównie w zakłopotanie poziomem komplikacji intrygi, trudnej do ogarnięcia bez znajomości całości. W konsekwencji trudno nawet ustalić, do jakiego momentu tytuł ten jest wart uwagi. Zora Wampirzyca właściwie do samego końca pozostała przyjemną lekturą, nawet wówczas, gdy erotyczny aspekt jej przygód zaczął dominować. Czy ta sama sztuka uda się kruczoczarnej diablicy? Pozostaje przekonać się wraz z następnymi odsłonami serii!

Mam nadzieję, że w tej podróży nadal towarzyszyć mi będzie niezastąpiony zespół współpracowników, bez których polska wersja nigdy nie osiągnęłaby obecnego kształtu. Aristejo – z nieocenioną skrupulatnością wyłapujący błędy i nieścisłości przekładu, Cyfrobar – tchnący nowe życie w oryginalne skany, Grifos – z niezwykłą cierpliwością czyszczący plansze i dymki, a także debiutujący na czarcich łamach Gilotyna_123, odpowiedzialny za skład tekstu w dymkach. Każdy z nich wnosi do tego projektu swój talent i czas, dzięki czemu końcowy efekt jest znacznie lepszy niż ten, który mógłbym uzyskać sam. Many happy returns!

ROZGRZANE LINKI:

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

Karzeł trefniś, który w niecnych celach przebiera kogoś w skórę zwierzęcia, może mieć swój pierwowzór w tytułowym bohaterze słynnego opowiadania Edgara Allana Poe pt. Żabi skoczek (Hop-Frog, 1849). Historia ta doczekała się polskiej adaptacji obrazkowej, opublikowanej w pierwszym numerze magazynu Fan. Dla niepoznaki zamieniony został tytuł, zaś autorzy nawet nie zająknęli się o literackim pierwowzorze. Tak czy inaczej, w finale tej opowieści jest jeszcze goręcej niż w 30. tomiku Lucifery!

niedziela, 12 lipca 2026

Czarny Rycerz (One-shot)

Tytuł oryginalny: A Fekete Lovag

Oryginalna publikacja:

Węgierski magazyn młodzieżowy „Pajtás”

numery 24–43, 1968 rok.

Scenariusz: József Hunyady

Grafika: Zórád Ernő

Rekonstrukcja cyfrowa i skład: Vallaor

Translacja: Chat GPT & Gemini AI

Korekta przekładu: Vallaor i Aristejo

Przed Wami kolejny monumentalny Gazetowiec! Czarny Rycerz to komiksowa adaptacja jednej z najważniejszych węgierskich powieści dla młodzieży autorstwa Józsefa Hunyadyego. Wydane w 1959 roku dzieło kształtowało edukację patriotyczną kilku pokoleń Węgrów, stając się filarem tamtejszego kanonu literatury przygodowej na równi z legendarnymi Gwiazdami Egeru. Osadzona w XV wieku fabuła śledzi losy osieroconego podczas tureckiego najazdu chłopca imieniem Küsgergő, który trafia pod skrzydła Jana Hunyadyego. Na zamku Vajdahunyad poznaje smak przyjaźni, miłości i zdrady, a kulminacją jego licznych przygód jest udział w legendarnej obronie Belgradu w 1456 roku.

Przełożenie obszernej, wielowątkowej powieści na język komiksu wymagało sporej zręczności. Scenariusz sprawnie wyodrębnia kluczowe wydarzenia, ogranicza liczbę postaci drugoplanowych i koncentruje się na dojrzewaniu głównego bohatera – od prostego chłopca do nieustraszonego wojownika. O sile adaptacji decyduje jednak przede wszystkim kunszt Ernő Zóráda. Artysta z niezwykłą dbałością studiował uzbrojenie, stroje i architekturę XV wieku, tworząc plansze imponujące historycznym realizmem, filmowym kadrowaniem i rozmachem scen batalistycznych.

Tak jak w przypadku Michała Strogowa, poprzedniej pracy Zóráda zamieszczonej na blogu, nie jest to krótki one-shot, lecz miniseria, która za sprawą swych rozmiarów (40 stron!) z powodzeniem funkcjonować może jako odrębny album. O ile jednak zaprezentowane wydanie Strogowa odcinało się od swoich prasowych korzeni, o tyle tutaj wyraźniej czuć gazetowy klimat. Skany pochodzą bezpośrednio z magazynu Pajtás. Choć ich jakość poprawiono, nie była to pełna rekonstrukcja cyfrowa, dzięki czemu zachowany został urok pierwotnego druku. Na potrzeby cyfrowej edycji zbiorczej usunięto jedynie zbędne wstawki "ciąg dalszy nastąpi", a epizody przemianowano na rozdziały.

Choć gęsta, klasyczna narracja i duże zagęszczenie wydarzeń wymagają od czytelnika większego skupienia, wysiłek ten szybko zostaje wynagrodzony. Czarny Rycerz to nie tylko ważny rozdział historii madziarskiego komiksu, lecz przede wszystkim popis ponadczasowego rzemiosła Ernő Zóráda. Dzięki niezwykłej dokumentacji i filmowej wyobraźni tego artysty ta epicka opowieść potrafi także i dziś porwać czytelnika w wir burzliwej historii Węgier!

RYCERSKIE LINKI:

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

W Czarnym Rycerzu pięknością spod pędzla Zóráda jest Anulka Kocogó, dla której bohater traci głowę i naraża się na wiele niebezpieczeństw. Na dorodną córkę zarządcy zamku ma również chrapkę amoralny panicz Boromissza - taki węgierski odpowiednik Bogumiła Radziwiłła z Potopu - który nie omieszka grać nieczysto w rywalizacji o jej rękę!

wtorek, 30 czerwca 2026

ZORA WAMPIRZYCA N°31 - BAL TOPIELCÓW

Tytuł oryginalny: Zora la Vampira

Serie III n.04 – Il ballo degli annegati

Wydawca: Edifumetto

Rok pierwszego wydania: 22 luty 1974

Scenariusz: Renzo Barbieri, Giuseppe Pederiali

Grafika: Birago Balzano

Skan edycji włoskiej:

Charles (VintageComix)

Czyszczenie plansz i dymków: Vallaor

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Cyfrowa korekta okładki: Cyfrowy Baron

Korekta: Aristejo

Po kilku epizodach, w których pierwsze skrzypce grała Frau Murder, panna Pabst znów wysuwa się na prowadzenie. Przyznajmy, że czarnowłosej wampirzycy należy się odpoczynek po tym, jak bezustannie wpadała z deszczu pod rynnę. Czas, by zmoczyła się także Zora – i to dosłownie! Zmysłowej blondynce było ostatnio aż za wygodnie w spokojnej Sofii; nawet okazjonalne nocne eskapady uchodziły jej płazem. Oczywiście, kiedy tylko zatęskni za przygodą, dostanie ją z nawiązką – tym razem za sprawą katastrofy na morzu. Jako jedyna ocalała, ze zdumieniem odkrywa, że potrafi oddychać pod wodą, po czym trafia na tytułowy bal topielców… O dziwo, jej spotkanie z wystrojonymi truposzami doczeka się racjonalnego uzasadnienia. Choć jeszcze na początku tego samego epizodu byliśmy świadkami autentycznej konwersacji Frau Murder z widmem, w przypadku Zory chodzi o coś zupełnie innego. To fabularna zmyłka prowadząca do prawdziwej rewelacji tego tomiku.

W tym momencie lojalnie ostrzegam – pojawią się spoilery! Szkoda byłoby jednak nie wspomnieć o tak niezwykłym koncepcie, jak podwodne miasto Amazonek. Co porabiają nieustraszone wojowniczki na dnie oceanu? Choć można było się spodziewać, że prędzej czy później staną na drodze Zory, naturalnym środowiskiem wydawała się dla nich dżungla – z Puszczą Amazońską na czele. Tymczasem dno morskie kojarzy się raczej z syrenami (do których póki co większe szczęście miała Lucifera, patrz 19. epizod jej przygód) tudzież z nimfami z celtyckich legend.

I to właśnie te ostatnie zdają się najmocniej inspirować scenarzystę. Walijskie Jeziorne Kobiety (Gwragedd Annwn) zamieszkiwały królestwa na dnach najgłębszych akwenów. Niektóre wychodziły na ląd i wiązały się ze śmiertelnikami, jednak pod surowymi warunkami. W legendach mężczyźni nieopatrznie łamali te reguły, co skutkowało bezpowrotnym odejściem ukochanej w głębiny. W kwestii relacji damsko-męskich Amazonki z komiksu są jednak znacznie bardziej radykalne: uznają drugą płeć nie tylko za brzydką, ale i złą, całkowicie unikając z nią kontaktu. Nic dziwnego, że nawet nie myślą o wyściubianiu nosa na powierzchnię.

Twórcy komiksu ciekawie grają też samym mitem założycielskim. W starożytnych podaniach rytuał amputowania piersi miał zwiększać sprawność bojową Amazonek przy strzelaniu z łuku. W interpretacji autorów komiksu to okaleczanie ma zupełnie inny cel: ma wybić wojowniczkom z głowy potencjalne amory. Dlaczego zakaz miłosnych relacji jest dla tej podwodnej społeczności tak kluczowy, że wolą się oszpecić, niż mu ulec? I czemu samo pojawienie się Zory zagraża ich egzystencji? Tego już nie zdradzę. Warto przekonać się o tym podczas lektury, a po jej zakończeniu podumać nad tym, jak niebezpieczna potrafi być miłość!

TOPIELCZE LINKI:

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

Właściwie nie powinienem się dziwić podwodnej siedzibie kobiecych wojowniczek. Film Amazonki z Księżyca (1987) pokazuje, że potrafią one skolonizować każdą przestrzeń, także pozaziemską. I radzą sobie bardzo dobrze, dopóki nie rozproszy ich ktoś z zewnątrz - w przypadku filmu Johna Landisa kilku atrakcyjnych kosmonautów!

poniedziałek, 22 czerwca 2026

NIPPUR Z LAGASZ N°02 - NOFRETAMON

Tytuł oryginalny: Nippur di Lagash

02 - Nofretamón

Oryginalnie opublikowany w:

Argentyński magazyn komiksowy „D’Artagnan”, nr 158

Rok wydania: 1970

Scenariusz: Robin Wood

Grafika: Lucho Olivera

Translacja: Gemini AI, Chat GPT

Korekta przekładu: Vallaor i Aristejo

Drugi tom przygód Nippura – w pełnym kolorze! O ile pierwszy epizod służył za origin story, o tyle ten jest już pełnokrwistą, samodzielną przygodą, wierną wszelkim regułom gatunku. Refleksyjny twardziel Nippur oraz jego mniej skłonny do rozmyślań, za to potężnie umięśniony kompan, Ur-El, po opuszczeniu Lagasz kierują się prosto do Egiptu. Dzięki protekcji wysoko postawionego znajomego trafiają na dwór sędziwego faraona Senrusetta. Władcę na tym etapie życia interesuje już właściwie tylko jedno: wzniesienie monumentalnego grobowca. Ta fiksacja nie podoba się jednak części arystokracji, a zwłaszcza generałom, którzy rwą włosy z głowy na widok gnuśniejącej, niehartowanej w bojach armii. Nic dziwnego, że w końcu dochodzi do skrytobójczego zamachu. Na nieszczęście dla spiskowców, Nippur i Ur-El swoją interwencją krzyżują im plany. Czy jednak zamachowcy dadzą za wygraną po jednej porażce? I jaką rolę w pałacowej intrydze odegra zniewalająco piękna córka władcy, Nofretamon?

Na odpowiedzi nie przyjdzie nam długo czekać, jako że cała intryga zamyka się na zaledwie dwudziestu stronach. Na szczęście Robin Wood potrafi wycisnąć z tego skromnego metrażu absolutne maksimum, unikając przy tym przeładowania kadrów tekstem. Znalazło się tu nawet miejsce na całostronicowy kadr z piramidą in statu nascendi, co genialnie podkreśla jej monumentalizm. Czy to już jednak pokaz pełni możliwości Lucho Olivery? Zdecydowanie nie! Na jego najwspanialsze plansze w ramach tej serii przyjdzie nam jeszcze chwilę poczekać. Włoscy wydawcy, z niecierpliwości, bądź też z obawy przed chłodnym przyjęciem fanów, pominęli zresztą kilkanaście pierwszych rozdziałów, zaczynając publikację od odcinków dopracowanych graficznie do perfekcji. Przez to przeszłość bohatera oraz tytułowe Lagasz pozostały dla czytelników z Italii owiane jeszcze większą tajemnicą...

A jak przedstawia się kwestia historycznej autentyczności egipskiego epizodu? To raczej barwna synteza starożytnego Egiptu niż wierna adaptacja kronik. Zarówno sędziwy faraon, jak i jego piękna córka to postacie fikcyjne, choć posiadające wyraźne historyczne pierwowzory. Senuseret I, jeden z najpotężniejszych władców XII dynastii, rządził przez blisko 45 lat na przełomie XX i XIX wieku p.n.e. Egipt zawdzięcza mu ogromny rozkwit gospodarczy i kulturalny, choć egiptologia nie przypisuje mu budowy żadnego legendarnego grobowca. W imieniu jego matki, Nefritachenen, dopatrzyć się można inspiracji dla imienia Nofretamon, jednak w przypadku komiksowej księżniczki kluczowe jest połączenie członów „nofret” (piękna) oraz „Amon” (imię boga słońca). Zważywszy na to, jak wiele królewskich imion zaczynało się od przedrostka „nefert” – z Nefertiti na czele – można założyć, że zniewalająca uroda była wpisana w ich królewski tytuł!

EGIPSKIE LINKI:

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

Jak widać na załączonych przykładach, odcinek ten mógł wyglądać zupełnie inaczej, bardziej współcześnie. Mocno zastanawiałem się nad taką opcją, świadomy, że archaiczna oprawa graficzna może odstraszyć niektórych czytelników (choć z drugiej strony: czego tacy właściwie szukają na blogu z komiksowymi starociami?). Wprowadzenie nowej, żywej kolorystyki początkowo wydawało się świetnym pomysłem, ale niestety okazało się strzałem w płot...

Na obecnym etapie rozwoju AI potrafi wprawdzie wygenerować piękny obrazek od zera, lecz zupełnie nie radzi sobie z poszanowaniem oryginalnej kreski. Sztuczna inteligencja bywa wręcz nazbyt kreatywna i po prostu nie potrafi się powstrzymać, by czegoś po swojemu nie „ulepszyć”. W efekcie porównanie kadrów Lucho Olivery z wersją zmodernizowaną zamienia się w zabawę typu „znajdź sto szczegółów”. Udanych łowów!

niedziela, 7 czerwca 2026

TERROR SPECIAL. CIERNISTY KWIAT NIEŚMIERTELNOŚCI

Tytuł oryginalny: Terror Special

n.21 - Il fiore spinoso dell'immortalità

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: luty 1987

Scenariusz: Carmelo Gozzo

Grafika: Francesco Blanc

Skan wydania włoskiego:

Charles (VintageComix)

Rekonstrukcja plansz i okładki: Old Man, Cyfrowy Baron

Czyszczenie plansz i dymków: Vallaor

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Czas na epos nad eposami, najstarszy w historii ludzkości! Pod tajemniczym, „kwiecistym” tytułem Ciernisty kwiat... kryje się adaptacja słynnego Eposu o Gilgameszu. Komiksowy pierwowzór został spisany na tabliczkach w pierwszej połowie drugiego tysiąclecia przed naszą erą, choć powstał zapewne tysiąc lat wcześniej. To dzieło słynne, ale głównie z nazwy. Nawet na studiach humanistycznych unika się jego omawiania, zaczynając przygodę z literaturą dopiero od poematów homeryckich. Być może kultura, której wytworem były losy Gilgamesza, jest już tak odległa, że rzadko zalicza się ją do kanonu kultury europejskiej. A przecież śmiało można mówić o podwalinach, bez których nie byłoby późniejszych wielkich narracji z Iliadą i Odyseją na czele.

Wzięcie przez Carmelo Gozzo na warsztat takiego tekstu to znakomite posunięcie. Z jednej strony odbiorcy są ciekawi samej historii, choć nie na tyle, by sięgnąć po jej akademicki, "tabliczkowy" przekład, który dla masowego czytelnika jest za mało atrakcyjny. Z drugiej strony, nikła znajomość fabuły wśród odbiorców dawała twórcom ogromną swobodę i możliwość popuszczenia wodzy fantazji. Scenopisarze pozytywnie jednak zaskakują: zamiast wymyślać niestworzone historie, starają się wiernie trzymać oryginalnej narracji. Dodają jedynie obowiązkową dawkę pikanterii - na tyle dużą, że wydanie francuskie zostało odchudzone o ponad pięćdziesiąt zbyt odważnych plansz! Jednak nawet dosadne potraktowanie relacji damsko-męskich idealnie współgra z surowym charakterem opowieści o czasach, w których pojęcia kurtuazji i przyzwoitości dopiero się formowały.

Narracja Gozzo jest dynamiczna i potoczysta, zaś Francesco Blanc wyjątkowo przyłożył się do warstwy graficznej, co w jego przypadku jasno dowodzi prestiżu całego projektu. Niewątpliwie mamy do czynienia z jedną z najlepszych odsłon linii Terror Special, której sama nazwa sugeruje jakość wyższą od standardowej. Jak widać, seria ta nie ograniczała się do klasycznego horroru, chętnie biorąc na warsztat również „krwiste” narracje historyczne.

Epickość w tym przypadku nie ograniczyła się niestety do samej opowieści. Spektakularnym wyzwaniem okazało się również przygotowanie komiksu do polskojęzycznej publikacji cyfrowej! Stan zachowania oryginalnych skanów pozostawiał wiele do życzenia, a praktycznie każda plama i zabrudzenie na stronach wymagały ręcznej, benedyktyńskiej pracy. Cyfrowa rekonstrukcja plansz była zaledwie wierzchołkiem góry lodowej. Tylko ogromny szacunek dla kulturowej wartości Eposu o Gilgameszu sprawił, że nie dałem za wygraną. Po wielu miesiącach żmudnej pracy z dumą przedstawiam Wam ten monument fumetti per adulti!

EPICKIE LINKI

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

Oryginalna tabliczka z fragmentem Eposu o Gilgameszu ze zbiorów British Museum, na widok której oddycham z ulgą. Zabrudzone i krzywe skany fumetto to pikuś, prawdziwą przeprawę mieli archeolodzy z opracowaniem tego akadyjskiego zapisu. Jak się w tym wszystkim rozczytać, jak odtworzyć brakujące fragmenty? Chapeau bas dla wszystkich zaangażowanych!

piątek, 29 maja 2026

MICHAŁ STROGOW (One-shot)

Tytuł oryginalny: Sztrogof Mihály

Oryginalnie opublikowany w:

węgierski tygodnik szaradzistów i łamigłówek „Füles”

Numery 12-28, 1975 rok

Wydanie albumowe: Lapkiadó Vállalat, 1985

Scenariusz: Zórád Ernő

Grafika: Zórád Ernő

Rekonstrukcja cyfrowa i czyszczenie dymków: Cyfrowy Baron

Wstawianie tekstu: Vallaor

Translacja: Chat GPT & Gemini AI

Korekta przekładu: Vallaor i Aristejo

Czwarty gazetowiec… czy pierwszy albumowiec? Przyznaję się do pewnego oszustwa — choć komiksowa adaptacja Michała Strogowa ukazała się pierwotnie w odcinkach na łamach magazynu, podstawą polskiego tłumaczenia jest późniejsza wersja albumowa, do której rysownik domalował okładkę i dodał kolor. Przy dostępności tak atrakcyjnej edycji szkoda byłoby opierać się na skanach oryginalnego wydania. Ten ekskluzywny format wymagał zresztą odpowiednio starannego opracowania. W przeciwieństwie do trzech poprzednich gazetowców tekst naniesiono ręcznie. Zajęło to zdecydowanie więcej czasu niż korzystanie ze specjalnego programu, ale pozwoliło osiągnąć bardziej dopracowany efekt. Trudno było również zdać się na automatycznego tłumacza — zaproponowany przez niego tekst wymagał gruntownej rewizji i korekty, zanim mógł trafić do dymków. A jest go tym razem sporo! To jedna z adaptacji, które starają się unikać fabularnych skrótów, uzupełniając narrację graficzną solidnymi blokami tekstu. To zdecydowanie niedzisiejsze, dziś już niemal niespotykane podejście, ale dobrze pasujące do klasycznego charakteru tego dzieła. Lektura wymaga więcej czasu, ale za sprawą tego percepcyjnego wysiłku staje się bogatsza.

W przypadku Strogowa nie tylko potoczysta narracja, lecz także sam temat idą pod prąd współczesnej mody. Czy w czasie rosyjskiej agresji wypada przypominać dzieło opiewające imperialną przeszłość tego kraju? Można jednak argumentować, że Michał Strogow nigdy nie był dziełem rdzennie rosyjskim. Powieść została napisana po francusku przez Jules’a Verne’a i popularność zdobyła przede wszystkim na Zachodzie, podczas gdy w samej Rosji przez długi czas była zakazana. Na pozór trudno o powieść bardziej przychylną caratowi — monarcha przedstawiony jest w pozytywnym świetle, a czytelnicy kibicują jego dzielnemu kurierowi. A jednak sama sugestia, że wewnętrzna rebelia mogłaby zachwiać imperium w posadach i zagrozić samej Moskwie, okazała się dla cenzorów nie do zaakceptowania. Niewiele lepiej wiodło się powieści po rewolucji październikowej, gdy uznano ją za ideologicznie wrogą gloryfikację caratu. Ciekawe, jak Rosjanie patrzą na nią dziś, gdy idea wielkiego imperium znów wraca do łask? Jedno nie ulega wątpliwości: to wręcz modelowa powieść przygodowa, która przez ponad sto lat nie straciła na atrakcyjności, o czym świadczą liczne adaptacje filmowe i komiksowe. Jak wypada w wydaniu węgierskim, pod pędzlem mistrza Ernö Zòràda? Przekonajcie się sami!

KURIERSKIE LINKI:

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

Tym razem Zòràd miał okazję odmalować aż dwie piękne kobiety, dodatkowo kontrastujące ze sobą urodą i charakterem. Blondynka Nadia reprezentuje wszystko, co w płci pięknej szlachetne i subtelne, natomiast Cyganka Szangar — wręcz przeciwnie. I szkoda, że w komiksie jest jej tak mało. Włosi poświęciliby jej całą serię!

czwartek, 14 maja 2026

NIPPUR Z LAGASZ N°01 - HISTORIA DLA LAGASZ

Tytuł oryginalny: Nippur di Lagash

01 - Historia para Lagash

Oryginalnie opublikowany w:

Argentyński magazyn komiksowy „D’Artagnan”, nr 151

Rok wydania: 1967

Scenariusz: Robin Wood

Grafika: Lucho Olivera

Translacja: AI Gemini Flash

Korekta przekładu: Vallaor i Aristejo

Tym razem nie mamy do czynienia z ciekawostką, lecz z prawdziwą legendą komiksu. Nippur de Lagash zadebiutował w 1967 roku na łamach argentyńskiego magazynu D'Artagnan, szybko zdobywając ogromną popularność w krajach hiszpańskojęzycznych, a później także we Włoszech. To klasyczny komiks przygodowy z charyzmatycznym protagonistą, który jednocześnie wyróżnia się na tle innych przedstawicieli gatunku.

Największą siłą serii okazuje się jej niezwykła sceneria. Zamiast dobrze znanych z dziesiątek przygodówek realiów Grecji i Rzymu trafiamy do starożytnego Sumeru — świata odległego, tajemniczego i dla większości czytelników zupełnie nieznanego. Akcja rozgrywa się około 2500 lat przed naszą erą, w epoce fascynującej swoją odmiennością i złożonością. Poznajemy ją za sprawą wędrówek tytułowego bohatera, który szybko traci ojczyznę i zostaje skazany na tułaczkę po całym ówczesnym świecie, od Egiptu po ziemie Hetytów.

Sam Nippur, choć na okładkach najczęściej ukazywany z mieczem w dłoni, przy bliższym spojrzeniu okazuje się bardzo daleki od stereotypowego herosa. Były generał z Lagasz jest człowiekiem melancholijnym, skłonnym do refleksji nad ludzką naturą i często bezradnym wobec biegu wydarzeń. Wplątuje się w konflikty, których nie zawsze potrafi uniknąć ani rozwiązać. Z opresji częściej wyciągają go inteligencja i fortel niż siła ramion. Co równie istotne, Nippur nie posiada cech nieśmiertelnego herosa. Starzeje się, nosi ślady przebytych walk, a kolejne rany odciskają piętno zarówno na jego ciele, jak i psychice. Najbardziej charakterystycznym fizycznym uszczerbkiem jest utrata oka po trafieniu strzałą. Czarna opaska na twarzy dodaje mu zresztą uroku!

Zdaniem wielu znawców zadumany sumeryjski wojownik jest najważniejszym z bohaterów wykreowanych przez scenarzystę Robina Wooda, jednego z mistrzów europejskiego komiksu. Choć jeszcze większą popularność zdobył później jego "czarny janczar" Dago, był to protagonista bardziej konwencjonalny — ponury, lecz szlachetny mściciel. Nippur wydaje się bardziej skomplikowany. W jego osobowości można też dostrzec wiele cech samego Wooda, przede wszystkim refleksyjność i zainteresowanie naturą człowieka oraz mechanizmami świata.

W kreacji sumeryjskiego wojownika Woodowi od początku partneruje rysownik Lucho Olivera, który z czasem wypracował styl jednocześnie surowy i sugestywny. Pierwszy epizod nie pokazuje jeszcze pełni możliwości artysty, ale już wyraźnie zapowiada narodziny dzieła wyjątkowego. Czy przekona do siebie również polskich czytelników? Nie omieszkajcie dać znać!

LAGASZOWE LINKI:

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

Okładki późniejszych, już samodzielnych wydań Nippura zdradzają, z jakimi atrakcjami będziemy mieć do czynienia. Pokazują zarazem dojrzalsze graficznie oblicze Olivery, na które warto czekać! Pierwsza z okładek posłużyła do wygenerowania karty tytułowej niniejszego Gazetowca. Nie jest to wierna kopia, a raczej inspiracja - i bardzo dobrze! Jeśli sztuczna inteligencja znajdzie sposób na wierne skopiowanie stylu rysowników, nastanie koniec świata!

czwartek, 7 maja 2026

LUCIFERA N°29 - WYZWANIE RZUCONE SZATANOWI

Tytuł oryginalny: Lucifera

n.29 - Sfida a Satana

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: 21 grudnia 1973

Scenariusz: Giorgio Cavedon

Grafika: Tito Marchioro i StudiOriga

Skan wydania francuskiego:

Gentil-Toto & Termineur (VintageComix)

Rekonstrukcja plansz i okładki: Cyfrowy Baron

Czyszczenie plansz i dymków: Grifos & Vallaor

Przekład z jęz. francuskiego i opracowanie graficzne:

Vallaor

Korekta: Aristejo

Najwyższy czas na powrót Księcia Ciemności! W kwietniu musiał uronić niejedną łzę, nie odnajdując na blogu niczego specyficznie „czarciego”. Maj powinien być pod tym względem szczęśliwszy, choć przewiduję, że będzie w nim więcej klimatów historycznych niż satanicznych. Tym niemniej zaczyna się z przytupem, mianowicie od wyzwania rzuconego Szatanowi przez Luciferę, która od pewnego czasu przeszła na przeciwną stronę barykady i ani myśli o zmianie frontu, nawet w obliczu groźnie brzmiącej przepowiedni usłyszanej od swego niedoszłego Władcy. Koniec końców trudno się dziwić – miłość sprawia, że zapominamy nie tylko o bożym, ale też diabelskim świecie.

Czy przemiana bohaterki okaże się trwała? Trudno w to uwierzyć, ponieważ częścią jej atrakcyjności jest czynienie zła z uśmiechem na ustach, a perfidia wydaje się na stałe wpisana w jej charakter. Jeśli "stan anielski" potrwa zbyt długo, może zrazić czytelników oczekujących od niej czegoś zupełnie innego. W pewnym momencie powinien nastąpić przełom i powrót skruszonej grzesznicy na szatańskie łono. Jednak póki co Faust może spać spokojnie... Oczywiście, jeśli pozwoli mu na to jego nienasycona eks-diablica!

Ona sama ma obecnie na głowie coś innego niż przejmowanie się mglistą przepowiednią o fatalnych skutkach połączenia Dziecka Światła z Dzieckiem Ciemności. Mały aniołek wzrasta już w brzuchu Lucifery, natomiast młodocianym diabełkiem musi być dawno niewidziany synek Małgorzaty, niegdyś cudem ocalony ze szponów Inkwizycji. Swoją drogą ciekawe, co się z nim później stało? Sama matka nie pisnęła o nim ani słówka, zapewne związana jakąś mroczną przysięgą. Być może już wkrótce uchylony zostanie rąbek tej tajemnicy…

DO POBRANIA RZUCONE LINKI:

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

Tajemniczość losów latorośli Małgorzaty nasuwa skojarzenia z innym słynnym bobasem, Dzieciątkiem Jezus. O nim na dobrą sprawę również niewiele wiemy! Z oficjalnych tekstów biblijnych tylko tyle, że w wieku 12 lat dysponował już wystarczającą wiedzą, by nauczać w świątyni jerozolimskiej. Jeśli jednak chcemy poznać jego wcześniejsze losy, zdani jesteśmy na apokryfy, np. Ewangelię Dzieciństwa Tomasza. Kościół ani nie potwierdza, ani nie zaprzecza spisanym tam rewelacjom. Zatem kto chce, niech wierzy!

wtorek, 28 kwietnia 2026

CZERWONA BARYKADA (One-shot)

Tytuł oryginalny: A vörös barikád

Oryginalnie opublikowany w:

Węgierski magazyn młodzieżowy „Pajtás”, numery 39–50

Rok wydania: 1970

Scenariusz: Hunyady József

Grafika: Zórád Ernő

Rekonstrukcja cyfrowa: Cyfrowy Baron

Translacja: AI Gemini Flash

Korekta przekładu: Vallaor i Aristejo

Tym razem spotkanie z rysownikiem dobrze w Polsce znanym, najpierw dzięki historiom publikowanym w kultowym Relaxie, a następnie za sprawą Krajowej Agencji Wydawniczej, która na przełomie lat 80/90 wypuściła na rynek cykl węgierskich adaptacji klasyki literackiej (Ostatni Mohikanin, Jankes na dworze króla Artura, itd.). Za scenariusz odpowiadał najczęściej Tibor Cs. Horvath, a za ilustracje Ernö Zòràd. Pomimo narzekania Jerzego Szyłaka na łamach Fantastyki, że zaznajamianie z dziedzictwem komiksu europejskiego rozpoczyna się u nas od mało istotnych madziarskich „bryków”, dla spragnionych opowieści obrazkowych czytelników były one jak manna z nieba. I choć korzystały wówczas z niejakiej taryfy ulgowej, nie mając zbyt dużej konkurencji, po latach widać, że są to całkiem zgrabne przekłady literatury na język komiksu, przy wszystkich niezbędnych skrótach zachowujące ducha oryginału. Natomiast grafika Ernö Zòràda jest tu zdecydowanie najjaśniejszym punktem! Okres transformacji ustrojowej okazał się idealny do zaznajomienia polskiego odbiorcy z jego twórczością. W latach następnych rynek wypełniły zupełnie inne wydawnictwa, a sam Zòràd powrócił dopiero po kilku dekadach, na łamach reaktywowanego Relaxu, notabene z kolejną adaptacją - Ostatnimi dniami Pompejów.

Warto zaznaczyć, że w rodzimym kraju rysownika również nie było różowo i nie od razu doczekał się on publikacji albumowych. Tworząc na zamówienie gazet, nie miał pewności, czy jego prace zostaną kiedykolwiek wznowione w lepszej szacie graficznej. Jednakże jako profesjonalista, ewidentnie wkładający serce w swoje plansze, nie odwalał nigdy fuszerki i potrafił praktycznie każdy temat przedstawić w sposób atrakcyjny. Co zresztą postaramy się udowodnić na przykładzie krótkiej historii z dużym nacechowaniem ideologicznym, przedstawiającej najbardziej burzliwy epizod z kariery niestrudzonego rewolucjonisty Frankela Leo. Kiedy tylko w Paryżu rozpoczęło się socjalistyczne wrzenie, zjawił się tam, by wejść do rządu Komuny Paryskiej i walczyć o jej przetrwanie z przeważającymi siłami wrogów ludu. Czy marksistowska interpretacja tych odległych wydarzeń może zaciekawić współczesnego czytelnika? Jeśli tak, to niemała w tym zasługa przepięknych, realistycznych i ekspresyjnych plansz węgierskiego artysty!

KOMUNALNE LINKI:

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

Węgierski rysownik ewidentnie kochał kobiety i gdy tylko nadarzała się taka możliwość, umieszczał w kadrze jakąś ślicznotkę! Nawet w opowieści o działaczu ruchu robotniczego, który poza Międzynarodówką świata nie widzi, znalazło się miejsce dla pewnej urodziwej i szykownej damy. Jest to niejaka Madame Duval, gwiazda Comédie-Française. Niestety, nie wiadomo, czy chodzi o autentyczną historyczną postać, czy wymyśloną na potrzeby scenariusza adoratorkę dzielnego marksisty.

poniedziałek, 20 kwietnia 2026

ADAPTACJE KOMIKSOWE. MIASTO PRZEMOCY

Tytuł oryginalny: Ciudad Violenta

Oryginalnie opublikowany w:

Argentyński magazyn komiksowy „D'Artagnan” nr 382

Rok wydania: styczeń 1977 roku

Scenariusz: Pedro M. Mazzino (Pascual Médanos)

Grafika: Ricardo Villagrán

Translacja: Gemini 3 Flash

Korekta przekładu: Vallaor

A teraz coś z zupełnie innej beczki! Niezwykłe możliwości, jakie daje współczesna technika ze sztuczną inteligencją na czele pozwala na eksplorowanie obszarów dotychczas niedostępnych z racji bariery językowej. Postanowiłem wykorzystać internetowe moce przerobowe dla rozpoczęcia nowego cyklu, różniącego się od fumetti zarówno formatem, jak i tematyką. Będą to komiksy publikowane w gazetach i magazynach z różnych krajów. Krótsza forma pozwoli na większą częstotliwość publikacji niż ma to miejsce w przypadku „kieszonkowców”, wymagających najczęściej kompleksowej obróbki graficznej.

W nowym cyklu jakość skanów nie będzie kluczowa, choć rzecz jasna dołożę starań, by nie kłuła w oczy. Publikacje gazetowe żądzą się jednak innymi prawami niż albumowe i trzeba mieć to na uwadze. Również w kwestii przekładu należy pamiętać, że stoi za nim maszyna. W tym wypadku ograniczam się do wprowadzania mniejszych bądź większych korekt, nie mogę natomiast stwierdzić z ręką na sercu, że oddany został w pełni duch oryginału.

Zaczynamy od niejakiego kuriozum, czyli od komiksowej adaptacji filmu Città violenta z 1970 roku. Ukazała się na łamach argentyńskiego magazynu komiksowego D’Artagnan w numerze 382 ze stycznia 1972 roku. Odpowiedzialny za grafikę Ricardo Villagrána w następnej dekadzie przeniósł się do Stanów, gdzie pracował przy tak prestiżowych tytułach jak The Savage Sword Of Conan. Czy na zalewie trzynastu stronach udało mu się uchwycić esencję słynnego thrillera Sergio Sollimy? Kwestia sporna! Na pewno dla wielu młodszych czytelników pisma mogła to być jedyna okazja na jako takie zapoznanie się z treścią filmu, wyświetlanego w kinach z ograniczeniem wiekowym!

BRONSON LINKS:

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

Małżonkowie Jill Ireland i Charles Bronson spotykali się na ekranie przynajmniej 15 razy, ale chyba w żadnym innym filmie ich relacja nie była równie burzliwa. Zimnokrwisty twardziel i przewrotna femme fatale to przepis na związek wybuchowy, pełen skrajnych emocji, choć zdecydowanie mniej długoterminowny niż ten, jaki łączył słynną aktorską parę!

niedziela, 29 marca 2026

ZORA WAMPIRZYCA N°30 - LIZAK DLA WAMPIRA

Tytuł oryginalny: Zora la Vampira

Serie III n.03 – Il leccalecca della vampira

Wydawca: Edifumetto

Rok pierwszego wydania: 8 luty 1974

Scenariusz: Renzo Barbieri, Giuseppe Pederiali

Grafika: Birago Balzano

Skan edycji włoskiej:

Charles (VintageComix)

Cyfrowa rekonstrukcja okładki: Cyfrowy Baron

Czyszczenie plansz i dymków: Grifos

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Okładka nie kłamie: w tym tomiku pierwsze skrzypce grać będzie Frau Murder, a choć nie ujrzymy jej z czaszką w ręce, skojarzenie tego gestu z najsłynniejszą sztuką Szekspira jest całkiem zasadne. Na swojej drodze spotka bowiem autentycznego ducha, który domaga się zemsty, podobnie jak miało to miejsce z Duchem ojca Hamleta. Zabłąkane na ziemi widmo ma całkiem sporo do powiedzenia, na tyle, że jego historia zajmie znaczną część fabuły. Taka szkatułkowa forma narracji powracać będzie w serii całkiem często, stwarzając możliwość cofnięcia się w czasie bez konieczności przenoszenia tam samych bohaterek. Tym razem podróż do przeszłości nie będzie odległa, zaledwie jeden wiek, ale uważne oko czytelnika dostrzeże, że w modzie damskiej zaszły wyraźne zmiany. W XVIII wieku panie były zapięte pod szyję, podczas gdy już sto lat później królują wielkie dekolty. Tak przynajmniej wygląda to na planszach Zory!

Zdecydowana przewaga wątku Frau oznacza, że fani blondynek będą musieli obejść się smakiem. Nawet piękna dziewczyna, którą kruczoczarna wampirzyca chętnie widziałaby w roli tytułowego „lizaka”, okazuje się brunetką! Być może mamy do czynienia z przypadkiem losowym – akurat na tym etapie historii scenarzysta i rysownik mieli więcej do zaoferowania przyjaciółce Zory. Podejrzewam jednak, że zapatrzyli się przy tym na inną, powszechnie znaną kriopijczynię, niejaką Vampirellę. Tej inspiracji zdecydowanie nie może się wyprzeć autor okładki, Alessandro Biffignandi!

Przyznam bez bicia, że obce mi są przygody Vampirelli. Co więcej, dopóki nie natrafię na jakąś porządną rekomendację, zarazem entuzjastyczną i podpartą przekonującymi argumentami, nie spieszy mi się wypełniać tej luki w wiedzy. Zniechęca przede wszystkim status tej postaci – z opisów wynika, że jest to przybyszka z obcej planety, zwanej Drakulon, gdzie zamiast wody płynie krew. Pomijając absurdalność tego konceptu, mieszczącego się w spektrum komiksowej logiki, zmienia on diametralnie charakter postaci, której wampirza natura okazuje się wyłącznie efektem odmiennych od ziemskich warunków. Przy takim „naukowym” podejściu nie jest potrzebna żadna metafizyka, która w klasycznym ujęciu wampiryzmu jest wręcz niezbywalna. Nawet jeśli w uniwersum Vampirelli piekło istnieje i wypełzają z niego jakieś straszliwe demony, jej samej nic z nimi nie łączy i może bez żadnego problemu stawiać im czoła w obronie rasy ludzkiej. Stając się tym samym jednoznacznie pozytywną bohaterką. Musi tylko znaleźć alternatywne źródło odżywiania, na przykład syntetyczną hemoglobinę (założę się, że twórcy wymyślili coś w tym stylu). Dziękuję bardzo za tak „familijną” krwiopijczynię!

LIZAKOWE LINKI:

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

Seksowna? Niewątpliwie! Kusząca? A jakże! No dobrze, ale to sama powierzchowność, a przecież najważniejsze u kobiety jest wnętrze! Czy zatem owa pannica spełnia standardy szanującej się córy ciemności? Czy jest występna, okrutna, makiaweliczna, rozpustna, sprzymierzona z mocami piekielnymi? Niestety, pod tym względem czeka nas srogi zawód. Wygląda raczej na efekt kompromisu pomiędzy komiksiarzami a Comic Code of Authority. Wampirzyca – ale w wersji soft, PG-13, rozwodnionej do masowej, nużąco bezpiecznej konsumpcji!

niedziela, 22 marca 2026

ZORDON N°10 - GRECKA BOGINI

Tytuł oryginalny: Zordon

n.10 - La dea greca

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: sierpień 1975

Scenariusz: Ennio Missaglia

Grafika: Bruno Marraffa

Skan wydania włoskiego i francuskiej translacji:

Charles (VintageComix), AtomHic (BDtrash)

Cyfrowa rekonstrukcja: Cyfrowy Baron

Czyszczenie plansz i dymków: Grifos

Przekład i wklejanie tekstu: Vallaor

Korekta: Aristejo

Ciąg dalszy rozpoczętej w poprzednim tomiku helleńskiej przygody! Po badaniu początków rasy ludzkiej nadszedł czas na zapoznanie się z antyczną Grecją. Co prawda należałoby najpierw udać się do Mezopotamii, której miano kolebki cywilizacji należy się w pierwszej kolejności. Nie da się jednak ukryć, że poematy Homera są dla naszej zbiorowej wyobraźni znacznie ważniejsze niż Epos o Gilgameszu, o którym dziś mało kto pamięta, podczas gdy Helena Trojańska potrafi rozgrzać cały Internet do czerwoności za sprawą nietypowego castingu w nowej adaptacji Iliady. Trudno dziwić się decyzji Zordona, który na własne oczy chce sprawdzić, ile prawdy kryją w sobie podania chociażby o drewnianym koniu zmajstrowanym przez Ulissesa.

Przed scenarzystą serii otwiera się wdzięczne zadanie weryfikacji mitu pod kątem prawdopodobieństwa historycznego! Może odnieść się krytycznie do literackiego kanonu i zaproponować własną hipotezę odnośnie tego, co tak naprawdę miało szansę się wydarzyć. Podobne zadanie stawiali sobie liczni pisarze i filmowcy. W latach 50. przy realizacji wysokobudżetowej Heleny Trojańskiej (1956) postawiono na bardziej przyziemne niż u Homera uzasadnienie konfliktu. W filmie Roberta Wise'a ucieczka żony Menelaosa z Parysem staje się dla greckich państw idealnym pretekstem do wypowiedzenia wojny zagrażającej im gospodarczo Troi. Przy tak racjonalnym postawieniu sprawy nie było sensu mieszać do scenariusza olimpijskich bogów.

Podobnej trzeźwości spojrzenia można było oczekiwać od serii Zordon, wzorem tytułowego bohatera kierującej się zimną logiką. I rzeczywiście, geneza wojny trojańskiej maluje się tu w jeszcze bardziej cynicznych barwach, niż we wspomnianym hollywoodzkim spektaklu, gdzie prawdziwe było przynajmniej uczucie łączące Helenę i trojańskiego księcia. Jak jednak do racjonalnego tonu całości ma się tajemnicza kobieta, która materializuje się w greckim obozie, zdaje się dysponować nadludzkimi mocami i podaje za Herę, władczynię Olimpu? Czy Zordonowi uda się odkryć motywacje i tożsamość samozwańczej greckiej bogini, a twórcom uzasadnić jej obecność w zdroworozsądkowy sposób? Chęć poznania odpowiedzi na te pytania może zachęcić do lektury w jeszcze większym stopniu, niż obowiązkowa porcja krwawych i zmysłowych atrakcji!

GRECKIE LINKI:

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

Tak wyglądała na ekranie słynna para antycznych kochanków: Rosanna Podesta jako Helena i Jacques Sernas jako Parys. Oparcie całej fabuły filmu z 1956 roku na romansie tej dwójki miało poważne konsekwencje, wszystkie inne postacie były dla nich tylko tłem, na dodatek niezbyt sympatycznym. W komiksie aż takiego faworyzowania nie będzie, ale trzeba przyznać, że w niniejszym tomiku to wątek tej dwójki wybrzmiewa najpełniej!

wtorek, 24 lutego 2026

LUCIFERA N°28 - PRZEMOC I ROZKOSZ

Tytuł oryginalny: Lucifera

n.28 - La violenza con piacere

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: 7 grudnia 1973

Scenariusz: Giorgio Cavedon

Grafika: Tito Marchioro i StudiOriga

Skan wydania francuskiego:

Gentil-Toto & Termineur (VintageComix)

Rekonstrukcja plansz i okładki: Cyfrowy Baron

Czyszczenie plansz i dymków: Grifos + Vallaor

Przekład z jęz. francuskiego i opracowanie graficzne:

Vallaor

Korekta: Aristejo

Mniam, mniam, cóż to za tytuł! Gdy się zastanowić, podsumowuje nie tylko tę konkretną serię, ale cały gatunek erotycznego horroru, pobudzającego dwie intensywne emocje: podniecenie i przerażenie! Czy jednak ta nazwa nie jest zbyt generyczna jak na ten konkretny tomik? Otóż wbrew obawom zaskakująco dobrze pasuje do tego, co się w nim pokazuje. Właściwie jedyną wadą tego tytułu jest fakt, że można go wykorzystać tylko raz, a później można będzie co najwyżej uciekać się do synonimów. W oryginale brzmi nieco inaczej: „Przemoc z rozkoszą”. Uznałem, że może być to za mało czytelne, choć z drugiej strony pojawia się tu gra słów, nieobecna w przekładzie (również tym francuskim).

Łączenie przyjemności z okrucieństwem było od samego początku cechą charakterystyczną Lucifery. Po metamorfozie w śmiertelną kobietę odnalazła w sobie niespotykaną wcześniej wrażliwość, wzruszając choćby śpiewem słowika. Sądząc po tęsknym wzroku, jakim wodzi za ciężarnymi kobietami, odezwał się w niej nawet instynkt macierzyński. Myliłby się ten, kto na tej podstawie uznałby ją za całkowicie „zreformowaną”. Pewnych cech charakteru pozbyć się nie sposób, zwłaszcza gdy okoliczności wymagają pewnej dozy bezwzględności. Gdy Lucya na czele kobiet organizuje obronę obozu, jest bez wątpienia w swoim żywiole, zaś żołnierze Arna, z którymi się spotka, nie mają co liczyć na jej niewieścią wrażliwość. Wojna partyzancka nie pozwala się z agresorem cackać, a jeśli szczypać, to tylko obcęgami!

Podziwu godna organizacja i waleczność partyzantek pod wodzą Lucifery mogą się wydawać anachronizmem, uzasadnionym w fabule wielce nietypową osobą przywódczyni, jednak historia zna przypadki bardzo sprawnych, zdyscyplinowanych i skutecznych żeńskich oddziałów. W minionym stuleciu najbardziej wsławiły się partyzantki z Jugosławii, których liczba w szeregach armii Josefa Tito sięgała 100 tysięcy. Niezrównane w walce i sabotażu, stały się symbolem ogólnonarodowego oporu przeciwko hitlerowcom. O ich wyczynach nakręcono niejeden film, rzecz jasna utrzymany w tonacji podniosłej i heroicznej, trudno więc oczekiwać, by sportretowane były inaczej niż pomnikowo. Kto jednak wie, co żeńskie oddziały wyczyniały z niemieckimi zbrodniarzami, gdy ci wpadli im w ręce, a nikt inny nie patrzył? Lucifera może być w tym aspekcie bliższa prawdy niż oficjalne podręczniki historii!

ROZKOSZNE (I NIEPRZEMOCOWE) LINKI:

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

W jugosłowiańskim filmie Bitwa pod Naretwą (1969) kobiece oddziały komunistycznej partyzantki reprezentuje Sylva Koscina. Chorwacka aktorka, która wcześniej zasłynęła z nieodpartego sexappealu w produkcjach francuskich i włoskich, w swoim „rodzimym” filmie nie ustępuje na polu bitwy takim twardzielom, jak Yul Brynner czy Franco Nero. Swoją drogą, równie międzynarodowej obsady nie ma chyba żadna inna wschodnia produkcja!