wtorek, 30 czerwca 2026

ZORA WAMPIRZYCA N°31 - BAL TOPIELCÓW

Tytuł oryginalny: Zora la Vampira

Serie III n.04 – Il ballo degli annegati

Wydawca: Edifumetto

Rok pierwszego wydania: 22 luty 1974

Scenariusz: Renzo Barbieri, Giuseppe Pederiali

Grafika: Birago Balzano

Skan edycji włoskiej:

Charles (VintageComix)

Czyszczenie plansz i dymków: Vallaor

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Cyfrowa korekta okładki: Cyfrowy Baron

Korekta: Aristejo

Po kilku epizodach, w których pierwsze skrzypce grała Frau Murder, panna Pabst znów wysuwa się na prowadzenie. Przyznajmy, że czarnowłosej wampirzycy należy się odpoczynek po tym, jak bezustannie wpadała z deszczu pod rynnę. Czas, by zmoczyła się także Zora – i to dosłownie! Zmysłowej blondynce było ostatnio aż za wygodnie w spokojnej Sofii; nawet okazjonalne nocne eskapady uchodziły jej płazem. Oczywiście, kiedy tylko zatęskni za przygodą, dostanie ją z nawiązką – tym razem za sprawą katastrofy na morzu. Jako jedyna ocalała, ze zdumieniem odkrywa, że potrafi oddychać pod wodą, po czym trafia na tytułowy bal topielców… O dziwo, jej spotkanie z wystrojonymi truposzami doczeka się racjonalnego uzasadnienia. Choć jeszcze na początku tego samego epizodu byliśmy świadkami autentycznej konwersacji Frau Murder z widmem, w przypadku Zory chodzi o coś zupełnie innego. To fabularna zmyłka prowadząca do prawdziwej rewelacji tego tomiku.

W tym momencie lojalnie ostrzegam – pojawią się spoilery! Szkoda byłoby jednak nie wspomnieć o tak niezwykłym koncepcie, jak podwodne miasto Amazonek. Co porabiają nieustraszone wojowniczki na dnie oceanu? Choć można było się spodziewać, że prędzej czy później staną na drodze Zory, naturalnym środowiskiem wydawała się dla nich dżungla – z Puszczą Amazońską na czele. Tymczasem dno morskie kojarzy się raczej z syrenami (do których póki co większe szczęście miała Lucifera, patrz 19. epizod jej przygód) tudzież z nimfami z celtyckich legend.

I to właśnie te ostatnie zdają się najmocniej inspirować scenarzystę. Walijskie Jeziorne Kobiety (Gwragedd Annwn) zamieszkiwały królestwa na dnach najgłębszych akwenów. Niektóre wychodziły na ląd i wiązały się ze śmiertelnikami, jednak pod surowymi warunkami. W legendach mężczyźni nieopatrznie łamali te reguły, co skutkowało bezpowrotnym odejściem ukochanej w głębiny. W kwestii relacji damsko-męskich Amazonki z komiksu są jednak znacznie bardziej radykalne: uznają drugą płeć nie tylko za brzydką, ale i złą, całkowicie unikając z nią kontaktu. Nic dziwnego, że nawet nie myślą o wyściubianiu nosa na powierzchnię.

Twórcy komiksu ciekawie grają też samym mitem założycielskim. W starożytnych podaniach rytuał amputowania piersi miał zwiększać sprawność bojową Amazonek przy strzelaniu z łuku. W interpretacji autorów komiksu to okaleczanie ma zupełnie inny cel: ma wybić wojowniczkom z głowy potencjalne amory. Dlaczego zakaz miłosnych relacji jest dla tej podwodnej społeczności tak kluczowy, że wolą się oszpecić, niż mu ulec? I czemu samo pojawienie się Zory zagraża ich egzystencji? Tego już nie zdradzę. Warto przekonać się o tym podczas lektury, a po jej zakończeniu podumać nad tym, jak niebezpieczna potrafi być miłość!

TOPIELCZE LINKI:

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

Właściwie nie powinienem się dziwić podwodnej siedzibie kobiecych wojowniczek. Film Amazonki z Księżyca (1987) pokazuje, że potrafią one skolonizować każdą przestrzeń, także pozaziemską. I radzą sobie bardzo dobrze, dopóki nie rozproszy ich ktoś z zewnątrz - w przypadku filmu Johna Landisa kilku atrakcyjnych kosmonautów!

poniedziałek, 22 czerwca 2026

NIPPUR Z LAGASZ N°02 - NOFRETAMON

Tytuł oryginalny: Nippur di Lagash

02 - Nofretamón

Oryginalnie opublikowany w:

Argentyński magazyn komiksowy „D’Artagnan”, nr 158

Rok wydania: 1970

Scenariusz: Robin Wood

Grafika: Lucho Olivera

Translacja: Gemini AI, Chat GPT

Korekta przekładu: Vallaor i Aristejo

Drugi tom przygód Nippura – w pełnym kolorze! O ile pierwszy epizod służył za origin story, o tyle ten jest już pełnokrwistą, samodzielną przygodą, wierną wszelkim regułom gatunku. Refleksyjny twardziel Nippur oraz jego mniej skłonny do rozmyślań, za to potężnie umięśniony kompan, Ur-El, po opuszczeniu Lagasz kierują się prosto do Egiptu. Dzięki protekcji wysoko postawionego znajomego trafiają na dwór sędziwego faraona Senrusetta. Władcę na tym etapie życia interesuje już właściwie tylko jedno: wzniesienie monumentalnego grobowca. Ta fiksacja nie podoba się jednak części arystokracji, a zwłaszcza generałom, którzy rwą włosy z głowy na widok gnuśniejącej, niehartowanej w bojach armii. Nic dziwnego, że w końcu dochodzi do skrytobójczego zamachu. Na nieszczęście dla spiskowców, Nippur i Ur-El swoją interwencją krzyżują im plany. Czy jednak zamachowcy dadzą za wygraną po jednej porażce? I jaką rolę w pałacowej intrydze odegra zniewalająco piękna córka władcy, Nofretamon?

Na odpowiedzi nie przyjdzie nam długo czekać, jako że cała intryga zamyka się na zaledwie dwudziestu stronach. Na szczęście Robin Wood potrafi wycisnąć z tego skromnego metrażu absolutne maksimum, unikając przy tym przeładowania kadrów tekstem. Znalazło się tu nawet miejsce na całostronicowy kadr z piramidą in statu nascendi, co genialnie podkreśla jej monumentalizm. Czy to już jednak pokaz pełni możliwości Lucho Olivery? Zdecydowanie nie! Na jego najwspanialsze plansze w ramach tej serii przyjdzie nam jeszcze chwilę poczekać. Włoscy wydawcy, z niecierpliwości, bądź też z obawy przed chłodnym przyjęciem fanów, pominęli zresztą kilkanaście pierwszych rozdziałów, zaczynając publikację od odcinków dopracowanych graficznie do perfekcji. Przez to przeszłość bohatera oraz tytułowe Lagasz pozostały dla czytelników z Italii owiane jeszcze większą tajemnicą...

A jak przedstawia się kwestia historycznej autentyczności egipskiego epizodu? To raczej barwna synteza starożytnego Egiptu niż wierna adaptacja kronik. Zarówno sędziwy faraon, jak i jego piękna córka to postacie fikcyjne, choć posiadające wyraźne historyczne pierwowzory. Senuseret I, jeden z najpotężniejszych władców XII dynastii, rządził przez blisko 45 lat na przełomie XX i XIX wieku p.n.e. Egipt zawdzięcza mu ogromny rozkwit gospodarczy i kulturalny, choć egiptologia nie przypisuje mu budowy żadnego legendarnego grobowca. W imieniu jego matki, Nefritachenen, dopatrzyć się można inspiracji dla imienia Nofretamon, jednak w przypadku komiksowej księżniczki kluczowe jest połączenie członów „nofret” (piękna) oraz „Amon” (imię boga słońca). Zważywszy na to, jak wiele królewskich imion zaczynało się od przedrostka „nefert” – z Nefertiti na czele – można założyć, że zniewalająca uroda była wpisana w ich królewski tytuł!

EGIPSKIE LINKI:

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

Jak widać na załączonych przykładach, odcinek ten mógł wyglądać zupełnie inaczej, bardziej współcześnie. Mocno zastanawiałem się nad taką opcją, świadomy, że archaiczna oprawa graficzna może odstraszyć niektórych czytelników (choć z drugiej strony: czego tacy właściwie szukają na blogu z komiksowymi starociami?). Wprowadzenie nowej, żywej kolorystyki początkowo wydawało się świetnym pomysłem, ale niestety okazało się strzałem w płot...

Na obecnym etapie rozwoju AI potrafi wprawdzie wygenerować piękny obrazek od zera, lecz zupełnie nie radzi sobie z poszanowaniem oryginalnej kreski. Sztuczna inteligencja bywa wręcz nazbyt kreatywna i po prostu nie potrafi się powstrzymać, by czegoś po swojemu nie „ulepszyć”. W efekcie porównanie kadrów Lucho Olivery z wersją zmodernizowaną zamienia się w zabawę typu „znajdź sto szczegółów”. Udanych łowów!

niedziela, 7 czerwca 2026

TERROR SPECIAL. CIERNISTY KWIAT NIEŚMIERTELNOŚCI

Tytuł oryginalny: Terror Special

n.21 - Il fiore spinoso dell'immortalità

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: luty 1987

Scenariusz: Carmelo Gozzo

Grafika: Francesco Blanc

Skan wydania włoskiego:

Charles (VintageComix)

Rekonstrukcja plansz i okładki: Old Man, Cyfrowy Baron

Czyszczenie plansz i dymków: Vallaor

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Czas na epos nad eposami, najstarszy w historii ludzkości! Pod tajemniczym, „kwiecistym” tytułem Ciernisty kwiat... kryje się adaptacja słynnego Eposu o Gilgameszu. Komiksowy pierwowzór został spisany na tabliczkach w pierwszej połowie drugiego tysiąclecia przed naszą erą, choć powstał zapewne tysiąc lat wcześniej. To dzieło słynne, ale głównie z nazwy. Nawet na studiach humanistycznych unika się jego omawiania, zaczynając przygodę z literaturą dopiero od poematów homeryckich. Być może kultura, której wytworem były losy Gilgamesza, jest już tak odległa, że rzadko zalicza się ją do kanonu kultury europejskiej. A przecież śmiało można mówić o podwalinach, bez których nie byłoby późniejszych wielkich narracji z Iliadą i Odyseją na czele.

Wzięcie przez Carmelo Gozzo na warsztat takiego tekstu to znakomite posunięcie. Z jednej strony odbiorcy są ciekawi samej historii, choć nie na tyle, by sięgnąć po jej akademicki, "tabliczkowy" przekład, który dla masowego czytelnika jest za mało atrakcyjny. Z drugiej strony, nikła znajomość fabuły wśród odbiorców dawała twórcom ogromną swobodę i możliwość popuszczenia wodzy fantazji. Scenopisarze pozytywnie jednak zaskakują: zamiast wymyślać niestworzone historie, starają się wiernie trzymać oryginalnej narracji. Dodają jedynie obowiązkową dawkę pikanterii - na tyle dużą, że wydanie francuskie zostało odchudzone o ponad pięćdziesiąt zbyt odważnych plansz! Jednak nawet dosadne potraktowanie relacji damsko-męskich idealnie współgra z surowym charakterem opowieści o czasach, w których pojęcia kurtuazji i przyzwoitości dopiero się formowały.

Narracja Gozzo jest dynamiczna i potoczysta, zaś Francesco Blanc wyjątkowo przyłożył się do warstwy graficznej, co w jego przypadku jasno dowodzi prestiżu całego projektu. Niewątpliwie mamy do czynienia z jedną z najlepszych odsłon linii Terror Special, której sama nazwa sugeruje jakość wyższą od standardowej. Jak widać, seria ta nie ograniczała się do klasycznego horroru, chętnie biorąc na warsztat również „krwiste” narracje historyczne.

Epickość w tym przypadku nie ograniczyła się niestety do samej opowieści. Spektakularnym wyzwaniem okazało się również przygotowanie komiksu do polskojęzycznej publikacji cyfrowej! Stan zachowania oryginalnych skanów pozostawiał wiele do życzenia, a praktycznie każda plama i zabrudzenie na stronach wymagały ręcznej, benedyktyńskiej pracy. Cyfrowa rekonstrukcja plansz była zaledwie wierzchołkiem góry lodowej. Tylko ogromny szacunek dla kulturowej wartości Eposu o Gilgameszu sprawił, że nie dałem za wygraną. Po wielu miesiącach żmudnej pracy z dumą przedstawiam Wam ten monument fumetti per adulti!

EPICKIE LINKI

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

Oryginalna tabliczka z fragmentem Eposu o Gilgameszu ze zbiorów British Museum, na widok której oddycham z ulgą. Zabrudzone i krzywe skany fumetto to pikuś, prawdziwą przeprawę mieli archeolodzy z opracowaniem tego akadyjskiego zapisu. Jak się w tym wszystkim rozczytać, jak odtworzyć brakujące fragmenty? Chapeau bas dla wszystkich zaangażowanych!