Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LUCIFERA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LUCIFERA. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 lipca 2026

LUCIFERA N°30 - UFF, JAK GORĄCO!

Tytuł oryginalny: Lucifera

n.30 - Ahimè, come brucia!

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: 4 stycznia 1974

Scenariusz: Remo Pizzardi, Furio Arrasich

Grafika: StudiOriga

Skan wydania holenderskiego:

Charles (VintageComix)

Rekonstrukcja plansz i okładki: Cyfrowy Baron

Czyszczenie plansz i dymków: Grifos

Wstawianie tekstu: Gilotyna_123

Przekład z języka holenderskiego:

Vallaor (ze wsparciem Translatora Google)

Korekta: Aristejo

Na pierwszy rzut oka jest to kolejny tomik serii, w którym dzieje się całkiem sporo, ale nic przełomowego. Mamy wręcz wrażenie, że twórcom przestało się spieszyć i na konkluzję różnych wątków przyjdzie nam jeszcze poczekać. A jednak ten konkretny tytuł miał dla mnie znaczenie wręcz fundamentalne, stając się inspiracją do podjęcia amatorskiej działalności translatorskiej. Otóż był to pierwszy odcinek dostępny w sieci wyłącznie w języku holenderskim, co zresztą nie uległo zmianie do tej pory. Męcząc się z mechanicznym przekładem kolejnych stron, wklejanym do Translatora Google (pomoc Sztucznej Inteligencji była jeszcze pieśnią przyszłości), doszedłem do wniosku, że gra jest niewarta świeczki, jeśli nie zostanie po niej nic trwałego. A czymś takim może być polska wersja językowa – nie jednego tomiku, ale całej serii od samych jej początków.

Po ukończeniu mozolnego przekładu 30. tomiku odłożyłem Luciferę, wracając do niej kilka miesięcy później już w charakterze translatora. Założony z tej okazji blog miał początkowo nosić nazwę Lucifera Project, jednak ambicja popularyzatora fumetti skłoniła mnie do zajęcia się również serią, z którą mierzyłem się już w przeszłości, nie dysponując jednak kompletnym zestawem skanów. Z biegiem czasu repertuar prezentowanych translacji rozrósł się znacząco, wciąż jednak podstawą pozostają przygody dwóch belles dames sans merci, Lucifery i Zory.

Obecnie dotarłem do etapu, w którym dalsze losy obydwu są dla mnie tajemnicą, odkrywaną etapami wraz z przekładem kolejnych tomików. W przypadku Zory nie ma to jednak aż tak wielkiego znaczenia. Jej przygody mają charakter epizodyczny i nieznajomość nawet kilkudziesięciu wcześniejszych historii nie psuje przyjemności z lektury. Obie serie różnią się jednak zasadniczo sposobem prowadzenia fabuły. Losowo zdobyte dalsze tomiki Lucifery wprawiały głównie w zakłopotanie poziomem komplikacji intrygi, trudnej do ogarnięcia bez znajomości całości. W konsekwencji trudno nawet ustalić, do jakiego momentu tytuł ten jest wart uwagi. Zora Wampirzyca właściwie do samego końca pozostała przyjemną lekturą, nawet wówczas, gdy erotyczny aspekt jej przygód zaczął dominować. Czy ta sama sztuka uda się kruczoczarnej diablicy? Pozostaje przekonać się wraz z następnymi odsłonami serii!

Mam nadzieję, że w tej podróży nadal towarzyszyć mi będzie niezastąpiony zespół współpracowników, bez których polska wersja nigdy nie osiągnęłaby obecnego kształtu. Aristejo – z nieocenioną skrupulatnością wyłapujący błędy i nieścisłości przekładu, Cyfrobar – tchnący nowe życie w oryginalne skany, Grifos – z niezwykłą cierpliwością czyszczący plansze i dymki, a także debiutujący na czarcich łamach Gilotyna_123, odpowiedzialny za skład tekstu w dymkach. Każdy z nich wnosi do tego projektu swój talent i czas, dzięki czemu końcowy efekt jest znacznie lepszy niż ten, który mógłbym uzyskać sam. Many happy returns!

ROZGRZANE LINKI:

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

Karzeł trefniś, który w niecnych celach przebiera kogoś w skórę zwierzęcia, może mieć swój pierwowzór w tytułowym bohaterze słynnego opowiadania Edgara Allana Poe pt. Żabi skoczek (Hop-Frog, 1849). Historia ta doczekała się polskiej adaptacji obrazkowej, opublikowanej w pierwszym numerze magazynu Fan. Dla niepoznaki zamieniony został tytuł, zaś autorzy nawet nie zająknęli się o literackim pierwowzorze. Tak czy inaczej, w finale tej opowieści jest jeszcze goręcej niż w 30. tomiku Lucifery!

czwartek, 7 maja 2026

LUCIFERA N°29 - WYZWANIE RZUCONE SZATANOWI

Tytuł oryginalny: Lucifera

n.29 - Sfida a Satana

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: 21 grudnia 1973

Scenariusz: Giorgio Cavedon

Grafika: Tito Marchioro i StudiOriga

Skan wydania francuskiego:

Gentil-Toto & Termineur (VintageComix)

Rekonstrukcja plansz i okładki: Cyfrowy Baron

Czyszczenie plansz i dymków: Grifos & Vallaor

Przekład z jęz. francuskiego i opracowanie graficzne:

Vallaor

Korekta: Aristejo

Najwyższy czas na powrót Księcia Ciemności! W kwietniu musiał uronić niejedną łzę, nie odnajdując na blogu niczego specyficznie „czarciego”. Maj powinien być pod tym względem szczęśliwszy, choć przewiduję, że będzie w nim więcej klimatów historycznych niż satanicznych. Tym niemniej zaczyna się z przytupem, mianowicie od wyzwania rzuconego Szatanowi przez Luciferę, która od pewnego czasu przeszła na przeciwną stronę barykady i ani myśli o zmianie frontu, nawet w obliczu groźnie brzmiącej przepowiedni usłyszanej od swego niedoszłego Władcy. Koniec końców trudno się dziwić – miłość sprawia, że zapominamy nie tylko o bożym, ale też diabelskim świecie.

Czy przemiana bohaterki okaże się trwała? Trudno w to uwierzyć, ponieważ częścią jej atrakcyjności jest czynienie zła z uśmiechem na ustach, a perfidia wydaje się na stałe wpisana w jej charakter. Jeśli "stan anielski" potrwa zbyt długo, może zrazić czytelników oczekujących od niej czegoś zupełnie innego. W pewnym momencie powinien nastąpić przełom i powrót skruszonej grzesznicy na szatańskie łono. Jednak póki co Faust może spać spokojnie... Oczywiście, jeśli pozwoli mu na to jego nienasycona eks-diablica!

Ona sama ma obecnie na głowie coś innego niż przejmowanie się mglistą przepowiednią o fatalnych skutkach połączenia Dziecka Światła z Dzieckiem Ciemności. Mały aniołek wzrasta już w brzuchu Lucifery, natomiast młodocianym diabełkiem musi być dawno niewidziany synek Małgorzaty, niegdyś cudem ocalony ze szponów Inkwizycji. Swoją drogą ciekawe, co się z nim później stało? Sama matka nie pisnęła o nim ani słówka, zapewne związana jakąś mroczną przysięgą. Być może już wkrótce uchylony zostanie rąbek tej tajemnicy…

DO POBRANIA RZUCONE LINKI:

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

Tajemniczość losów latorośli Małgorzaty nasuwa skojarzenia z innym słynnym bobasem, Dzieciątkiem Jezus. O nim na dobrą sprawę również niewiele wiemy! Z oficjalnych tekstów biblijnych tylko tyle, że w wieku 12 lat dysponował już wystarczającą wiedzą, by nauczać w świątyni jerozolimskiej. Jeśli jednak chcemy poznać jego wcześniejsze losy, zdani jesteśmy na apokryfy, np. Ewangelię Dzieciństwa Tomasza. Kościół ani nie potwierdza, ani nie zaprzecza spisanym tam rewelacjom. Zatem kto chce, niech wierzy!

wtorek, 24 lutego 2026

LUCIFERA N°28 - PRZEMOC I ROZKOSZ

Tytuł oryginalny: Lucifera

n.28 - La violenza con piacere

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: 7 grudnia 1973

Scenariusz: Giorgio Cavedon

Grafika: Tito Marchioro i StudiOriga

Skan wydania francuskiego:

Gentil-Toto & Termineur (VintageComix)

Rekonstrukcja plansz i okładki: Cyfrowy Baron

Czyszczenie plansz i dymków: Grifos + Vallaor

Przekład z jęz. francuskiego i opracowanie graficzne:

Vallaor

Korekta: Aristejo

Mniam, mniam, cóż to za tytuł! Gdy się zastanowić, podsumowuje nie tylko tę konkretną serię, ale cały gatunek erotycznego horroru, pobudzającego dwie intensywne emocje: podniecenie i przerażenie! Czy jednak ta nazwa nie jest zbyt generyczna jak na ten konkretny tomik? Otóż wbrew obawom zaskakująco dobrze pasuje do tego, co się w nim pokazuje. Właściwie jedyną wadą tego tytułu jest fakt, że można go wykorzystać tylko raz, a później można będzie co najwyżej uciekać się do synonimów. W oryginale brzmi nieco inaczej: „Przemoc z rozkoszą”. Uznałem, że może być to za mało czytelne, choć z drugiej strony pojawia się tu gra słów, nieobecna w przekładzie (również tym francuskim).

Łączenie przyjemności z okrucieństwem było od samego początku cechą charakterystyczną Lucifery. Po metamorfozie w śmiertelną kobietę odnalazła w sobie niespotykaną wcześniej wrażliwość, wzruszając choćby śpiewem słowika. Sądząc po tęsknym wzroku, jakim wodzi za ciężarnymi kobietami, odezwał się w niej nawet instynkt macierzyński. Myliłby się ten, kto na tej podstawie uznałby ją za całkowicie „zreformowaną”. Pewnych cech charakteru pozbyć się nie sposób, zwłaszcza gdy okoliczności wymagają pewnej dozy bezwzględności. Gdy Lucya na czele kobiet organizuje obronę obozu, jest bez wątpienia w swoim żywiole, zaś żołnierze Arna, z którymi się spotka, nie mają co liczyć na jej niewieścią wrażliwość. Wojna partyzancka nie pozwala się z agresorem cackać, a jeśli szczypać, to tylko obcęgami!

Podziwu godna organizacja i waleczność partyzantek pod wodzą Lucifery mogą się wydawać anachronizmem, uzasadnionym w fabule wielce nietypową osobą przywódczyni, jednak historia zna przypadki bardzo sprawnych, zdyscyplinowanych i skutecznych żeńskich oddziałów. W minionym stuleciu najbardziej wsławiły się partyzantki z Jugosławii, których liczba w szeregach armii Josefa Tito sięgała 100 tysięcy. Niezrównane w walce i sabotażu, stały się symbolem ogólnonarodowego oporu przeciwko hitlerowcom. O ich wyczynach nakręcono niejeden film, rzecz jasna utrzymany w tonacji podniosłej i heroicznej, trudno więc oczekiwać, by sportretowane były inaczej niż pomnikowo. Kto jednak wie, co żeńskie oddziały wyczyniały z niemieckimi zbrodniarzami, gdy ci wpadli im w ręce, a nikt inny nie patrzył? Lucifera może być w tym aspekcie bliższa prawdy niż oficjalne podręczniki historii!

ROZKOSZNE (I NIEPRZEMOCOWE) LINKI:

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

W jugosłowiańskim filmie Bitwa pod Naretwą (1969) kobiece oddziały komunistycznej partyzantki reprezentuje Sylva Koscina. Chorwacka aktorka, która wcześniej zasłynęła z nieodpartego sexappealu w produkcjach francuskich i włoskich, w swoim „rodzimym” filmie nie ustępuje na polu bitwy takim twardzielom, jak Yul Brynner czy Franco Nero. Swoją drogą, równie międzynarodowej obsady nie ma chyba żadna inna wschodnia produkcja!

środa, 29 października 2025

LUCIFERA N°27 - ŁUCZNICY MIŁOŚCI

Tytuł oryginalny: Lucifera

n.27 - Le arcere dell'amore

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: 23 listopad 1973

Scenariusz: Giorgio Cavedon

Grafika: Tito Marchioro i StudiOriga

Skan wydania francuskiego:

Gentil-Toto & Termineur (VintageComix)

Rekonstrukcja plansz i okładki: Cyfrowy Baron

Czyszczenie plansz i dymków: Grifos

Przekład z jęz. francuskiego i opracowanie graficzne:

Vallaor

Korekta: Aristejo

Nadeszły poważne zmiany w image’u Lucifery! Niedoszła kusicielka z piekła rodem w coraz większym stopniu staje się Lucyą, dziewczyną niewątpliwie dziarską i krzepką, pozbawioną jednak nadprzyrodzonych mocy. Co więcej, coraz bardziej dystansującą się od tego, czym niegdyś była. Niewątpliwie diablicą pozostaje w alkowie, gdzie nadal potrafi zaskoczyć Fausta umiejętnościami nabytymi przez stulecia praktyki. Jednak nawet tutaj odkrywa uczucia i emocje obce zimnokrwistym kreaturom otchłani, do jakich jeszcze niedawno się zaliczała. A co dopiero za dnia, gdzie byle śpiew słowika wprawia ją w tkliwość. Bohaterka, która dotychczas szokowała wyrachowanym okrucieństwem, teraz zdumiewa – również samą siebie – odkrywanymi pokładami wrażliwości, jakie (zdaniem autorów!) tkwią w sercu każdej kobiety.

Jest to przemiana zbyt radykalna, aby nie krył się w niej jakiś haczyk. Wątpliwe, by zrefromowana grzesznica, zalewająca się łzami na samą myśl o rozłące z ukochanym, cieszyła się u czytelników równą estymą, co Lucifera w stanie czystym - amoralna, bezwzględna, okrutna, cyniczna, wyrachowana (przymiotniki można mnożyć!), nie bez kozery zajmująca poczesne miejsce w panteonie „heroin zła” fumetti neri. Powrót na wąską i krętą ścieżkę występku wydaje się być kwestią czasu, nie sposób zarazem powiedzieć, kiedy i w jakich okolicznościach nastąpi. Póki co nie wydaje się, aby do znanego z karty tytułowej przydomku Lucyi, czyli „kochanicy demona”, dało się odnieść inaczej niż w czasie przeszłym.

Charakterologiczną niespodziankę szykuje nam też odwieczna rywalka Lucifery, piękna Małgorzata. Sfrustrowana bezczynnością w złotej klatce, w jakiej umieścił ją Arn, decyduje się wziąć czynny udział w akcji. Czyni to zgodnie z tradycją powieści przygodowej, gdzie aby przejąć aktywną rolę w męskim świecie, kobieta musi przebrać się w spodnie. Małgosia jako śliczny paź ma istotnie szansę zdziałać znacznie więcej niż białogłowa, lecz i w tym przebraniu nie ma pełnej gwarancji bezpieczeństwa. Również na chłopięce kształty znajdą się niecni amatorzy, czyhający na cnotę urodziwych i niewinnych giermków. Następuje tu wyraźna zmiana w portretowaniu homoseksualistów. Leone Frollo, rysownik ewidentnie kochający piękno we wszystkich odmianach i orientacjach, odmalowywał ich jako przystojnych młodzieńców. Tito Marchioro tymczasem ukazuje typy groteskowe, śmieszne i groźne zarazem w swojej fiksacji na punkcie męskich pośladków. Oto, jak zmiana rysownika pociąga za sobą zmianę optyki!

ŁUCZNICZE LINKI:

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

Jakkolwiek byśmy nie spojrzeli, nie da się ukryć, że średniowieczna moda naprawdę robiła wszystko, by młody paź był obiektem estetycznego zachwytu zarówno u pań, jak i u panów. Te frędzelki, hafty, jedwabie, fantazyjne fryzury... Tylko cmokać z podziwu nad taką słodką laleczką, takim wdzięcznym pacholęciem! Doskonale ukazują to ilustracje Bogusława Orlińskiego do książeczki Anny Świrszczyńskiej pt. Paź królowej Barbary.

czwartek, 10 lipca 2025

LUCIFERA N°26 - JAM JUŻ KOBIETA, NIE DIABLICA

Tytuł oryginalny: Lucifera

n.26 - Sono una donna, non sono una diavola

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: listopad 1973

Scenariusz: Giorgio Cavedon

Grafika: Tito Marchioro i StudiOriga

Skan wydania francuskiego:

Gentil-Toto & Termineur (VintageComix)

Rekonstrukcja plansz i alternatywny projekt okładki:

Cyfrowy Baron

Rekonstrukcja okładki: Old Man

Czyszczenie plansz i dymków: Grifos

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Pozostawiliśmy Luciferę w chwili największego triumfu: Faust wreszcie oddał się jej kompletnie, nie tylko ciałem (gdyż do tej drobnostki doszło znacznie, znacznie wcześniej), ale też sercem. A wystarczyło tylko strącić ubóstwianą Małgorzatę z piedestału, ukazując mu jej zażyłość z odrażającym garbusem Arnem. Niszcząc idealistyczny obraz rywalki, Lucya mogła wreszcie przekonać ukochanego o sile własnego afektu. Zresztą pod tym względem nie musiała niczego udawać. Dla tego uczucia, będącego czymś nowym w jej ponadprzeciętnie długiej egzystencji, gotowa jest poświęcić bardzo wiele. Być może nawet swoją diabelską naturę...

Postać piekielnej istoty, która zakochuje się w śmiertelniku, pojawia się w literaturze od wieków. Najbliższa Luciferze wydaje się Biondetta z powieści Diabeł zakochany. Romans okultystyczny Jaquesa Cazotte'a. Owa zachwycająca urodą kobieta jest w istocie ziemskim wcieleniem Belzebuba, którego nieopatrznie przyzwał Don Alvaro, hiszpański kapitan gwardii w Neapolu. Podobnie jak Lucifera, Biondetta używa całego swojego wdzięku, by zaciągnąć mężczyznę do łóżka, lecz nie okazuje się tak skuteczna. Pamiętny przestróg matki o szkodliwości przedmałżeńskiego stosunku dla nieśmiertelnej duszy, Don Alvaro z całych sił opiera się pożądaniu, nie ulegając ani zmysłowym perswazjom, ani rozpaczliwym błaganiom Biondetty, która ostatecznie sama zakochuje się w mężczyźnie z tak nieugiętymi zasadami.

Powieść Cazotte'a kończy się odrzuceniem pokusy, co w 1772 roku zapewne budowało morale odbiorców, natomiast dzisiaj pozostawia ich z poczuciem niedosytu. Czy fizyczne zespolenie diablicy i śmiertelnika koniecznie musiałoby poskutkować jego potępieniem? A gdyby to jego pozytywny wpływ okazał się silniejszy? Przecież swoją silną wolą zdołał już rozniecić miłość w sercu istoty uznawanej powszechnie za bezduszną. Kto wie, jaką transformację przeszłaby Biondetta, gdyby pozostała na ziemi dłużej? Na to pytanie, które być może zadawali sobie niektórzy czytelnicy, odpowiada Lucifera, zwłaszcza na tym etapie rozwoju akcji, kiedy protagonistka mocno stawia na swoim, decydując się odciąć piekielną pępowinę!

LINKI ZAKOCHANEJ DIABLICY:

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

Przywołany powyżej Diabeł zakochany doczekał się atrakcyjnego polskiego wydania w ramach intrygującej serii Ars Diavoli. Biblioteka Diabologiczna. Cena adekwatna do treści: 66,60 zł! Pozycja z pewnością warta poznania, choć wbrew surowej okultystycznej stylistyce okładki jest przede wszystkim romansem o wyciskającej łzy wzruszenia "miłości niemożliwej".

niedziela, 27 kwietnia 2025

LUCIFERA N°25 - TRIUMF LUCIFERY

Tytuł oryginalny: Lucifera

n.25 - Il ritorno di Lucifera

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: październik 1973

Scenariusz: Giorgio Cavedon

Grafika: Tito Marchioro i StudiOriga

Skan wydania francuskiego:

Gentil-Toto & Termineur (VintageComix)

Rekonstrukcja plansz i okładki: Cyfrowy Baron

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Źle się dzieje w księstwie Rosen! Wraz z podstępnym przejęciem władzy przez perfidnego Otulfo nastały dla mieszkańców ciężkie czasy. Najeźdźcy panoszą się, nakładają niebotyczne podatki i wymierzają drakońskie kary, korzystając z całego repertuaru podłości i okrucieństw, jakie praktykowano w średniowieczu. Niepohamowany w swoich żądzach podwładny Otulfo, garbus Arn, przypomina sobie o przysługującym feudałom „prawie pierwszej nocy” – przywileju zaciągnięcia do łoża poddanej podczas jej nocy poślubnej.

Trudno o bardziej jaskrawy przykład bezwzględności możnych wobec podległych im mas. Nic dziwnego, że prawo to od wieków otacza niesława i przytaczane jest jako koronny argument przeciwko feudalizmowi. Nie jest jednak pewne, czy było rzeczywiście praktykowane. Wspomina się o nim w przekazach średniowiecznych od XIII wieku, ale nie w kodeksach prawnych, a raczej w legendach i podaniach. Z całą pewnością istniała natomiast „danina za małżeństwo”, uszczuplająca sakiewkę nowożeńców, lecz nie naruszająca wdzięków panny młodej. Zdrowy rozsądek podpowiada, że wchodzenie przez władcę do alkowy poddanych nie było najlepszym sposobem na zyskanie ich szacunku. Istniał szeroki repertuar innych środków zapewniających ich posłuszeństwo, jak choćby głoszony z ambony nakaz respektowania wyższego stanu.

Brak twardych dowodów na funkcjonowanie ius primae noctis nie tłumaczy jednak, dlaczego pojawiło się ono w przekazach epoki. Być może legendę zrodziły autentyczne sytuacje, podobne do tych, które ukazane zostały w Luciferze. Zwycięskie armie na podbitych ziemiach często pozwalały sobie na czyny nieobjęte żadnym kodeksem, przypieczętowane wyłącznie prawem silniejszego. Najeźdźca ustalał zasady według własnego widzimisię, czując się panem życia i śmierci spacyfikowanej ludności. Usankcjonowany gwałt mógł być kolejnym instrumentem poniżania pokonanych.

Takie praktyki idealnie pasują do modus operandi Otulfo i Arna – osobników bezwzględnych bardziej niż sam Hun Attyla (przynajmniej w wersji znanej z serii Terror). Czy jednak ich absolutna bezwzględność nie okaże się krótkowzroczna i nie popchnie mieszkańców Rosen do buntu? Przekonamy się o tym już wkrótce!

TRIUMFALNE LINKI:

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

Na samo wspomnienie prawa pierwszej nocy miłośnikom XIX-wiecznego malarstwa staje przed oczami Le droit du Seigneur, obraz Wasilija Polenowa z 1874 roku. Zastanawiając się, która z pięknych dziewcząt padnie ofiarą chuci pana feudalnego, możemy zarazem odetchnąć z ulgą, że sami żyjemy w nieco sympatyczniejszej epoce...

sobota, 30 listopada 2024

LUCIFERA N°24 - BIADA DOBRYM!

Tytuł oryginalny: Lucifera

n.24 - Guai ai buoni!

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: wrzesień 1973

Scenariusz: Giorgio Cavedon

Grafika: Tito Marchioro

Skan edycji włoskiej:

Charles (VintageComix)

Rekonstrukcja plansz i okładki: Cyfrowy Baron

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Gdzie diabeł nie może, tam biskupa pośle! Zdradzając co nieco fabułę tomiku, do ostatecznego upadku Rosen i zwycięstwa sił Zła najbardziej przyczyni się lokalny dostojnik kościelny. Najpierw przez swoją gorliwość w posyłaniu ludzi na stos (praktyka, którą niechybnie podpatrzył u nieświętej pamięci Wielkiego Inkwizytora), a następnie przez oportunizm, skutkujący przedłożeniem interesu własnego nad dobro ogółu. Całkiem możliwe zresztą, że mając na względzie wyłącznie samego siebie, zachował się zgodnie z wytycznymi Kościoła, nakazującego w pierwszym rzędzie troszczyć się o swoich reprezentantów. W końcu namiestnicy państwowi się zmieniają i nie tak rzadko tych szlachetnych zastępują tyrani, lecz dopóki między władzą świecką a duchową istnieje porozumienie, z punktu widzenia Watykanu wszystko jest w porządku.

Nawet przy wymagającym maksimum dobrej woli założeniu, że kościelni dostojnicy na ogół starają się nie szkodzić organizmowi państwowemu, w ramach którego funkcjonują, nie ulega wątpliwości, że kultura masowa oceniła ich dość jasno, utrwalając topos złego hierarchy - przede wszystkim w randze biskupa. Podczas gdy złowieszczy kardynał to prawie zawsze Richelieu, niegodnych zaufania biskupów jest całe mrowie w kinie, literaturze, a jak widać także w komiksie. Cechuje ich obłuda, interesowność, pazerność, jak też stała gotowość do zdrady i trzymania strony najsilniejszego. Wszystkie te przymioty składają się bardziej na obraz polityka niż przewodnika duchowego, dlatego też często kontrastowani są ze zwykłymi księżmi, mającymi większy kontakt z lokalną społecznością, znającymi jej troski i potrzeby. Wydaje się, że im wyżej w hierarchii, tym dalej od samych wiernych i pierwotnych założeń religijnej wspólnoty. Jak to jest z kardynałami oraz samym papieżem - aż strach pomyśleć!

Jeden papież już się zresztą w Luciferze pojawił. Był nim sam Urban II, postać kontrowersyjna ze względu na wzniecenie krucjat, lecz na kartach komiksu przedstawiony jako osoba moralnie nieskazitelna, którą tylko trucizna dodana do wina mszalnego mogła sprowadzić z drogi świętości. Pomimo wyraźnego dystansu do przedstawicieli Kościoła, seria nie podważa podstawy funkcjonowania tej instytucji. W końcu w fabule pierwsze skrzypce gra autentyczna diablica, a kwestie zbawienia i potępienia rozważane są całkowicie na poważnie. Teoretycznie nie jest wykluczone pojawienie się tutaj jakiegoś przyzwoitego duchownego. Jedno jest pewne - w żadnym razie nie może to być biskup. W taką anomalię nikt by nie uwierzył!

BISKUPIE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Tak oto prezentuje się figura Biskupa na szachownicy Lego. Jak widać, jego czarna natura była dla projektantów oczywistością. Równie jednoznacznym synonimem zła nie jest obecnie już nawet Joker, choć tutaj winić trzeba głównie Todda Phillipsa z jego "humanistyczną" interpretacją postaci. Spróbowałby tylko tego z jakimś biskupem!

wtorek, 15 października 2024

LUCIFERA N°23 - ZŁO DO ATAKU!

Tytuł oryginalny: Lucifera

n.23 - Il male alla riscossa

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: sierpień 1973

Scenariusz: Giorgio Cavedon

Grafika: Tito Marchioro

Skan edycji włoskiej:

Charles (VintageComix)

Opracowanie okładki: Cyfrowy Baron

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Wykrzyknik w tytule nie pozostawia złudzeń: siły zła są w natarciu, nabierają rozpędu i nie wiadomo, czy ktokolwiek zdoła powstrzymać ich impet! Zwłaszcza gdy za emisariusza mają tak podłe i okrutne indywiduum jak hrabia Otulfo, który dał się już poznać jako żądny władzy bratobójca. Była to zaledwie zbrodnia na rozgrzewkę! Do występków jeszcze paskudniejszych, czynionych na znacznie szerszą skalę, popchnie go Lucifera. Jako wytrawna kusicielka potrafi przywieść do grzechu nawet świętego, a co dopiero takiego moralnego zgniłka, którego trzeba wyłącznie ośmielić, by przezwyciężył wrodzone tchórzostwo i poszedł na całość, rozpętując wojnę totalną. W tym celu Otulfo dobiera sobie idealnego podwładnego, muskularnego garbusa Arna, gotowego podpalić cały świat w charakterze odwetu za liczne upokorzenia.

Zły władca i jego okrutny siepacz to modelowa wręcz para złoczyńców, przypominająca chociażby Szeryfa z Nottingham i Sir Guya z Gisbourne (skojarzenia tego typu staną się jeszcze mocniejsze w kolejnych odsłonach). Odwołując się do archetypów w kreowaniu postaci i świata przedstawionego, Lucifera potwierdza przynależność do klasycznych narracji, sprzed ery postmodernistycznego wywracania znaczeń. Jest baśnią mroczną, okrutną i przewrotną, podkreślając niemożność pełnego triumfu dobra ze względu na wpisane w naturę ludzką zło. Nie ma w niej natomiast próby reinterpretacji utrwalonych przez tradycję figur do tego stopnia, by straciły swoje pierwotne znaczenie, co wydaje się dominującym aktualnym trendem.

Na pozór seria mająca za protagonistkę autentyczną diablicę powinna być duchowo pokrewna chociażby filmowemu dyptykowi Maleficent, są to jednak diametralnie różne strategie twórcze. Studio Disneya, usilnie starające się podążać z duchem czasu, od lat modyfikuje charakterystykę swoich czarnych charakterów, zmieniając zatwardziałych złoczyńców w figury niejednoznaczne i niezrozumiałe, domagające się nie kary, lecz współczucia i akceptacji. Na nic nazewnictwo, które według zdrowego rozsądku powinno określać ich charakter – Diabolina okazuje się nieco temperamentną, lecz kochającą ciocią, Cruella De Mon ekscentryczną projektantką mody o ciepłym serduszku, a Królowa Śniegu rozśpiewaną nastolatką, odkrywającą w sobie Wielką Moc. Nie szkodzi, że to usprawiedliwianie, wybielanie i uniewinnianie dotyczy przede wszystkim postaci kobiecych. Przy takim trendzie zabraknie wkrótce w tekstach kultury prawdziwych łotrzyc i łotrów, których kochamy nienawidzić, imponujących swoim brakiem skruchy i absolutną bezwzględnością. Takich gagatków pozostanie szukać w dziełach z minionych dekad, gdzie zło miało czelność świecić pełnym, złowieszczym blaskiem!

OFENSYWNE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Aby nie poprzestawać na biadoleniu: nie sposób ukryć, że drugie popkulturowe życie Diaboliny dodało jej seksapilu, czyniąc wdzięcznym obiektem cosplayu!

wtorek, 27 sierpnia 2024

LUCIFERA N°22 - OD DOBRA MI NIEDOBRZE

Tytuł oryginalny: Lucifera

n.22 - Il bene mi fa male

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: lipiec 1973

Scenariusz: Giorgio Cavedon

Grafika: Tito Marchioro

Skan edycji włoskiej:

Charles (VintageComix)

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Opracowanie okładki: Old Man

Tytuł 22. tomiku jest deklaracją, jakiej można spodziewać się po wysłanniczce piekieł, przybywającej na ziemię, by siać chaos i zniszczenie, zatem nieprzychylnie nastawionej do wszelkich przejawów ładu i harmonii. Jednak wstręt Lucifery do krainy mlekiem i miodem płynącej, jaką nieoczekiwanie stało się księstwo Rosen, nie wynika z pobudek ideologicznych. Gdyby mogła cieszyć się miłością Fausta, być może przymknęłaby oko na wszechobecną szczęśliwość. Inna sprawa, że długo by w niej nie wytrwała, wciągając ukochanego w jakąś nową kabałę. Jednak Faust, który wreszcie połączył się z Małgorzatą, swoją prawdziwą miłością, nigdy nie był dla diabelskiej kusicielki równie niedostępny, równie nieczuły na jej wdzięki i uwodzicielskie sztuczki. W tej sytuacji Luciferze pozostaje tylko wrócić z podkulonym ogonem do piekła... bądź też wziąć sprawy we własne ręce i rozpętać piekło na ziemi!

W wydaniu francuskim tytuł uległ przekształceniu na Le mal est mon bien - Zło robi mi dobrze! Choć Luci mogłaby podpisać się również pod tym stwierdzeniem, ma się ono nijak do treści epizodu, jak nigdy dotąd wypełnionego pozytywnymi przykładami braterstwa, współpracy i harmonii. Zła tutaj jak na lekarstwo i diablica zupełnie nie ma czym się rozkoszować! Zresztą niewykluczone, że spora część odbiorców również będzie czuła niejakie zniecierpliwienie spiętrzeniem pozytywności, jakim raczą nas twórcy: radością i szlachetnością Fausta, prawością i mądrością księcia Walaha, ładem i gospodarnością Rosen… Może nie tylko Luciferze, ale i czytelnikom zrobi się mdło od tego nadmiaru słodkości? Po włoski komiks kieszonkowy nie sięga się przecież, aby poczytać o tym, jak piękny mógłby być świat, gdyby rządzili nim ludzie dobrej woli. Już uspokajam! Niniejszy epizod jest zaledwie prologiem do dłuższej historii, w której wszelkiego rodzaju konfliktów, nieszczęść i nieprawości będzie pod dostatkiem. Zatem wedle uznania, cieszmy się tym chwilowym triumfem dobra bądź też wyglądajmy z niecierpliwością kontrataku sił ciemności, który niechybnie nastąpi!

DOBRE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Gościnne występy czołowych gwiazd kina to wręcz konieczność w przypadku okładek notorycznie inspirujących się fotosami i plakatami historycznych superprodukcji! Tym razem padło na Orsona Wellesa, który w oscarowym filmie Oto jest głowa zdrajcy wcielił się w kardynała Wolseya, bezskutecznie próbującego zapobiec konfliktowi Henryka VIII z Watykanem. Czy jego obecność na okładce tego konkretnego tomiku można uznać za przypadkową? W końcu głównym bohaterem Głowy jest Tomasz More, autor słynnej Utopii, projektującej model państwa, w którym rządzą dobro i sprawiedliwość…

wtorek, 14 maja 2024

LUCIFERA N°21 - URBAN II

Tytuł oryginalny: Lucifera

n.21 - Urbano II°

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: czerwiec 1973

Scenariusz: Giorgio Cavedon

Grafika: Tito Marchioro

Skan edycji włoskiej:

Charles (VintageComix)

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Opracowanie okładki: Cyfrowy Baron

Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu? Niewątpliwie tam właśnie kieruje swój statek kapitan Parodi, przekonany przez Luciferę o jej szczerym zamiarze dostarczenia Graala do rąk własnych papieża. Marynarz wykazuje się w równej mierze szlachetnością, co naiwnością, dając wiarę kobiecie, która dopiero co swemu dotychczasowemu partnerowi wbiła nóż w plecy, a na dodatek nosi imię jednoznacznie kojarzące się z siarką piekielną. Nawet przy założeniu, że nie świadczy ono o bliskiej relacji z diabłem, tylko o samym ognistym temperamencie, w głowie nawet średnio rozgarniętego kapitana powinna się zapalić lampka ostrzegawcza! Zdarza się, że pozory mylą. Można nazywać się choćby Diabolina i ostatecznie okazać miłą, troskliwą ciocią. Gdy jednak bohaterowie fumetti per adulti okazują się równie wyrozumiali wobec demonicznych kobiet, co ostatnie produkcje Disneya, dość kiepsko na tym wychodzą!

Łatwo rzecz jasna mądrzyć się z pozycji czytelnika, mającego pełny ogląd sytuacji i dostęp do najskrytszych myśli dwulicowej bohaterki. Na co dzień ze świecą szukać tego, kto nie uległby gładkim słówkom i jeszcze gładszemu licu przedstawicielki płci pięknej. Wygląda na to, że nie tylko błądzący po omacku, łatwi do zwiedzenia ludzie świeccy, ale nawet ślubujący celibat, rozmodleni i regularnie spryskiwani wodą święconą księża nie są całkowicie odporni na ich wpływ! Najbardziej narażeni są ci najniżsi stopniem, znajdujący się najbliżej urodziwych parafianek. Zatem im wyżej w kościelnej hierarchii, tym większy dystans do spraw doczesnych, w tym kwestii cielesnych? Tej śmiałej tezie przeczą liczne przykłady wysoko postawionych dostojników, u których apetyt na niewieście wdzięki bynajmniej nie zmalał, a nawet przybrał na sile w związku z możliwościami, jakie stwarzało piastowane przez nich stanowisko. Władza i bogactwo może zawrócić w głowie nawet tym na samej górze. Aby przekonać się o skali rozpusty co niektórych władców Watykanu, wystarczy sięgnąć po dwa papieskie cykle komiksowe spod scenariusza Alejandro Jodorowskiego, Borgia i Straszny Papież. Co prawda bohatera tego drugiego tytułu zupełnie nie kusiły kobiety, więc przynajmniej w tym wypadku nie można obarczyć ich winą za męskie występki.

Zdecydowanie nie każdy papież dokazywał tak, jak ci zrodzeni z nieokiełznanej wyobraźni Jodorowskiego. Nawet ich historyczne pierwowzory, Aleksander VI i Juliusz II, pomimo ewidentnych wad zachowywały na co dzień znacznie większą wstrzemięźliwość. A już krystaliczną reputacją cieszył się Urban II, tytułowy bohater 21. tomiku Lucifery, zasiadający na tronie piotrowym w latach 1088–1099. Najważniejszym dokonaniem jego dziesięcioletniego pontyfikatu okazało się zainicjowanie wojen krzyżowych. Dał im początek, wzywając do "wojny świętej" na synodzie w Clermont 27 listopada 1095. Sam papież usłyszał jeszcze o pierwszych zamorskich triumfach zmotywowanego przez siebie rycerstwa, jednak wiadomość o zdobyciu Jerozolimy dotarła do Watykanu już po jego śmierci. Jak widać, seria nader swobodnie poczyna sobie z chronologią wypadków. Upadek Jerozolimy miał miejsce w tomiku dziewiątym, upłynął więc szmat czasu, a Urban II wciąż żyje i z ferworem wygłasza kazania! Czy ten dobrostan potrwa jeszcze długo, przekonamy się podczas lektury...

PAPIESKIE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Gra strategiczna Crusader Kings daje szansę wcielenia się w postać inicjatora krucjaty. Ale dlaczego ma on za przydomek "The Priest-Hater"? Wątpliwe, by chodziło tu o nienawiść względem własnej profesji. Najwyraźniej Urban II zaklasyfikowany został jako ksiądz-hejter, który swoimi ziejącymi nienawiścią do innowierców słowami doprowadził do wielkiego rozlewu krwi!

środa, 27 marca 2024

LUCIFERA N°20 - ŚWIĘTY GRAAL

Tytuł oryginalny: Lucifera

n.20 - Il Santo Graal

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: maj 1973

Scenariusz: Giorgio Cavedon

Grafika: Tito Marchioro

Skan edycji włoskiej:

Charles (VintageComix)

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Twórcy Lucifery dali się już poznać jako żonglerzy kulturowych tropów i niestrudzeni podróżnicy, przeskakujący swobodnie z jednej mitologii w drugą i z kontynentu na kontynent. Jednakże poprzez umiejscowienie najważniejszej relikwii chrześcijaństwa na terenie przyszłej Ameryki udało im się upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, łącząc ze sobą dwa wielkie toposy: poszukiwanie Świętego Graala i odkrycie Ameryki avant la lettre (tzn. przed Kolumbem). Zdecydowanie nikt inny nie pomyślał, by ten legendarny kielich umieścić na drugim końcu świata! Pod tym względem włoscy scenarzyści wykazali się oryginalnością. Czy jednak do końca? Istnieją podstawy, aby przypuszczać, że do tego śmiałego zestawienia natchnęła ich lektura amerykańskiego klasyka, czyli Prince'a Valianta Hala Fostera.

Swoją monumentalną, ciągnącą się nieprzerwanie od 1937 roku serię Hal Foster umieścił w okresie panowania króla Artura, na przełomie V i VI wieku. Choć sam władca Camelotu należy bardziej do legendy niż udokumentowanej historii, twórca Valianta nie poszedł na łatwiznę i postawił na realistyczne, pieczołowite odwzorowanie ówczesnego świata - może nie tyle konkretnej epoki, co ogólnie wczesnego, kształtującego się dopiero średniowiecza. Pod tym względem Lucifera poczyna sobie podobnie, traktując jednak o okresie późniejszym, w którym nie tylko kielich Józefa z Arymatei, ale też poszukujący go rycerze króla Artura należą już do zamierzchłej przeszłości.

Skąd jednak wrażenie, że właśnie Książę Waleczny zainspirował naszych “luciferianistów” do miksu Graala z odkrytym przez Wikingów Nowym Światem? Otóż obydwa wątki odgrywają znaczącą rolę u Fostera, któremu oczywiście nie przyszło do głowy łączyć ich ze sobą. Wysłał jednak tytułowego bohatera w podróż na nieznany kontynent kilkaset lat przed jego pierwszym udokumentowanym odkrywcą, Leifem Erikssonem. Odkrycie przyszłej Ameryki odbywa się w sposób mniej łupieżczy niż w przypadku Kolumba, a załoga Vala wchodzi z rdzennymi mieszkańcami w na tyle bliskie relacje, że nie wszyscy decydują się na powrót do deszczowej Anglii. Z mieszanych małżeństw powstaje wręcz nowy szczep jasnowłosych Indian! Na Nowej Ziemi przychodzi także na świat potomek Vala, Arn, w czym jednak nie ma udziału żadna Indianka. Pod każdą szerokością geograficzną bohater pozostaje wierny swojej żonie, Alecie. Upodabnia go to do innego komiksowego bohatera, wiecznie zapatrzonego w jasnowłosą połowicę!

Mityczny Graal pojawia się w sadze znacznie później. Co charakterystyczne, Valiant nie towarzyszy żadnemu z rycerzy Okrągłego Stołu, nawet swojemu przyjacielowi Gawainowi, w ich słynnych questach. Król Artur powierza mu bowiem tajną misję odszukania nie tyle samej relikwii, co do istnienia której ma poważne wątpliwości, lecz dojścia do źródeł legendy, za sprawą której najlepsi rycerze rozproszyli mu się po kraju. Choćby na przykładzie tego detektywistycznego wątku daje o sobie znać inteligencja serii, nie ograniczającej się do powtarzania znanych podań, przedstawiającej natomiast odświeżająco oryginalną opowieść "z czasów króla Artura".

INDIAŃSKIE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Pod naszą szerokością geograficzną mitów arturiańskich nikt specjalnie nie celebruje, nie wiadomo zatem, czy Prince Valiant doczeka się kiedyś polskiego przekładu. Póki co elitarne grono miłośników znakomitej kreski Hala Fostera zaopatrza się w wydania zagraniczne, nierzadko szlifując przy tym języki obce! W najpopularniejszej zbiorczej edycji Fantagraphics wspomniana wyprawa do Ameryki ma miejsce w tomie szóstym (lata 1947-1948), zaś poszukiwanie Świętego Graala w tomie dwunastym (1959-1960).

wtorek, 30 stycznia 2024

LUCIFERA N°19 - SYRENY

Tytuł oryginalny: Lucifera

n.19 - Le sirene

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: kwiecień 1973

Scenariusz: Giorgio Cavedon

Grafika: Tito Marchioro

Skan wydania francuskiego:

Gentil-Toto & Termineur (BDtrash)

Opracowanie graficzne: Vallaor & Alibaba

Rekonstrukcja okładki: Cyfrowy Baron

Translacja: Vallaor

Korekta: Aristejo

Tomik 19., w którym pośród masy atrakcji najciekawsze wydają się tytułowe syreny, nawet jeśli twórcy nie poświęcają im przesadnie dużo czasu. Jak zwykle w przypadku mitologicznych istot nasuwa się pytanie o ich genezę. Skąd się właściwie wzięły, jaka społeczność pierwsza je wymyśliła i czy od samego początku wyobrażano je sobie tak, jak obecnie? Oczywiście przy lekturze samego komiksu odpowiedzi na te pytania mają charakter marginalny, a syreny pełnią funkcję kolejnej atrakcji, zaczerpniętej z bogatej tradycji mitologiczno-fantastycznej.

Nie wiadomo, jak długo opowieści o syrenach krążyły w przekazie ustnym, natomiast pierwszy literacki opis zawdzięczamy Homerowi. Bardzo ogólny zresztą, Odyseja pozostawia ich wygląd wyobraźni czytelników. Choć obecnie kojarzone są jako kobiety z nagim torsem (w przypadku Małej Syrenki okrytym bikini z muszelek) oraz rybim ogonem, Grecy mieli przed oczyma zupełnie inną hybrydę gatunkową, mianowicie ludzko-ptasią! Syreny Homera jako mieszkanki bezludnej wysepki przesiadywały na łące przy brzegu, zwodniczo słodkim śpiewem wabiąc marynarzy z przepływających statków. Pierwszy (i ostatni) kontakt z wodą tych żeńskich drapieżników następuje w chwili, gdy po nieudanych łowach na Odyseusza rzucają się z bezsilnej rozpaczy w morską toń. Być może właśnie od rozsławionej wierszami poety śmierci w odmętach zaczęły być z nimi kojarzone? Tak czy inaczej jeszcze przez wiele stuleci wiodącym wyobrażeniem syreny był wielki ptak z ludzką głową, zastąpiony później nieco bardziej antropomorficzną formą skrzydlatej kobiety z ptasimi nóżkami.

Syreny rybokształtne po raz pierwszy opisane zostały przez żyjącego w I wieku p.n.e. Horacego w Sztuce poetyckiej. Na opis nowożytny trzeba było poczekać aż osiem stuleci, pojawił się bowiem dopiero na przełomie VII i VIII wieku w Liber Monstrorum, anglo-łacińskim katalogu cudownych stworzeń (swoją drogą, J. K. Rowling musi być wielką admiratorką tego dzieła!). Anglikom zawdzięczamy także słowo „mermaid”, już jednoznacznie wskazujące na płeć i wodny charakter tych stworzeń. "Morskie niewiasty... o ciele dziewczęcym, lecz łuskowate ogony ryb posiadające" ostatecznie wyparły swoje starsze, ptasie siostry, w czym niewątpliwie największą zasługę miał ich seksapil. Wyłaniające się spośród fal kobiety działają na męską wyobraźnię niezwykle pobudzająco, a wydłużony, lśniący rybi ogon tylko dodaje im wdzięku!

SYRENIE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Na okładce zamiast syren widnieje... Peter O'Toole, który przywędrował tutaj prosto z plakatu Becketta, historycznego filmu z 1964 roku. Cóż może mieć wspólnego angielski król Henryk II z naszym komiksem? Zakładam, że ma jakieś cechy wspólne z księciem Moguncji, nowym towarzyszem Lucifery. Czyżby zimną bezwględność w dążeniu do wyznaczonego celu?

wtorek, 28 listopada 2023

LUCIFERA N°18 - PIEKIELNY EROTYZM

Tytuł oryginalny: Lucifera

n.18 - Erotismo infernale

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: marzec 1973

Scenariusz: Giorgio Cavedon

Grafika: Tito Marchioro

Skan wydania niemieckiego:

Charles (VintageComix)

Rekonstrukcja cyfrowa: Old Man

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Höllerische erotismus - czego można spodziewać się po tak sugestywnym tytule (brzmiącym dobitnie zwłaszcza w wersji niemieckiej, która tym razem posłużyła za podstawę przekładu)? Przede wszystkim Lucifery w stanie czystym: diablicy, która nie musi hamować swoich instynktów w obawie przed reprymendą ze strony ukochanego, nie podzielającego jej zamiłowania do grzechu. Choć zaczyna przygodę we wspólnym lochu z Faustem, wkrótce jej sytuacja zmienia się diametralnie. Gdy ląduje w łożu księcia Moguncji, uzależnia go od siebie swoim piekielnym erotyzmem, stając się zarówno oficjalną faworytą, jak też nieodłączną towarzyszką jego zuchwałych wypraw.

Zamiana kochanka na bezwzględnego i ambitnego księcia wyznacza nowy etap serii, którą dotychczas jako tako trzymał w ryzach etyczny kompas męskiego protagonisty. Mniejsza o to, że pragnący czynić dobro Faust dopuszczał się niejednego moralnie nagannego uczynku, czasami z winy swojej występnej towarzyszki, a czasami sam z siebie, zmuszony okolicznościami i słabością ludzkiej natury. Przynajmniej dręczyły go potem wyrzuty sumienia i obiecywał w duszy poprawę! Tymczasem niemiecki władyka pozbawiony jest tego rodzaju słabości. Ten średniowieczny samiec alfa (Alpha-Männchen!) zdobywa wszystko, czego zapragnie, idąc do celu po trupach, nawet jeśli będą to trupy starców, kobiet i dzieci. Lucifera nie mogła wymarzyć sobie lepszego towarzysza do swojej nadrzędnej misji, jaką jest czynienie zła na ziemi. Pytanie tylko, czy wyłącznie tego pragnie, czy pławienie się w nieprawości zaspokoi drzemiące nawet w niej pragnienie miłości? Dobrze jest znaleźć bratnią duszę (potępioną), lecz to przeciwieństwa, takie jak dobro i zło, najmocniej się przyciągają!

Do dylematów sercowych bohaterki twórcy jeszcze kiedyś powrócą, na razie jednak zostaje przez nich posłana hen za morze, na poszukiwanie magicznego artefaktu! Ten legendarny przedmiot wydaje się dla niej wyjątkowo niebezpieczny, bo cały jest przesiąknięty świętością. Możliwe jednak, że Lucifera jako pilna adeptka piekielnych nauk potrafi obchodzić się z relikwiami tak, aby nie pozostawiły trwałego uszczerbku na zdrowiu. A o taki wcale nietrudno, gdy obchodzimy się nieostrożnie z przedmiotami kultu... Wystarczy spytać pewnego słynnego archeologa, który zresztą miał kiedyś do czynienia z naczyniem, na poszukiwanie którego wyrusza występny książę wraz ze swoją infernalną konkubiną.

HÖLLERISCHE LINKS:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Wszyscy pamiętający przygody wspomnianego archeologa wiedzą, że przy wyborze właściwej relikwii należy wykazać się znajomością przedmiotu, nie poprzestając na walorach estetycznych, te bowiem potrafią wprowadzić w błąd. Prawdziwym specjalistom przypominać zresztą tego nie trzeba. Spróbujcie jednak powiedzieć biskupom, że nie wszystko święte, co się świeci!

środa, 13 września 2023

LUCIFERA N°17 - KIEDY ZŁO TRIUMFUJE

Tytuł oryginalny: Lucifera

n.17 - Quando il male trionfa

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: luty 1973

Scenariusz: Giorgio Cavedon

Grafika: Tito Marchioro

Skan wydania niemieckiego:

Charles (VintageComix)

Rekonstrukcja cyfrowa: Old Man

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Po wakacyjnej przerwie diablica powraca w pełnym rynsztunku bojowym! Ze zbroją jej do twarzy, o wiele bardziej niż ze zwiewną sukienką czy innymi damskimi fatałaszkami. Czemu tak długo zwlekała z założeniem kolczugi i naramienników, pasujących do niej jak ulał? Najwyraźniej ilustrator okładek również nie mógł się tego faktu doczekać i już na obwolucie numeru ósmego fantazjował, jak wyglądałaby bohaterka w ferworze bitwy. Była to jednak klasyczna marketingowa zmyłka. Lucya co prawda przywdziała z okazji krucjaty zbroję i hełm, lecz tylko na czas morskiej podróży, w celu zmylenia męskiego towarzystwa. Później aż do końca arabskiej przygody nosiła kobiece stroje, drażniąc zmysły krzyżowców i wyznawców Allaha pospołu. Jednak narowistej natury nie da się oszukać i kiedy tylko na niemieckich ziemiach Faust wcielony został do Zakonu Krzyżackiego, Lucya udowodniła wszystkim swoją sprawność w walce, aby towarzyszyć ukochanemu z bronią w ręku.

Tym samym dochodzimy do odpowiedzi na postawione powyżej pytanie. Przyczyną znikomej aktywności Lucifery w materii, do której wydaje się stworzona, czyli uprawiania wojny, było dotąd jej gorące uczucie do Fausta. Człowieka mężnego, zdolnego nawet do walki o jakąś szlachetną sprawę (na krucjatę zaciągnął się z własnej woli!), lecz w głębi duszy pacyfisty, nie odczuwającego żadnej radości z wymachiwania mieczem. Miłość jest ślepa, lecz jak Lucifera wyobraża sobie życie z takim idealistą? Zapewne najbardziej ucieszyłaby się z jego przejścia na ciemną stronę, odrzucenia zasad moralnych i zaakceptowania przynależności do piekła (zgodnie z podpisanym niegdyś cyrografem). A może wręcz przeciwnie, ulegając pokusom i odrzucając skrupuły straciłby w jej oczach cały swój urok? W końcu przeciwieństwa najbardziej się przyciągają. Gdyby na dodatek zaczął przejawiać wodzowskie zapędy, mógłby zagrozić jej dominującej pozycji, czego żadna hetera nie lubi.

Sama esencja serii zasadza się na niezmienności relacji dwójki protagonistów: Faust musi pozostać mężczyzną szlachetnym, choć nierzadko błądzącym, a Lucifera sprowadzająca go z właściwej ścieżki kusicielką, którą niefortunny afekt do śmiertelnika pakuje w kolejne awantury. Dynamika tego związku może jednak ulegać daleko idącym zmianom, tak jak to ma miejsce obecnie. Okazuje się, że gdy diablica zakosztowała krwi, amory schodzą na dalszy plan! Krnąbrnego Fausta jest nawet w stanie posłać do celi, aby o chlebie i wodzie medytował nad głupotą swojego oporu wobec niemoralnej propozycji kochanki. Ujmując rzecz po freudowsku, nastąpiła u Lucifery sublimacja popędu płciowego: pragnienie męskiego ciała przerodziło się w żądzę krwi i władzy. Jak długo utrzyma się ten stan rzeczy i jak wysoką pozycję wywalczy sobie bezwzględna kobieta na czele armii najemników? Przekonają się o tym wszyscy czytelnicy 17. tomiku!

TRIUMFALNE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Nie ma żadnego dowodu na to, że Kriss de Valnor inspirowana była jakąś wcześniejszą komiksową bohaterką, jednak jej charakterologiczne i wizerunkowe podobieństwo do Lucifery skacze do oczu. Żadna z nich nie ma obiekcji przed zajęciem tronu i wydawaniu rozkazów. Obydwie też zapałały afektem do zbyt porządnego na ich gust faceta...

środa, 21 czerwca 2023

LUCIFERA N°16 - KRWAWY OGAR

Tytuł oryginalny: Lucifera

n.16 - Il sanguinario

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: styczeń 1973

Scenariusz: Giorgio Cavedon

Grafika: Tito Marchioro

Skan wydania niemieckiego:

Charles (VintageComix)

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Pierwsze kilkanaście numerów Lucifery miało szczęście do wydawców w całej Europie i można je odnaleźć w kilku wersjach językowych. Co prawda numer 14 był ostatnim, jaki ukazał się w Portugalii (niestety uniemożliwia to dalszą prezentację alternatywnych okładek pod linkami), natomiast w dalszym ciągu seria publikowana była we Włoszech, Francji, Niemczech i Holandii. Fakt, że sporo z tych wydań zostało zdigitalizowanych, okazuje się przydatny przy opracowaniu cyfrowej wersji polskiej. I tak podstawą dla numeru 16. była edycja niemiecka, najbardziej zbliżona do oryginalnej włoskiej, której nie mogłem wykorzystać ze względu na niską jakość skanu. Francuska natomiast pozwala sobie na zbyt duże ingerencje w rozmiary dymków, którym zdarza się zakrywać grafikę. Tym niemniej skorzystałem z jednej planszy francuskiej, naprawiającej oryginalny błąd rysownika, kierującego dymek ku nieodpowiedniej osobie.

Również z wydania niemieckiego pochodzi tytuł Die Bluthund, oznaczający dosłownie „krwawego psa”, zaś metaforycznie „okrutnika”, co jest już bliskie oryginalnego Il Sanguinario. Przy przekładzie zdecydowałem się na odrobinę inwencji twórczej, aby uniknąć banału, którym mógłby zalatywać okrutny szef bandy rzezimieszków nazywający się... Okrutnikiem. Mój „krwawy ogar” nie jest co prawda szczytem oryginalności, bestia o takim imieniu pojawia się w serii gier Gothic, a miłośnikom seriali fantasy sam „Ogar” również nasuwa pewne nieodparte skojarzenia. Podobieństw i odwołań nie da się jak widać uniknąć, pozostaje tylko nadzieja, że brzmią odpowiednio intrygująco.

Jakkolwiek nie zwałby się herszt niemieckich zbójów, jest on zaledwie nominalnym bohaterem tomiku. Na plan pierwszy wysuwa się bowiem sama protagonistka, której nareszcie sprzykrzyło się podążanie krok w krok za Faustem, ze względu na swoją pobożność hamującym jej naturalne inklinacje. Przy okazji kolejnego ratowania ukochanego z tarapatów budzi się w Luci ambicja zdobycia realnej władzy. Wykorzystuje swój spryt, aby błyskawicznie wspiąć się po drabinie społecznej, awansując od zamkowej nierządnicy do małżonki kasztelana. I bynajmniej nie stanowi to kresu jej aspiracji! Czyżby scenarzyści chcieli w ten sposób zrekompensować odbiorcom odejście świetnego rysownika? Niewątpliwie aktywna diablica jest gwarancją licznych perypetii i zbrojnych awantur, o jakich nie marzyło się nawet osławionemu Krwawemu Ogarowi…

OGAR-NIĘTE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Między ogarami w ludzkiej skórze istnieją niezaprzeczalne podobieństwa, jak oszpecona blizną facjata i paranie się wojennym rzemiosłem. U niektórych da się nawet dostrzec pewne pozytywne cechy, pod warunkiem, że z miejsca nas nie zagryzą!

środa, 17 maja 2023

LUCIFERA N°15 - KUSZENIE BRATA JEANA

Tytuł oryginalny: Lucifera

n.15 - Le tentazioni di Frate Guaccio

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: grudzień 1972

Scenariusz: Giorgio Cavedon, Leone Frollo

Grafika: Leone Frollo

Skan francuskiej translacji:

Gentil-Toto & Termineur (VintageComix)

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Dotarliśmy do momentu przełomowego, czyli ostatniego epizodu, za którego kształt graficzny odpowiada niezrównany Leone Frollo. Rzut oka na biografię artysty pozwala prześledzić jego dokonania w ramach wydawnictw Edifumetto i Ediperiodici. Jako „fumettista per adulti” zadebiutował w styczniu 1970 roku na łamach Terroru, dla którego stworzył siedem historii. Ostatnia z nich, opublikowana we wrześniu roku następnego, miała za protagonistę osławionego XV-wiecznego arystokratę Gilles'a de Rais, oskarżonego o zamordowanie kilkuset dzieci (!) i konszachty z diabłem. Mroczna, średniowieczna atmosfera tomiku oraz poruszany w niej temat paktu z siłami nieczystymi zapowiadały pierwszą regularną serię Frollo, swobodną adaptację legendy o doktorze Fauście, sprzedającym diabłu duszę za drugą młodość.

Pierwszy tomik Lucifery ukazał się zaledwie miesiąc po wspomnianym Barbablu. Czytelnicy dopiero co ochłonęli po zbrodniach de Rais, kiedy zaatakowała ich nieodparcie ponętna diablica, przyzwana z piekielnych czeluści w celu kuszenia Fausta i odwiedzenia go od prac nad eliksirem dobra, zdolnym wyplenić całe zło z natury ludzkiej. W tym wariancie legendy stawka jest znacznie wyższa niż indywidualne potępienie bądź zbawienie bohatera: ważą się dalsze losy ludzkości! Nic dziwnego, że Szatan wysyła na ziemię swoją najzdolniejszą agentkę. Przy jej tworzeniu Leone Frollo mógł inspirować się działającą od 1969 roku Vampirellą, jednak wyłącznie w aspekcie fizycznym, gdyż charakterystyka postaci jest zgoła inna, wywodząca się prosto z powieści gotyckiej. Kontrastując kruczoczarną diablicę z anielską blondynką Małgorzatą, artysta zademonstrował, że doskonale radzi sobie z portretowaniem różnych typów ponętnych kobiet (co dla Ediperiodici miało niebagatelne znaczenie).

Wenecki rysownik pracował nad Luciferą przez 15 miesięcy, od października 1971 do grudnia 1972 roku. W tym czasie zdążył udowodnić, że dobrze czuje się w niejednej konwencji, przeskakując płynnie z makabrycznej historii o zbrodniach inkwizycji na ziemiach niemieckich do eposu rycerskiego o losach jednej z krucjat, aż po pastisze arabskich opowieści z Księgi Tysiąca i Jednej Nocy. Zaledwie w drugim epizodzie serii nawiązał do baśni z naszego kręgu kulturowego, portretując krasnoludki udzielające ukochanej Fausta gościny w swojej chatce. Wątek ten, choć szybko ucięty wraz z głowami skrzatów, okazał się zapowiedzią kolejnej brawurowej serii Frollo. Dwa pierwsze epizody Biancaneve ukazały się pod koniec 1972 roku, wraz z 14. i 15. odsłoną Lucifery. Prawdopodobnie Królewna Śnieżka nie tylko dla siedmiu krasnoludków, ale też dla samego rysownika okazała się miłością od pierwszego wejrzenia, dla której na dobre porzucił diablicę i której pozostawał wierny przez następne dwa lata. I choć jego rozwód z Luciferą był dla fanów niepowetowaną stratą, pełne werwy i dowcipu przygody seksownej Śnieżki pozwalały osuszyć łzy. A sam Frollo miał jeszcze w rękawie kolejne fascynujące bohaterki…

KUSZĄCE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

To już nie Leone Frollo z lat 70., lecz współcznesny fanart mango-podobny. Dlaczego znalazł się tuż pod linkami tomiku? Tajemnicę rozjaśni jego lektura!

poniedziałek, 20 marca 2023

LUCIFERA N°14 - W STRONĘ TURYNGII

Tytuł oryginalny: Lucifera n.14 - Verso la Turingia

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: listopad 1972

Scenariusz: Giorgio Cavedon, Leone Frollo

Grafika: Leone Frollo

Skan wydania niemieckiego: Charles (VintageComix)

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Czternasty epizod jest w dużej mierze przełomowy, choć jeszcze nie w takim stopniu jak następny. Okazuje się, że na drodze do Turyngii wychodzi na jaw skrzętnie dotąd skrywana, prawdziwa tożsamość Lucyi. Zdemaskowanie bohaterki określi na nowo dynamikę jej relacji z Faustem. Dotychczas zmuszona była hamować przy nim swoje drapieżne instynkty, nie zawsze całkiem skutecznie, lecz wystarczająco, by zmylić jego czujność. Jednakże do czasu… Trudno uciec przed swoją prawdziwą naturą, tym bardziej w relacji z najbliższą osobą. Prędzej czy później wyjdzie szydło z worka, zaś z temperamentnej kobiety – prawdziwa diablica!

Na pozór takie odsłonięcie kart wydaje się zabójcze dla relacji protagonistów. Chodząca prawość i szlachetność, jaką jawi się doktor Sonder, nie zechce przecież mieć nic wspólnego z wcieleniem występku i nieczystej żądzy? Pozory mylą! Przeciwności się przyciągają, mimowolnie zafascynowane sobą nawzajem. Na zmianę kochając się i nienawidząc, bohaterowie nie potrafią całkowicie przeciąć łączących ich więzów. Można rzecz ująć prostacko, sprowadzając wszystko do seksu: Luci jest zbyt dobra w te klocki, aby dorównać jej mogła jakakolwiek ziemianka, nawet tak słodka i ponętna jak Małgorzata. Dlatego też Faust nigdy do końca nie wyrwie się z szpon kruczowłosej kochanki i nie będzie mu dane zakosztować życia rodzinnego na wzór chociażby Thorgala (kolejny bohater, o którego względy walczą anielska blondynka z infernalną brunetką). Choć w tym momencie opowieść zdaje się zmierzać ku nieuchronnemu końcowi, tak naprawdę dopiero się rozpoczyna, a Faust jeszcze nie raz ulegnie swej słabości względem pięknego, lecz zdecydowanie nieboskiego ciała Lucifery.

Tym niemniej pewne rzeczy już wkrótce skończą się definitywnie. Następny tomik zwieńczy wątek inkwizycyjny i zarazem jako ostatni firmowany będzie przez dotychczasowego, znakomitego grafika. Nie jestem jeszcze pewien, jak duże będzie to miało znaczenie dla częstotliwości translacji. Czy znajdę w sobie dość entuzjazmu, aby poświęcać swój czas serii, gdy ta ewidentnie obniży loty pod względem graficznym? Nie sposób w tej chwili odpowiedzieć na to pytanie, dlatego cieszmy się tym, co mamy, czyli kolejnym, przedostatnim już popisem mistrzowskiej kreski Leone Frollo.

DEMASKATORSKIE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Przyznajmy, oryginalny tytuł tomiku nie przykuwa specjalnie uwagi, dlatego decyzja wydawców z innych krajów o jego zamianie wydaje się zrozumiała. Niemcy postawili na Luciferas Demaskierung, zdradzając główny twist scenariusza (podobnie zresztą jak ja sam we wstępniaku!). Portugalczycy zabrali zaś czytelników Nas masmorras da tortura, czyli w podziemia tortur, przygotowując również stosowną okładkę.