niedziela, 22 października 2023

STORIE BLU. UZURPATORKA

Tytuł oryginalny: Storie Blu

n.13 - L'usurpatrice

Scenariusz: Carmelo Gozzo

Grafika: Francesco Blanc

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: czerwiec 1980

Skan oryginalnego wydania włoskiego:

Charles (VintageComix)

Rekonstrukcja cyfrowa: Old Man

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Powrót Storie Blu, czyli fantastyki naukowej podszytej grozą, bądź też grozy podszytej fantastyką! Jedna z tych serii, których praktycznie każda odsłona ma do zaproponowania jakiś ciekawy pomysł, mający szansę należycie się rozwinąć dzięki słusznej ilości stron. Niestety, również za sprawą obszerności Błękitne historie nie goszczą na blogu zbyt często. Pracy przy nich tyle, co przy dwóch "regularnych" tomikach, a gdy dodamy do tego kiepską jakość większości skanów wyjściowych, wymagającą kompleksowych i czasochłonnych zabiegów rekonstrukcyjnych, narzuca się oczywiste pytanie, czy gra warta jest świeczki? Może lepiej zabrać się za coś objętościowo mniejszego i wdzięczniejszego pod kątem obróbki graficznej, dzięki czemu kolejne czarcie projekty pojawiać się będą z większą regularnością?

Postanowiłem jednak podjąć ryzyko zagrzebania się w jednym tomiku na długie tygodnie! Niekoniecznie motywowały mną wyjątkowe walory estetyczne dzieła, jak miało to miejsce na przykład przy ”baśniach dla dorosłych” Magnusa. Niedopartym impulsem okazał się seans nowego filmu Brandona Cronenberga, który podobnie jak niegdyś jego ojciec odważnie poczyna sobie w domenie horroru science fiction. Infinity Pool, z którym Uzurpatorka rezonuje zaskakująco dobrze, ma wręcz szansę na status dzieła kultowego, do czego przyczynia się zarówno boska Mia Goth w roli głównej, jak też niewątpliwa drapieżność i transgresyjność fabuły. Do obiegu trafiły dwie wersje dostosowane do odpowiednich kategorii wiekowych. Podczas gdy purytańska Ameryka ogląda w kinach R-kę, w "dekadenckich" krajach europejskich, takich jak Niemcy czy Francja, zapoznać się można z wariantem dłuższym i bezwstydniejszym. Niestety, jak dotąd żaden dystrybutor nie pokusił się o sprowadzenie Infinity... na polskie ekrany, tym niemniej bywalcy Nowych Horyzontów mieli okazję do zapoznania się z filmem w wariancie NC-17, czyli w pełnej krasie. Zresztą wyłącznie po godzinie 22:00, jak na prawdziwy „film dla dorosłych” przystało!

Nie wiadomo, jakimi utworami inspirował się Brandon Cronenberg przy tworzeniu scenariusza. Centralny koncept, którego nie sposób wyjawić nie psując ludziom frajdy, pojawiał się w fikcji fantastycznonaukowej już wcześniej. Zapewne także Carmelo Gozzo, pisząc w 1980 roku skrypt do swojego fumetto, miał już za sobą solidną porcję literatury sci-fi na ten sam temat. Tym niemniej obydwaj twórcy wyciągnęli z konceptu bardzo podobne, nihilistyczne, a zarazem nieodparcie logiczne konkluzje. Obaj też postarali się nie wchodzić zanadto w techniczne szczegóły, w słusznym przekonaniu, że nie one są dla odbiorców najciekawsze, a ich samych mogą zdemaskować jako kompletnych laików. Przy czym Croneberg wykpił się zupełnie, unikając jakichkolwiek naukowych wyjaśnień, podczas gdy Gozzo zadbał o racjonalne uzasadnienie ukazanego fenomenu. Czy udało mu się wyjść z zadania obronną ręką? A może poziom absurdu przekroczył dopuszczalne granice, czyniąc całość bardziej śmieszną niż straszną? Odpowiedź na te pytania zależy od indywidualnej wrażliwości czytelnika - zachęcam do dzielenia się wrażeniami! Na pewno warto zmierzyć się z Uzurpatorką, dla której seans Infinity Pool będzie wdzięcznym uzupełnieniem (bądź vice versa!)

UZURPATORSKIE LINKI:

MEGA (CBR)

PDF (MEDIAFIRE)

Podobnie jak film Cronenberga, komiks Gozzo i Francesco Blanca istnieje w dwóch wersjach, przy czym ta druga powstała nie tyle z szczerej chęci twórców, co z bieżącej potrzeby włoskiego rynku. Cała seria Fumetti del Futuro składała się z reedycji wcześniejszych tytułów, wzbogaconych o dosadniejsze sceny kopulacji. Także nowa okładka odzwierciedla odmienny od pierwotnego punkt ciężkości fabuły…

środa, 27 września 2023

ZORA WAMPIRZYCA N°19 - PANI ŚMIERĆ

Tytuł oryginalny: Zora la Vampira

Serie II n.15 - Signora Morte

Wydawca: Edifumetto

Rok pierwszego wydania: 7 wrzesień 1973

Scenariusz: Renzo Barbieri, Giuseppe Pederiali

Grafika: Birago Balzano

Skan edycji włoskiej:

Mal32 & Aquila della Notte (VintageComix)

Retusz okładki: Cyfrowy Baron

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Ciąg dalszy rzymskiej przygody Zory, goszczącej w Wiecznym Mieście w celach skrytobójczych! Kandydatem do wyprawienia na tamten świat jest szwagier Frau Murder, stojący jej na drodze do wielkiej fortuny. Oczywiście nie może się obyć bez pewnych komplikacji, wynikających z nietypowych upodobań rzeczonego arystokraty, przy których masochistyczne zachcianki jego brata okazują się niewinną igraszką. Gdyby ktoś jeszcze zastanawiał się, w jakim celu urządził w podziemiach swojego pałacu tajną ceremonię z ułożonym w trumnie ciałem dziewczyny, wszelkie wątpliwości rozwiewa tytuł francuskiej edycji: Nekrofilia!

Zdumiewa taka dosadność Elvifrance w kontekście stosowanych przez to wydawnictwo zabiegów usuwania wszelkich „problematycznych” plansz i przepisywania zanadto pikantnych dialogów. Tomik 19. nie jest pod tym względem wyjątkiem. W wersji francuskiej wypadła z niego chociażby plansza, na której Zora z odsłoniętą piersią odpędza się od adeptów makabrycznego kultu, tudzież plansza z niecnymi myślami doktora, rozważającego skorzystanie z wdzięków nieprzytomnej pacjentki. Choć ingerencji cenzury na tym etapie publikacji Zara La Vampire nie było jeszcze tyle, co w latach późniejszych, działała ona bardzo konsekwentnie. Tym bardziej dziwi fakt, że możliwa była zmiana tytułu z enigmatycznej Pani Śmierci na bardzo precyzyjną definicję seksualnej perwersji, która nawet u amatorów niegrzecznych zabaw łóżkowych może wywołać niesmak!

Możliwe, że tym razem cenzorzy po prostu przysnęli i dopiero gdy tomik trafił do kiosków, złapali się za głowę i postanowili nigdy więcej nie dopuścić do podobnych fanaberii. Istotnie, tego typu inwencji twórczych nie było w nazewnictwie późniejszych odcinków Zary. Niewykluczone jednak, że akurat stosunek płciowy z nieboszczką jest na tyle rozpoznawalnym i powtarzającym się toposem w literaturze francuskiej, że jego pojawienie się w ramach wytworu kultury popularnej zostało przyjęte jako coś naturalnego, nie wzbudzając większych emocji. Jeśli nawet pominiemy pisma Markiza de Sade, które w latach 70. dostępne już były w wydaniach kieszonkowych, znacznie szacowniejsi ludzie pióra, jak Charles Baudelaire czy Joris-Karl Huysmans, również rozpisywali się z lubością o niebywałej rozkoszy obmacywania zimnych członków. Zatem, jak mówią sami Francuzi, chacun à son goût! O gustach się nie dyskutuje, natomiast o tych najbardziej osobliwych nawet ciekawie poczytać!

LINKI PROSTO Z KOSTNICY:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Literatura to jeszcze nic, francuskie piśmiennictwo medyczne ma we wspomnianej materii status pioniera! Terminu "necrophilia" użył po raz pierwszy belgijski lekarz psychiatrii Joseph Guislain (1798-1860), opisując słynny przypadek Wampira z Montparnasse, profanującego zwłoki w celach lubieżnych. Nekro-amantem okazał się François Bertrand (1823–1878), sierżant armii (a jakże!) francuskiej. Magazyn Détective opatrzył artykuł o jego wyczynach powyższym drzeworytem.

środa, 13 września 2023

LUCIFERA N°17 - KIEDY ZŁO TRIUMFUJE

Tytuł oryginalny: Lucifera

n.17 - Quando il male trionfa

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: luty 1973

Scenariusz: Giorgio Cavedon

Grafika: Tito Marchioro

Skan wydania niemieckiego:

Charles (VintageComix)

Rekonstrukcja cyfrowa: Old Man

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Po wakacyjnej przerwie diablica powraca w pełnym rynsztunku bojowym! Ze zbroją jej do twarzy, o wiele bardziej niż ze zwiewną sukienką czy innymi damskimi fatałaszkami. Czemu tak długo zwlekała z założeniem kolczugi i naramienników, pasujących do niej jak ulał? Najwyraźniej ilustrator okładek również nie mógł się tego faktu doczekać i już na obwolucie numeru ósmego fantazjował, jak wyglądałaby bohaterka w ferworze bitwy. Była to jednak klasyczna marketingowa zmyłka. Lucya co prawda przywdziała z okazji krucjaty zbroję i hełm, lecz tylko na czas morskiej podróży, w celu zmylenia męskiego towarzystwa. Później aż do końca arabskiej przygody nosiła kobiece stroje, drażniąc zmysły krzyżowców i wyznawców Allaha pospołu. Jednak narowistej natury nie da się oszukać i kiedy tylko na niemieckich ziemiach Faust wcielony został do Zakonu Krzyżackiego, Lucya udowodniła wszystkim swoją sprawność w walce, aby towarzyszyć ukochanemu z bronią w ręku.

Tym samym dochodzimy do odpowiedzi na postawione powyżej pytanie. Przyczyną znikomej aktywności Lucifery w materii, do której wydaje się stworzona, czyli uprawiania wojny, było dotąd jej gorące uczucie do Fausta. Człowieka mężnego, zdolnego nawet do walki o jakąś szlachetną sprawę (na krucjatę zaciągnął się z własnej woli!), lecz w głębi duszy pacyfisty, nie odczuwającego żadnej radości z wymachiwania mieczem. Miłość jest ślepa, lecz jak Lucifera wyobraża sobie życie z takim idealistą? Zapewne najbardziej ucieszyłaby się z jego przejścia na ciemną stronę, odrzucenia zasad moralnych i zaakceptowania przynależności do piekła (zgodnie z podpisanym niegdyś cyrografem). A może wręcz przeciwnie, ulegając pokusom i odrzucając skrupuły straciłby w jej oczach cały swój urok? W końcu przeciwieństwa najbardziej się przyciągają. Gdyby na dodatek zaczął przejawiać wodzowskie zapędy, mógłby zagrozić jej dominującej pozycji, czego żadna hetera nie lubi.

Sama esencja serii zasadza się na niezmienności relacji dwójki protagonistów: Faust musi pozostać mężczyzną szlachetnym, choć nierzadko błądzącym, a Lucifera sprowadzająca go z właściwej ścieżki kusicielką, którą niefortunny afekt do śmiertelnika pakuje w kolejne awantury. Dynamika tego związku może jednak ulegać daleko idącym zmianom, tak jak to ma miejsce obecnie. Okazuje się, że gdy diablica zakosztowała krwi, amory schodzą na dalszy plan! Krnąbrnego Fausta jest nawet w stanie posłać do celi, aby o chlebie i wodzie medytował nad głupotą swojego oporu wobec niemoralnej propozycji kochanki. Ujmując rzecz po freudowsku, nastąpiła u Lucifery sublimacja popędu płciowego: pragnienie męskiego ciała przerodziło się w żądzę krwi i władzy. Jak długo utrzyma się ten stan rzeczy i jak wysoką pozycję wywalczy sobie bezwzględna kobieta na czele armii najemników? Przekonają się o tym wszyscy czytelnicy 17. tomiku!

TRIUMFALNE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Nie ma żadnego dowodu na to, że Kriss de Valnor inspirowana była jakąś wcześniejszą komiksową bohaterką, jednak jej charakterologiczne i wizerunkowe podobieństwo do Lucifery skacze do oczu. Żadna z nich nie ma obiekcji przed zajęciem tronu i wydawaniu rozkazów. Obydwie też zapałały afektem do zbyt porządnego na ich gust faceta...

sobota, 26 sierpnia 2023

TERROR. DANSE MACABRE

Tytuł oryginalny: Terror

n.03 - La danza macabra

Scenariusz: Renzo Barbieri

Grafika: Leone Frollo

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: styczeń 1970

Skan oryginalnego wydania włoskiego:

Paguroselvaggio (VintageComix)

Projekt okładki: Old Man

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Jedyna sierpniowa translacja, czemu trudno się dziwić! Wakacyjne miesiące nie sprzyjają ślęczeniu nad skanami, zdecydowanie większą frajdę sprawia lektura papierowych tomików na świeżym powietrzu, gdy wdzięcznie świeci słoneczko, a wokół ćwierkają ptaszki. Wielkimi krokami zbliża się jednak szara i smutna jesień, której nieuchronne nadejście warto umilić lekturą klasycznego fumetti grozy! Tym razem wyjątkowo grzecznego, reprezentacyjnego dla wczesnego okresu Terroru: serii, która na przestrzeni lat stała się znacznie śmielsza, podnosząc coraz wyżej poprzeczkę tego, co włoskiemu komiksowi popularnemu godzi się pokazywać. Jednakże w styczniu 1970 roku do włoskich odbiorców trafił tomik odpowiadający najbardziej tradycyjnym gustom, mający szansę spodobać się nawet tym, którzy dekadę wcześniej pomstowali na „deprawujące” magazyny spod szyldu EC Comics.

W tym momencie przyznaję się bez bicia do dokonania ostrej selekcji i wzięcia na warsztat wyłącznie najdłuższej historii z tomiku liczącego ich sobie aż pięć! Wybiórczość ta podyktowana została w pierwszej mierze niewystarczającą mocą przerobową we wspomnianym leniwym okresie wakacyjnym, ale też trzeźwą oceną jakości artystycznej zbioru. Nie bez powodu opowieść z grafiką Leone Frollo wybrano na tytułową. Wśród pozostałych na dłużej w pamięci zostaje tylko Zombi a cottimo, krótka makabreska, w której pewien cwany przedsiębiorca postanawia zatrudnić w swojej fabryce umarlaków jako najtańszą siłę roboczą. Zabawna rzecz, lecz nie do tego stopnia, by zaraz brać ją na warsztat, zwłaszcza że identyczny pomysł doczekał się brawurowego rozwinięcia w opowiadaniu Johna Morressy’ego Pracusie z parku sztywnych (Nowa Fantastyka, 10/93).

Tym samym polska edycja cyfrowa jest pierwszym solowym występem Jeanette, pięknej i tajemnicznej tancerki z Moulin Rouge, której imponującą fizyczność odmalował z maestrią Leone Frollo (niewątpliwie pomógł fakt, że fabuła osadzona została w ulubionym przez niego okresie Belle Époque). Komiks aż prosił się o zupełnie nową obwolutę, nawiązującą bezpośrednio do jego tematyki. W tym celu niezbędna okazała się pomoc wytrawnych speców od grafiki komputerowej. Zdecydowanym faworytem okazała się okładka zaprojektowana przez Old Mana, bazująca na jednej z plansz komiksu, natomiast alternatywne projekty Cyfrowego Barona podziwiać można pod sam koniec tomiku. Zwłaszcza drugi, odważniejszy projekt pasuje jak ulał do fumetti z późniejszych lat, gdy już bez skrępowania epatowano na okładkach atrakcyjną golizną, nierzadko zaczerpniętą z rozkładówek magazynów dla panów. A zatem przed wami klasyczna komiksowa groza w nowej, XXI-wiecznej oprawie!

MŁYNIARSKIE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Zarówno okładka oryginalnej edycji, jak też francuskiego przedruku (gdzie notabene zredukowano ilość historii) nie mają nic wspólnego z treścią, wydając się ogólnymi impresjami na temat motywów gotyckiego horroru. Nie uświadczymy więc w środku numeru ani wstającego z trumny krwiopijcy, ani omdlałego pod szubienicą dziewczęcia...

czwartek, 20 lipca 2023

ZORA WAMPIRZYCA N°18 - WAMPIRZYCA W WENECJI

Tytuł oryginalny: Zora la Vampira

Serie II n.14 - Vampire a Venezia

Wydawca: Edifumetto

Rok pierwszego wydania: 24 sierpień 1973

Scenariusz: Renzo Barbieri, Giuseppe Pederiali

Grafika: Birago Balzano

Skan edycji włoskiej:

Mal32 & Aquila della Notte (VintageComix)

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Całkiem nowa przygoda, nie wymagająca przypominania treści poprzednich epizodów. Przypadek wyjątkowy, który znalazł przełożenie na planszę otwierającą epizod. Zamiast kilku zdań wprowadzających w meandry intrygi wystarczyło tylko jedno słowo - nazwa własna, pozwalająca na lokalizację bohaterki. Nawet i to wydaje się czystą formalnością, skoro już tytuł informuje, gdzie Zora będzie tym razem przebywać.

Niewiele wiemy o wykształceniu panny Pabst, jednak wysoki status społeczny jej rodziny pozwala przypuszczać, że było ono gruntowne i obejmowało historię sztuki, umożliwiając wyrobienie zmysłu estetycznego. Coś na pewno musiało bohaterce podpowiedzieć, że najciekawszym miejscem do spotkania z Frau po ucieczce z Niemiec będzie akurat Wenecja, słynąca ze swej wspaniałej architektury i gromadzonych przez wieki arcydzieł rzeźby i malarstwa. Gdyby umówione spotkanie z przyjaciółką doszło do skutku (nie zdradzając zbyt wiele, sprawy się komplikują!), po obowiązkowej wymianie gorących całusów i uścisków zapewne udałyby się na turystyczny rejs gondolą, podziwiając liczne atrakcje miasta.

Oczywiście krwiopijczynie rodem z komiksu kieszonkowego nie dostają tylu okazji do nieumotywowanych rozwojem akcji wycieczek krajoznawczych jak chociażby bohaterowie Kronik wampirzych Anne Rice. Zora ma inne rzeczy na głowie niż wizyty w muzeach. A jednak w Wenecji wielka sztuka sama zdaje się pchać ludziom w ręce! Szczęśliwym trafem panna Pabst wchodzi w posiadanie obrazu spod pędzla Canaletto, włoskiego malarza z XVIII wieku, który szczególną estymą cieszy się u nas ze względu na decyzję o porzuceniu ziemi włoskiej dla polskiej i poświęceniu ostatniego etapu twórczości wyłącznie naszemu krajowi. Natomiast płótno ukazane w komiksie pochodzi z wcześniejszego, weneckiego etapu artysty. "Zaślubiny z morzem" ilustrują najważniejszą uroczystość państwową Republiki, podczas której doża wrzucał do wody złoty pierścień na znak przymierza z otaczającą Wenecję laguną. Przymierza, którego "miasto na wodzie" potrzebuje obecnie nawet bardziej niż za czasów panowania dożów!

WENECKIE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Istnieją trzy wersje tego obrazu, z 1729, 1732 i 1739 roku, różniące się między sobą wyłącznie pewnymi marynistycznymi detalami. Niestety, na podstawie grafiki Birago Balzano, skupionego bardziej na wspaniałych kształtach Zory niż kopiowaniu Canaletto, nie sposób ustalić, z którą konkretnie wersją mamy do czynienia!

poniedziałek, 3 lipca 2023

OLTRETOMBA W KOLORZE. ZNAK IGUANY

Tytuł oryginalny: Oltretomba Colore

n.45 - Il segno dell'iguana

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: wrzesień 1976

Scenariusz: Anonim

Grafika: Anonim (prawdop. hiszpańskiego pochodzenia)

Skan oryginalnego wydania: Charles (VintageComix)

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Coś na dobry początek wakacji, czyli opowieść prosto z ciepłych krajów! Co prawda rejs, jaki odbywa para młodych i pięknych narzeczonych na małą wysepkę w okolicach Nowej Gwinei, nie ma charakteru wypoczynkowego. Ona pragnie zobaczyć nie dającego od miesięcy znaku życia ojca, on przy okazji zweryfikować pogłoski o pewnym lokalnym fenomenie natury. Gdyby wiedzieli, co spotka ich na miejscu, natychmiast pokierowaliby jacht w inną stronę! Trudno jednak dziwić się ich ignorancji. Jakim cudem mogliby się domyślić, że są bohaterami komiksu grozy? Na dodatek jako Amerykanie zapewne nie czytali żadnych fumetti per adulti, pozostają więc w błogiej nieświadomości niebezpieczeństw, jakie czekają na nich w tak pięknych okolicznościach przyrody…

Jesteśmy zdecydowanie w lepszej sytuacji niż bohaterowie, rozpoznając gatunkową konwencję i będąc w stanie odwołać się do konkretnych tekstów kultury, gdzie podobne, na pozór neutralne zawiązanie akcji zapowiada wszystko, co najgorsze. Chociażby do pewnego słynnego horroru, w którym młoda dziewczyna, poszukująca rodzica na jednej z karaibskich wysepek, dowiaduje się, że padł ofiarą tajemniczego, mutagennego wirusa. Intrygujące, że Zombi 2 Lucio Fulciego powstał w 1979 roku, trzy lata po publikacji Znaku iguany. Czy Elisa Briganti i Dardano Sacchetti, scenarzyści tego kanonicznego już tytułu, nie mieli przypadkiem w rękach 45. tomiku Oltretomby w Kolorze? Mogli go czytać także twórcy Wyspy ostatnich zombie, tańszej, lecz wciąż efektownej produkcji, gdzie od zombiaków straszniejszy jest obłąkany naukowiec, wykorzystujący tubylców do swoich koszmarnych eksperymentów.

Choć fabularne podobieństwa z filmowym „gore w dżungli” przełomu lat 70. i 80. są niepodważalne, pod względem wizualnym Znak... nawiązuje do wcześniejszych, w większym stopniu wysmakowanych dzieł włoskiego horroru. Pierwszym skojarzeniem jest są filmy Mario Bavy, poprzez żywą, fantazyjną kolorystykę kreujące niepokojącą, rozedrganą, nierzadko wręcz psychodeliczną atmosferę. Cała seria Oltretomba Colore wydaje się być próbą przeniesienia na plansze komiksu tej estetyki. Brak tradycyjnej dla formatu kieszonkowego czerni i bieli bynajmniej nie uczynił narracji pogodniejszą. Przeciwnie, koszmar w jaskrawych barwach okazuje się jeszcze bardziej przerażający!

LINKI W KOLORZE:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Wielobarwna odnoga Oltretomby cieszyła się dużą popularnością, o czym świadczy liczba osiemdziesięciu tomików wydanych w latach 1972-79. Niestety, Ediperiodici zdecydowało się nie ujawniać personaliów twórców, którzy przyczynili się do jej sukcesu. Wiadomo tylko, że za grafiki odpowiadali przede wszystkim autorzy hiszpańscy. W przypadku Znaku iguany spisali się naprawdę dobrze, a czuję, że jeszcze się z tą serią nie żegnamy!

środa, 21 czerwca 2023

LUCIFERA N°16 - KRWAWY OGAR

Tytuł oryginalny: Lucifera

n.16 - Il sanguinario

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: styczeń 1973

Scenariusz: Giorgio Cavedon

Grafika: Tito Marchioro

Skan wydania niemieckiego:

Charles (VintageComix)

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Pierwsze kilkanaście numerów Lucifery miało szczęście do wydawców w całej Europie i można je odnaleźć w kilku wersjach językowych. Co prawda numer 14 był ostatnim, jaki ukazał się w Portugalii (niestety uniemożliwia to dalszą prezentację alternatywnych okładek pod linkami), natomiast w dalszym ciągu seria publikowana była we Włoszech, Francji, Niemczech i Holandii. Fakt, że sporo z tych wydań zostało zdigitalizowanych, okazuje się przydatny przy opracowaniu cyfrowej wersji polskiej. I tak podstawą dla numeru 16. była edycja niemiecka, najbardziej zbliżona do oryginalnej włoskiej, której nie mogłem wykorzystać ze względu na niską jakość skanu. Francuska natomiast pozwala sobie na zbyt duże ingerencje w rozmiary dymków, którym zdarza się zakrywać grafikę. Tym niemniej skorzystałem z jednej planszy francuskiej, naprawiającej oryginalny błąd rysownika, kierującego dymek ku nieodpowiedniej osobie.

Również z wydania niemieckiego pochodzi tytuł Die Bluthund, oznaczający dosłownie „krwawego psa”, zaś metaforycznie „okrutnika”, co jest już bliskie oryginalnego Il Sanguinario. Przy przekładzie zdecydowałem się na odrobinę inwencji twórczej, aby uniknąć banału, którym mógłby zalatywać okrutny szef bandy rzezimieszków nazywający się... Okrutnikiem. Mój „krwawy ogar” nie jest co prawda szczytem oryginalności, bestia o takim imieniu pojawia się w serii gier Gothic, a miłośnikom seriali fantasy sam „Ogar” również nasuwa pewne nieodparte skojarzenia. Podobieństw i odwołań nie da się jak widać uniknąć, pozostaje tylko nadzieja, że brzmią odpowiednio intrygująco.

Jakkolwiek nie zwałby się herszt niemieckich zbójów, jest on zaledwie nominalnym bohaterem tomiku. Na plan pierwszy wysuwa się bowiem sama protagonistka, której nareszcie sprzykrzyło się podążanie krok w krok za Faustem, ze względu na swoją pobożność hamującym jej naturalne inklinacje. Przy okazji kolejnego ratowania ukochanego z tarapatów budzi się w Luci ambicja zdobycia realnej władzy. Wykorzystuje swój spryt, aby błyskawicznie wspiąć się po drabinie społecznej, awansując od zamkowej nierządnicy do małżonki kasztelana. I bynajmniej nie stanowi to kresu jej aspiracji! Czyżby scenarzyści chcieli w ten sposób zrekompensować odbiorcom odejście świetnego rysownika? Niewątpliwie aktywna diablica jest gwarancją licznych perypetii i zbrojnych awantur, o jakich nie marzyło się nawet osławionemu Krwawemu Ogarowi…

OGAR-NIĘTE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Między ogarami w ludzkiej skórze istnieją niezaprzeczalne podobieństwa, jak oszpecona blizną facjata i paranie się wojennym rzemiosłem. U niektórych da się nawet dostrzec pewne pozytywne cechy, pod warunkiem, że z miejsca nas nie zagryzą!