piątek, 12 lipca 2024

ZORDON N°04 - WEHIKUŁ CZASU

Tytuł oryginalny: Zordon

n.04 - La macchina del tempo

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: marzec 1975

Scenariusz: Ennio Missaglia

Grafika: Bruno Marraffa

Skan wydania włoskiego: Charles (VintageComix)

Opracowanie francuskiej translacji: AtomHic (BDtrash)

Cyfrowa rekonstrukcja: Old Man

Rekonstrukcja okładki: Cyfrowy Baron

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Czwarta odsłona rozpoczyna się in medias res, a zarazem in medio aevo. Jane i Zordon nadal tkwią w średniowieczu, które na zamieszkiwanej przez Wikingów Północy okazuje się nie tylko mroczne, ale i wyjątkowo mroźne. Jak na dobry cliffhanger przystało, położenie bohaterów jest dramatyczne, alarmujące, wręcz na krawędzi śmierci! Nawet jeśli trudno obawiać się o postać tytułową, której z oczywistych względów zabraknąć w serii nie może, to już los Jane pozostaje niepewny. Jako „nosicielka” niematerialnego kosmity może zostać w każdej chwili wymieniona na inny model. Jej ewentualne uśmiercenie z tomiku na tomik wydaje się jednak coraz bardziej nierealne, za wiele czasu się jej poświęca i zbyt istotną rolę pełnią w fabule jej psychoseksualne neurozy. Wątpliwe, by twórcy pożegnali się z nią, nie odkrywając wcześniej przyczyn jej jednoczesnej fascynacji i obrzydzenia aktem płciowym!

Zanim Jane będzie miała szansę uporać się z własnym rozchwianym libido, zostanie wystawiona na kolejne doświadczenia, które rozchwieją je jeszcze bardziej, tak daleko wykraczają poza powszechnie przyjęte normy. Czekają ją szokujące spotkania trzeciego stopnia, o jakich nie śniło się nikomu... poza nie znającymi wstydu scenarzystami fumetti per adulti! Byłoby rzecz jasna grubą przesadą przyznawanie im wyłączności w kwestii naruszania rozmaitych tabu. Całkiem odważnie poczynali sobie w latach 70. także włoscy filmowcy, kręcąc sekwencje nie do pomyślenia w żadnej innej dekadzie. Twórcy komiksów mieli jednak znaczącą przewagę, nie musieli liczyć się z całym sztabem ludzi odpowiedzialnych za realizację i wyprodukowanie obrazu filmowego, ani też użerać z upierdliwym urzędem cenzury. Rysownik mógł narysować praktycznie wszystko, co wymyśliła pokręcona wyobraźnia scenarzysty, zaś wydawca aprobował najbardziej szalone pomysły, świadomy komercyjnego potencjału strategii "walenia z grubej rury".

Manifestacyjne naruszenie obyczajowych tabu było jedyną wartością, jaką w fumetti neri dostrzegł niegdyś wybitny badacz komiksu Jerzy Szyłak. Czy istotnie nie ma tu niczego poza epatowaniem erotyką i obrzydliwościami na nigdy wcześniej niespotykaną skalę? Nie byłbym tego taki pewien. Rzecz jasna, seks i przemoc są niekwestionowanym kamieniem węgielnym „dorosłej” odmiany komiksu włoskiego. Zarazem dla zainteresowania czytelników niezbędne jest zbudowanie na tej solidnej podstawie wciągającej intrygi – zwłaszcza w przypadku serii, gdzie bez intrygującego bohatera i wciągających przygód daleko się nie zajedzie. Ta sztuka udawała się Włochom znacznie częściej, niż można sądzić po przypadkowo (i nie zawsze szczęśliwie) wybranych tomikach. A czy wam samym, drodzy czytelnicy, fabuła Zordona wydaje się wyłącznie pretekstem do mnożenia kontrowersyjnych scen?

WEHIKULARNE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Pytanie o zasadność tzw. mocnych efektów padało też przy okazji publikacji Kronik barbarzyńców, wysmakowanej plastycznie serii frankofońskiej autorstwa Jeana-Yves Mittona. Czy do zobrazowania dzikości tytułowych barbarzyńców konieczne były odcięte głowy i wyprute flaki wyzierające z każdej planszy? Czy aby na pewno trzeba było odmalowywać wszystkie warianty kopulowania, aby przekonać czytelników o wyjątkowej jurności wyznawców Odyna? Na ile zasadne są te zarzuty w odniesieniu do Mittona, można sprawdzić samemu, sięgając po niedawne polskie wydanie zbiorcze Barbarzyńców!

piątek, 5 lipca 2024

ASTEROIDA/WIĘZIENIE - KOREKTA!

Dla wszystkich, którzy zdążyli już pobrać Asteroidę przeklętych i Kosmiczne więzienie - udostępnione dotąd tomiki były niekompletne! Brakowało w nich jednej strony, którą widać na górze postu. Przykrym zrządzeniem losu nikt tego nie zauważył: ani ja sam (!), ani korektor (!!), ani nawet cięty na detale czytelnik szybkilester (dzięki którego interwencji na innej stronie usunięty został rażący byk ortograficzny!). Zamieniłem linki w obydwu postach i zachęcam wszystkich do downloadu poprawionej wersji. Nowe pliki można rozpoznać po dopisku POPR, dodatkowo Komiks Jutra ma zmieniony kolor logo. Mam nadzieję, że ten kiks tylko minimalnie popsuł radość z lektury, zwłaszcza że obecnie można zafundować sobie powtórkę z rozrywki w formie kompletnej!

PS. Link CBR poprawiony i obecnie istotnie prowadzi do Kosmicznego więzienia, a nie do Asteroidy. Oczywiście reedycja jest powtórką z rozrywki, lecz nie aż do tego stopnia!

niedziela, 30 czerwca 2024

KOMIKS JUTRA. KOSMICZNE WIĘZIENIE

Tytuł oryginalny: Fumetti del Futuro

n.14 - Carcere spaziale

Scenariusz: Carmelo Gozzo

Grafika: Lorenzo Lepori

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: lipiec 1991

Skan edycji francuskiej i dodatkowych stron z edycji włoskiej:

Leefirkins (BDtrash)

Rekonstrukcja cyfrowa: Old Man

Rekonstrukcja cyfrowa okładki i koncept polskiego tytułu:

Cyfrowy Baron

Czyszczenie dymków: Grifos

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Tym razem lekko „oszukiwana” premiera. Nie jest to całkiem nowy materiał, lecz reedycja opublikowanej niedawno Asteroidy przeklętych, wzbogacona o kilka retuszy kadrów i kilkanaście nowych plansz. Dotychczas w przypadku funkcjonowania dwóch alternatywnych wersji decydowałem się na jedną, moim zdaniem najlepszą. Często było to po prostu oryginalne wydanie, ale nie zawsze! Na przykład plansze, jakie na potrzeby przedruku Królewskiej czaszki w latach 80-tych dorysował sam Roberto Raviola, są tak udane, że od tamtej pory dla każdego kolejnego wydawcy stanowią integralną część dzieła. Stąd też ich obecność w polskim przekładzie.

Z Asteroidą/Więzieniem sprawa była trudniejsza. Nowe plansze wyglądają perfekcyjnie, zmieniają natomiast profil gatunkowy z pikantnej futurystycznej grozy na futurystyczną grozę porno. Choć przy ukazywaniu przemocy twórcy od początku nie mieli zahamowań, nie było ich pierwotnym założeniem epatować do tego stopnia seksem. Jeśli kilka lat później zmienili zdanie, należałoby rozumieć to nie tyle w kategorii „wersji reżyserskiej”, ile alternatywnej edycji, rozkładającej inaczej akcenty, zgodnie z ówczesnymi upodobaniami spragnionych ostrej erotyki czytelników.

Na tym założeniu opierała się cała seria Fumetti del Futuro, wychodząca w latach 1989-1996 i zamykająca się na 33 numerach, co do jednego będących wznowieniami klasycznych historii z Storie Blu i Terror Blu Doppio. Przy okazji premiery Planety swastyki wspominałem o reedycji hardcore, w której już sama okładka z mocniej roznegliżowaną blondynką wskazuje, w jakim kierunku poszły zmiany. W tamtym przypadku niższy poziom dodatkowych plansz, nie podpisanych zresztą przez Angelo Todaro, automatycznie ustawiał poprzednią wersję jako jedyną wartą uwagi. Podobnie sprawa się miała z Uzurpatorką, gdzie co prawda za „dokrętki” odpowiadał sam Francesco Blanc, lecz wykonując je z nieco mniejszą starannością.

Istniało kilka wariantów "ulepszonych" edycji. Jakko z bloga Groovy Age of Horror wyróżnia trzy podstawowe. Pierwszy, najmniej inwazyjny, polegał na dodawaniu stron, bez ingerencji w oryginalny materiał. W drugim nie poprzestawano na dodatkowych planszach, modyfikując także szczegóły tych oryginalnych (odsłaniając i akcentując wszystkie anatomiczne szczegóły). Trzecia metoda poczynała sobie z pierwowzorem najzuchwalej, znacząco redukując liczbę oryginalnych stron w celu zastąpienia ich pikantniejszymi. Przy takich rewolucjach sens całej historii nie tylko się zmieniał, ale czasami zupełnie ulatniał!

Niezależnie od zabiegów poczynionych w środku tomiku, okładki i tytuły były najczęściej zmieniane tak, aby mocniej zaakcentować erotyczny wymiar historii. I tak Disciplina infernalePiekielna dyscyplina (Storie Viola 1) przekształcała się w Piaceri DiaboliciDiaboliczne Przyjemności (Libidine Blu 4), zaś L’Inferno di RocciaSkalne piekło (Terror Blu 147) ustąpiło miejsca Libidine SelvaggiaDzikiej żądzy! Na tle tych mięsistych przykładów tytuł Kosmiczne więzienie wydaje się wręcz neutralny, należy jednak wziąć poprawkę na popularny wówczas filmowy nurt WIP (Women in Prison), więzienną eksploatację, w którą opowieść Gozzo i Leporiego pomimo całego futurystycznego sztafażu wpisuje się jak ulał.

KOBIECO-WIĘZIENNE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Ze względu na brak ograniczeń wiekowych dla tej strony przykładowe plansze zostały optycznie ocenzurowane. Zainteresowanych wypikselowanymi obszarami zachęcam do odwiedzenia stron VintageComix (gdzie wspomniane tomiki są do pobrania) oraz Zero in condotta (gdzie można poczytać je online)!

piątek, 21 czerwca 2024

STORIE BLU. ASTEROIDA PRZEKLĘTYCH

Tytuł oryginalny: Storie Blu

n.09 - L'asteroide dei dannati

Scenariusz: Carmelo Gozzo

Grafika: Lorenzo Lepori

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: luty 1980

Skan edycji francuskiej i dodatkowych stron z edycji włoskiej:

Leefirkins (BDtrash)

Rekonstrukcja cyfrowa: Old Man

Czyszczenie dymków: Grifos

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Nareszcie one-shot! Trzy regularne serie są tak absorbujące, że znacznie trudniej znaleźć czas na opracowanie czegoś innego. Na dodatek za każdym razem trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, czy akurat danej historii warto poświęcać czas. Asteroida przeklętych bez dwóch zdań takim wartościowym tomikiem jest, a w rankingu najlepszych odsłon Storie Blu mogłaby liczyć na wysoką pozycję. Duża w tym zasługa całkiem zgrabnego, utrzymującego suspens scenariusza Carmelo Gozzo. Zaskoczeń tu co niemiara, na przykład sam prolog tej futurystycznej opowieści, który rozgrywa się... podczas Rewolucji Francuskiej! Główna bohaterka budzi sympatię i łatwo jej się kibicuje. Chyba sam Gozzo polubił ją bardziej niż większość swoich protagonistek, skazując na nieco mniejsze sponiewieranie psychiczne i fizyczne. Oczywiście dziewczyna z fumetti grozy o mocnych akcentach erotycznych swoje musi wycierpieć, bez względu na sympatię autora!

Scenariusz scenariuszem, ale prawdziwą gwiazdą tomiku jest rysownik, Lorenzo Lepori. Jeden z najzdolniejszych „fummeciarzy”, który z kieszonkowej formy potrafił uczynić dzieło sztuki. Próbkę jego talentu mieliśmy już w Królowej Ciemności, swoistym sequelu opowieści o krwawej hrabinie Bathory. Jednakże porównanie tego tomiku z Asteroidą nie zostawia wątpliwości, że gotyckie atrakcje w rodzaju opuszczonych, spowitych pajęczyną zamczysk nie kręciły go nawet w połowie tak bardzo, jak motywy futurystyczne. Dopiero odmalowując miasta przyszłości, krążowniki międzygalaktyczne, tudzież czasoprzestrzenne portale, czuł się jak ryba w wodzie, poświęcając planowaniu, rozrysowywaniu i dopieszczaniu plansz znacznie więcej czasu, niż tego wymagała norma w obliczonym na masowy przemiał przemyśle komiksowym. Na precyzyjne, bogate w detale grafiki Leporiego patrzy się zawsze z przyjemnością, a gdy towarzyszy im wciągająca historia, trudno nie zacierać rąk na samą myśl o tak wybornej komiksowej uczcie. Obecnie dostępnej także po polsku!

Maestria Leporiego budzi uznanie, zatem trudno zignorować jakikolwiek jej objaw. Chociażby dodatkowe plansze, powstałe na potrzeby reedycji historii w wersji "hard". Rysownik najwyraźniej nie miał nic przeciwko procederowi, przed jakim wzdragał się chociażby Angelo Todaro, którego prace również doczekały się ponownego wydania z dodatkowymi, wypełnionymi ostrą erotyką planszami. Podczas gdy Todaro i wielu innych umywali ręce, zostawiając wykonanie wstawek XXX innym, zazwyczaj znacznie mniej zdolnym kolegom po fachu, Lepori wziął pełną odpowiedzialność również za tę nową, dosadną wersję historii. Dorysowując nowe plansze, zmodyfikował również wiele innych tak, aby zostawiały znacznie mniej niedopowiedzeń w kwestiach anatomicznych. Tym samym również przy nowej edycji osiągnął efekt spójności, niemożliwy w przypadku chałupniczo wykonanych plansz z innych reedycji „hardcore”.

W związku z powyższym miałem problem, na jaką wersję się zdecydować: łagodniejszą czy ostrzejszą? W końcu nie każdy miłośnik horroru sci-fi pragnie być świadkiem ciągnącego się przez kilka stron spółkowania (nie zawsze konsensualnego!). Sam niespecjalnie przepadam za oglądaniem organów płciowych w stanie zbliżenia... chyba że odmalowuje je ktoś tak zdolny jak Magnus, Leone Frollo czy właśnie Lorenzo Lepori! Dlatego też komiks zaprezentowany zostanie nie w jednej, a dwóch wersjach, zgodnie z oryginalną praktyką wydawniczą Ediperiodici. Pierwsza to wydanie oryginalne, czyli 9-ty tomik serii Storie Blu. W następnym poście pojawi się natomiast wersja „poprawiona”, opublikowana pod zmienionym tytułem na łamach Fumetti del Futuro. Ciekawe, która edycja cieszyć się będzie większą popularnością pośród polskich czytelników?

ASTEROIDALNE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Nie sposób ukryć, że projektanci wnętrz futurystycznej kolonii karnej czerpali inspirację z prac Philippe Druilleta. Pytanie tylko, jak po upływie setek, a może tysięcy lat udało im się natrafić na albumy akurat tego rysownika? To ci dopiero kosmiczna zagwozdka!

poniedziałek, 27 maja 2024

ZORA WAMPIRZYCA N°23 - REINKARNACJA

Tytuł oryginalny: Zora la Vampira

Serie II n.19 - Vampirizzazzione

Wydawca: Edifumetto

Rok pierwszego wydania: 02 listopad 1973

Scenariusz: Renzo Barbieri, Giuseppe Pederiali

Grafika: Birago Balzano

Skan edycji włoskiej:

Mal32 & Aquila della Notte (VintageComix)

Cyfrowa korekta okładki: Cyfrowy Baron

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Czy reinkarnacja jest tożsama z wampiryzacją? Skądże znowu! Po ukąszeniu jednej z kreatur nocy może co najwyżej dokonać się wampiryczna rezurekcja. Nie ma rady, należy się wyspowiadać z różnicy pomiędzy włoskim tytułem i wersją polską. Nie jest to całkowita samowolka z mojej strony, powielam tylko koncept Elvifrance. Wydawnictwa, które nie miało oporów przed „ulepszaniem” zakupionego tytułu, chociażby poprzez rozbudowywanie oryginalnych dialogów. Nie wszystkie pomysły francuskiego wydawcy były szczęśliwe, nagminnego cenzurowania plansz nie zapomni im nikt! Niektóre ze zmian miały jednak sens. Chociażby zignorowanie dwóch epizodów nie podpisanych przez Birago Balzano, będących graficzną i fabularną katastrofą – Il sogno di Zora oraz Un tuffo nel sangue. Poszedłem za przykładem Elvifrance, pomijając te dwa tomiki w polskim przekładzie. Powstał tym samym precedens: w razie poważnych wątpliwości co do wersji oryginalnej, podążam za edycją francuską. Zamiast wstydliwie przemilczać ten fakt, wyjaśniam zawsze powody swojej decyzji, a kto ciekawy, niech czyta!

Motywacja do zmiany tytułu niniejszego epizodu jest oczywista: w kontekście fabuły znacznie więcej sensu ma ten francuski. Zora istotnie snuje plany zwampiryzowania pewnej osoby, co mogłoby wybawić ją z poważnych tarapatów, ale ostatecznie do niczego nie dochodzi. Rzeczona osoba nie pozwala się ugryźć, a bohaterka musi szukać innego wyjścia z podbramkowej sytuacji, przy czym fakt bycia wampirzycą raczej jej szkodzi niż pomaga. Tymczasem reinkarnacja urasta wręcz do rangi motywu przewodniego historii, dochodzi do niej bowiem dwa razy: najpierw za sprawą mściwego ducha młodej Cyganki, następnie na skutek audiencji u Szatana, łaskawie przyzwalającego komuś ze swoich podopiecznych powrócić na ziemię w zgoła innej postaci.

Sam koncept reinkarnacji nie jest typowy dla chrześcijaństwa, najmocniej wybrzmiewając w hinduizmie. Stale obecny w dziełach kultury indyjskiej, nierzadko objawia się w motywie odrodzenia się w celu wyrównania rachunków z poprzedniego życia. Na przykład w Karan Arjun, kinowym hicie z lat 90. Tytułowi bracia, odtwarzani przez gwiazdorów Bollywood, Shah Rukh Khana i Salman Khana, na samym początku filmu zostają zamordowani przez wrednego Amrisha Puri. Zrozpaczona matka zabitych prosi o pomoc boginię Kali, która przenosi ich dusze w ciała noworodków. Po dwudziestu latach uświadamiają sobie, że zostali zreinkarnowani i decydują się zemścić na swoim oprawcy. Jak widać, bogini Kali sprawiedliwa, choć… nierychliwa! Dystans czasowy pomiędzy zbrodnią i karą wydaje się w tym wypadku zdecydowanie za długi, przynajmniej dla widza z naszego kręgu kulturowego. Na szczęście w cechujących się błyskawicznym tempem przygodach Zory reinkarnacja ma znacznie szybszy przebieg!

ZREINKARNOWANE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Straszliwy wygląd Kali daje dobitnie znać, że z tą boginią nie warto zadzierać. W Karan Arjun odgrywa jednak ona pozytywną rolę, umożliwiając pokrzywdzonym zemszczenie się. Być może w ten sposób Bollywood starało się poprawić wizerunek rodzimej bogini, mocno nadszarpnięty w drugiej części przygód Indiany Jonesa, gdzie reprezentowała totalne zło, a jej najgorliwszym wyznawcą był niejaki Mola Ram, odtwarzany przez… Amrisha Puri, etatowego odtwórcę ról czarnych charakterów!

wtorek, 14 maja 2024

LUCIFERA N°21 - URBAN II

Tytuł oryginalny: Lucifera

n.21 - Urbano II°

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: czerwiec 1973

Scenariusz: Giorgio Cavedon

Grafika: Tito Marchioro

Skan edycji włoskiej:

Charles (VintageComix)

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Opracowanie okładki: Cyfrowy Baron

Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu? Niewątpliwie tam właśnie kieruje swój statek kapitan Parodi, przekonany przez Luciferę o jej szczerym zamiarze dostarczenia Graala do rąk własnych papieża. Marynarz wykazuje się w równej mierze szlachetnością, co naiwnością, dając wiarę kobiecie, która dopiero co swemu dotychczasowemu partnerowi wbiła nóż w plecy, a na dodatek nosi imię jednoznacznie kojarzące się z siarką piekielną. Nawet przy założeniu, że nie świadczy ono o bliskiej relacji z diabłem, tylko o samym ognistym temperamencie, w głowie nawet średnio rozgarniętego kapitana powinna się zapalić lampka ostrzegawcza! Zdarza się, że pozory mylą. Można nazywać się choćby Diabolina i ostatecznie okazać miłą, troskliwą ciocią. Gdy jednak bohaterowie fumetti per adulti okazują się równie wyrozumiali wobec demonicznych kobiet, co ostatnie produkcje Disneya, dość kiepsko na tym wychodzą!

Łatwo rzecz jasna mądrzyć się z pozycji czytelnika, mającego pełny ogląd sytuacji i dostęp do najskrytszych myśli dwulicowej bohaterki. Na co dzień ze świecą szukać tego, kto nie uległby gładkim słówkom i jeszcze gładszemu licu przedstawicielki płci pięknej. Wygląda na to, że nie tylko błądzący po omacku, łatwi do zwiedzenia ludzie świeccy, ale nawet ślubujący celibat, rozmodleni i regularnie spryskiwani wodą święconą księża nie są całkowicie odporni na ich wpływ! Najbardziej narażeni są ci najniżsi stopniem, znajdujący się najbliżej urodziwych parafianek. Zatem im wyżej w kościelnej hierarchii, tym większy dystans do spraw doczesnych, w tym kwestii cielesnych? Tej śmiałej tezie przeczą liczne przykłady wysoko postawionych dostojników, u których apetyt na niewieście wdzięki bynajmniej nie zmalał, a nawet przybrał na sile w związku z możliwościami, jakie stwarzało piastowane przez nich stanowisko. Władza i bogactwo może zawrócić w głowie nawet tym na samej górze. Aby przekonać się o skali rozpusty co niektórych władców Watykanu, wystarczy sięgnąć po dwa papieskie cykle komiksowe spod scenariusza Alejandro Jodorowskiego, Borgia i Straszny Papież. Co prawda bohatera tego drugiego tytułu zupełnie nie kusiły kobiety, więc przynajmniej w tym wypadku nie można obarczyć ich winą za męskie występki.

Zdecydowanie nie każdy papież dokazywał tak, jak ci zrodzeni z nieokiełznanej wyobraźni Jodorowskiego. Nawet ich historyczne pierwowzory, Aleksander VI i Juliusz II, pomimo ewidentnych wad zachowywały na co dzień znacznie większą wstrzemięźliwość. A już krystaliczną reputacją cieszył się Urban II, tytułowy bohater 21. tomiku Lucifery, zasiadający na tronie piotrowym w latach 1088–1099. Najważniejszym dokonaniem jego dziesięcioletniego pontyfikatu okazało się zainicjowanie wojen krzyżowych. Dał im początek, wzywając do "wojny świętej" na synodzie w Clermont 27 listopada 1095. Sam papież usłyszał jeszcze o pierwszych zamorskich triumfach zmotywowanego przez siebie rycerstwa, jednak wiadomość o zdobyciu Jerozolimy dotarła do Watykanu już po jego śmierci. Jak widać, seria nader swobodnie poczyna sobie z chronologią wypadków. Upadek Jerozolimy miał miejsce w tomiku dziewiątym, upłynął więc szmat czasu, a Urban II wciąż żyje i z ferworem wygłasza kazania! Czy ten dobrostan potrwa jeszcze długo, przekonamy się podczas lektury...

PAPIESKIE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Gra strategiczna Crusader Kings daje szansę wcielenia się w postać inicjatora krucjaty. Ale dlaczego ma on za przydomek "The Priest-Hater"? Wątpliwe, by chodziło tu o nienawiść względem własnej profesji. Najwyraźniej Urban II zaklasyfikowany został jako ksiądz-hejter, który swoimi ziejącymi nienawiścią do innowierców słowami doprowadził do wielkiego rozlewu krwi!

czwartek, 2 maja 2024

ZORDON N°03 - EPOKA WIKINGÓW

Tytuł oryginalny: Zordon

n.03 - L'era dei Vikinghi

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: luty 1975

Scenariusz: Ennio Missaglia

Grafika: Bruno Marraffa

Skan wydania włoskiego i francuskiej translacji:

Charles (VintageComix), AtomHic (BDtrash)

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Jaskiniowcy muszą zaczekać! Jak na urządzenie z początku XIX wieku przystało, maszyna czasu nie jest urządzeniem w pełni niezawodnym i potrafi pomylić się w kalkulacjach o ładne kilka, jeśli nie kilkadziesiąt tysięcy lat. Jane i Zordon, okupujący obecnie jej umysł, nie trafiają zgodnie z planem do paleolitu, lecz w epokę już nowożytną - epokę Wikingów!

O ile dla bohaterów takie miejsce przeznaczenia wynika ze wspomnianej niedoskonałości dopiero co zbudowanego wehikułu, o tyle dla samej serii z marketingowego punktu widzenia jest zagraniem pewniejszym niż eksplorowanie prehistorii. Oczywiście, jej przedstawienia również bywają ciekawe, zwłaszcza gdy wbrew ustaleniom naukowym łączy się pierwszych ludzi z wcześniejszymi od nich dinozaurami. Tym niemniej scenarzysta rozpoczyna podróż poprzez epoki na X wieku naszej ery, posyłając machinę czasu pośród skandynawskich wojowników, którzy jak mało które wojownicze plemię wpisali się w zbiorową świadomość ludzkości.

Dlaczego oni, a nie inne zbrojne ludy, takie jak Wizygoci, Hunowie czy Wandalowie? Każde z nich zna się z nazwy, ale tylko zagorzali pasjonaci historii potrafią o nich powiedzieć coś konkretnego. Tymczasem gdy tylko pada miano Wikingów, przed oczyma pojawiają się charakterystyczne długie łodzie - drakkary (czy kojarzymy jakieś inne nazwy statków z dawnych wieków?), jak też bojowy rynsztunek z rogatymi hełmami na czele (czego akurat nie potwierdzają historycy!). Nordycki panteon wydaje się nam prawie tak bliski jak grecko-rzymski. Ba, za sprawą marvelowskiej reinterpretacji imiona Odyna, Thora i Lokiego są obecnie bardziej rozpoznawalne niż Zeusa i Hefajstosa.

Dreszczyk emocji, jaki odczuwamy na samo wspomnienie "ludu marynarzy z Północy", potęguje w przypadku fumetti per adulti zapowiedź czegoś potencjalnie dzikszego i bardziej grzesznego niż obrazy rodem z filmów przygodowych. Można spodziewać się, że strategia przedstawiania danego okresu historycznego w jego najbrutalniejszym, a zarazem najmniej pruderyjnym aspekcie, sprawdzi się idealnie w przypadku epoki, która już w powszechnym odczuciu nie należała do najdelikatniejszych. Bezpardonowa walka wręcz, szlachtowanie i podpalanie, rabowanie i przetrzebianie - te nordyckie atrakcje to zaledwie punkt wyjścia dla szalonej wyobraźni twórców!

WIKINGOWSKIE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Rogate hełmy, których Wikingowie z X wieku najprawdopodobniej nie znali, zaczęły być powszechnie z nimi kojarzone za sprawą Pierścienia Nibelunga, operowego cyklu Ryszarda Wagnera. Nie wszystko z tego monumentalnego dzieła przyjęło się równie dobrze, na przykład germański Wotan to nadal "niszowe", znacznie mniej rozpoznawalne wcielenie skandynawskiego Odyna...