Tytuł oryginalny: Kayan n°01
Oryginalnie opublikowany w:
Argentyński magazyn komiksowy „Fantasía Super Anual”, nr 1
Rok wydania: lipiec 1977
Scenariusz: Robin Wood
Grafika: Jorge Zaffino
Translacja: Gemini AI, Chat GPT
Korekta przekładu: Vallaor i Aristejo
Spotkania z Robinem Woodem ciąg dalszy! Tym razem proponuję Wam pierwszy odcinek serii Kayan, która powstała dekadę po debiucie Nippura. Widać to zwłaszcza w grafice Jorge Zaffino, stawiającej na muskularnych, zionących testosteronem, półnagich facetów. Wpływ Conana Barbarzyńcy z komiksów Marvela jest ewidentny, lecz Wood nie osadza opowieści w czasach przedpotopowych, lecz znacznie nam bliższych. Akcja osadzona jest w połowie wieku V naszej ery, a rozpoczyna wraz z najazdem Hunów na perską społeczność, której reprezentantem jest Kayan. Perskiej narodowości nie widać na pierwszy rzut oka. Zamiast charakterystycznej dla wojowników z jego kraju zbroi bohater ubrany jest wyłącznie w skórzaną spódniczkę, dumnie wypinając nagi tors. Można jednak przymknąć oko na ten szczegół, Kayan wywodzi się z górzystej prowincji, a nie stolicy, nie musi więc przestrzegać obowiązującej mody.
Aby nie zdradzić zbyt wiele z pierwszego odcinka, w którym zarysowany zostaje główny konflikt serii, spieszę już z linkami, zaś wszystkich ciekawych samej osoby scenarzysty, Robina Wooda, odsyłam do dalszej części wywiadu, jaki udzielił argentyńskiemu dziennikowi Página/12. Tym razem scenarzysta zdradza, jak tworzy bohaterów i osadza ich w historycznym świecie, skąd czerpie inspiracje oraz dlaczego uważa się przede wszystkim za pisarza popularnego, stawiającego na pierwszym miejscu zadowolenie czytelnika.
PERSKIE LINKI:BAWIĆ SIĘ W BOGA, ALE W KOMIKSOWYCH KADRACH - CZĘŚĆ II
Od trzydziestu lat Robin Wood zasila swoimi historiami czasopisma wydawnictwa Columba: El Tony, Fantasía, D'Artagnan, Nippur, Magnum i inne. W tym czasie stworzył dziesiątki postaci i serii: Mark, Aquí la Legión, Or-Grund, Los aventureros, Harry White, Dago, Chindits, Dax, El Cosaco, Helena, Amanda, Ronstadt, Savarese, Mojado, Martin Hel i wiele innych.
Wiele jego postaci jest znanych w Europie. Wood mówi, że Włochy — gdzie otrzymał nagrody Yellow Kid i Pléyade — są jego najważniejszym rynkiem. Tam sprzedano prawa do Heleny na potrzeby telewizji, a niektóre jego komiksy, jak Dago, ukazują się w książkowych wydaniach w nakładach sięgających 40 tysięcy egzemplarzy. Ta postać pojawia się obecnie codziennie w tureckiej gazecie. Publikował także we Francji, Niemczech i Hiszpanii, gdzie przez pewien czas prowadził wydawnictwo Wood. Do chwili, gdy znudziła mu się rola przedsiębiorcy.
— W Europie komiks jest bardzo szanowaną dziedziną sztuki i obecnie ma większy rynek niż książki. Ponadto rodzą się nowe związki między komiksem a kinem i telewizją. Kiedy dziś powstaje komiks, od razu myśli się o jego adaptacji.
Jak wygląda proces tworzenia komiksu? Najpierw rodzi się postać czy kontekst?
Zawsze postać. Na jej podstawie pisze się całą resztę i rozwija historię czy przygodę. Na przykład gdy jakaś kobieta woła o pomoc, Nippur przeklina, idzie niechętnie i patrzy, co się dzieje; Pepe Sánchez pobiegłby w przeciwnym kierunku; a Dennis Martin sprawdziłby, czy dziewczyna jest ładna. To postać wyznacza kierunek przygody. Sama historia jest na ogół prosta. Martin Hel, jedna z moich ostatnich postaci, jest złowieszczy — więc automatycznie wszystkie jego historie takie będą. Bohater musi być ludzki, wiarygodny, realistyczny. Nie jest aż tak ważne, żeby był dobry.
Które z pańskich postaci poruszają się po Buenos Aires?
Mi novia y yo, Pepe Sánchez i Amanda. Amanda to postać, która pochodzi z Posadas — biedna dziewczyna, nieślubna córka, która później wyjeżdża do Buenos Aires i mieszka w pensjonatach. To moje własne życie, tylko przedstawione poprzez postać kobiecą. Prawdopodobnie jest obecnie jedną z najpopularniejszych moich postaci we Włoszech.
Czy bada pan kontekst, w którym poruszają się pańskie postacie?
Absolutnie. Bardzo dużo czytam, a historia jest moją pasją. Trzeba czytać, trzeba wiedzieć, o czym się pisze — z szacunku dla czytelnika. Kiedyś straciłem kontakt z wydawnictwem i wyznaczyli kogoś do pisania Nippura. W kilku rozdziałach umieścił go obok Aleksandra Wielkiego: przeskoczył tysiąc lat.
Czy zdarza się panu zauważyć, że powtarza ten sam schemat?
Tak, bardzo często. Czasami piszę i mówię sobie: „To już napisałem”. To normalne. Trzeba na jakiś czas przerwać pracę, odświeżyć pomysły i nie popaść w rutynę. Sekret polega na tym, żeby historia była świeża i inna. Ale nie zawsze się to udaje.
Wood nadaje swoim postaciom twarze aktorów. Jak wyjaśnia, pomaga mu to wyobrażać sobie ich ruchy. Nippur ma na przykład twarz młodego Charltona Hestona, a Savarese — Dustina Hoffmana. Nie ma ustalonego rytmu pracy i może pisać wszędzie. Prawie w ogóle nie poprawia tekstu — pisze od razu, jednym ciągiem. Twierdzi, że ceni anonimowość i dlatego mieszka w Kopenhadze. Mówi po angielsku, francusku, włosku i duńsku, a we Włoszech, Francji i Niemczech publikował opowiadania i powieści.
Kto jest pana mistrzem w tej dziedzinie?
Pratt, Oesterheld, Breccia, Milo Manara... Jeśli nie uczysz się od innych ludzi, jesteś idiotą. Serpieri, ten, który tworzy Druunę, we Włoszech. Oesterheld jest jednym z moich wzorów. Rozmawiałem z nim w życiu tylko raz. Najlepszy komiks świata, Mort Cinder, stworzył właśnie on. Jest wspaniały.
Jakie opinie na temat pańskiej twórczości do pana docierają?
Na ogół są dobre. Ludziom podoba się to, co robię. Zawsze uważałem się za pisarza popularnego. To znaczy: nigdy nie próbowałem przekazywać żadnego przesłania — ani politycznego, ani moralnego, ani żadnego innego. Piszę to, co sam chciałbym przeczytać. Jestem czytany, co oczywiście jest moją funkcją. Bo pisarz, który nie chce być czytany, przypomina łódź podwodną, która nie chce zanurzyć się pod wodę.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz