Tytuł oryginalny: Zora la Vampira
Serie III n.03 – Il leccalecca della vampira
Wydawca: Edifumetto
Rok pierwszego wydania: 8 luty 1974
Scenariusz: Renzo Barbieri, Giuseppe Pederiali
Grafika: Birago Balzano
Skan edycji włoskiej:
Charles (VintageComix)
Cyfrowa rekonstrukcja okładki: Cyfrowy Baron
Czyszczenie plansz i dymków: Grifos
Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor
Korekta: Aristejo
Okładka nie kłamie: w tym tomiku pierwsze skrzypce grać będzie Frau Murder, a choć nie ujrzymy jej z czaszką w ręce, skojarzenie tego gestu z najsłynniejszą sztuką Szekspira jest całkiem zasadne. Na swojej drodze spotka bowiem autentycznego ducha, który domaga się zemsty, podobnie jak miało to miejsce z Duchem ojca Hamleta. Zabłąkane na ziemi widmo ma całkiem sporo do powiedzenia, na tyle, że jego historia zajmie znaczną część fabuły. Taka szkatułkowa forma narracji powracać będzie w serii całkiem często, stwarzając możliwość cofnięcia się w czasie bez konieczności przenoszenia tam samych bohaterek. Tym razem podróż do przeszłości nie będzie odległa, zaledwie jeden wiek, ale uważne oko czytelnika dostrzeże, że w modzie damskiej zaszły wyraźne zmiany. W XVIII wieku panie były zapięte pod szyję, podczas gdy już sto lat później królują wielkie dekolty. Tak przynajmniej wygląda to na planszach Zory!
Zdecydowana przewaga wątku Frau oznacza, że fani blondynek będą musieli obejść się smakiem. Nawet piękna dziewczyna, którą kruczoczarna wampirzyca chętnie widziałaby w roli tytułowego „lizaka”, okazuje się brunetką! Być może mamy do czynienia z przypadkiem losowym – akurat na tym etapie historii scenarzysta i rysownik mieli więcej do zaoferowania przyjaciółce Zory. Podejrzewam jednak, że zapatrzyli się przy tym na inną, powszechnie znaną kriopijczynię, niejaką Vampirellę. Tej inspiracji zdecydowanie nie może się wyprzeć autor okładki, Alessandro Biffignandi!
Przyznam bez bicia, że obce mi są przygody Vampirelli. Co więcej, dopóki nie natrafię na jakąś porządną rekomendację, zarazem entuzjastyczną i podpartą przekonującymi argumentami, nie spieszy mi się wypełniać tej luki w wiedzy. Zniechęca przede wszystkim status tej postaci – z opisów wynika, że jest to przybyszka z obcej planety, zwanej Drakulon, gdzie zamiast wody płynie krew. Pomijając absurdalność tego konceptu, mieszczącego się w spektrum komiksowej logiki, zmienia on diametralnie charakter postaci, której wampirza natura okazuje się wyłącznie efektem odmiennych od ziemskich warunków. Przy takim „naukowym” podejściu nie jest potrzebna żadna metafizyka, która w klasycznym ujęciu wampiryzmu jest wręcz niezbywalna. Nawet jeśli w uniwersum Vampirelli piekło istnieje i wypełzają z niego jakieś straszliwe demony, jej samej nic z nimi nie łączy i może bez żadnego problemu stawiać im czoła w obronie rasy ludzkiej. Stając się tym samym jednoznacznie pozytywną bohaterką. Musi tylko znaleźć alternatywne źródło odżywiania, na przykład syntetyczną hemoglobinę (założę się, że twórcy wymyślili coś w tym stylu). Dziękuję bardzo za tak „familijną” krwiopijczynię!
LIZAKOWE LINKI:Seksowna? Niewątpliwie! Kusząca? A jakże! No dobrze, ale to sama powierzchowność, a przecież najważniejsze u kobiety jest wnętrze! Czy zatem owa pannica spełnia standardy szanującej się córy ciemności? Czy jest występna, okrutna, makiaweliczna, rozpustna, sprzymierzona z mocami piekielnymi? Niestety, pod tym względem czeka nas srogi zawód. Wygląda raczej na efekt kompromisu pomiędzy komiksiarzami a Comic Code of Authority. Wampirzyca – ale w wersji soft, PG-13, rozwodnionej do masowej, nużąco bezpiecznej konsumpcji!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz