sobota, 29 sierpnia 2026

KAYAN N°01

Tytuł oryginalny: Kayan n°01

Oryginalnie opublikowany w:

Argentyński magazyn komiksowy „Fantasía Super Anual”, nr 1

Rok wydania: lipiec 1977

Scenariusz: Robin Wood

Grafika: Jorge Zaffino

Translacja: Gemini AI, Chat GPT

Korekta przekładu: Vallaor i Aristejo

Spotkania z Robinem Woodem ciąg dalszy! Tym razem proponuję Wam pierwszy odcinek serii Kayan, która powstała dekadę po debiucie Nippura. Widać to zwłaszcza w grafice Jorge Zaffino, stawiającej na muskularnych, zionących testosteronem, półnagich facetów. Wpływ Conana Barbarzyńcy z komiksów Marvela jest ewidentny, lecz Wood nie osadza opowieści w czasach przedpotopowych, lecz znacznie nam bliższych. Akcja osadzona jest w połowie wieku V naszej ery, a rozpoczyna wraz z najazdem Hunów na perską społeczność, której reprezentantem jest Kayan. Perskiej narodowości nie widać na pierwszy rzut oka. Zamiast charakterystycznej dla wojowników z jego kraju zbroi bohater ubrany jest wyłącznie w skórzaną spódniczkę, dumnie wypinając nagi tors. Można jednak przymknąć oko na ten szczegół, Kayan wywodzi się z górzystej prowincji, a nie stolicy, nie musi więc przestrzegać obowiązującej mody.

Aby nie zdradzić zbyt wiele z pierwszego odcinka, w którym zarysowany zostaje główny konflikt serii, spieszę już z linkami, zaś wszystkich ciekawych samej osoby scenarzysty, Robina Wooda, odsyłam do dalszej części wywiadu, jaki udzielił argentyńskiemu dziennikowi Página/12. Tym razem scenarzysta zdradza, jak tworzy bohaterów i osadza ich w historycznym świecie, skąd czerpie inspiracje oraz dlaczego uważa się przede wszystkim za pisarza popularnego, stawiającego na pierwszym miejscu zadowolenie czytelnika.

PERSKIE LINKI (aktualizacja 13.09.2026):

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

BAWIĆ SIĘ W BOGA, ALE W KOMIKSOWYCH KADRACH - CZĘŚĆ II

Od trzydziestu lat Robin Wood zasila swoimi historiami czasopisma wydawnictwa Columba: El Tony, Fantasía, D'Artagnan, Nippur, Magnum i inne. W tym czasie stworzył dziesiątki postaci i serii: Mark, Aquí la Legión, Or-Grund, Los aventureros, Harry White, Dago, Chindits, Dax, El Cosaco, Helena, Amanda, Ronstadt, Savarese, Mojado, Martin Hel i wiele innych.

Wiele jego postaci jest znanych w Europie. Wood mówi, że Włochy — gdzie otrzymał nagrody Yellow Kid i Pléyade — są jego najważniejszym rynkiem. Tam sprzedano prawa do Heleny na potrzeby telewizji, a niektóre jego komiksy, jak Dago, ukazują się w książkowych wydaniach w nakładach sięgających 40 tysięcy egzemplarzy. Ta postać pojawia się obecnie codziennie w tureckiej gazecie. Publikował także we Francji, Niemczech i Hiszpanii, gdzie przez pewien czas prowadził wydawnictwo Wood. Do chwili, gdy znudziła mu się rola przedsiębiorcy.

— W Europie komiks jest bardzo szanowaną dziedziną sztuki i obecnie ma większy rynek niż książki. Ponadto rodzą się nowe związki między komiksem a kinem i telewizją. Kiedy dziś powstaje komiks, od razu myśli się o jego adaptacji.

Jak wygląda proces tworzenia komiksu? Najpierw rodzi się postać czy kontekst?

Zawsze postać. Na jej podstawie pisze się całą resztę i rozwija historię czy przygodę. Na przykład gdy jakaś kobieta woła o pomoc, Nippur przeklina, idzie niechętnie i patrzy, co się dzieje; Pepe Sánchez pobiegłby w przeciwnym kierunku; a Dennis Martin sprawdziłby, czy dziewczyna jest ładna. To postać wyznacza kierunek przygody. Sama historia jest na ogół prosta. Martin Hel, jedna z moich ostatnich postaci, jest złowieszczy — więc automatycznie wszystkie jego historie takie będą. Bohater musi być ludzki, wiarygodny, realistyczny. Nie jest aż tak ważne, żeby był dobry.

Które z pańskich postaci poruszają się po Buenos Aires?

Mi novia y yo, Pepe Sánchez i Amanda. Amanda to postać, która pochodzi z Posadas — biedna dziewczyna, nieślubna córka, która później wyjeżdża do Buenos Aires i mieszka w pensjonatach. To moje własne życie, tylko przedstawione poprzez postać kobiecą. Prawdopodobnie jest obecnie jedną z najpopularniejszych moich postaci we Włoszech.

Czy bada pan kontekst, w którym poruszają się pańskie postacie?

Absolutnie. Bardzo dużo czytam, a historia jest moją pasją. Trzeba czytać, trzeba wiedzieć, o czym się pisze — z szacunku dla czytelnika. Kiedyś straciłem kontakt z wydawnictwem i wyznaczyli kogoś do pisania Nippura. W kilku rozdziałach umieścił go obok Aleksandra Wielkiego: przeskoczył tysiąc lat.

Czy zdarza się panu zauważyć, że powtarza ten sam schemat?

Tak, bardzo często. Czasami piszę i mówię sobie: „To już napisałem”. To normalne. Trzeba na jakiś czas przerwać pracę, odświeżyć pomysły i nie popaść w rutynę. Sekret polega na tym, żeby historia była świeża i inna. Ale nie zawsze się to udaje.

Wood nadaje swoim postaciom twarze aktorów. Jak wyjaśnia, pomaga mu to wyobrażać sobie ich ruchy. Nippur ma na przykład twarz młodego Charltona Hestona, a Savarese — Dustina Hoffmana. Nie ma ustalonego rytmu pracy i może pisać wszędzie. Prawie w ogóle nie poprawia tekstu — pisze od razu, jednym ciągiem. Twierdzi, że ceni anonimowość i dlatego mieszka w Kopenhadze. Mówi po angielsku, francusku, włosku i duńsku, a we Włoszech, Francji i Niemczech publikował opowiadania i powieści.

Kto jest pana mistrzem w tej dziedzinie?

Pratt, Oesterheld, Breccia, Milo Manara... Jeśli nie uczysz się od innych ludzi, jesteś idiotą. Serpieri, ten, który tworzy Druunę, we Włoszech. Oesterheld jest jednym z moich wzorów. Rozmawiałem z nim w życiu tylko raz. Najlepszy komiks świata, Mort Cinder, stworzył właśnie on. Jest wspaniały.

Jakie opinie na temat pańskiej twórczości do pana docierają?

Na ogół są dobre. Ludziom podoba się to, co robię. Zawsze uważałem się za pisarza popularnego. To znaczy: nigdy nie próbowałem przekazywać żadnego przesłania — ani politycznego, ani moralnego, ani żadnego innego. Piszę to, co sam chciałbym przeczytać. Jestem czytany, co oczywiście jest moją funkcją. Bo pisarz, który nie chce być czytany, przypomina łódź podwodną, która nie chce zanurzyć się pod wodę.

sobota, 22 sierpnia 2026

NIPPUR Z LAGASZ N°03 - WŁÓCZNIE I PIASEK

Tytuł oryginalny: Nippur di Lagash

03 - Las lanzas y la arena

Oryginalnie opublikowany w:

Argentyński magazyn komiksowy „D’Artagnan”, nr 163

Rok wydania: 1967

Scenariusz: Robin Wood

Grafika: Lucho Olivera

Translacja: Gemini AI, Chat GPT

Korekta przekładu: Vallaor i Aristejo

W trzecim odcinku swych przygód Nippur spotyka piratów z Krety, a choć to wiek brązu, nie różnią się oni zbytnio od tych z XVII-wiecznej Tortugi. Mają inne stroje i uzbrojenie, lecz ich modus operandi praktycznie nie uległ zmianie przez wieki. Zamiast więc niepotrzebnie rozwodzić się nad morskimi łupieżcami, z miejsca odsyłam do samego epizodu, a spragnionych dodatkowej wiedzy zachęcam do lektury rozmowy z Robinem Woodem, scenarzystą Nippura i wielu innych kultowych serii komiksowych. Artykuł Angela Berlangi ukazał się 18 sierpnia 1998 roku w argentyńskim dzienniku Página/12. Jego pierwsza część przedstawia drogę Wooda od ubogiego dzieciństwa i przypadkowego debiutu, po decyzję o porzuceniu etatu i rozpoczęciu nomadycznego życia z maszyną do pisania w plecaku...

PIRACKIE LINKI:

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

BAWIĆ SIĘ W BOGA, ALE W KOMIKSOWYCH KADRACH - CZĘŚĆ I

To twórca Nippura z Lagasz, Marka, Savaresego, Nieśmiertelnego Gilgamesza, Pepe Sáncheza i całej rzeszy innych postaci, które zapisały się w historii. Niestrudzony globtroter mieszka dziś w Danii, skąd pisze historie publikowane w Argentynie i Europie, a także próbuje swoich sił w scenariuszach telewizyjnych.

Zawrotne tempo jest zazwyczaj podstawą komiksu, a jego własne, szaleńcze tempo przenika życie Robina Wooda, weterana scenariuszy komiksowych, autora Nippura z Lagasz, Czarengo Janczara Dago, Heleny i wielu innych serii. Urodził się w Asunción w Paragwaju w 1944 roku. Dzieciństwo spędził na przemian w tym mieście i w Buenos Aires. W wieku dwunastu lat rzucił szkołę i uciekł z domu. Nie znał swojego ojca, a z irlandzką matką nie układało mu się dobrze („nienawidziliśmy się”). Jego irlandzki dziadek opowiadał mu o swoich przeżyciach podczas I wojny światowej i to właśnie po nim Wood odziedziczył pasję do opowiadania historii.

— Mój dziadek i ja jesteśmy shanachies — opowiada. — W każdym irlandzkim pokoleniu jest jeden. To gaelickie słowo określające człowieka, który opowiada historie; odpowiednikiem byłby payador w tradycji gauchos. Kiedy byłem mały, siadałem z kuzynami i przyjaciółmi i opowiadałem im historie, które wcześniej opowiedział mi dziadek. W ten sposób przekazuje się tradycję ustną, a jednocześnie ją upiększa. Nie opowiada się prawdy, tylko jej wersję. To tak jak z ubieraniem się na wyjście: zakłada się koszulę, krawat, garnitur, czyści buty... Nie wygląda się wtedy tak jak na co dzień, tylko ubiera się na wyjście. Z opowiadaniem historii jest tak samo — i człowiek daje się ponieść magii opowiadania.

Od chwili opuszczenia domu aż do rozpoczęcia pracy pisarskiej Wood utrzymywał się z najróżniejszych zajęć: pracował przy wyrębie lasów w Alto Paraná, zmywał naczynia w restauracjach i ewidencjonował karty w fabrykach. Były to trudne czasy — noce spędzał na dworcu Retiro albo w pensjonatach, gdzie w jednym pokoju stało po pięć łóżek. — Przez osiem czy dziesięć lat nie zdejmowałem butów do snu — wyznaje w rozmowie, której udziela Página/12 z Kopenhagi.

— Jak udało się panu z tego wyrwać? W podobnych sytuacjach większości ludzi się to nie udaje.

— Mnie uratowała pasja do czytania i pisania. W domu nie było pieniędzy, ale były książki. Dorastałem otoczony książkami, a później, kiedy odszedłem z domu, również czytałem wszystko, co wpadło mi w ręce. W wieku ośmiu lat czytałem Simone de Beauvoir, Hemingwaya... Miałem też szczęście trafić na coś, co dało mi pracę i pieniądze: komiks. Do tego czasu żyłem w skrajnej nędzy.

— Kiedy zaczął pan pisać scenariusze komiksowe?

— Zacząłem przypadkiem, trzydzieści lat temu. Chciałem zostać rysownikiem i zrobiłem kilka kursów, ale nie byłem zbyt dobry. Poznałem faceta, który świetnie rysował, Lucho Oliverę, i razem studiowaliśmy Sumerów. Lucho, który pracował w wydawnictwie Columba, któregoś dnia klął, że scenariusze są beznadziejne. Zaproponował, żebym sam jeden napisał. Napisałem Historia para Lagash, w której pojawiał się facet o imieniu Nippur. W tamtym czasie pracowałem w fabryce w Martínez i dowiedziałem się o publikacji, kiedy zobaczyłem czasopismo w kiosku. Poszedłem do wydawnictwa i powiedzieli mi, że kupują moje scenariusze.

— Jakie postacie pojawiły się po Nippurze?

— Później stworzyłem Jackaroe, Mi novia y yo, Dennisa Martina, Pepe Sáncheza... Po roku pracy dla Columby powiedziałem im, że odchodzę. Miałem za sobą sześć lat pracy w fabrykach. Powiedzieli mi, że mam tam przyszłość, ale chciałem odejść. Zaproponowałem, że będę wysyłał scenariusze pocztą, a oni powiedzieli, że czegoś takiego w wydawnictwie jeszcze nigdy nie było. Ostatecznie, niechętnie, się zgodzili.

Wood zarzucił plecak na ramię, zabrał przenośną maszynę do pisania i wyruszył do Neapolu. Od tamtej pory przemierzył świat i wysyłał swoje scenariusze z najbardziej egzotycznych i różnorodnych miejsc. Był w Londynie, Mongolii, Meksyku, Stambule, Grecji, Portoryko, Barcelonie — podróżując autostopem albo samolotem, pociągiem, statkiem czy samochodem. Co jakiś czas zatrzymywał się na kilka lat. Mieszkał w Kalifornii, w izraelskim kibucu, w Marbelli i Sydney. Choć obecnie mieszka w Danii wraz z żoną i czwórką duńskich dzieci, zaznacza, że nie jest szczególnie rodzinny i woli podróżować samotnie.

CIĄG DALSZY NASTĄPI...

piątek, 14 sierpnia 2026

ZORDON N°11 - KOŃ TROJAŃSKI

Tytuł oryginalny: Zordon

n.11 – Il cavallo do Troja

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: sierpień 1975

Scenariusz: Ennio Missaglia

Grafika: Bruno Marraffa

Skan wydania włoskiego i francuskiej translacji:

Charles (VintageComix), AtomHic (BDtrash)

Cyfrowa rekonstrukcja: Cyfrowy Baron

Czyszczenie plansz i dymków: Grifos

Przekład: Vallaor

Wstawianie tekstu: Vallaor, Gilotyna_123

Korekta: Aristejo

Trudno wymarzyć sobie bardziej sprzyjające okoliczności do publikacji tomiku pod tytułem Koń trojański! Świat oszalał na punkcie najnowszej adaptacji Odysei, od kilku tygodni bijącej frekwencyjne rekordy. Sam wybieram się na film w najbliższych dniach, dlatego nie jestem w stanie powiedzieć, na ile spełni moje oczekiwania. Wszyscy zgadzają się, że to spektakl imponujący wizualnie, wręcz zapierający dech w piersiach, tak że wskazany jest seans w IMAX. Po premierze przycichły też emocje związane z kontrowersyjnym castingiem, będące najwyraźniej elementem strategii marketingowej, rozgrzewając Internet do czerwoności miesiące przed premierą. Obecnie najważniejsze pytanie dotyczy motywacji stojącej za twórcą – w jakim celu sięgnął akurat po ten tekst kultury i jakie przesłanie w nim wyeksponował.

Niewykluczone, że o swoich wrażeniach z kina napiszę przy okazji publikacji kolejnej odsłony serii, bowiem na ostateczną konkluzję wątku trojańskiego przyjdzie jeszcze poczekać. Póki co czekają nas kolejne rewelacje dotyczące przebiegu wojny trojańskiej, zadające kłam przekazywanej od tysiącleci wersji wypadków. I to na bardziej fundamentalnym poziomie niż uczynienie z Heleny osoby czarnoskórej, co do niedawna było największym zastrzeżeniem wobec filmu Christophera Nolana. W Zordonie nic nie jest takie, jakim się wydaje, począwszy od samych przyczyn konfliktu. Zarazem zachowane zostają pozory mające na celu przedstawienie agresji greckich państw na Troję jako moralnie uzasadnionej, wynikającej ze szlachetnych pobudek. Nie mniejsze zaskoczenie związane będzie z tytułowym koniem trojańskim, który przeszedł do legendy jako genialny podstęp, lecz obecnie wydaje się nam bardzo ryzykowny. Trojanie mieli powody, by nie ufać nękającym ich od dekady Grekom. Czy tak wytrawny strateg jak Odyseusz postawiłby wszystko na jedną kartę, ryzykując całkowite fiasko?

Nie zdradzając nic więcej z przebiegłych planów Odysa, warto zauważyć, że twórcy nie przepisują tej postaci na nowo. Podobnie jak w antycznym micie, jest to zdecydowanie najbardziej inteligentny i pomysłowy spośród greckich dowódców. A może nawet bardziej, zważywszy na fakt, że pretekst do rozpoczęcia wojny wychodzi w komiksie od niego. Homer zapewne nie pochwaliłby sposobu przedstawienia Olimpijczyków (również oni skrywają pewien brzydki sekret), lecz względem Odysa nie miałby zastrzeżeń. Mitologiczni herosi bynajmniej nie byli kryształowi, a podczas wojny kierowali się bardziej skutecznością niż szlachetnością, nie czyniąc sobie z tego wyrzutów. I trochę obawiam się, że w celu przybliżenia Odyseusza do współczesnych standardów moralnych jego nowe ekranowe wcielenie może być ogarnięte wyrzutami sumienia po podłożeniu Trojanom przysłowiowej świni (tzn. drewnianego konia) i czynnym udziale w splądrowaniu ich miasta. Grecki wojownik ze stresem pourazowym to niezbyt zachęcająca wizja!

TROJAŃSKIE LINKI:

MEGA (CBR)

MEGA (PDF)

Najciekawszy z dotychczasowych filmowych koni trojańskich pojawił się w Troi (2004) Wolfganga Petersena. Realizatorzy wyszli z całkiem słusznego wniosku, że jedynym budulcem, jakim mogli dysponować Grecy na plaży, były drewniane elementy rozebranych i spalonych okrętów. Na ekranie wyraźnie widać, że owa monstrualna konstrukcja składa się z powiązanych linami kadłubów i desek. W rzeczywistości mierzący ponad 12 metrów rekwizyt powstał ze stali oraz włókna szklanego imitującego postarzone drewno. Jak widać – na ekranie nic nie jest tym, czym się wydaje!