wtorek, 24 lutego 2026

LUCIFERA N°28 - PRZEMOC I ROZKOSZ

Tytuł oryginalny: Lucifera

n.28 - La violenza con piacere

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: 7 gruddnia 1973

Scenariusz: Giorgio Cavedon

Grafika: Tito Marchioro i StudiOriga

Skan wydania francuskiego:

Gentil-Toto & Termineur (VintageComix)

Rekonstrukcja plansz i okładki: Cyfrowy Baron

Czyszczenie plansz i dymków: Grifos + Vallaor

Przekład z jęz. francuskiego i opracowanie graficzne:

Vallaor

Korekta: Aristejo

Mniam, mniam, cóż to za tytuł! Gdy się zastanowić, podsumowuje nie tylko tę konkretną serię, ale cały gatunek erotycznego horroru, pobudzającego dwie intensywne emocje: podniecenie i przerażenie! Czy jednak ta nazwa nie jest zbyt generyczna jak na ten konkretny tomik? Otóż wbrew obawom zaskakująco dobrze pasuje do tego, co się w nim pokazuje. Właściwie jedyną wadą tego tytułu jest fakt, że można go wykorzystać tylko raz, a później można będzie co najwyżej uciekać się do synonimów. W oryginale brzmi nieco inaczej: „Przemoc z rozkoszą”. Uznałem, że może być to za mało czytelne, choć z drugiej strony pojawia się tu gra słów, nieobecna w przekładzie (również tym francuskim).

Łączenie przyjemności z okrucieństwem było od samego początku cechą charakterystyczną Lucifery. Po metamorfozie w śmiertelną kobietę odnalazła w sobie niespotykaną wcześniej wrażliwość, wzruszając choćby śpiewem słowika. Sądząc po tęsknym wzroku, jakim wodzi za ciężarnymi kobietami, odezwał się w niej nawet instynkt macierzyński. Myliłby się ten, kto na tej podstawie uznałby ją za całkowicie „zreformowaną”. Pewnych cech charakteru pozbyć się nie sposób, zwłaszcza gdy okoliczności wymagają pewnej dozy bezwzględności. Gdy Lucya na czele kobiet organizuje obronę obozu, jest bez wątpienia w swoim żywiole, zaś żołnierze Arna, z którymi się spotka, nie mają co liczyć na jej niewieścią wrażliwość. Wojna partyzancka nie pozwala się z agresorem cackać, a jeśli szczypać, to tylko obcęgami!

Podziwu godna organizacja i waleczność partyzantek pod wodzą Lucifery mogą się wydawać anachronizmem, uzasadnionym w fabule wielce nietypową osobą przywódczyni, jednak historia zna przypadki bardzo sprawnych, zdyscyplinowanych i skutecznych żeńskich oddziałów. W minionym stuleciu najbardziej wsławiły się partyzantki z Jugosławii, których liczba w szeregach armii Josefa Tito sięgała 100 tysięcy. Niezrównane w walce i sabotażu, stały się symbolem ogólnonarodowego oporu przeciwko hitlerowcom. O ich wyczynach nakręcono niejeden film, rzecz jasna utrzymany w tonacji podniosłej i heroicznej, trudno więc oczekiwać, by sportretowane były inaczej niż pomnikowo. Kto jednak wie, co żeńskie oddziały wyczyniały z niemieckimi zbrodniarzami, gdy ci wpadli im w ręce, a nikt inny nie patrzył? Lucifera może być w tym aspekcie bliższa prawdy niż oficjalne podręczniki historii!

ROZKOSZNE (I NIEPRZEMOCOWE) LINKI:

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

W jugosłowiańskim filmie Bitwa pod Naretwą (1969) kobiece oddziały komunistycznej partyzantki reprezentuje Sylva Koscina. Chorwacka aktorka, która wcześniej zasłynęła z nieodpartego sexappealu w produkcjach francuskich i włoskich, w swoim „rodzimym” filmie nie ustępuje na polu bitwy takim twardzielom, jak Yul Brynner czy Franco Nero. Swoją drogą, równie międzynarodowej obsady nie ma chyba żadna inna wschodnia produkcja!

wtorek, 27 stycznia 2026

ZORA WAMPIRZYCA N°29 - LIKANTROP

Tytuł oryginalny: Zora la Vampira

Serie III n.02 - Licantropo

Wydawca: Edifumetto

Rok pierwszego wydania: 25 stycznia 1974

Scenariusz: Renzo Barbieri, Giuseppe Pederiali

Grafika: Birago Balzano

Skan edycji włoskiej: Charles (VintageComix)

Rekonstrukcja okładki: Cyfrowy Baron

Czyszczenie plansz i dymków: Grifos

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Tomik, przy którym zadeklarowani miłośnicy wampirycznej blondynki mogą odetchnąć z ulgą. Choć przyjaciółki nadal są rozdzielone, zajmując dwa równoległe wątki bez punktów stycznych, tym razem dzielą miejsce w fabule mniej więcej po równo. Najpierw dowiemy się, co słychać u Zory. Pod koniec poprzedniego epizodu weszła ona w posiadanie walizki z kosztownościami, jednak próba jej otwarcia może skończyć się tragicznie ze względu na zabójczo skuteczny mechanizm zabezpieczający. Jakim sprytnym fortelem posłuży się bohaterka, aby bezpiecznie położyć rączkę na klejnotach, zapewniając sobie tym samym upragnioną finansową stabilność?

Chęć wzbogacenia się Zory, mimo że związana z pewnym ryzykiem, nie może równać się pod względem dramatyzmu z sytuacją, w jakiej znajduje się Frau Murder. Nic więc dziwnego, że to jej wątek zostaje zaznaczony w tytule. Pod względem likantropii można jednak poczuć niedosyt. O samym wilkołaku nie dowiadujemy się wiele więcej niż dotychczas. Jako istota kierująca się prymitywnym instynktem, prowadzi dość jednostajny żywot i nie nadaje się na partnera do konwersacji, o czym szybko przekonuje się będąca na jego łasce Frau. Sytuacja wampirzycy, którą los rzucił w jamę wilka, nie przedstawia się wesoło: jeśli nawet zdoła utrzymać dłużej zainteresowanie włochatego kochanka i nie zostać przezeń zjedzona, wkrótce zagrażać jej zacznie śmierć z nudów!

Raczej nieświadomie twórcy ujawnili fundamentalny problem związany z wilkołakami, które w swojej właściwej postaci są po prostu drapieżnymi zwierzętami i jako takie nie wydają się zanadto intrygujące. W horrorach błyszczą w sekwencjach dramatycznych, kiedy uganiają się za ludzkimi ofiarami i klimatycznie wyją do księżyca, ale są przy tym całkowicie pozbawione głębi. Twórcy zwykle rozwiązują ten problem, nakazując bestii co jakiś czas powracać do swej ludzkiej postaci. To dramat człowieka, niezdolnego do okiełznania zwierzęcej strony swojej natury, stanowi dramaturgiczny punkt ciężkości w likantropijnych opowieściach. Tymczasem osobnik, którego spotyka Frau, najwyraźniej już dawno pożegnał się ze swoją ludzką postacią, na dobre zamieniając w bezmyślnego zwierzaka. Nic dziwnego, że pomimo swojej imponującej fizyczności (o której było więcej w poprzednim epizodzie) nie może być materiałem na stałego partnera dla nowoczesnej dziewczyny!

LIKANTROPIJNE LINKI:

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

Swoją drogą to przykre, że likantrop nie potrafił zainspirować nawet autora okładki, który zamiast odmalować włochatą bestię, postawił na... Petera Cushinga z filmu Opowieści z krypty (1972, reż. Freddie Francis). Wspaniała kreacja wielkiego aktora i perfekcyjny make-up, ale czy na pewno pasujący akurat do tego tomiku?

poniedziałek, 12 stycznia 2026

TERROR BLU. WYSPA BEZ IMIENIA

Tytuł oryginalny: Terror Blu

n.14 - L'isola senza nome

Scenariusz: Carmelo Gozzo

Grafika: Francesco Blanc

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: październik 1977

Skan oryginalnego wydania włoskiego:

Charles (VintageComix)

Cyfrowa korekta skanu: Old Man

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Kobiety z planety Zemhel, krążącej wokół Alfa Centauri, mają poważny problem z facetami. A konkretnie z ich brakiem! Od kiedy tajemnicza zaraza wybiła całą męską populację, zostały całkiem same. Szczęśliwie wysoki rozwój genetyki umożliwił przetrwanie gatunku, ale co innego sama egzystencja, a co innego budowanie zdrowej tkanki społecznej, opartej na związku kobiety i mężczyzny, wychowujących wspólnie potomstwo… No dobrze, trochę przesadziłem, implementując kosmitkom kultywowany na naszej planecie tradycyjny model społeczny. Nie wiadomo, w jaki sposób jest to u nich zorganizowane, być może rodzina jest tam przeżytkiem. Jak by nie było, mężczyzn im brakuje, tak że już na sam ich widok robi im się cieplej… na duszy! Wystarczy spojrzeć na okładkę.

Wyspa bez imienia była czternastą historią opublikowaną w ramach Terror Blu, serii łączącej motywy fantastyki naukowej z erotycznymi w nader zgrabny sposób. Na tym wczesnym etapie wydawnictwa głównego scenarzystę serii, Carmelo Gozzo, zdawała się frapować dynamika relacji damsko-męskich, najpełniej wyrażona w tytule kolejnego tomiku serii, Wojna płci (który notabene jakiś czas temu doczekał się polskiej translacji!). Formuła sci-fi pozwoliła na snucie hipotez, co by się stało, gdyby mężczyznom przytrafiło się coś niemiłego – na przykład totalne zdziczenie albo annihilacja – podczas gdy kobiety przejęłyby ster dowodzenia. Choć tarcia między płciami są stare jak świat, eksplozja takich wizji w kulturze popularnej niewątpliwie spowodowana była coraz większą obecnością kobiet w sferze publicznej oraz wzmożoną aktywnością feministek. Kulturowa rewolucja stawała się faktem i wielu zadawało sobie pytanie, czy nie dokona zbyt wielkiego spustoszenia, pozostawiając po sobie jedynie zgliszcza.

Choć Włosi, mocno kultywujący model machismo, mieli szczególne powody do niepokoju, najlepsza satyra na wojujący feminizm, radykalnie przekształcający tkankę społeczną i odsyłający mężczyzn do lamusa, pojawiła się nie u nich, lecz u nas, pod postacią Seksmisji (1984). Porównując kultową polską komedię z Wyspą bez imienia, warto zwrócić uwagę, jak przez dzielące te dwa dzieła sześć lat zradykalizowała się wizja odizolowanej żeńskiej społeczności. Kosmiczne dziewczyny u Gozzo nadal pragną kontaktu z płcią przeciwną, a nawet o niej fantazjują (okładka!), natomiast praktyka sztucznego zapłodnienia jest dla nich smutną koniecznością, z której chętnie zrezygnują na rzecz naturalnych metod reprodukcji. Jaki kontrast z funkcjonariuszkami Ligii Kobiet u Machulskiego, dążących do całkowitego wyrugowania popędu seksualnego, zaś mężczyzn uznających za przyczynę całego zła świata. Kto by pomyślał, że polska komedia, oglądana przez rodziny w okresie okołoświątecznym, kreślić będzie bardziej ponurą wizję świata kobiet niż mistrz erotycznej makabry Carmelo Gozzo?

BEZIMIENNE LINKI:

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

Nie zdradzając zbyt wiele z fabuły, nadmienię tylko, że na drodze do międzyplanetarnej idylli żeńsko-męskiej stanie coś innego niż różnice kulturowe czy intelektualne. Nawet jeśli wykształconej elicie Zemhelianek mogłoby szybko zabraknąć tematów do rozmów z XIX-wiecznymi, zapewne niepiśmiennymi galernikami, prawdziwym problemem okazuje się rzecz bardziej prozaiczna, z którą nawet ziemskie pary nierzadko muszą się borykać…