poniedziałek, 20 marca 2023

LUCIFERA N°14 - W STRONĘ TURYNGII

Tytuł oryginalny: Lucifera n.14 - Verso la Turingia

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: listopad 1972

Scenariusz: Giorgio Cavedon, Leone Frollo

Grafika: Leone Frollo

Skan wydania niemieckiego: Charles (VintageComix)

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Czternasty epizod jest w dużej mierze przełomowy, choć jeszcze nie w takim stopniu jak następny. Okazuje się, że na drodze do Turyngii wychodzi na jaw skrzętnie dotąd skrywana, prawdziwa tożsamość Lucyi. Zdemaskowanie bohaterki określi na nowo dynamikę jej relacji z Faustem. Dotychczas zmuszona była hamować przy nim swoje drapieżne instynkty, nie zawsze całkiem skutecznie, lecz wystarczająco, by zmylić jego czujność. Jednakże do czasu… Trudno uciec przed swoją prawdziwą naturą, tym bardziej w relacji z najbliższą osobą. Prędzej czy później wyjdzie szydło z worka, zaś z temperamentnej kobiety – prawdziwa diablica!

Na pozór takie odsłonięcie kart wydaje się zabójcze dla relacji protagonistów. Chodząca prawość i szlachetność, jaką jawi się doktor Sonder, nie zechce przecież mieć nic wspólnego z wcieleniem występku i nieczystej żądzy? Pozory mylą! Przeciwności się przyciągają, mimowolnie zafascynowane sobą nawzajem. Na zmianę kochając się i nienawidząc, bohaterowie nie potrafią całkowicie przeciąć łączących ich więzów. Można rzecz ująć prostacko, sprowadzając wszystko do seksu: Luci jest zbyt dobra w te klocki, aby dorównać jej mogła jakakolwiek ziemianka, nawet tak słodka i ponętna jak Małgorzata. Dlatego też Faust nigdy do końca nie wyrwie się z szpon kruczowłosej kochanki i nie będzie mu dane zakosztować życia rodzinnego na wzór chociażby Thorgala (kolejny bohater, o którego względy walczą anielska blondynka z infernalną brunetką). Choć w tym momencie opowieść zdaje się zmierzać ku nieuchronnemu końcowi, tak naprawdę dopiero się rozpoczyna, a Faust jeszcze nie raz ulegnie swej słabości względem pięknego, lecz zdecydowanie nieboskiego ciała Lucifery.

Tym niemniej pewne rzeczy już wkrótce skończą się definitywnie. Następny tomik zwieńczy wątek inkwizycyjny i zarazem jako ostatni firmowany będzie przez dotychczasowego, znakomitego grafika. Nie jestem jeszcze pewien, jak duże będzie to miało znaczenie dla częstotliwości translacji. Czy znajdę w sobie dość entuzjazmu, aby poświęcać swój czas serii, gdy ta ewidentnie obniży loty pod względem graficznym? Nie sposób w tej chwili odpowiedzieć na to pytanie, dlatego cieszmy się tym, co mamy, czyli kolejnym, przedostatnim już popisem mistrzowskiej kreski Leone Frollo.

DEMASKATORSKIE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Przyznajmy, oryginalny tytuł tomiku nie przykuwa specjalnie uwagi, dlatego decyzja wydawców z innych krajów o jego zamianie wydaje się zrozumiała. Niemcy postawili na Luciferas Demaskierung, zdradzając główny twist scenariusza (podobnie zresztą jak ja sam we wstępniaku!). Portugalczycy zabrali zaś czytelników Nas masmorras da tortura, czyli w podziemia tortur, przygotowując również stosowną okładkę.

czwartek, 9 marca 2023

SEXY FAVOLE. DZIESIĘCIU RYCERZY I JEDEN MAG

Tytuł oryginalny: Sexy Favole

n.33 - Dieci cavalieri e un mago

Wydawca: Geis Edifumetto

Rok pierwszego wydania: 29 listopad 1974

Scenariusz i grafika: Roberto Raviola (Magnus)

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Uwaga! Nie mamy tu do czynienia z kolejnym one-shotem, na podstawie którego można wyrobić sobie opinię o konkretnej włoskiej serii małego formatu. Jeśli uznać go za jej wizytówkę, to została ona wykonana z tak dalece szlachetniejszego materiału niż cała reszta, że w żadnym razie nie może zostać uznana za okaz reprezentacyjny. I chyba nie mogło być inaczej, skoro do współpracy przy tym tomiku Sexy Favole zaproszono Roberto Raviolę, legendarnego już wówczas pioniera fumetti neri. A może on sam zaproponował, że stworzy swoją własną pikantną parodię baśni? W każdym wypadku efekt jest taki sam. Dziesięciu rycerzy całkowicie przyćmiło resztę serii, którą przywołuje się obecnie głównie w kontekście tego jednego tytułu. Podobnie było w przypadku Macabro, gdzie najjaśniejszym blaskiem lśniła Il Teschio Vivente, czyli znana już nam Królewska czaszka, również podpisana przez Magnusa. Tam jednak honoru całej reszty bronił Leone Frollo z dwiema wysmakowanymi plastycznie opowieściami.

Trudno powiedzieć, czy wśród pozostałych 59. tomików Sexy Favole ukrywa się jakaś perełka. Znaczący jest fakt, że francuski odpowiednik serii, Contes féérotiques, zmienił numerację tomików, rozpoczynając publikację właśnie od Magnusa. Tytuł zmieniony został na Ainsi parlait Zara Fouchtra (Tako rzecze Zara Ruchajka?!?), zgodnie z intrygującą polityką Elvifrance zamieszczania zabaw słownych i kulturalnych aluzji w tytułach tomików. Również sam tekst uległ znaczącym modyfikacjom, zależnym chyba tylko od widzimisie tłumacza, nierzadko posuwając się do zmiany treści. Z tego względu wszystkim chętnym zapoznać się z Rycerzami w wersji francuskiej polecam raczej bliższe oryginałowi tłumaczenie z wydania zbiorczego Delcourt pt. L'Internat féminin et autres contes coquins. Dodatkowym atutem tej edycji jest kilka plansz domalowanych przez Magnusa po 11 latach, z okazji reedycji Collana Necron. Plansze te, zgodnie z dosadnym duchem lat 80., prezentują detalicznie odmalowane narządy płciowe bezwstydnie rozwarte bądź wyprężone, skoro jednak je także cechuje typowa dla rysownika maestria, nie sposób uznać ich za niepotrzebny wtręt. Od 1985 roku stanowią integralną część komiksu, nie pominiętą w żadnym z późniejszych wydań (pojawiają się także w niniejszej translacji).

Skoro przynależność do konkretnej serii jest tym razem kwestią przypadkową, powstaje pytanie, czy w ogóle mamy do czynienia z "czarcim kieszonkowcem"? Może Dziesięciu rycerzy należy rozpatrywać wyłącznie w odniesieniu do innych dzieł Magnusa, pomijając okoliczności powstania? Trwałbym przy stanowisku, że charakter pierwotnej publikacji jest zbyt znaczącym czynnikiem, by mógł zostać pominięty, gdyż determinuje zarówno treść, jak i formę dzieła. Inna sprawa, że w ramach narzuconej konwencji Magnus zgodnie ze swoim przydomkiem dokonywał cudów, stawiając poprzeczkę chyba zbyt wysoko dla innych twórców fumetti tascabili, nie mogących nawet marzyć o osiągnięciu podobnego mistrzostwa. Jeśli zaś o diabelskość chodzi... Akurat w tej baśni siły piekielne nie raczą się objawić, maksimum atrakcji zapewniają rozmaite formy białej i czarnej magii. Zarazem przewrotność scenarzysty, wielokrotnie zmieniającego front i obchodzącego się ze swoimi bohaterami (zwłaszcza tymi męskimi) wyjątkowo bezceremonialnie, ma w sobie coś niewątpliwie czarciego. Diabeł tkwi w szczegółach, zalecam więc uważną lekturę!

BAŚNIOWE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Na potrzeby Collana Necron powstała też nowa okładka, skwapliwie ukazująca rozmaite atrakcje tomiku, ale gdzie w tym kolażu tytułowych dziesięciu rycerzy?! Co za dyskryminacja płci brzydkiej!

wtorek, 14 lutego 2023

ZORA WAMPIRZYCA N°14 - POBOŻNY PUSTELNIK

Tytuł oryginalny: Zora la Vampira

Serie II n.8 - Il casto eremita

Wydawca: Edifumetto

Rok pierwszego wydania: 1 czerwiec 1973

Scenariusz: Renzo Barbieri, Giuseppe Pederiali

Grafika: Birago Balzano

Skan edycji włoskiej:

Mal32 & Aquila della Notte (VintageComix)

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Pustelnicy, eremici, pokutnicy... W demonstracyjny sposób odrzucający świat materialny i umartwiający ciało poprzez głodówki, krępowanie sznurem, ocieranie włosiennicą i smaganie biczem... Poprzez ból i ascezę dążący do kontaktu ze światem ponadzmysłowym... Przez wieki uznawani byli za świętych i otaczani kultem. Obecnie społeczna estyma dla obszarpańców przesiadujących na słupie bądź dnie studni znacząco zmalała. Ogólny konsensus traktuje praktyki pustelnicze jako symbol ekscesywnej religijności, charakterystycznej dla minionych epok. Nawet osobom wierzącym trudno jest zaakceptować równie ekstremalną formę duchowej aktywności, nie wietrząc w niej jakiejś formy odchylenia psychicznego. Choć religijność jest dziedziną życia najmniej podatną na progresywność, także i jej udzielił się wpływ utylitaryzmu. Wyżej ceni się osoby zaangażowane w pomoc innym, realizujące w praktyce idee miłości bliźniego, doglądające sierot, starców, bezdomnych, zadżumionych i trędowatych (dwie ostatnie opcje najmniej bezpieczne, lecz najmocniej punktowane)... Szacunek wzbudza troska o innych, odejmowanie sobie od ust, by nakarmić głodujących, itp. Otrzymywanie poklasku za samo rozmodlenie i obrastanie brudem minęło bezpowrotnie. Można natomiast praktykować je w ramach zarejestrowanej wspólnoty o charakterze zamkniętym. Wolnoć Tomku w swoim klasztorku!

Skąd tutaj ta niecodzienna refleksja? Otóż właśnie pustelnika upatrzy sobie na ofiarę Zora, szukająca akurat sposobności na dokonanie czegoś demonstracyjnie niemoralnego. Nie wynika to z jej kaprysu. Zło, którego się dopuszcza, ma najczęściej charakter praktyczny, na czele z wysysaniem krwi w celu pożywienia. Gdy więc obmyśla czyn wyjątkowo haniebny, kryje się za tym stan wyższej konieczności. Od inwencji Zory na tym polu zależą jej przyszłe losy, niedostatek okrucieństwa bądź najmniejszy akcent miłosierdzia mogą ją zaprowadzić prosto do piekła, bez biletu powrotnego! Tym razem musi być zepsuta do szpiku kości, dogłębnie perfidna i bez reszty przewrotna. Na szczęście do twarzy jej ze wszystkim, także z siedmioma grzechami głównymi, natomiast jej ofiara niespecjalnie wzbudza współczucie, przynajmniej u osób nie przywykłych do roztkliwiania się nad żywotami świętych, których główną zasługą jest odrzucenie tak strasznych zieskich pokus, jak kontakty cielesne czy obfity posiłek. Można wręcz ze złośliwą satysfakcją śledzić poczynania Zory, starającej się uszczuplić poczet błogosławionych abnegatów, zapewne i tak nazbyt liczny.

PUSTELNICZE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Kuszenie eremitów jest tak stare jak chrześcijaństwo. Pierwszym nękanym przez siły nieczyste był sam Jezus, który notabene wyznaczył wysokie standardy postu - 40 dni i nocy na pustyni, bez wody i pokarmu! Jednakże dla kina najważniejszym eremitą okazał się Szymon Słupnik, tytułowy bohater filmu Luisa Bunuela z 1965 roku. Zakłócająca jego święty spokój blondyneczka, niby mimochodem prezentująca mu swoje zgrabne nóżki i kształtny biuścik, może wyglądać niewinnie, ale nie dajmy się zwieść pozorom!

poniedziałek, 30 stycznia 2023

OLTRETOMBA. PAKT JANIRY

Tytuł oryginalny: Oltretomba

n. 252 - Il patto di Janira

Scenariusz: Carmelo Gozzo

Grafika: Utalentowany Anonim

Wydawca: Ediperiodici

Data wydania: wrzesień 1982

Skan: Charles (VintageComix)

Przekład na język francuski: Leefirkins

Przekład na język polski i opracowanie graficzne: Vallaor

Etykieta Czarcie serie, jaką opatruję prezentowane tutaj one-shoty, jest tak pojemna, że zawierać może prawie wszystkie publikacje Edifumetto i Ediperiodici. Z oczywistych względów fumetti per adulti zawierają treści nieprzystojne, niepoprawne, często drastyczne i obsceniczne. Już to wystarczy, aby zapachniały nam siarką. Jednakże nazewnictwo ma swoją siłę podprogową, zatem pośród dziesiątek rozmaitych tytułów mniej lub bardziej świadomie powracam do tych, które najbardziej uzasadniają tytułowego "czarta". Stąd zmiana banera na bardziej adekwatny dla prezentowanych tu treści (na dodatek dotychczasowy wykorzystywał kadr z serii Pig, której polskim przekładem zajmuje się grupa Chomikowych Translatorów i trochę głupio wchodzić im w paradę), jak też premiera czwartej już opowieści spod szyldu Oltretomba. Tym samym tytuł awansuje na pozycję lidera, deklasując Błękitny Terror, który jednak nie składa broni, odgrażając się, że jeszcze do nas powróci ze swoją charakterystyczną mieszanką grozy, science fiction i erotyki.

Na razie jednak zwyciężył gotycyzm w stylu klasycznym, nawet jeśli zdecydowanie ostrzejszy od tego, który proponowali angielscy pisarze z przełomu XVIII i XIX wieku. Horacego Walpole’a przed pójściem na całość powstrzymywała arystokratyczna ogłada (hrabiowski tytuł zobowiązuje!), Ann Radcliffe właściwa jej płci delikatność (a raczej nałożony na tę płeć gorset delikatności), zaś najdosadniejszego w tym gronie Matthew Gregory’ego Lewisa przede wszystkim wymogi cenzury. Co innego tworzący w tym samym okresie Donatien Alphonse François de Sade, nie mający już żadnych ograniczeń w opisach ekstremów. Nie bez kozery przywołuję tutaj owo „przeklęte” nazwisko. Pakt Janiry to jedna z ostrzejszych odsłon serii, nie stroniąca od brutalnych i nieprzyzwoitych scen, przywołujących na myśl niektóre ustępy Justyny czy Julietty. Zarazem wciąż najważniejsza pozostaje tu sama opowieść, nie grzęznąc przez szereg plansz w ginekologicznych ilustracjach, co stało się udziałem wielu publikowanych w tym samym czasie kieszonkowców.

Jeden rzut oka na okładkę pozwala odgadnąc, że tym razem Carmelo Gozzo podąża śladami pionierów gotycyzmu, wprawiając w ruch cały asortyment średniowiecznych narzędzi tortur. Jednak ostatecznie nie sama makabra okazuje się tu najbardziej szokująca, lecz iście szatański koncept, konsekwentnie poprowadzony do swojej logicznej konkluzji. W tym miejscu powracamy do Boskiego Markiza. Deprawacja niewinności to temat, jaki szczególnie fascynował twórcę Filozofii w buduarze. Uczynienie miejscem akcji prywatnej szkółki dla dziewcząt wydaje się wręcz wymarzone do snucia "sadycznej" narracji o tym, jak łatwo zejść na drogę występku i jak bardzo jest ona usłana różami, podczas gdy na nosicieli cnoty czyhają same kolce. Oczywiście fumetti grozy, wzorem pionierów literatury gotyckiej, nie może obyć się bez figury diabła, ta zaś osadza historię w porządku tradycji judeochrześcijańskiej, którą pisarstwo Sade’a ze wszystkich sił starało się obalić. Czy jednak da się wierzyć jeszcze w boski porządek świata, kiedy tak konsekwentnie wygrywa w nim wyłącznie Zło?

NIECNOTLIWE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Instrumenty perswazyjne Ikwizycji, czyli argumenty, jakim trudno się oprzeć... Ile z nich pojawi się na kartach Paktu Janiry? Przekonajcie się sami!

środa, 18 stycznia 2023

LUCIFERA N°13 - RYCERZE ZAKONU KRZYŻACKIEGO

Tytuł oryginalny: Lucifera

n.13 - I Cavalieri Teutonici

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: październik 1972

Scenariusz: Giorgio Cavedon, Leone Frollo

Grafika: Leone Frollo

Skan wydania włoskiego: Charles (VintageComix)

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Styczeń to miesiąc militarnie ogarniętych łobuzów! Do takich wniosków przynajmniej doszedłem, opracowując trzy tytuły: znaną już czytelnikom Damę z Panamy, wciąż czekającą na premierę Oltretombę, której tytułu jeszcze nie zdradzę, oraz 13. odsłonę Lucifery. We wszystkich pojawiają się zorganizowane grupy przestępcze, których działania nawet jeśli nie są meritum fabuły, to stanowią jej zapłon, punkt startowy wydarzeń. O ile piraci Henry'ego Morgana oraz bliżej niezidentyfikowani korsarze z kolejnego czarciego one-shota mają za motywację czystą żądzę złota (przy okazji zaspokajając żądze cielesne), o tyle rycerze zakonu krzyżackiego wszelkich gwałtów i okrucieństw dopuszczają się w imieniu wiary chrześcijańskiej połączonej z nacjonalizmem, wiedzeni wizją stworzenia wyznaniowego państwa dla narodu niemieckiego.

Lucifera nie pretenduje do miana komiksu historycznego, jest raczej frywolną impresją na temat średniowiecza i jego najżywotniejszych toposów. Widać to dobrze już w pierwszej części 13. tomiku, gdzie przedstawione zostaje urządzenie uniemożliwiające pozostawionej na dłuższy okres żonie skok w bok. Ten radykalny sposób na upewnienie się o wierności małżeńskiej pomimo całej swej solidności nie był całkowicie skuteczny. Co sprytniejsze niewiasty tuż po opuszczeniu domu przez pana męża starały się o nawiązanie bliższej znajomości ze ślusarzem... Trudno zresztą o lepszą epokę dla cechu metalurgicznego! Nie dość, że męska populacja zakładała na siebie tony żelastwa, to na dodatek zmuszała swoje połowice do noszenia podobnego ustrojstwa na miejscach intymnych, aby te nie zrobiły się zanadto niesforne, gdy nie dało rady doglądać ich osobiście.

Innym regularnie powracającym elementem wieków średnich są zakony rycerskie, zwłaszcza dwa z nich: templariusze oraz krzyżacy. Do tych pierwszych mamy w Polsce stosunek raczej obojętny, czego nie można powiedzieć o Rycerzach Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie, przez wieki dających się nam we znaki. Osiedli na Mazowszu w 1226 roku, odpowiadając na wezwanie Konrada Mazowieckiego, księcia pamiętanego obecnie głównie z powodu tej niefortunnej decyzji. Nie powinniśmy jednak obarczać go całą winą, odsądzając od czci i wiary, zwłaszcza że jako chrześcijanin zachował się wręcz wzorcowo. Chrystianizacja pogańskich Prus, do których potrzebna była polskiemu księciu pomoc niemieckiego zakonu, była konceptem papieża Honoriusza III, któremu marzyło się stworzenie na tych terenach państwa kościelnego. Krzyżacy dostali zatem błogosławieństwo z samej góry i cieszyli się pełnym poparciem papiestwa zarówno podczas wyrzynania rdzennej ludności Prus, jak też przez cały późniejszy okres działalności. Dla Polaków, Litwinów, tudzież innych ludów słowiańskich byli więc "dopustem bożym" w sensie dosłownym, przysłał ich bowiem do nich pierwszy namiestnik Chrystusa na ziemi.

KRZYŻACKIE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Waleczna Lucya staje w szranki z krzyżakiem! Ta dramatyczna, dynamiczna sekwencja musiała jednak zostać podrasowana przez ilustratora portugalskiej edycji, niestrudzenie informującego o zmysłowym charakterze serii. Stąd modyfikacja stroju bohaterki na mniej ochronny, pozwalający jednak oddychać pełną piersią.

poniedziałek, 2 stycznia 2023

OLTRETOMBA. DAMA Z PANAMY

Tytuł oryginalny: Oltretomba

n.111 - La signora di Panama

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: 9 września 1975

Scenariusz: Anonim

Grafika: Alfonso Azpiri

Skan wersji francuskiej: Kraven

Uzupełnienie o strony z wersji włoskiej: Leefirkins

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Zaświaty na Nowy Rok! Przypomnijmy, że również poprzedni rozpoczął się publikacją tomiku z tej serii. Tym razem numer jeszcze z połowy lat siedemdziesiątych, kiedy sygnowane tą nazwą fabuły nie miały jeszcze tak wyuzdanego charakteru jak w dekadzie następnej. Jest to zatem debiut Oltretomby w wersji soft, a zarazem kolejny przykład ćwiczenia się kreski grafika, który niedługo później nieźle namiesza na rynku europejskich komiksów fantastyczno-erotycznych.

Hiszpański rysownik Alfonso Azpiri (1947-2017) stał się rozpoznawalny za sprawą erotycznych shortów dla magazynu Penthouse, lecz dopiero na łamach amerykańskiego Heavy Metalu mógł w pełni rozwinąć skrzydła i uraczyć czytelników pikantną sagą o przygodach seksownej astronautki Lorny, która następnie doczekała się osobnych wydań albumowych. Intryga zazwyczaj pełni u niego rolę pretekstową, zaś na pierwszy plan wysuwa się fascynująca fizyczność Lorny i innych dorodnych przedstawicielek ziemskich i pozaziemskich ras. Jednak nie samym kobiecym pięknem warsztat rysownika stoi, równie imponująco prezentują się fantastyczne, wielobarwne światy, jakie te ślicznotki zamieszkują. Prawdziwa uczta dla oka, która zachwyci nie tylko dorastających chłopców, choć na poziomie fabularnym do nich przede wszystkim jest adresowana.

Zanim nadeszły dekady pastelowo-akwarelowej chwały, Azpiri szlifował swój warsztat w popularnych seriach włoskiego rynku wydawniczego, takich jak Terror Blu, Il Vampiro czy właśnie Oltretomba. Podobnie jak w przypadku Milo Manary, charakterystyczne cechy wykształcającego się dopiero stylu odnaleźć można najłatwiej w postaciach kobiecych. Wyraźnie również widać źródła inspiracji, które w późniejszych pracach nie będą już takie oczywiste. W Damie z Panamy przykuwają wzrok ornamenty lustra, służącego tytułowej postaci jako wrota do świata żywych. Wyobraźnia wizualna Azpiriego w początkowym okresie przybierała podobne formy i kształty do tych, które widzimy u Philippe Druilleta. To ewidentne podobieństwo bynajmniej nie jest wadą. Nawet zapożyczony styl jest lepszy od całkowitego braku stylu, czyli chleba powszedniego wydawnictw kieszonkowych.

Przedstawiona tutaj legenda o zadurzeniu się przywódcy piratów w arystokratce z Panamy nie została tak do końca wyssana z palca. Henry Morgan (1635-1688) to postać autentyczna. Sam rzut oka na jego biografię wystarczy, by uświadomić sobie, jakim był gagatkiem. Tytułem Króla Bukanierów nie został raczej obdarzony za piękne oczy, wielkoduszność czy miłosierdzie. Na kartach historii zapisał się jako jeden z najskuteczniejszych piratów na żołdzie brytyjskiej korony, łupiąc za jej błogosławieństwem liczne hiszpańskie kolonie. Ukoronowaniem jego kariery bukaniera było zdobycie Panamy w 1671 roku, za które otrzymał tytuł szlachecki i stanowisko gubernatora Jamajki. Jak to z równie barwnymi postaciami bywa, Morgan nie jest oceniany przez historyków jednoznacznie. Zapewne najsurowsi są ci hiszpańscy, zaś angielscy najbardziej pobłażliwi. Dla kultury popularnej jest przede wszystkim atrakcyjnym zawadiaką, któremu z przyjemnością kibicujemy zarówno w militarnych, jak też miłosnych podbojach. Co się jednak dzieje, gdy scenarzyści dla odmiany sięgną po "ciemną" legendę tej postaci? Aby się o tym przekonać, wystarczy kliknąć w poniższe...

LINKI Z PANAMY:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Romans Morgana z Doñą Inez, córką gubernatora Panamy, stał się podstawą sympatycznego włoskiego swashbucklera Morgan il pirata (1960). Rozsławiony rolą Herkulesa Steve Reeves nie zgodziłby się nigdy na zagranie łajdaka, zatem jego Morgan jest wyjątkowo szlachetny, a piractwo w jego wydaniu to sam heroizm. Nic dziwnego, że piękna Valérie Lagrange szybko ulega jego męskiemu urokowi. Do takich właśnie piratów - dżentelmenów przyzwyczaiło nas kino. Dopiero fumetti neri ukazuje ich prawdziwe oblicze!

niedziela, 18 grudnia 2022

ZORA WAMPIRZYCA N°13 - PODWÓJNA TRUMNA

Tytuł oryginalny: Zora la Vampira

Serie II n.7 - La bara a due piazze

Wydawca: Edifumetto

Rok pierwszego wydania: 18 maj 1973

Scenariusz: Renzo Barbieri, Giuseppe Pederiali

Grafika: Birago Balzano

Skan edycji włoskiej:

Mal32 & Aquila della Notte (VintageComix)

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Cyfrowy prezent świąteczny dla cierpliwych czytelników: trzynasty tomik Zory, który nie tylko nie był pechowy, ale okazał się absolutnym przełomem! Właśnie w nim po raz pierwszy przedstawiona zostaje Frau Murder, druga po samej bohaterce najważniejsza postać serii. Tak, ważniejsza niż Mark Finney, który co prawda zdobył serce Zory, lecz póki co zaginął na wzburzonym morzu, nie wiadomo zatem, czy kiedykolwiek powróci. Ważniejsza także od Drakuli, którego co prawda uśmiercić nie tak łatwo, pojawiać się więc będzie regularnie, aby wikłać przemienioną przez siebie dziewczynę w kolejne fantastyczne awantury (za kilkadziesiąt tomików podszyje się z jej pomocą pod króla Polski!), ale na wiernego towarzysza po prostu się nie nadaje, co dobitnie ukazano chociażby w Podwójnej trumnie. Ogólnie na facetów, tą brzydszą i mniej wyrafinowaną płeć, nie bardzo jest sens liczyć. Kobietę do końca zrozumie tylko inna kobieta, zaś wampirzycę – tylko inna wampirzyca!

Ogłaszając w tym miejscu pojawienie się stałej partnerki Zory, co nieco osłabiam suspens tym, którzy fatygują się czytać słowo wstępne. Na razie bowiem Frau Murder, niemiecka brunetka o permanentnie nagich piersiach, ukazana została jak groźna antagonistka, którą bohaterka ma za zadanie ukatrupić. Wydaje się jednak, że od samego początku twórcy planowali, że Zora i Frau zostaną przyjaciółkami, a nawet czymś więcej... W kulturze popularnej nastała właśnie moda na wampirzyce, które mają się ku sobie. Na tyle, iż tradycyjne wysysanie krwi schodzi na dalszy plan. Istota tego pikantnego podgatunku horroru zawiera się w tytule jednego z najsłynniejszych filmów Jessa Franco, Vampyros Lesbos. Notabene, jest to jeden z nielicznych obrazów z przepastnej filmografii reżysera, który nie doczekał się dziesiątek alternatywnych tytułów. Dystrybutorzy słusznie uznali, że oryginału nie da się ulepszyć, na dodatek jest zrozumiały pod każdą szerokością geograficzną.

Frau Murder zadebiutowała dwa lata po wspomnianych Vampyros Franco, ale rok przed Vampyres José Ramóna Larraza, w którym Marianne Morris i Anulka Dziubinska stworzyły jeden z najgorętszych wampirzych duetów w historii. Nie sposób powiedzieć, czy na etapie przygotowywań do zdjęć czytały włoskie fumetti, zwłaszcza że źródeł inspiracji nie brakowało w samych kinach. Brytyjski Hammer atakował Wampirycznymi kochankami (1970) i Lust for a Vampire (1971), przesuwającymi granice tego, co można pokazywać w gotyckim horrorze. Także we Francji, gdzie filmowy przemysł unikał tematyki grozy, na jego marginesie już od 1968 roku działał Jean Rollin, proponując własną formułę wampirycznej erotyki. Wydaje się, że właśnie jego zmysłowe i oniryczne obrazy najsilniej podziałały na wyobraźnię twórców Zory. W przeciwieństwie do Hammerów, wyraźnie zdystansowanych względem demonicznych kreatur i dbających o ich finałowe unicestwienie, Rollin i Franco czynili swoje wampirzyce protagonistkami i nie wahali się przyjmować ich drapieżnego punktu widzenia. Po latach stało się jasne, że to ich podejście było ciekawsze i bardziej progresywne. Niewątpliwie był to idealny punkt odniesienia dla krwiopijczych żeńskich par w wydaniu komiksowym.

PODWÓJNE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Jak widać na powyższym zestawieniu plakatu Le Viol du Vampire (1968) z planszą ukazującą nietoperzą transformację Frau Murder, Zora czerpała pełnymi garściami od Rollina. Plakaty jego pierwszych filmów przygotowywał zresztą nie byle kto. Sami rozpoznajcie charakterystyczny styl tego znanego również w Polsce rysownika!