Tytuł oryginalny: Sztrogof Mihály
Oryginalnie opublikowany w:
węgierski tygodnik szaradzistów i łamigłówek „Füles”
Numery 12-28, 1975 rok
Wydanie albumowe: Lapkiadó Vállalat, 1985
Scenariusz: Zórád Ernő
Grafika: Zórád Ernő
Rekonstrukcja cyfrowa i czyszczenie dymków: Cyfrowy Baron
Wstawianie tekstu: Vallaor
Translacja: Chat GPT & Gemini AI
Korekta przekładu: Vallaor i Aristejo
Czwarty gazetowiec… czy pierwszy albumowiec? Przyznaję się do pewnego oszustwa — choć komiksowa adaptacja Michała Strogowa ukazała się pierwotnie w odcinkach na łamach magazynu, podstawą polskiego tłumaczenia jest późniejsza wersja albumowa, do której rysownik domalował okładkę i dodał kolor. Przy dostępności tak atrakcyjnej edycji szkoda byłoby opierać się na skanach oryginalnego wydania. Ten ekskluzywny format wymagał zresztą odpowiednio starannego opracowania. W przeciwieństwie do trzech poprzednich gazetowców tekst naniesiono ręcznie. Zajęło to zdecydowanie więcej czasu niż korzystanie ze specjalnego programu, ale pozwoliło osiągnąć bardziej dopracowany efekt. Trudno było również zdać się na automatycznego tłumacza — zaproponowany przez niego tekst wymagał gruntownej rewizji i korekty, zanim mógł trafić do dymków. A jest go tym razem sporo! To jedna z adaptacji, które starają się unikać fabularnych skrótów, uzupełniając narrację graficzną solidnymi blokami tekstu. To zdecydowanie niedzisiejsze, dziś już niemal niespotykane podejście, ale dobrze pasujące do klasycznego charakteru tego dzieła. Lektura wymaga więcej czasu, ale za sprawą tego percepcyjnego wysiłku staje się bogatsza.
W przypadku Strogowa nie tylko potoczysta narracja, lecz także sam temat idą pod prąd współczesnej mody. Czy w czasie rosyjskiej agresji wypada przypominać dzieło opiewające imperialną przeszłość tego kraju? Można jednak argumentować, że Michał Strogow nigdy nie był dziełem rdzennie rosyjskim. Powieść została napisana po francusku przez Jules’a Verne’a i popularność zdobyła przede wszystkim na Zachodzie, podczas gdy w samej Rosji przez długi czas była zakazana. Na pozór trudno o powieść bardziej przychylną caratowi — monarcha przedstawiony jest w pozytywnym świetle, a czytelnicy kibicują jego dzielnemu kurierowi. A jednak sama sugestia, że wewnętrzna rebelia mogłaby zachwiać imperium w posadach i zagrozić samej Moskwie, okazała się dla cenzorów nie do zaakceptowania. Niewiele lepiej wiodło się powieści po rewolucji październikowej, gdy uznano ją za ideologicznie wrogą gloryfikację caratu. Ciekawe, jak Rosjanie patrzą na nią dziś, gdy idea wielkiego imperium znów wraca do łask? Jedno nie ulega wątpliwości: to wręcz modelowa powieść przygodowa, która przez ponad sto lat nie straciła na atrakcyjności, o czym świadczą liczne adaptacje filmowe i komiksowe. Jak wypada w wydaniu węgierskim, pod pędzlem mistrza Ernö Zòràda? Przekonajcie się sami!
KURIERSKIE LINKI:Tym razem Zòràd miał okazję odmalować aż dwie piękne kobiety, dodatkowo kontrastujące ze sobą urodą i charakterem. Blondynka Nadia reprezentuje wszystko, co w płci pięknej szlachetne i subtelne, natomiast Cyganka Szangar — wręcz przeciwnie. I szkoda, że w komiksie jest jej tak mało. Włosi poświęciliby jej całą serię!



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz