poniedziałek, 30 stycznia 2023

OLTRETOMBA. PAKT JANIRY

Tytuł oryginalny: Oltretomba

n. 252 - Il patto di Janira

Scenariusz: Carmelo Gozzo

Grafika: Utalentowany Anonim

Wydawca: Ediperiodici

Data wydania: wrzesień 1982

Skan: Charles (VintageComix)

Przekład na język francuski: Leefirkins

Przekład na język polski i opracowanie graficzne: Vallaor

Etykieta Czarcie serie, jaką opatruję prezentowane tutaj one-shoty, jest tak pojemna, że zawierać może prawie wszystkie publikacje Edifumetto i Ediperiodici. Z oczywistych względów fumetti per adulti zawierają treści nieprzystojne, niepoprawne, często drastyczne i obsceniczne. Już to wystarczy, aby zapachniały nam siarką. Jednakże nazewnictwo ma swoją siłę podprogową, zatem pośród dziesiątek rozmaitych tytułów mniej lub bardziej świadomie powracam do tych, które najbardziej uzasadniają tytułowego "czarta". Stąd zmiana banera na bardziej adekwatny dla prezentowanych tu treści (na dodatek dotychczasowy wykorzystywał kadr z serii Pig, której polskim przekładem zajmuje się grupa Chomikowych Translatorów i trochę głupio wchodzić im w paradę), jak też premiera czwartej już opowieści spod szyldu Oltretomba. Tym samym tytuł awansuje na pozycję lidera, deklasując Błękitny Terror, który jednak nie składa broni, odgrażając się, że jeszcze do nas powróci ze swoją charakterystyczną mieszanką grozy, science fiction i erotyki.

Na razie jednak zwyciężył gotycyzm w stylu klasycznym, nawet jeśli zdecydowanie ostrzejszy od tego, który proponowali angielscy pisarze z przełomu XVIII i XIX wieku. Horacego Walpole’a przed pójściem na całość powstrzymywała arystokratyczna ogłada (hrabiowski tytuł zobowiązuje!), Ann Radcliffe właściwa jej płci delikatność (a raczej nałożony na tę płeć gorset delikatności), zaś najdosadniejszego w tym gronie Matthew Gregory’ego Lewisa przede wszystkim wymogi cenzury. Co innego tworzący w tym samym okresie Donatien Alphonse François de Sade, nie mający już żadnych ograniczeń w opisach ekstremów. Nie bez kozery przywołuję tutaj owo „przeklęte” nazwisko. Pakt Janiry to jedna z ostrzejszych odsłon serii, nie stroniąca od brutalnych i nieprzyzwoitych scen, przywołujących na myśl niektóre ustępy Justyny czy Julietty. Zarazem wciąż najważniejsza pozostaje tu sama opowieść, nie grzęznąc przez szereg plansz w ginekologicznych ilustracjach, co stało się udziałem wielu publikowanych w tym samym czasie kieszonkowców.

Jeden rzut oka na okładkę pozwala odgadnąc, że tym razem Carmelo Gozzo podąża śladami pionierów gotycyzmu, wprawiając w ruch cały asortyment średniowiecznych narzędzi tortur. Jednak ostatecznie nie sama makabra okazuje się tu najbardziej szokująca, lecz iście szatański koncept, konsekwentnie poprowadzony do swojej logicznej konkluzji. W tym miejscu powracamy do Boskiego Markiza. Deprawacja niewinności to temat, jaki szczególnie fascynował twórcę Filozofii w buduarze. Uczynienie miejscem akcji prywatnej szkółki dla dziewcząt wydaje się wręcz wymarzone do snucia "sadycznej" narracji o tym, jak łatwo zejść na drogę występku i jak bardzo jest ona usłana różami, podczas gdy na nosicieli cnoty czyhają same kolce. Oczywiście fumetti grozy, wzorem pionierów literatury gotyckiej, nie może obyć się bez figury diabła, ta zaś osadza historię w porządku tradycji judeochrześcijańskiej, którą pisarstwo Sade’a ze wszystkich sił starało się obalić. Czy jednak da się wierzyć jeszcze w boski porządek świata, kiedy tak konsekwentnie wygrywa w nim wyłącznie Zło?

NIECNOTLIWE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Instrumenty perswazyjne Ikwizycji, czyli argumenty, jakim trudno się oprzeć... Ile z nich pojawi się na kartach Paktu Janiry? Przekonajcie się sami!

środa, 18 stycznia 2023

LUCIFERA N°13 - RYCERZE ZAKONU KRZYŻACKIEGO

Tytuł oryginalny: Lucifera

n.13 - I Cavalieri Teutonici

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: październik 1972

Scenariusz: Giorgio Cavedon, Leone Frollo

Grafika: Leone Frollo

Skan wydania włoskiego: Charles (VintageComix)

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Styczeń to miesiąc militarnie ogarniętych łobuzów! Do takich wniosków przynajmniej doszedłem, opracowując trzy tytuły: znaną już czytelnikom Damę z Panamy, wciąż czekającą na premierę Oltretombę, której tytułu jeszcze nie zdradzę, oraz 13. odsłonę Lucifery. We wszystkich pojawiają się zorganizowane grupy przestępcze, których działania nawet jeśli nie są meritum fabuły, to stanowią jej zapłon, punkt startowy wydarzeń. O ile piraci Henry'ego Morgana oraz bliżej niezidentyfikowani korsarze z kolejnego czarciego one-shota mają za motywację czystą żądzę złota (przy okazji zaspokajając żądze cielesne), o tyle rycerze zakonu krzyżackiego wszelkich gwałtów i okrucieństw dopuszczają się w imieniu wiary chrześcijańskiej połączonej z nacjonalizmem, wiedzeni wizją stworzenia wyznaniowego państwa dla narodu niemieckiego.

Lucifera nie pretenduje do miana komiksu historycznego, jest raczej frywolną impresją na temat średniowiecza i jego najżywotniejszych toposów. Widać to dobrze już w pierwszej części 13. tomiku, gdzie przedstawione zostaje urządzenie uniemożliwiające pozostawionej na dłuższy okres żonie skok w bok. Ten radykalny sposób na upewnienie się o wierności małżeńskiej pomimo całej swej solidności nie był całkowicie skuteczny. Co sprytniejsze niewiasty tuż po opuszczeniu domu przez pana męża starały się o nawiązanie bliższej znajomości ze ślusarzem... Trudno zresztą o lepszą epokę dla cechu metalurgicznego! Nie dość, że męska populacja zakładała na siebie tony żelastwa, to na dodatek zmuszała swoje połowice do noszenia podobnego ustrojstwa na miejscach intymnych, aby te nie zrobiły się zanadto niesforne, gdy nie dało rady doglądać ich osobiście.

Innym regularnie powracającym elementem wieków średnich są zakony rycerskie, zwłaszcza dwa z nich: templariusze oraz krzyżacy. Do tych pierwszych mamy w Polsce stosunek raczej obojętny, czego nie można powiedzieć o Rycerzach Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie, przez wieki dających się nam we znaki. Osiedli na Mazowszu w 1226 roku, odpowiadając na wezwanie Konrada Mazowieckiego, księcia pamiętanego obecnie głównie z powodu tej niefortunnej decyzji. Nie powinniśmy jednak obarczać go całą winą, odsądzając od czci i wiary, zwłaszcza że jako chrześcijanin zachował się wręcz wzorcowo. Chrystianizacja pogańskich Prus, do których potrzebna była polskiemu księciu pomoc niemieckiego zakonu, była konceptem papieża Honoriusza III, któremu marzyło się stworzenie na tych terenach państwa kościelnego. Krzyżacy dostali zatem błogosławieństwo z samej góry i cieszyli się pełnym poparciem papiestwa zarówno podczas wyrzynania rdzennej ludności Prus, jak też przez cały późniejszy okres działalności. Dla Polaków, Litwinów, tudzież innych ludów słowiańskich byli więc "dopustem bożym" w sensie dosłownym, przysłał ich bowiem do nich pierwszy namiestnik Chrystusa na ziemi.

KRZYŻACKIE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Waleczna Lucya staje w szranki z krzyżakiem! Ta dramatyczna, dynamiczna sekwencja musiała jednak zostać podrasowana przez ilustratora portugalskiej edycji, niestrudzenie informującego o zmysłowym charakterze serii. Stąd modyfikacja stroju bohaterki na mniej ochronny, pozwalający jednak oddychać pełną piersią.

poniedziałek, 2 stycznia 2023

OLTRETOMBA. DAMA Z PANAMY

Tytuł oryginalny: Oltretomba

n.111 - La signora di Panama

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: 9 września 1975

Scenariusz: Anonim

Grafika: Alfonso Azpiri

Skan wersji francuskiej: Kraven

Uzupełnienie o strony z wersji włoskiej: Leefirkins

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Zaświaty na Nowy Rok! Przypomnijmy, że również poprzedni rozpoczął się publikacją tomiku z tej serii. Tym razem numer jeszcze z połowy lat siedemdziesiątych, kiedy sygnowane tą nazwą fabuły nie miały jeszcze tak wyuzdanego charakteru jak w dekadzie następnej. Jest to zatem debiut Oltretomby w wersji soft, a zarazem kolejny przykład ćwiczenia się kreski grafika, który niedługo później nieźle namiesza na rynku europejskich komiksów fantastyczno-erotycznych.

Hiszpański rysownik Alfonso Azpiri (1947-2017) stał się rozpoznawalny za sprawą erotycznych shortów dla magazynu Penthouse, lecz dopiero na łamach amerykańskiego Heavy Metalu mógł w pełni rozwinąć skrzydła i uraczyć czytelników pikantną sagą o przygodach seksownej astronautki Lorny, która następnie doczekała się osobnych wydań albumowych. Intryga zazwyczaj pełni u niego rolę pretekstową, zaś na pierwszy plan wysuwa się fascynująca fizyczność Lorny i innych dorodnych przedstawicielek ziemskich i pozaziemskich ras. Jednak nie samym kobiecym pięknem warsztat rysownika stoi, równie imponująco prezentują się fantastyczne, wielobarwne światy, jakie te ślicznotki zamieszkują. Prawdziwa uczta dla oka, która zachwyci nie tylko dorastających chłopców, choć na poziomie fabularnym do nich przede wszystkim jest adresowana.

Zanim nadeszły dekady pastelowo-akwarelowej chwały, Azpiri szlifował swój warsztat w popularnych seriach włoskiego rynku wydawniczego, takich jak Terror Blu, Il Vampiro czy właśnie Oltretomba. Podobnie jak w przypadku Milo Manary, charakterystyczne cechy wykształcającego się dopiero stylu odnaleźć można najłatwiej w postaciach kobiecych. Wyraźnie również widać źródła inspiracji, które w późniejszych pracach nie będą już takie oczywiste. W Damie z Panamy przykuwają wzrok ornamenty lustra, służącego tytułowej postaci jako wrota do świata żywych. Wyobraźnia wizualna Azpiriego w początkowym okresie przybierała podobne formy i kształty do tych, które widzimy u Philippe Druilleta. To ewidentne podobieństwo bynajmniej nie jest wadą. Nawet zapożyczony styl jest lepszy od całkowitego braku stylu, czyli chleba powszedniego wydawnictw kieszonkowych.

Przedstawiona tutaj legenda o zadurzeniu się przywódcy piratów w arystokratce z Panamy nie została tak do końca wyssana z palca. Henry Morgan (1635-1688) to postać autentyczna. Sam rzut oka na jego biografię wystarczy, by uświadomić sobie, jakim był gagatkiem. Tytułem Króla Bukanierów nie został raczej obdarzony za piękne oczy, wielkoduszność czy miłosierdzie. Na kartach historii zapisał się jako jeden z najskuteczniejszych piratów na żołdzie brytyjskiej korony, łupiąc za jej błogosławieństwem liczne hiszpańskie kolonie. Ukoronowaniem jego kariery bukaniera było zdobycie Panamy w 1671 roku, za które otrzymał tytuł szlachecki i stanowisko gubernatora Jamajki. Jak to z równie barwnymi postaciami bywa, Morgan nie jest oceniany przez historyków jednoznacznie. Zapewne najsurowsi są ci hiszpańscy, zaś angielscy najbardziej pobłażliwi. Dla kultury popularnej jest przede wszystkim atrakcyjnym zawadiaką, któremu z przyjemnością kibicujemy zarówno w militarnych, jak też miłosnych podbojach. Co się jednak dzieje, gdy scenarzyści dla odmiany sięgną po "ciemną" legendę tej postaci? Aby się o tym przekonać, wystarczy kliknąć w poniższe...

LINKI Z PANAMY:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Romans Morgana z Doñą Inez, córką gubernatora Panamy, stał się podstawą sympatycznego włoskiego swashbucklera Morgan il pirata (1960). Rozsławiony rolą Herkulesa Steve Reeves nie zgodziłby się nigdy na zagranie łajdaka, zatem jego Morgan jest wyjątkowo szlachetny, a piractwo w jego wydaniu to sam heroizm. Nic dziwnego, że piękna Valérie Lagrange szybko ulega jego męskiemu urokowi. Do takich właśnie piratów - dżentelmenów przyzwyczaiło nas kino. Dopiero fumetti neri ukazuje ich prawdziwe oblicze!

niedziela, 18 grudnia 2022

ZORA WAMPIRZYCA N°13 - PODWÓJNA TRUMNA

Tytuł oryginalny: Zora la Vampira

Serie II n.7 - La bara a due piazze

Wydawca: Edifumetto

Rok pierwszego wydania: 18 maj 1973

Scenariusz: Renzo Barbieri, Giuseppe Pederiali

Grafika: Birago Balzano

Skan edycji włoskiej:

Mal32 & Aquila della Notte (VintageComix)

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Cyfrowy prezent świąteczny dla cierpliwych czytelników: trzynasty tomik Zory, który nie tylko nie był pechowy, ale okazał się absolutnym przełomem! Właśnie w nim po raz pierwszy przedstawiona zostaje Frau Murder, druga po samej bohaterce najważniejsza postać serii. Tak, ważniejsza niż Mark Finney, który co prawda zdobył serce Zory, lecz póki co zaginął na wzburzonym morzu, nie wiadomo zatem, czy kiedykolwiek powróci. Ważniejsza także od Drakuli, którego co prawda uśmiercić nie tak łatwo, pojawiać się więc będzie regularnie, aby wikłać przemienioną przez siebie dziewczynę w kolejne fantastyczne awantury (za kilkadziesiąt tomików podszyje się z jej pomocą pod króla Polski!), ale na wiernego towarzysza po prostu się nie nadaje, co dobitnie ukazano chociażby w Podwójnej trumnie. Ogólnie na facetów, tą brzydszą i mniej wyrafinowaną płeć, nie bardzo jest sens liczyć. Kobietę do końca zrozumie tylko inna kobieta, zaś wampirzycę – tylko inna wampirzyca!

Ogłaszając w tym miejscu pojawienie się stałej partnerki Zory, co nieco osłabiam suspens tym, którzy fatygują się czytać słowo wstępne. Na razie bowiem Frau Murder, niemiecka brunetka o permanentnie nagich piersiach, ukazana została jak groźna antagonistka, którą bohaterka ma za zadanie ukatrupić. Wydaje się jednak, że od samego początku twórcy planowali, że Zora i Frau zostaną przyjaciółkami, a nawet czymś więcej... W kulturze popularnej nastała właśnie moda na wampirzyce, które mają się ku sobie. Na tyle, iż tradycyjne wysysanie krwi schodzi na dalszy plan. Istota tego pikantnego podgatunku horroru zawiera się w tytule jednego z najsłynniejszych filmów Jessa Franco, Vampyros Lesbos. Notabene, jest to jeden z nielicznych obrazów z przepastnej filmografii reżysera, który nie doczekał się dziesiątek alternatywnych tytułów. Dystrybutorzy słusznie uznali, że oryginału nie da się ulepszyć, na dodatek jest zrozumiały pod każdą szerokością geograficzną.

Frau Murder zadebiutowała dwa lata po wspomnianych Vampyros Franco, ale rok przed Vampyres José Ramóna Larraza, w którym Marianne Morris i Anulka Dziubinska stworzyły jeden z najgorętszych wampirzych duetów w historii. Nie sposób powiedzieć, czy na etapie przygotowywań do zdjęć czytały włoskie fumetti, zwłaszcza że źródeł inspiracji nie brakowało w samych kinach. Brytyjski Hammer atakował Wampirycznymi kochankami (1970) i Lust for a Vampire (1971), przesuwającymi granice tego, co można pokazywać w gotyckim horrorze. Także we Francji, gdzie filmowy przemysł unikał tematyki grozy, na jego marginesie już od 1968 roku działał Jean Rollin, proponując własną formułę wampirycznej erotyki. Wydaje się, że właśnie jego zmysłowe i oniryczne obrazy najsilniej podziałały na wyobraźnię twórców Zory. W przeciwieństwie do Hammerów, wyraźnie zdystansowanych względem demonicznych kreatur i dbających o ich finałowe unicestwienie, Rollin i Franco czynili swoje wampirzyce protagonistkami i nie wahali się przyjmować ich drapieżnego punktu widzenia. Po latach stało się jasne, że to ich podejście było ciekawsze i bardziej progresywne. Niewątpliwie był to idealny punkt odniesienia dla krwiopijczych żeńskich par w wydaniu komiksowym.

PODWÓJNE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Jak widać na powyższym zestawieniu plakatu Le Viol du Vampire (1968) z planszą ukazującą nietoperzą transformację Frau Murder, Zora czerpała pełnymi garściami od Rollina. Plakaty jego pierwszych filmów przygotowywał zresztą nie byle kto. Sami rozpoznajcie charakterystyczny styl tego znanego również w Polsce rysownika!

środa, 30 listopada 2022

TERROR BLU. ŚWINIE Z WOONISPACK

Tytuł oryginalny: Terror Blu

N.20 - I suini di Woonispack

Scenariusz: Carmelo Gozzo

Grafika: Francesco Blanc

Wydawca: Elvifrance

Rok pierwszego wydania: 29 grudnia 1977

Skan: Charles (VintageComix)

Przekład z języka francuskiego: Vallaor

Opracowanie graficzne: Vallaor

Skoro tym razem tematyka zwierzęca, to na starcie poruszymy kwestię metaforycznego "słonia w pokoju", czyli częstotliwości czarcich publikacji. Tomik Terror Blu (wyrastającą na najchętniej tłumaczoną przeze mnie serię one-shotów) jest pierwszym, a zarazem ostatnim postem w tym miesiącu. W grudniu powinno być trochę lepiej: trzynasta Zora powoli, ale konsekwetnie wykluwa się, podobnie jak kolejny jednostrzał (tym razem z serii "nagrobnej"). Tym niemniej spadek ilościowy jest odczuwalny i wiąże się ze wzmożoną aktywnością w pracy i życiu osobistym (Cherchez la femme!). Istnieje jeden pewny sposób na zwiększenie częstotliwości translacji i jest nim udział was samych, drodzy czytelnicy! Jeśli zechcecie wspomóc niżej podpisanego przy czyszczeniu i obróbce skanów, przyśpieszycie proces narodzin kolejnych kieszonkowców, do czego gorąco zachęcam!

Ponieważ jednak w swojej miłości do fumetti jestem realistą, domyślam się, że procent czytelników cyfrowych komiksów podejmujących aktywną działalność jest znikomy. Zobaczymy więc, co przyniesie przyszłość. Może nastąpi lekki wzrost publikacji kosztem jakości opracowań skanów? Już przy niniejszym tomiku zrezygnowałem z cyzelowania każdej strony, wymazywania kazdej kropki na każdym kadrze, poprzestając na ogólnej poprawie jakości. Albo też czeka nas jakaś zmiana formuły? Translacja raz na jakiś czas, a znacznie częściej ilustrowane omówienia różnej maści tytułów. Byłoby to zarazem mniej (bo czytelnicy poznają tylko ilustrowane streszczenie), jak i więcej (ze względu na większą liczbę postów). Coraz poważniej zastanawiam się nad taką właśnie ewentualnością.

Na razie jednak przedstawiam pełnowymiarową historię ze znanej już nam serii Terror Blu, w której szalał Carmelo Gozzo, pokręconymi historiami z pogranicza science fiction i grozy sypiący jak z rękawa. Porównać go można z Grahamem Mastertonem, trzaskającym powieść za powieścią, z których większość czyta się z zaciekawieniem, choć nie zawsze zamyka z poczuciem satysfakcji. Oczywiście takim porównaniem wywyższam Gozzo ponad miarę, gdyż trashowość jego fabuł kojarzyć się może z autorem mniej celebrowanym, lecz swego czasu wszechobecnym na rynku horroru w miękkiej oprawie, Guyem N. Smithem. Wydaje mi się jednak, że u Włocha jest jednak więcej innowacji oraz zabawy, a mniej skaczącej do oczu, mocno wyczuwalnej u Smitha rutyny.

Jednak w przypadku fumetti połowa sukcesu to właściwi ilustratorzy, potrafiący tchnąć życie w najbardziej utarty schemat spod pióra scenarzysty. Zaś w przypadku oszałamiająco bogatej wydawnictw fumetti, również nadążać za zawrotnym tempem publikacji tomików. Bodajże najsprawniej ze wszystkich grafików na żołdzie Elvifrance radził sobie Francesco Blanc, z którego usług najczęściej korzystał Gozzo. Panowie najwyraźniej dogadywali się, nawet jeśli nigdy nie mieli okazji się poznać, co nie jest wykluczone w przypadku produkcji seryjnej, gdzie goniące terminy nie pozwalają na socjalizację. Razem podpisali aż 53 tomiki Terror Blu i 39 tomików Storie Blu. Ponadto Blanc był regularnym gościem w takich tytułach jak Terror, Terror Special, Oltretomba, Storie Viola, Attualita Nera. Nie miał problemu z przejściem od produkcji soft do hard, charakterystycznego dla przełomu dekad 70/80. Nie tylko ilustrował nowe historie pełne anatomicznych detali, ale też dorysowywał dodatkowe plansze XXX do reedycji klasycznych tomików. Jak mało do kogo pasuje do niego określenie "stachanowiec fumetti". Na próżno doszukiwać się u niego wielkiego artyzmu, lecz jego kreskę niewątpliwie da się polubić. Chyba że nie odpowiadają nam dwa podstawowe typy kobiecej urody, w jakich się wyspecjalizował: ognistej brunteki i anielskiej blondynki. W prezentowanej historii ten pierwszy typ co prawda nie występuje, za to słodziutka blondyneczka ma dość czarny charakter, co nie pozostaje bez wpływu na rozwój akcji...

ŚWIŃSKIE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Świnie raczej nigdy nie stały się protagonistkami kinowego horroru, jednak hipoteza, że raz poczęstowane ludzkim mięsem, zajadałyby się nim ze smakiem, pojawia się w takich filmach jak Przekręt (2000) i Hannibal (2001). Scenarzyści prawdopodobnie zagłuszają swoje nieczyste sumienie w związku z konsumpcją wieprzowiny. Ja tam nie wierzę w krwiożerczość świnek. Zobaczcie tylko, jakie są słodkie i milusie... dopóki ktoś nie nadepnie im na odcisk!

niedziela, 30 października 2022

ZORA WAMPIRZYCA N°12 - DRAKULA, KOCHANY MÓJ

Tytuł oryginalny: Zora la Vampira

Serie II n.6 - Dracula, amor mio

Wydawca: Edifumetto

Pierwsze wydanie: 4 maja 1973

Scenariusz: Renzo Barbieri, Giuseppe Pederiali

Grafika: Birago Balzano

Skan edycji włoskiej:

Mal32 & Aquila della Notte (VintageComix)

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Zora wciąż w biegu, wciąż kogoś szuka i przed kimś ucieka, trafiając zwykle z deszczu pod rynnę. Tym razem wpadnie w sam środek intrygi rodem z klasycznego dreszczowca, gdzie jednak przyjdzie jej odegrać rolę zdecydowanie bierną, by nie powiedzieć... nieprzytomną. Już drugi raz pod rząd zostaje przez kogoś odurzona narkotykiem w niecnych celach, przy czym ani w jednym, ani w drugi przypadku intencją odurzającego nie jest gwałt, tylko ordynarna kradzież. Przystojny Francuz Jean opróżnił jej szkatłukę, zaś równie przystojny włoski książę Camillo dostrzegł w niej honorową dawczynię krwi, nie zdając sobie sprawy, z jak nietypową hemoglobiną ma w tym konkretnym przypadku do czynienia.

Łatwość, z jaką Zora pada ofiarą podstępnych mężczyzn, budzi wręcz zdumienie. Mogłoby się wydawać, że wampiry, podobnie jak dzikie zwierzęta, posiadają wyostrzone zmysły i wykorzystują je, aby uniknąć podobnych pułapek. Bohaterka najwyraźniej pozbawiona jest takich przydatnych umiejętności, żaden instynkt nie ostrzega jej przed niebezpieczeństwem. Jej pasywny udział w przygodzie na zamku księcia może rozczarowywać wszystkich pragnących w niej widzieć bohaterkę działającą w pełni świadomie i wedle własnych reguł. Zmiana na plus następuje dopiero pod sam koniec, gdzie sama Zora przejmuje pałeczkę i wykorzystuje swój seksapil do usidlenia potencjalnej ofiary. A że robi tak nie całkiem z własnej inicjatywy, lecz za namową wyraźnie dominującego partnera? Cóż począć, kiedy tym partnerem okazuje się sam hrabia Drakula, ewidentnie wzorowany na promieniejącym drapieżnym wdziękiem Christopherze Lee z cyklu hammerowskiego. Podatna na jego charyzmę wampirzyca nie może zrobić nic innego, niż rozchylić uda i wyszeptać: "Jam służebnica twoja, postępuj z moim ciałem i moją duszą wedle twej diabolicznej woli!" Na pełną emancypację przyjdzie jeszcze czas.

DRAKULASTE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Wszystko, co dzieje się na okładce tomiku 12., jest intrygujące, nie całkiem jednak zgodne z jego treścią. Skrępowana pani, której jakiś drań grozi przypalaniem, przywędrowała tutaj niechybnie z jakiegoś kinowego horroru. Ale konkretnie jakiego? Jeśli coś wam świta, piszcie w komentarzach! Tymczasem udało mi się wytropić filmowy pierwowzór jednego z charakterystycznych kadrów.

wtorek, 11 października 2022

LUCIFERA N°12 - WSZETECZNA NIEWIASTA

Tytuł oryginalny: Lucifera

n.12 - Femmina perversa

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: wrzesień 1972

Scenariusz: Giorgio Cavedon, Leone Frollo

Grafika: Leone Frollo

Skan wydania holenderskiego: Charles (VintageComix)

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Kim jest owa kobieta „wszeteczna”, zapowiadana w tytule? Czy to Lucifera, która na okładce dokonuje aktu flagellacji na atrakcyjnej blondynce? Skojarzenie oczywiste, ale mylące. Perfidia i przewrotność są wpisane w naturę naszej protagonistki tak mocno, że dodatkowe oznajmianie tego faktu byłoby tautologią. Natomiast sama okładka jest przykładem klasycznej zmyłki, sekwencją nie mającą nic wspólnego z tym, co znajduje się w środku. Dopiero za pewien czas Lucya będzie tak dokazywać z biczem, na razie u boku Fausta jest w miarę grzeczna i potulna… Najwyraźniej za grzeczna dla twórców okładek, których korci, by pokazywać ją w akcji!

Z obwolutą wiąże się pewna ciekawostka: pochodzi ona z francuskiej edycji, gdzie obydwie dziewczyny noszą gustowne biustonosze (czyżby średniowieczne Victoria’s Secret?). W edycji włoskiej obydwie obywają się bez górnej części garderoby. Zainteresowanych tym niewątpliwie kuszącym widokiem odsyłam na koniec tomiku, gdzie zaprezentowana została oryginalna wersja topless. Francuska może natomiast pochwalić się większą przestrzenią kadru – widzimy na przykład całe okno. Zatem dla każdego coś miłego, dla jednych będzie to nagość, dla innych wystrój wnętrz. Wersja Elvifrance stała się frontalną głównie po to, aby zostawić czytelnikom coś ekstra do odkrycia podczas lektury.

Skoro wszeteczeństwo diablicy to zbyt łatwy trop, kto nam pozostaje? Może pani Veniero, która zapamiętana w namiętności do młodszego mężczyzny wypiera się dla niego własnej córki? A może Caterina, która nie zamierza pozostawać bierną ofiarą losu i na okrutną zdradę rodzicielki odpowiada równie okrutnym kontratakiem? Obydwie niewiasty z odmiennych powodów łamią konwenanse i zasady moralności, wykraczając poza przypisane sobie role. Czy te nie okazują się jednak iluzją, jaką stworzyli sobie mężczyźni, pragnący widzieć w płci przeciwnej wyłącznie to, co piękne i wzniosłe, podczas gdy prawdziwym jej reprezentantkom daleko do zwiewnych, nieskazitelnych istot ze świata fantazji? Jakkolwiek eterycznie by ich poeci nie opisywali, one również stąpają obiema stopami po ziemi, narażone na te same niebezpieczeństwa i pokusy co mężczyźni, na dodatek zmuszone liczyć się z faktem, że wszelkie ich uczynki zostaną ocenione surowiej, właśnie z powodu wyśrubowanych wymogów etycznych, jakie społeczeństwo stawia kobietom.

Koniec końców, bez względu na etyczną ocenę ich postępków, Caterina i jej matka spoglądają na świat znacznie bardziej realistycznie niż Faust, który uparcie goni za fantazmatem kobiety idealnej, kończąc w objęciach istoty będącej zaprzeczeniem anioła. Co czyni go podobnym do innego bohatera romantycznego, hrabiego Henryka z Nie-Boskiej Komedii (1833). Bohater Zygmunta Krasińskiego porzuca żonę na rzecz zjawy-Dziewicy, która prowadzi go na skraj przepaści, ujawniając wówczas swoje prawdziwe oblicze robaczywego trupa. Komiksowy Faust trafia jednak lepiej, dzieląc łoże z namiętną, jak najbardziej cielesną diablicą, której kunszt miłosny objawi się chociażby na kartach niniejszego tomiku.

WSZETECZNE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Portugalska okładka jednoznacznie określa tożsamość "perwersyjnej kobiety". Rozpustna wdowa Veniero, gotowa zaprzeć się własnej córki dla jurnego młodziana! Czy można jednak bezwględnie ją potępić, czy nie ma dla niej żadnych okoliczności łagodzących? Odpowiedzi udzielić musiałyby czytelniczki, bardziej wrażliwe na męski urok wąsatego Paolo.