Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ZORDON. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ZORDON. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 marca 2026

ZORDON N°10 - GRECKA BOGINI

Tytuł oryginalny: Zordon

n.10 - La dea greca

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: sierpień 1975

Scenariusz: Ennio Missaglia

Grafika: Bruno Marraffa

Skan wydania włoskiego i francuskiej translacji:

Charles (VintageComix), AtomHic (BDtrash)

Cyfrowa rekonstrukcja: Cyfrowy Baron

Czyszczenie plansz i dymków: Grifos

Przekład i wklejanie tekstu: Vallaor

Korekta: Aristejo

Ciąg dalszy rozpoczętej w poprzednim tomiku helleńskiej przygody! Po badaniu początków rasy ludzkiej nadszedł czas na zapoznanie się z antyczną Grecją. Co prawda należałoby najpierw udać się do Mezopotamii, której miano kolebki cywilizacji należy się w pierwszej kolejności. Nie da się jednak ukryć, że poematy Homera są dla naszej zbiorowej wyobraźni znacznie ważniejsze niż Epos o Gilgameszu, o którym dziś mało kto pamięta, podczas gdy Helena Trojańska potrafi rozgrzać cały Internet do czerwoności za sprawą nietypowego castingu w nowej adaptacji Iliady. Trudno dziwić się decyzji Zordona, który na własne oczy chce sprawdzić, ile prawdy kryją w sobie podania chociażby o drewnianym koniu zmajstrowanym przez Ulissesa.

Przed scenarzystą serii otwiera się wdzięczne zadanie weryfikacji mitu pod kątem prawdopodobieństwa historycznego! Może odnieść się krytycznie do literackiego kanonu i zaproponować własną hipotezę odnośnie tego, co tak naprawdę miało szansę się wydarzyć. Podobne zadanie stawiali sobie liczni pisarze i filmowcy. W latach 50. przy realizacji wysokobudżetowej Heleny Trojańskiej (1956) postawiono na bardziej przyziemne niż u Homera uzasadnienie konfliktu. W filmie Roberta Wise'a ucieczka żony Menelaosa z Parysem staje się dla greckich państw idealnym pretekstem do wypowiedzenia wojny zagrażającej im gospodarczo Troi. Przy tak racjonalnym postawieniu sprawy nie było sensu mieszać do scenariusza olimpijskich bogów.

Podobnej trzeźwości spojrzenia można było oczekiwać od serii Zordon, wzorem tytułowego bohatera kierującej się zimną logiką. I rzeczywiście, geneza wojny trojańskiej maluje się tu w jeszcze bardziej cynicznych barwach, niż we wspomnianym hollywoodzkim spektaklu, gdzie prawdziwe było przynajmniej uczucie łączące Helenę i trojańskiego księcia. Jak jednak do racjonalnego tonu całości ma się tajemnicza kobieta, która materializuje się w greckim obozie, zdaje się dysponować nadludzkimi mocami i podaje za Herę, władczynię Olimpu? Czy Zordonowi uda się odkryć motywacje i tożsamość samozwańczej greckiej bogini, a twórcom uzasadnić jej obecność w zdroworozsądkowy sposób? Chęć poznania odpowiedzi na te pytania może zachęcić do lektury w jeszcze większym stopniu, niż obowiązkowa porcja krwawych i zmysłowych atrakcji!

GRECKIE LINKI:

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

Tak wyglądała na ekranie słynna para antycznych kochanków: Rosanna Podesta jako Helena i Jacques Sernas jako Parys. Oparcie całej fabuły filmu z 1956 roku na romansie tej dwójki miało poważne konsekwencje, wszystkie inne postacie były dla nich tylko tłem, na dodatek niezbyt sympatycznym. W komiksie aż takiego faworyzowania nie będzie, ale trzeba przyznać, że w niniejszym tomiku to wątek tej dwójki wybrzmiewa najpełniej!

niedziela, 30 listopada 2025

ZORDON N°09 - DZIECKO NAUKI

Tytuł oryginalny: Zordon

n.09 - Il figlio della scienza

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: sierpień 1975

Scenariusz: Ennio Missaglia

Grafika: Bruno Marraffa

Skan wydania włoskiego i francuskiej translacji:

Charles (VintageComix), AtomHic (BDtrash)

Cyfrowa rekonstrukcja: Cyfrowy Baron

Czyszczenie plansz i dymków: Grifos

Translacja, dodatkowe czyszczenie i wklejanie tekstu:

Vallaor

Korekta: Aristejo

Możemy na dobre pożegnać się z Zordonem w jego „neonowej” postaci! W finale poprzedniego epizodu myśl stała się ciałem, zrodzonym przez Jane. Nie na zasadzie praktykowanego dotychczas opanowania umysłu, lecz pełnej integracji pozaziemskiej inteligencji z ludzkim ciałem. Nad wyraz elokwentny noworodek tłumaczy szczegóły tej transformacji swoim opiekunom, wprowadzając w swój plan jak najszybszego zintegrowania się ze społeczeństwem. Podczas gdy w zwykłych warunkach dojrzewanie zajmuje całe lata, kosmiczna technologia redukuje ten okres do kilku tygodni. W ten sposób szybko dochodzimy do etapu, który dla kosmity okaże się najbardziej interesujący – wieku nastoletniego, kiedy w młodym organizmie budzi się popęd płciowy. Jak niematerialna dotąd istota zareaguje na burzę hormonów, wobec której nawet gwiezdny intelekt wydaje się bezradny?

Wraz ze zmianą postaci kosmity następuje też zmiana konwencji. Dotychczas mieliśmy do czynienia z bytem opanowującym ludzkie umysły. Szczęśliwie Jane po ujawnieniu planu inwazji nie została uznana za opętaną przez siły nieczyste i oddana w ręce egzorcysty, a zaledwie osadzona w zakładzie dla obłąkanych. Tłumaczyć to może czas akcji, sam początek XIX wiek, kiedy wciąż żywa była myśl racjonalistyczna. Już niedługo później Romantycy na nowo zaczęli dopatrywać się we wszystkich niecodziennych przypadkach interwencji sił nadprzyrodzonych. Sam Zordon jako seria czerpie zdecydowanie z oświeceniowego ducha – wszystkie niezwykłe wydarzenia tłumaczą się działaniem wyrafinowanej technologii obcej cywilizacji. Anioł i demony pasowałyby do tego obrazka jak pięść do nosa.

Koncept pozaziemskiego bytu uczącego się funkcjonowania w ludzkim ciele stwarza zupełnie nowe możliwości, ochoczo eksplorowane przez twórców science-fiction, budujących dramatyczne kontrasty między nadnaturalnymi zdolnościami obcego a kruchością, emocjonalnością i nieprzewidywalnością cielesnej powłoki. W przypadku fumetti per adulti największy nacisk położony został rzecz jasna na kwestie erotyczne, zapewniający oczekiwane przez czytelników „momenty”. Nie da się zarazem zaprzeczyć, że z punktu widzenia istoty niematerialnej pierwszorzędnym zagadnieniem przy analizie Ziemian musiałoby być ich przemożne pragnienie cielesnej bliskości. Absolutnie logiczne jako proces przedłużania gatunku, a zarazem całkowicie nieracjonalne w swojej gwałtowności. O tych sprzecznościach Zordon przekona się wkrótce na własnej skórze!

NAUKOWE LINKI:

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

Na okładce portugalskiej edycji bobas Zordon wchodzi w bardzo niebezpieczną interakcję z telepatką Mią. Nie da się ukryć, że noworodki potrafią doprowadzić opiekunów do histerii!

niedziela, 31 sierpnia 2025

ZORDON N°08 - RETROSPEKCJA

Tytuł oryginalny: Zordon

n.08 - Flashback

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: lipiec 1975

Scenariusz: Ennio Missaglia

Grafika: Bruno Marraffa

Skan wydania włoskiego i francuskiej translacji:

Charles (VintageComix), AtomHic (BDtrash)

Cyfrowa rekonstrukcja: Cyfrowy Baron

Czyszczenie plansz i dymków: Grifos

Translacja, dodatkowe czyszczenie i wklejanie tekstu:

Vallaor

Korekta: Aristejo

Ósmy epizod Zordona, bodajże najbardziej zaskakujący z dotychczasowych! Sam tytułowy kosmita pojawia się tu zaledwie na jednej planszy – i to w formie zupełnie innej niż dotąd nam znana. Jego zaskakująca nieobecność pozostaje przez długi czas niewyjaśnioną tajemnicą, której jednak Jane, Mia i Dolfin nie mają okazji ani sposobności rozwikłać. Zbyt wiele energii pochłania im bowiem konfrontacja z przeciwnikiem, którego pochodzenie jest tym razem całkowicie ziemskie.

Powiedzieć, że cała trójka ma pełne ręce roboty, byłoby nieścisłością. Przez większość fabuły ich ręce – jak też i nogi – są skrępowane, a oni sami skazani na bezsilne oczekiwanie, co uczyni ich oprawca. Nie jest nim ani kosmita, ani wojownik z barbarzyńskich czasów, tylko ktoś z przeszłości samej Jane! W rozbudowanej retrospekcji, której sprzyja przymusowy bezruch bohaterów, dziewczyna odsłania fragment swojej młodości, znacznie bardziej burzliwej, niż wskazywało na to jej tak pruderyjne do niedawna zachowanie. Oszpecony psychopata, który zamienił niegdyś życie Jane w piekło, powrócił po latach, by dokończyć dzieło...

Z bestialską aktywnością owej nędznej kreatury łączy się drugi nietypowy element tomiku, czyli nie pozostawiająca niczego wyobraźni okładka, jedna z najbardziej szokujących w całej historii fumetti per adulti! Trudno powiedzieć, jakie reakcje wywołała, kiedy pojawiła się na stoiskach. Na pewno z jakiegoś powodu już nigdy później w Zordonie nie zdecydowano się na równie eksplicytną oprawę. Co innego w środku, gdzie jeszcze nie raz Bruno Maraffa odmaluje wydarzenia okrutne, lubieżne i krwawe! Błędem byłoby jednak uznać serię wyłącznie za zbiór "mocnych" atrakcji. Twórcy dokładają starań o skomplikowanie psychologii postaci, jak też relacji pomiędzy nimi. Jak bardzo są w stanie namieszać, świadczy już finał niniejszego epizodu!

RETROSPEKCYJNE LINKI:

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

Edycja portugalska zastosowała odwrotną strategię niż Ediperiodici. Tytuł wyraźnie daje do zrozumienia, z jakim rodzajem amorów będziemy mieć do czynienia. Okładka jest natomiast znacznie bardziej subtelna, nasuwając skojarzenia z Dafne uciekającą przed Apollem. Choć może to tylko ja, na świeżo po Głowie Orfeusza, wszędzie dostrzegam mitologiczne inspiracje?

piątek, 23 maja 2025

ZORDON N°07 - SEKRET ISTOT MYŚLĄCYCH

Tytuł oryginalny: Zordon

n.07 - Il segreto dei pensanti

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: czerwiec 1975

Scenariusz: Ennio Missaglia

Grafika: Bruno Marraffa

Skan wydania włoskiego i francuskiej translacji:

Charles (VintageComix), AtomHic (BDtrash)

Cyfrowa rekonstrukcja: Cyfrowy Baron

Czyszczenie dymków: Grifos

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Pozostawiliśmy Jane i Zordona pośród jaskiniowców, nieco tylko mniej agresywnych od uprzednio odwiedzanych Wikingów. Jak dotąd kosmita ogląda rasę ludzką z najgorszej możliwej strony. Nietrudno przewidzieć, jaką opinie wyrabia sobie o nas ten przedstawiciel wysoko rozwiniętej pozaziemskiej cywilizacji. Konfrontacja z ekstremalną dzikością Ziemian utwierdza go tylko w planie ich podboju. Niewykluczone, że ma na uwadze nasze dobro: czy nie lepiej dla takich dzikusów będzie podporządkować się bardziej rozumnej sile, zanim w swoim szaleństwie nie pozabijają się nawzajem?

W tej kwestii jesteśmy skazani na domysły, gdyż Zordon nie dzieli się z Jane swoimi przemyśleniami. Zapewne nie uznaje jej za godną partnerkę do dysksji na tak poważne tematy, zarazem jego dociekliwość w kwestii rodzaju ludzkiego świadczy o badawczym zacięciu. Kosmita, który dotąd obywał się bez ciała, jest wyraźnie zaintrygowany istotami wręcz zdeterminowanymi przez swoją fizyczność. Witalność, przemożne instynkty i nieokiełznane zmysły to cechy obce bytom kierującym się wyłącznie logiką. A przez to tym bardziej fascynujące!

Konfrontacja z animalistyczną stroną człowieka wydaje się jak dotąd motywem znacznie bardziej wyeksponowanym niż przysłowiowe „skoki przez epoki.” W tym temacie trzeba się raczej uzbroić w cierpliwość, oczekując na kolejne okazje bohaterów do podróży w czasie. Zordon co prawda ma ochotę na kolejną ekspedycję, lecz na przeszkodzie staje coś, czego nie przewidział w swych chłodnych kalkulacjach: determinacja zakochanej kobiety! Jane ani myśli włóczyć się po prehistorii, kiedy w teraźniejszości jej ukochanemu Dolfinowi zagraża śmiertelne niebezpieczeństwo. Na nic prośby, na nic groźby... Zordon musi wracać na Głębokie Południe z początku XIX wieku i ratować wybrańca jej serca. Cóż masz, niebiański przybyszu, nad potęgę ludzkich namiętności?

SEKRETNE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Miłość przychodzi z kosmosu - głosi tytuł edycji portugalskiej! Mniej enigmatyczny niż oryginalny, ale czy z sensem? Jak dotąd Zordon i Jane nie darzą siebie nawzajem żadnym cieplejszym uczuciem. Tymczasem okładka sugeruje mocne zainteresowanie "istot myślących" fizycznością Ziemianki!

środa, 8 stycznia 2025

ZORDON N°06 - JASKINIOWIEC

Tytuł oryginalny: Zordon

n.06 - L'uomo delle caverne

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: maj 1975

Scenariusz: Ennio Missaglia

Grafika: Bruno Marraffa

Skan wydania włoskiego i francuskiej translacji:

Charles (VintageComix), AtomHic (BDtrash)

Cyfrowa rekonstrukcja: Cyfrowy Baron

Czyszczenie dymków: Grifos

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Jak niezbicie wynika z okładki, Jane i Zordon podróżują tym razem do samych początków ludzkości. Okazuje się, że osobom z początku XIX wieku trudno ustalić, na jaką epokę mogą te początki przypadać. Pal jednak licho dokładność, kosmitę interesują przede wszystkim kwestie antropologiczne, możliwość podejrzenia człowieka sprzed tysięcy lat w jego naturalnym środowisku. W tym miejscu trzeba wziąć poprawkę na specyfikę serii, skupionej na aspektach najciekawszych dla fumetti per adulti. Nie będzie raczej okazji oglądać jaskiniowców przy typowych codziennych czynnościach, przysłowiowym obieraniu kartofli. Sporo będzie natomiast wydarzeń gwałtownych i krwawych!

Brutalność plansz Zordona musiała szokować odbiorców wychowanych na dotychczasowych wyobrażeniach o życiu prehistorycznych ludzi. Zwłaszcza tych znanych z kina, gdyż w XX wieku to ono władało niepodzielnie masową wyobraźnią. A jaskiniowcami interesowało się od samych swoich początków, gdy masową wyobraźnię rozbudzały najnowsze odkrycia archeologiczne. Najważniejszym tego pierwszego okresu reprezentantem jest Man’s Genesis, krótkometrażówka Davida Warka Griffitha z 1912 roku. Perypetie człowieka pierwotnego, któremu dzięki wynalezieniu maczugi udaje się wygrać z silniejszym rywalem, mogą dzisiaj bawić charakterystyczną dla kina niemego, wyrazistą ekspresją aktorską. Kto jednak zaręczy, że człowiek pierwotny, nie władając jeszcze biegle słowem mówionym, nie porozumiewał się za pomocą równie ostentacyjnych grymasów, póz i gestów?

Jaskiniowcy na dobre zadomowili się w kinie od lat 40., stając się bohaterami kina przygodowego na wzór Tarzana. Filmy z ich udziałem miały przede wszystkim nieść rozrywkę i zdumiewać najnowszymi osiągnięciami w dziedzinie efektów specjalnych. Nic więc dziwnego, że wbrew ustaleniom naukowym nieodłącznym elementem świata przedstawionego stały się wykreowane za pomocą techniki stop-motion dinozaury, a w finale następował jakiś widowiskowy kataklizm, z którego jednak sam protagonista i jego towarzyszka uchodzili bez szwanku. Prehistoryczne dziewczyny, o nienagannych figurach modelek, nienagannie umalowane i uczesane, były zresztą atrakcją nie mniejszą niż dinozaury! Najsłynniejszy obraz z tego okresu, Milion lat przed naszą erą (1966), zawdzięcza swój kultowy status w głównej mierze fascynującej Raquel Welch w sugestywnym „jaskiniowym” bikini.

W następnych dekadach kino podjęło próbę bardziej realistycznego przedstawienia początków naszego gatunku. Niekwestionowanym przełomem okazała się Walka o ogień, epicki spektakl Jean-Jacques’a Annauda z 1981 roku, odrzucający popkulturowe uproszczenia na rzecz historycznej rzetelności. Sposób funkcjonowania pierwotnych społeczności realizatorzy konsultowali z antropologami, a prymitywną mowę ludzi pierwotnych opracował angielski pisarz i językoznawca Anthony Burgess. Z oczywistych względów zabrakło tym razem dinozaurów, za to pod dostatkiem było dramatycznych, trzymających w napięciu perypetii, czyniących film nieodparcie atrakcyjnym również dla widzów przedkładających dynamiczną akcję nad lekcję prehistorii. Powód do radości mieli także miłośnicy komiksu – plakat do filmu stworzył w swoim charakterystycznym stylu sam Phillipe Druillet!

Wydany sześć lat wcześniej szósty tomik Zordona wydaje się prekursorem tego werystycznego, a właściwie naturalistycznego sposobu prezentacji prehistorii, którego Walka o ogień jest zarazem pionierem, jak też najdoskonalszym reprezentantem. Późniejsze produkcje o zbliżonej tematyce w przeważającej mierze postawiły na tonację komediową, biorąc najwyraźniej przykład z animowanych Flinstonów, a te nieliczne realizowane „na serio” nigdy nie dorównały autentycznością wizji Annauda i spółki. Choćby dlatego, że stosowane nagminnie CGI nasuwa nieodparte skojarzenia z grą komputerową, niwelując wrażenie realizmu. Ponadto wysokobudżetowe kino zanadto obawia się klasyfikacji pod wyższą kategorią wiekową, by ukazać to, co w Walce o ogień, a wcześniej w Zordonie, stanowiło jeden z podstawowych impulsów człowieka pierwotnego – jego nieokiełznaną seksualność. Cokolwiek by o jaskiniowcach nie powiedzieć, w sprawach damsko-męskich nie byli jeszcze dżentelmenami i bez uznania tego faktu trudno mówić o ich autentycznym portretowaniu!

JASKINIOWE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Należy na sam koniec wspomnieć absolutnie wyjątkową 2001: Odyseję kosmiczną Stanleya Kubricka, z prologiem rozgrywającym się u zarania ludzkości. Dzięki kontaktowi z tajemniczym czarnym monolitem (Władcą Stworzycielem Światów?) małpoludy uczą się posługiwać kością jako prymitywną bronią. O natrafieniu na tak przełomowy moment w historii Jane i Zordon mogą tylko pomarzyć!

niedziela, 6 października 2024

ZORDON N°05 - DZIEWICA Z PRZYSZŁOŚCI

Tytuł oryginalny: Zordon

n.05 - La vergine del futuro

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: kwiecień 1975

Scenariusz: Ennio Missaglia

Grafika: Bruno Marraffa

Skan wydania włoskiego: Charles (VintageComix)

Opracowanie francuskiej translacji: AtomHic (BDtrash)

Cyfrowa rekonstrukcja: Old Man

Rekonstrukcja okładki: Cyfrowy Baron

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Ostrzeżenie dla potencjalnych odbiorców, którzy lubią zaczynać lekturę komiksowej serii "in medias res", kiedy już się na dobre rozkręciła, a później ewentualnie powracać do jej początków. Strategia ta jest korzystna w przypadku takich klasycznych tytułów frankofońskich, takich jak Tintin, Alix czy Bob Morane, pozwalając na poznanie ich z najlepszej strony i uniknięcie rozczarowania zbyt archaiczną kreską czy narracją. Zordon jednakże należy do innego typu opowieści obrazkowych, w którym istotną rolę pełni chronologia wypadków. Widać to bardzo wyraźnie w tomiku piątym, skupionym na konsekwencjach tego, co wydarzyło się wcześniej, jak też przedstawieniu postaci, które odegrają ważną rolę w kolejnych epizodach. Przede wszystkim tytułowej dziewczyny o parapsychicznych mocach!

Jesteśmy pomiędzy jedną a drugą wyprawą w przeszłość, wehikuł czasu ładuje baterie, lecz o wytchnieniu nie ma mowy: szlachetne intencje Jane prowadzą ją prosto do zakładu psychiatrycznego! Jak wielce dramatyczne, a wręcz beznadziejne jest to położenie, unaocznia nawet pobieżna wiedza o sposobie funkcjonowania takich placówek u progu XIX wieku. Leczenie pacjentek opierało się wówczas na bardzo ograniczonej wiedzy medycznej i błędnych przekonaniach odnośnie ich konstrukcji psychicznej. Uznając, że wszelkie zaburzenia mają związek z kobiecą biologią i hormonami, klasyfikowano je hurtem jako przejawy histerii i leczono za pomocą zabiegów, które obecnie uznaje się raczej za tortury. Izolacja, przymusowe kąpiele w lodowatej bądź gorącej wodzie czy szprycowanie narkotykami z laudanum były na porządku dziennym, a w poważniejszych przypadkach stosowano metody bardziej dosadne, z elektrowstrząsami na czele.

Już samo wysłanie panny Marlowe do wariatkowa w trybie ekspresowym, bez uprzedniej konsultacji z lekarzem, może wydać się nam przekroczeniem uprawnień. Tymczasem dowolna kobieta mogła tam trafić z tak błahych powodów, jak nieposłuszeństwo wobec męża czy „niemoralny” sposób bycia. Do skazania kobiety wystarczył donos, nie miała przy tym żadnej instancji, która broniłaby ją przed niesłusznymi zarzutami, jak też żadnego sposobu udowodnienia swojej poczytalności. Gdy tylko trafiały pod klucz, zaczynała się kuracja, z której nawet osoby o końskim zdrowiu nie miały prawa wyjść bez szwanku. „Ty, która tu wchodzisz, porzuć wszelką nadzieję” – dantejskie motto mogłoby widnieć na każdym ówczesnym azylu dla nerwowo chorych niewiast. Trudno więc dziwić się bohaterce, gotowej na wszystko, aby wyrwać się z tego miejsca. Nawet jeśli miałoby to oznaczać pomoc Zordonowi w podboju planety Ziemia…

AZYLOWE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Podobnie jak Lucifera, seria Missagli i Maraffy doczekała się edycji portugalskiej w większym, zeszytowym formacie, lecz z pomniejszonymi kadrami i zredukowaną liczbą plansz. Wkładem własnym wydawnictwa były oryginalne okładki, miłe dla oka i całkiem trafnie punktujące mocne punkty danego epizodu. Dla niektórych mogą okazać się bardziej atrakcyjne od oryginalnych!

piątek, 12 lipca 2024

ZORDON N°04 - WEHIKUŁ CZASU

Tytuł oryginalny: Zordon

n.04 - La macchina del tempo

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: marzec 1975

Scenariusz: Ennio Missaglia

Grafika: Bruno Marraffa

Skan wydania włoskiego: Charles (VintageComix)

Opracowanie francuskiej translacji: AtomHic (BDtrash)

Cyfrowa rekonstrukcja: Old Man

Rekonstrukcja okładki: Cyfrowy Baron

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Czwarta odsłona rozpoczyna się in medias res, a zarazem in medio aevo. Jane i Zordon nadal tkwią w średniowieczu, które na zamieszkiwanej przez Wikingów Północy okazuje się nie tylko mroczne, ale i wyjątkowo mroźne. Jak na dobry cliffhanger przystało, położenie bohaterów jest dramatyczne, alarmujące, wręcz na krawędzi śmierci! Nawet jeśli trudno obawiać się o postać tytułową, której z oczywistych względów zabraknąć w serii nie może, to już los Jane pozostaje niepewny. Jako „nosicielka” niematerialnego kosmity może zostać w każdej chwili wymieniona na inny model. Jej ewentualne uśmiercenie z tomiku na tomik wydaje się jednak coraz bardziej nierealne, za wiele czasu się jej poświęca i zbyt istotną rolę pełnią w fabule jej psychoseksualne neurozy. Wątpliwe, by twórcy pożegnali się z nią, nie odkrywając wcześniej przyczyn jej jednoczesnej fascynacji i obrzydzenia aktem płciowym!

Zanim Jane będzie miała szansę uporać się z własnym rozchwianym libido, zostanie wystawiona na kolejne doświadczenia, które rozchwieją je jeszcze bardziej, tak daleko wykraczają poza powszechnie przyjęte normy. Czekają ją szokujące spotkania trzeciego stopnia, o jakich nie śniło się nikomu... poza nie znającymi wstydu scenarzystami fumetti per adulti! Byłoby rzecz jasna grubą przesadą przyznawanie im wyłączności w kwestii naruszania rozmaitych tabu. Całkiem odważnie poczynali sobie w latach 70. także włoscy filmowcy, kręcąc sekwencje nie do pomyślenia w żadnej innej dekadzie. Twórcy komiksów mieli jednak znaczącą przewagę, nie musieli liczyć się z całym sztabem ludzi odpowiedzialnych za realizację i wyprodukowanie obrazu filmowego, ani też użerać z upierdliwym urzędem cenzury. Rysownik mógł narysować praktycznie wszystko, co wymyśliła pokręcona wyobraźnia scenarzysty, zaś wydawca aprobował najbardziej szalone pomysły, świadomy komercyjnego potencjału strategii "walenia z grubej rury".

Manifestacyjne naruszenie obyczajowych tabu było jedyną wartością, jaką w fumetti neri dostrzegł niegdyś wybitny badacz komiksu Jerzy Szyłak. Czy istotnie nie ma tu niczego poza epatowaniem erotyką i obrzydliwościami na nigdy wcześniej niespotykaną skalę? Nie byłbym tego taki pewien. Rzecz jasna, seks i przemoc są niekwestionowanym kamieniem węgielnym „dorosłej” odmiany komiksu włoskiego. Zarazem dla zainteresowania czytelników niezbędne jest zbudowanie na tej solidnej podstawie wciągającej intrygi – zwłaszcza w przypadku serii, gdzie bez intrygującego bohatera i wciągających przygód daleko się nie zajedzie. Ta sztuka udawała się Włochom znacznie częściej, niż można sądzić po przypadkowo (i nie zawsze szczęśliwie) wybranych tomikach. A czy wam samym, drodzy czytelnicy, fabuła Zordona wydaje się wyłącznie pretekstem do mnożenia kontrowersyjnych scen?

WEHIKULARNE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Pytanie o zasadność tzw. mocnych efektów padało też przy okazji publikacji Kronik barbarzyńców, wysmakowanej plastycznie serii frankofońskiej autorstwa Jeana-Yves Mittona. Czy do zobrazowania dzikości tytułowych barbarzyńców konieczne były odcięte głowy i wyprute flaki wyzierające z każdej planszy? Czy aby na pewno trzeba było odmalowywać wszystkie warianty kopulowania, aby przekonać czytelników o wyjątkowej jurności wyznawców Odyna? Na ile zasadne są te zarzuty w odniesieniu do Mittona, można sprawdzić samemu, sięgając po niedawne polskie wydanie zbiorcze Barbarzyńców!

czwartek, 2 maja 2024

ZORDON N°03 - EPOKA WIKINGÓW

Tytuł oryginalny: Zordon

n.03 - L'era dei Vikinghi

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: luty 1975

Scenariusz: Ennio Missaglia

Grafika: Bruno Marraffa

Skan wydania włoskiego i francuskiej translacji:

Charles (VintageComix), AtomHic (BDtrash)

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Jaskiniowcy muszą zaczekać! Jak na urządzenie z początku XIX wieku przystało, maszyna czasu nie jest urządzeniem w pełni niezawodnym i potrafi pomylić się w kalkulacjach o ładne kilka, jeśli nie kilkadziesiąt tysięcy lat. Jane i Zordon, okupujący obecnie jej umysł, nie trafiają zgodnie z planem do paleolitu, lecz w epokę już nowożytną - epokę Wikingów!

O ile dla bohaterów takie miejsce przeznaczenia wynika ze wspomnianej niedoskonałości dopiero co zbudowanego wehikułu, o tyle dla samej serii z marketingowego punktu widzenia jest zagraniem pewniejszym niż eksplorowanie prehistorii. Oczywiście, jej przedstawienia również bywają ciekawe, zwłaszcza gdy wbrew ustaleniom naukowym łączy się pierwszych ludzi z wcześniejszymi od nich dinozaurami. Tym niemniej scenarzysta rozpoczyna podróż poprzez epoki na X wieku naszej ery, posyłając machinę czasu pośród skandynawskich wojowników, którzy jak mało które wojownicze plemię wpisali się w zbiorową świadomość ludzkości.

Dlaczego oni, a nie inne zbrojne ludy, takie jak Wizygoci, Hunowie czy Wandalowie? Każde z nich zna się z nazwy, ale tylko zagorzali pasjonaci historii potrafią o nich powiedzieć coś konkretnego. Tymczasem gdy tylko pada miano Wikingów, przed oczyma pojawiają się charakterystyczne długie łodzie - drakkary (czy kojarzymy jakieś inne nazwy statków z dawnych wieków?), jak też bojowy rynsztunek z rogatymi hełmami na czele (czego akurat nie potwierdzają historycy!). Nordycki panteon wydaje się nam prawie tak bliski jak grecko-rzymski. Ba, za sprawą marvelowskiej reinterpretacji imiona Odyna, Thora i Lokiego są obecnie bardziej rozpoznawalne niż Zeusa i Hefajstosa.

Dreszczyk emocji, jaki odczuwamy na samo wspomnienie "ludu marynarzy z Północy", potęguje w przypadku fumetti per adulti zapowiedź czegoś potencjalnie dzikszego i bardziej grzesznego niż obrazy rodem z filmów przygodowych. Można spodziewać się, że strategia przedstawiania danego okresu historycznego w jego najbrutalniejszym, a zarazem najmniej pruderyjnym aspekcie, sprawdzi się idealnie w przypadku epoki, która już w powszechnym odczuciu nie należała do najdelikatniejszych. Bezpardonowa walka wręcz, szlachtowanie i podpalanie, rabowanie i przetrzebianie - te nordyckie atrakcje to zaledwie punkt wyjścia dla szalonej wyobraźni twórców!

WIKINGOWSKIE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Rogate hełmy, których Wikingowie z X wieku najprawdopodobniej nie znali, zaczęły być powszechnie z nimi kojarzone za sprawą Pierścienia Nibelunga, operowego cyklu Ryszarda Wagnera. Nie wszystko z tego monumentalnego dzieła przyjęło się równie dobrze, na przykład germański Wotan to nadal "niszowe", znacznie mniej rozpoznawalne wcielenie skandynawskiego Odyna...

poniedziałek, 26 lutego 2024

ZORDON N°02 - GORĄCE CIAŁO JANE

Tytuł oryginalny: Zordon

n.02 - Il caldo corpo di Jane

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: styczeń 1975

Scenariusz: Ennio Missaglia

Grafika: Bruno Marraffa

Skan wydania włoskiego i francuskiej translacji:

Charles (VintageComix), AtomHic (BDtrash)

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Oj dana dana; Nie ma szatana; A świat realny jest poznawalny

Nie bez przyczyny przywołuję słowa klasyka polskiej muzyki rozrywkowej! Wydawałoby się, że gdzie jak gdzie, ale w przypadku prezentowanych na tym blogu komiksów istnienie mrocznych metafizycznych sił nie powinno być kwestionowane! O ile jednak radosna deklaracja materializmu, tak pięknie wyśpiewana przez Skaldów, ma się nijak do Zory czy Lucifery, które nie tylko w diabła wierzą, ale też wchodzą z nim w różnego rodzaju układy, o tyle do Zordona pasuje jak ulał. Podobnie jak inny fragment tego samego utworu: "życie jest formą istnienia białka". W ramach nowej serii metafizyki nie uświadczymy, a cała niezwykłość przedstawianych wypadków znajdzie swoje racjonalne uzasadnienie.

Dzieje się tak, ponieważ punktem odniesienia dla komiksu z grafikami Bruno Maraffy i scenariuszem Ennio Missagli jest sceptyczna dekada lat 70., w której przeżytkiem stały się wszelkie irracjonalizmy i spirytualizmy. W kulturze popularnej nastał czas pożegnania z pocieszycielskimi baśniami i trzeźwego spojrzenia na otaczający świat, w którym tylko nauka daje jako takie rozeznanie. Niestety niewystarczające, aby poczuć się komfortowo, zbyt dużo pozostało pytań i niewiadomych. Zdecydowanie więcej niż wcześniej, gdy religijne mity tłumaczyły wszystko to, co niepoznane. Także konstatacja, że jedynym obcym wymiarem jest ten kosmiczny, nie przyniosła pocieszenia. Wręcz przeciwnie, zaczęto spoglądać na odległe konstelacje z obawą przed ich potencjalnymi mieszkańcami!

Ten stan kosmicznego niepokoju znalazł odzwierciedlenie na rynku wydawniczym fumetti per adulti. Znacznej redukcji uległa liczba komiksowych horrorów, a te, które trzymały się najmocniej, jak Terror czy Oltretomba, zaczęły faworyzować wątki fantastyczno-naukowe kosztem dominujących wcześniej gotycyzmów. Wampiry i wiedźmy sukcesywnie ustępowały pola złowrogim kosmitom, którzy już na dobre urządzili się na łamach tytułów z drugiej połowy dekady: Terror Blu i Storie Blu. Na łamach tych serii regularnie pojawiało się różnego rodzaju pozaziemskie zagrożenie: kosmici dysponujący wyrafinowaną techniką, którą wykorzystują do uprzykrzania życia rodzajowi ludzkiemu. Nowy typ antagonisty okazał się bardziej przerażający od klasycznego upiora, z którym dało się wygrać, przyzywając na pomoc instancję wyższą. Tymczasem przysłowie „jak trwoga, to do Boga” nie znajduje zastosowania w przypadku konfrontacji z kosmitą, nie uciekającym gdzie pieprz rośnie na widok krzyża, natomiast potrafiącym na przykład rozszczepić nasze cząstki elementarne swoim molekuło-dezintegratorem! Bądź też, tak jak „istota myśląca” Zordon, dostać się prosto do naszej głowy, by narzucić nam swoją nieubłaganą wolę…

KORPORALNE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Podejrzenie złowrogich zamiarów UFO względem nas obrodziło mnogością teorii spiskowych, które chyba nigdy nie miały się tak dobrze jak teraz, gdy za sprawą przeglądarki internetowej każdą spekulację mamy na wyciągnięcie ręki. Wystarczy kilka kliknięć, by odsłonić wszelkie tajemnice Obcych. Chociażby tajemnice ich… klozetów!

czwartek, 18 stycznia 2024

ZORDON N°01 - MISJA "CZŁOWIEK"

Tytuł oryginalny: Zordon

n.01 - Missione Uomo

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: grudzień 1974

Scenariusz: Ennio Missaglia

Grafika: Bruno Marraffa

Skan wydania włoskiego: Charles (VintageComix)

Opracowanie francuskiej translacji: AtomHic (BDtrash)

Rekonstrukcja cyfrowa: Old Man

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Nowy Rok, nowa seria! Czy spodoba się czytelnikom i na stałe zagości w czarcim menu? Potencjał zdecydowanie posiada, nie tylko jako jedna z nielicznych w całości zeskanowanych, lecz przede wszystkim jako jeden z niewielu tytułów, którym udało się zachować wysoki poziom aż do samego końca. Przez cały okres publikacji twórcy dokładali starań, by czytelnicy się nie nudzili, bezustannie zbijając ich z pantałyku myleniem tropów oraz mnożeniem sytuacji niebywałych i ekscentrycznych. W związku z czym zbyt dokładny opis fabuły może zepsuć przyjemność płynącą ze stopniowego odkrywania jej tajemnic. Jest to raczej wyjątek od reguły serii fumetti, w których zwykle od pierwszego numeru dokładnie wiadomo, czego się spodziewać. Zaś po Zordonie możemy spodziewać się… wszystkiego!

Niekonwencjonalność podejścia widać już dobrze w pierwszym tomiku. Bohater tytułowy jest całkowitą enigmą. Wiadomo tylko, że jest istotą pozaziemską, o zupełnie odmiennym kształcie i konsystencji niż nasza, aby ograniczyć się do cech czysto fizycznych. Trudno nawet stwierdzić, na ile jest indywidualnością, a na ile emanacją świadomości kolektywnej. Na pewno nie sposób odróżnić go od reszty załogi statku kosmicznego, który zawędrował na planetę Ziemia z misją zbadania zamieszkujących ją organizmów myślących, co umożliwia imponująco rozbudowana i szalenie precyzyjna aparatura naukowa. Jak wiadomo z dziesiątek fabuł fantastycznonaukowych, przybysze z odległych galaktyk dysponujący zaawansowaną techniką nie wróżą Ziemianom niczego dobrego!

Wobec absolutnej obcości samego Zordona punktem identyfikacji staje się główna postać kobieca. Jane Marlowe to osóbka pełna kontrastów: piękna dziewczyna z Południa początku XIX wieku, pod nienagannymi manierami skrywająca ognisty temperament i wysokie libido, zgoła nieprzystające do kulturowych oczekiwań względem przedstawicielki arystokracji. Społeczne i religijne normy i nakazy nie zdołały wyrugować jej pragnień, sprawiły jednak, że z seksualnością Jane stało się coś wielce niepokojącego. Głębsze przyczyny tego stanu rzeczy poznamy dopiero w przyszłości… Pozostaje mieć nadzieję, że pierwszy tomik spełni swoje zadanie i oprócz solidnej porcji mocnych wrażeń, zapewnianych zarówno przez knowania złowieszczego Zordona, jak też perwersje słodkiej Jane, pozostawi wrażenie niedosytu i chęć jak najszybszego sięgnięcia po ciąg dalszy!

MISYJNE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Imię protagonistki nie jest przypadkowe! Jej fizjonomia wzorowana jest na jednej z najbardziej charyzmatycznych gwiazd kina lat 60. i 70. Jane Fonda wzbudzała zachwyt zwłaszcza jako dziarska kosmonautka Barbarella, notabene w ekranizacji komiksu przeznaczonego „dla dojrzałego czytelnika”. Historia inspiracji zatoczyła więc koło!