wtorek, 15 października 2024

LUCIFERA N°23 - ZŁO DO ATAKU!

Tytuł oryginalny: Lucifera

n.23 - Il male alla riscossa

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: sierpień 1973

Scenariusz: Giorgio Cavedon

Grafika: Tito Marchioro

Skan edycji włoskiej:

Charles (VintageComix)

Opracowanie okładki: Cyfrowy Baron

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Wykrzyknik w tytule nie pozostawia złudzeń: siły zła są w natarciu, nabierają rozpędu i nie wiadomo, czy ktokolwiek zdoła powstrzymać ich impet! Zwłaszcza gdy za emisariusza mają tak podłe i okrutne indywiduum jak hrabia Otulfo, który dał się już poznać jako żądny władzy bratobójca. Była to zaledwie zbrodnia na rozgrzewkę! Do występków jeszcze paskudniejszych, czynionych na znacznie szerszą skalę, popchnie go Lucifera. Jako wytrawna kusicielka potrafi przywieść do grzechu nawet świętego, a co dopiero takiego moralnego zgniłka, którego trzeba wyłącznie ośmielić, by przezwyciężył wrodzone tchórzostwo i poszedł na całość, rozpętując wojnę totalną. W tym celu Otulfo dobiera sobie idealnego podwładnego, muskularnego garbusa Arna, gotowego podpalić cały świat w charakterze odwetu za liczne upokorzenia.

Zły władca i jego okrutny siepacz to modelowa wręcz para złoczyńców, przypominająca chociażby Szeryfa z Nottingham i Sir Guya z Gisbourne (skojarzenia tego typu staną się jeszcze mocniejsze w kolejnych odsłonach). Odwołując się do archetypów w kreowaniu postaci i świata przedstawionego, Lucifera potwierdza przynależność do klasycznych narracji, sprzed ery postmodernistycznego wywracania znaczeń. Jest baśnią mroczną, okrutną i przewrotną, podkreślając niemożność pełnego triumfu dobra ze względu na wpisane w naturę ludzką zło. Nie ma w niej natomiast próby reinterpretacji utrwalonych przez tradycję figur do tego stopnia, by straciły swoje pierwotne znaczenie, co wydaje się dominującym aktualnym trendem.

Na pozór seria mająca za protagonistkę autentyczną diablicę powinna być duchowo pokrewna chociażby filmowemu dyptykowi Maleficent, są to jednak diametralnie różne strategie twórcze. Studio Disneya, usilnie starające się podążać z duchem czasu, od lat modyfikuje charakterystykę swoich czarnych charakterów, zmieniając zatwardziałych złoczyńców w figury niejednoznaczne i niezrozumiałe, domagające się nie kary, lecz współczucia i akceptacji. Na nic nazewnictwo, które według zdrowego rozsądku powinno określać ich charakter – Diabolina okazuje się nieco temperamentną, lecz kochającą ciocią, Cruella De Mon ekscentryczną projektantką mody o ciepłym serduszku, a Królowa Śniegu rozśpiewaną nastolatką, odkrywającą w sobie Wielką Moc. Nie szkodzi, że to usprawiedliwianie, wybielanie i uniewinnianie dotyczy przede wszystkim postaci kobiecych. Przy takim trendzie zabraknie wkrótce w tekstach kultury prawdziwych łotrzyc i łotrów, których kochamy nienawidzić, imponujących swoim brakiem skruchy i absolutną bezwzględnością. Takich gagatków pozostanie szukać w dziełach z minionych dekad, gdzie zło miało czelność świecić pełnym, złowieszczym blaskiem!

OFENSYWNE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Aby nie poprzestawać na biadoleniu: nie sposób ukryć, że drugie popkulturowe życie Diaboliny dodało jej seksapilu, czyniąc wdzięcznym obiektem cosplayu!

niedziela, 6 października 2024

ZORDON N°05 - DZIEWICA Z PRZYSZŁOŚCI

Tytuł oryginalny: Zordon

n.05 - La vergine del futuro

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: kwiecień 1975

Scenariusz: Ennio Missaglia

Grafika: Bruno Marraffa

Skan wydania włoskiego: Charles (VintageComix)

Opracowanie francuskiej translacji: AtomHic (BDtrash)

Cyfrowa rekonstrukcja: Old Man

Rekonstrukcja okładki: Cyfrowy Baron

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Ostrzeżenie dla potencjalnych odbiorców, którzy lubią zaczynać lekturę komiksowej serii "in medias res", kiedy już się na dobre rozkręciła, a później ewentualnie powracać do jej początków. Strategia ta jest korzystna w przypadku takich klasycznych tytułów frankofońskich, takich jak Tintin, Alix czy Bob Morane, pozwalając na poznanie ich z najlepszej strony i uniknięcie rozczarowania zbyt archaiczną kreską czy narracją. Zordon jednakże należy do innego typu opowieści obrazkowych, w którym istotną rolę pełni chronologia wypadków. Widać to bardzo wyraźnie w tomiku piątym, skupionym na konsekwencjach tego, co wydarzyło się wcześniej, jak też przedstawieniu postaci, które odegrają ważną rolę w kolejnych epizodach. Przede wszystkim tytułowej dziewczyny o parapsychicznych mocach!

Jesteśmy pomiędzy jedną a drugą wyprawą w przeszłość, wehikuł czasu ładuje baterie, lecz o wytchnieniu nie ma mowy: szlachetne intencje Jane prowadzą ją prosto do zakładu psychiatrycznego! Jak wielce dramatyczne, a wręcz beznadziejne jest to położenie, unaocznia nawet pobieżna wiedza o sposobie funkcjonowania takich placówek u progu XIX wieku. Leczenie pacjentek opierało się wówczas na bardzo ograniczonej wiedzy medycznej i błędnych przekonaniach odnośnie ich konstrukcji psychicznej. Uznając, że wszelkie zaburzenia mają związek z kobiecą biologią i hormonami, klasyfikowano je hurtem jako przejawy histerii i leczono za pomocą zabiegów, które obecnie uznaje się raczej za tortury. Izolacja, przymusowe kąpiele w lodowatej bądź gorącej wodzie czy szprycowanie narkotykami z laudanum były na porządku dziennym, a w poważniejszych przypadkach stosowano metody bardziej dosadne, z elektrowstrząsami na czele.

Już samo wysłanie panny Marlowe do wariatkowa w trybie ekspresowym, bez uprzedniej konsultacji z lekarzem, może wydać się nam przekroczeniem uprawnień. Tymczasem dowolna kobieta mogła tam trafić z tak błahych powodów, jak nieposłuszeństwo wobec męża czy „niemoralny” sposób bycia. Do skazania kobiety wystarczył donos, nie miała przy tym żadnej instancji, która broniłaby ją przed niesłusznymi zarzutami, jak też żadnego sposobu udowodnienia swojej poczytalności. Gdy tylko trafiały pod klucz, zaczynała się kuracja, z której nawet osoby o końskim zdrowiu nie miały prawa wyjść bez szwanku. „Ty, która tu wchodzisz, porzuć wszelką nadzieję” – dantejskie motto mogłoby widnieć na każdym ówczesnym azylu dla nerwowo chorych niewiast. Trudno więc dziwić się bohaterce, gotowej na wszystko, aby wyrwać się z tego miejsca. Nawet jeśli miałoby to oznaczać pomoc Zordonowi w podboju planety Ziemia…

AZYLOWE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Podobnie jak Lucifera, seria Missagli i Maraffy doczekała się edycji portugalskiej w większym, zeszytowym formacie, lecz z pomniejszonymi kadrami i zredukowaną liczbą plansz. Wkładem własnym wydawnictwa były oryginalne okładki, miłe dla oka i całkiem trafnie punktujące mocne punkty danego epizodu. Dla niektórych mogą okazać się bardziej atrakcyjne od oryginalnych!

poniedziałek, 16 września 2024

WALLESTEIN. SKORPION

Tytuł oryginalny: Wallestein il mostro

Anno I N.03 - Skorpion

Wydawca: Edizioni Segi

Rok pierwszego wydania: czerwiec 1972

Scenariusz: Renzo Barbieri

Grafika: Mario Cubbino

Skan wydania holenderskiego:

Charles (VintageComix)

Rekonstrukcja cyfrowa okładki: Cyfrowy Baron

Czyszczenie dymków: Grifos

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Powrót Wallesteina, znanego w Polsce z jednego opublikowanego oficjalnie epizodu (Zbrodniczy sobowtór, Lettrex, 1992) oraz jednej translacji cyfrowej (Morderca uderza cztery razy, Czarcie Kieszonkowce, 2022). Dwa tomiki, między którymi rozciąga się dystans trzydziestu lat. Na trzeci nie trzeba było tak długo czekać, pojawia się zaledwie dwa lata po Mordercy… Zresztą niewykluczone, że na tym nie koniec, a to za sprawą tytułowego Skorpiona, być może najtrudniejszego przeciwnika, z jakim miał do czynienia bagienny mściciel. Dla tego jadowitego pajęczaka jeden epizod to zdecydowanie za mało!

Antagonista, z którym Wallestein musi się liczyć, jest ewenementem na tle barwnej, ale wymiennej galerii złoczyńców, których na końcu epizodu spotyka przykładna i ostateczna kara. Szef przestępczej organizacji, rozciągającej swe macki na całą Anglię, ma w sobie coś z Ala Capone i doktora Mabuse. Trudno powiedzieć, na ile dorównuje tym geniuszom zbrodni i jak mocno da się jeszcze Wallesteinowi we znaki. Czasami niewiele potrzeba, by zostać nemezis bohatera, jak w przypadku profesora Moriarty’ego, któremu wystarczyło jedno opowiadanie, by na zawsze zapisać się w pamięci czytelników. Wątpliwe, że twórcy komiksu mierzyli ze swoim Skorpionem tak wysoko, tym niemniej zdawali sobie sprawę, że wprowadzenie kryminalisty, którego nie da się z miejsca wykończyć, uczyni serię bardziej intrygującą. Nie ma to jak odwlekanie ostatecznej konfrontacji dla zaostrzenia apetytu!

Jak jadowity powinien być Skorpion? Tak bardzo, jak tylko się da, jeśli ma okazać się godnym przeciwnikiem bohatera o absolutnie bezwzględnym modus operandi. Hrabia Wallestein jest spotworniałym (dosłownie!) następcą zamaskowanych protagonistów klasycznych fumetti neri z lat sześćdziesiątych. Podczas gdy Kriminal i mu podobni ukrywali oblicze pod budzącą grozę maską, on nakłada na własną błotnistą facjatę materiał z jedwabiu, doskonale imitujący ludzką skórę. Budzące grozę są też jego metody rozprawiania się z łajdakami, po których nie zawsze jest co zbierać. Pomimo tego groteskowego sztafażu wydaje się mniej „kontrkulturowy” chociażby od Diabolika, swoimi zuchwałymi kradzieżami raz po raz ośmieszającego organy ścigania. Wobec wyczynów Wallesteina policja jest równie bezradna, ale w głębi duszy cieszy się, że ktoś wyręcza ją w usuwaniu z przestrzeni publicznej niebezpiecznych jednostek. Pod tym względem antybohater Renzo Barbieriego i Mario Cubbino okazuje się wręcz ideałem konserwatystów!

JADOWITE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Tym razem czarnemu charakterowi użyczył oblicza nie aktor, lecz autentyczny gangster, mityczny król podziemia w Chicago lat dwudziestych. Inne miejsce aktywności, ale ten sam sposób działania, styl, może nawet identyczna marka kubańskich cygar?

wtorek, 27 sierpnia 2024

LUCIFERA N°22 - OD DOBRA MI NIEDOBRZE

Tytuł oryginalny: Lucifera

n.22 - Il bene mi fa male

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: lipiec 1973

Scenariusz: Giorgio Cavedon

Grafika: Tito Marchioro

Skan edycji włoskiej:

Charles (VintageComix)

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Opracowanie okładki: Old Man

Tytuł 22. tomiku jest deklaracją, jakiej można spodziewać się po wysłanniczce piekieł, przybywającej na ziemię, by siać chaos i zniszczenie, zatem nieprzychylnie nastawionej do wszelkich przejawów ładu i harmonii. Jednak wstręt Lucifery do krainy mlekiem i miodem płynącej, jaką nieoczekiwanie stało się księstwo Rosen, nie wynika z pobudek ideologicznych. Gdyby mogła cieszyć się miłością Fausta, być może przymknęłaby oko na wszechobecną szczęśliwość. Inna sprawa, że długo by w niej nie wytrwała, wciągając ukochanego w jakąś nową kabałę. Jednak Faust, który wreszcie połączył się z Małgorzatą, swoją prawdziwą miłością, nigdy nie był dla diabelskiej kusicielki równie niedostępny, równie nieczuły na jej wdzięki i uwodzicielskie sztuczki. W tej sytuacji Luciferze pozostaje tylko wrócić z podkulonym ogonem do piekła... bądź też wziąć sprawy we własne ręce i rozpętać piekło na ziemi!

W wydaniu francuskim tytuł uległ przekształceniu na Le mal est mon bien - Zło robi mi dobrze! Choć Luci mogłaby podpisać się również pod tym stwierdzeniem, ma się ono nijak do treści epizodu, jak nigdy dotąd wypełnionego pozytywnymi przykładami braterstwa, współpracy i harmonii. Zła tutaj jak na lekarstwo i diablica zupełnie nie ma czym się rozkoszować! Zresztą niewykluczone, że spora część odbiorców również będzie czuła niejakie zniecierpliwienie spiętrzeniem pozytywności, jakim raczą nas twórcy: radością i szlachetnością Fausta, prawością i mądrością księcia Walaha, ładem i gospodarnością Rosen… Może nie tylko Luciferze, ale i czytelnikom zrobi się mdło od tego nadmiaru słodkości? Po włoski komiks kieszonkowy nie sięga się przecież, aby poczytać o tym, jak piękny mógłby być świat, gdyby rządzili nim ludzie dobrej woli. Już uspokajam! Niniejszy epizod jest zaledwie prologiem do dłuższej historii, w której wszelkiego rodzaju konfliktów, nieszczęść i nieprawości będzie pod dostatkiem. Zatem wedle uznania, cieszmy się tym chwilowym triumfem dobra bądź też wyglądajmy z niecierpliwością kontrataku sił ciemności, który niechybnie nastąpi!

DOBRE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Gościnne występy czołowych gwiazd kina to wręcz konieczność w przypadku okładek notorycznie inspirujących się fotosami i plakatami historycznych superprodukcji! Tym razem padło na Orsona Wellesa, który w oscarowym filmie Oto jest głowa zdrajcy wcielił się w kardynała Wolseya, bezskutecznie próbującego zapobiec konfliktowi Henryka VIII z Watykanem. Czy jego obecność na okładce tego konkretnego tomiku można uznać za przypadkową? W końcu głównym bohaterem Głowy jest Tomasz More, autor słynnej Utopii, projektującej model państwa, w którym rządzą dobro i sprawiedliwość…

piątek, 9 sierpnia 2024

ZORA WAMPIRZYCA N°24 - STATEK TRUMIEN

Tytuł oryginalny: Zora la Vampira

Serie II n.20 - La nave delle bare

Wydawca: Edifumetto

Rok pierwszego wydania: 16 listopad 1973

Scenariusz: Renzo Barbieri, Giuseppe Pederiali

Grafika: Birago Balzano

Skan edycji włoskiej:

Mal32 & Aquila della Notte (VintageComix)

Cyfrowa korekta okładki: Cyfrowy Baron

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Jak dobrze jest czasem dotrzeć do tekstu źródłowego! Przed podjęciem się translacji Zory Wampirzycy znałem pierwsze numery serii wyłącznie z edycji francuskiej. Forum BDtrash szybko uświadomiło mnie, że obcuję z materiałem ocenzurowanym, pozbawionym najbardziej kontrowersyjnych plansz. W przypadku pierwszych kilkudziesięciu tomików wypadało na ogół 5-6 stron, co nie wpływało na płynność historii, a tylko czyniło ją łagodniejszą. Mogłoby wydawać się, że na poważniejsze cięcia przyszedł czas dopiero kilka lat później, gdy oryginalna edycja mocno się rozzuchwaliła w pokazywaniu tego i owego. Porównanie włoskiej i francuskiej wersji Statku trumien zweryfikowało mój naiwny optymizm.

Szok, rozpacz, niedowierzanie, a przede wszystkim bezbrzeżne zdumienie – takie emocje wywołują zmiany poczynione przez Elvifrance w 24. tomiku serii! Z niezrozumiałych względów postanowiono pozbyć się całego, bardzo rozbudowanego wątku, zajmującego w wersji oryginalnej kilkaset stron. Nie znając jeszcze całej historii, nie jestem w stanie stwierdzić, czy rejterada francuskiego wydawcy mogła zostać podyktowana jakimiś jej kontrowersyjnymi aspektami. Być może w przygodzie rozgrywającej się na Haiti, pośród tubylców parających się magią wudu, dopatrzono się akcentów rasistowskich? Na chwilę obecną wypada tylko podkreślić, że scenarzyści Barbieri i Pederiali nie byli tak bałaganiarscy i niefrasobliwi, jak mogłaby wskazywać lektura Zara Le Vampire. Jeśli jakiś wątek zostaje tam zakończony „po macoszemu”, bądź też urywa się niespodziewanie i bez konkluzji, prawie na pewno jest to wina francuskiego wydawcy!

Niecny proceder musiał przyczynić się do lekceważącego stosunku części czytelników, którzy wyczuwali, że obcują z materiałem wybrakowanym, i winili za ten stan rzecz samych twórców. Na BDtrash tomik Le navire des cercueils posłużył za koronny dowód na idiotyzm intrygi, która wprowadza charyzmatycznego bohatera tylko po to, by po kilku stronach bezceremonialnie go uśmiercić. Tymczasem doktor Marlon Karlyte od pierwszej chwili intryguje, choćby z racji fizycznego podobieństwa do słynnego „złego chłopca” Hollywood. Odwołując się do nomenklatury przemysłu filmowego, Elvifrance stać było wyłącznie na gościnny występ gwiazdora, dodający taniej produkcji pozory prestiżu, podczas gdy Edifumetto zapewniło mu pierwszoplanową rolę męską, znacząco podwyższając jakość spektaklu. I jak tu nie kochać włoskiego przemysłu rozrywkowego – zarówno filmowego, jak i komiksowego?

TRUMIENNE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

„Dziki” Marlon Brando i zdecydowanie bardziej cywilizowany Marlon Karlyte. Tych przystojniaków łączą nie tylko bliźniacze rysy twarzy! Obydwaj od dżungli wielkomiejskiej woleli tropikalne dżungle i plaże Tahiti. Brando kupił tam sobie piękną wyspę Tetiaroa. Natomiast Karlyte wolał zainwestować w… statek pełen trumien!

piątek, 12 lipca 2024

ZORDON N°04 - WEHIKUŁ CZASU

Tytuł oryginalny: Zordon

n.04 - La macchina del tempo

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: marzec 1975

Scenariusz: Ennio Missaglia

Grafika: Bruno Marraffa

Skan wydania włoskiego: Charles (VintageComix)

Opracowanie francuskiej translacji: AtomHic (BDtrash)

Cyfrowa rekonstrukcja: Old Man

Rekonstrukcja okładki: Cyfrowy Baron

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Czwarta odsłona rozpoczyna się in medias res, a zarazem in medio aevo. Jane i Zordon nadal tkwią w średniowieczu, które na zamieszkiwanej przez Wikingów Północy okazuje się nie tylko mroczne, ale i wyjątkowo mroźne. Jak na dobry cliffhanger przystało, położenie bohaterów jest dramatyczne, alarmujące, wręcz na krawędzi śmierci! Nawet jeśli trudno obawiać się o postać tytułową, której z oczywistych względów zabraknąć w serii nie może, to już los Jane pozostaje niepewny. Jako „nosicielka” niematerialnego kosmity może zostać w każdej chwili wymieniona na inny model. Jej ewentualne uśmiercenie z tomiku na tomik wydaje się jednak coraz bardziej nierealne, za wiele czasu się jej poświęca i zbyt istotną rolę pełnią w fabule jej psychoseksualne neurozy. Wątpliwe, by twórcy pożegnali się z nią, nie odkrywając wcześniej przyczyn jej jednoczesnej fascynacji i obrzydzenia aktem płciowym!

Zanim Jane będzie miała szansę uporać się z własnym rozchwianym libido, zostanie wystawiona na kolejne doświadczenia, które rozchwieją je jeszcze bardziej, tak daleko wykraczają poza powszechnie przyjęte normy. Czekają ją szokujące spotkania trzeciego stopnia, o jakich nie śniło się nikomu... poza nie znającymi wstydu scenarzystami fumetti per adulti! Byłoby rzecz jasna grubą przesadą przyznawanie im wyłączności w kwestii naruszania rozmaitych tabu. Całkiem odważnie poczynali sobie w latach 70. także włoscy filmowcy, kręcąc sekwencje nie do pomyślenia w żadnej innej dekadzie. Twórcy komiksów mieli jednak znaczącą przewagę, nie musieli liczyć się z całym sztabem ludzi odpowiedzialnych za realizację i wyprodukowanie obrazu filmowego, ani też użerać z upierdliwym urzędem cenzury. Rysownik mógł narysować praktycznie wszystko, co wymyśliła pokręcona wyobraźnia scenarzysty, zaś wydawca aprobował najbardziej szalone pomysły, świadomy komercyjnego potencjału strategii "walenia z grubej rury".

Manifestacyjne naruszenie obyczajowych tabu było jedyną wartością, jaką w fumetti neri dostrzegł niegdyś wybitny badacz komiksu Jerzy Szyłak. Czy istotnie nie ma tu niczego poza epatowaniem erotyką i obrzydliwościami na nigdy wcześniej niespotykaną skalę? Nie byłbym tego taki pewien. Rzecz jasna, seks i przemoc są niekwestionowanym kamieniem węgielnym „dorosłej” odmiany komiksu włoskiego. Zarazem dla zainteresowania czytelników niezbędne jest zbudowanie na tej solidnej podstawie wciągającej intrygi – zwłaszcza w przypadku serii, gdzie bez intrygującego bohatera i wciągających przygód daleko się nie zajedzie. Ta sztuka udawała się Włochom znacznie częściej, niż można sądzić po przypadkowo (i nie zawsze szczęśliwie) wybranych tomikach. A czy wam samym, drodzy czytelnicy, fabuła Zordona wydaje się wyłącznie pretekstem do mnożenia kontrowersyjnych scen?

WEHIKULARNE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Pytanie o zasadność tzw. mocnych efektów padało też przy okazji publikacji Kronik barbarzyńców, wysmakowanej plastycznie serii frankofońskiej autorstwa Jeana-Yves Mittona. Czy do zobrazowania dzikości tytułowych barbarzyńców konieczne były odcięte głowy i wyprute flaki wyzierające z każdej planszy? Czy aby na pewno trzeba było odmalowywać wszystkie warianty kopulowania, aby przekonać czytelników o wyjątkowej jurności wyznawców Odyna? Na ile zasadne są te zarzuty w odniesieniu do Mittona, można sprawdzić samemu, sięgając po niedawne polskie wydanie zbiorcze Barbarzyńców!

piątek, 5 lipca 2024

ASTEROIDA/WIĘZIENIE - KOREKTA!

Dla wszystkich, którzy zdążyli już pobrać Asteroidę przeklętych i Kosmiczne więzienie - udostępnione dotąd tomiki były niekompletne! Brakowało w nich jednej strony, którą widać na górze postu. Przykrym zrządzeniem losu nikt tego nie zauważył: ani ja sam (!), ani korektor (!!), ani nawet cięty na detale czytelnik szybkilester (dzięki którego interwencji na innej stronie usunięty został rażący byk ortograficzny!). Zamieniłem linki w obydwu postach i zachęcam wszystkich do downloadu poprawionej wersji. Nowe pliki można rozpoznać po dopisku POPR, dodatkowo Komiks Jutra ma zmieniony kolor logo. Mam nadzieję, że ten kiks tylko minimalnie popsuł radość z lektury, zwłaszcza że obecnie można zafundować sobie powtórkę z rozrywki w formie kompletnej!

PS. Link CBR poprawiony i obecnie istotnie prowadzi do Kosmicznego więzienia, a nie do Asteroidy. Oczywiście reedycja jest powtórką z rozrywki, lecz nie aż do tego stopnia!