piątek, 28 kwietnia 2023

ZORA WAMPIRZYCA N°16 - DWIE DZIEWICE

Tytuł oryginalny: Zora la Vampira

Serie II n.10 - Le due verginelle

Wydawca: Edifumetto

Rok pierwszego wydania: 23 czerwiec 1973

Scenariusz: Renzo Barbieri, Giuseppe Pederiali

Grafika: Birago Balzano

Skan edycji włoskiej:

Mal32 & Aquila della Notte (VintageComix)

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

W szesnastej odsłonie występnych przygód Zory nic nie jest takie, jakim się na pierwszy rzut oka wydaje! Chociażby dziewczęta z tytułu, które pod względem fizycznym istotnie spełniają kryteria dziewictwa. Błędem byłoby natomiast kojarzyć ich nienaruszony hymen z zestawem cech psychologicznych, jakie przypisuje się dziewicom: wstydliwością, niewinnością, brakiem doświadczenia w domenie miłości fizycznej. Od tych przymiotów jest obydwu uczennicom koledżu jak najdalej, dlatego tym bardziej szkoda, że Zora i Frau widzą w nich przede wszystkim smakowity posiłek. Gdyby nie były takie łakome, zyskałyby pojętne adeptki, umilające im czas znacznie dłużej!

Czytelnicy, którzy zapoznali się z pierwszą translacją tego tomiku (opublikowaną kilkanaście lat temu jako Zara), nie będą zaskoczeni rozwojem akcji, mogą natomiast zdziwić się dodatkowymi sześcioma stronami, których próżno szukać we francuskim wydaniu. Czy o ich usunięciu zdecydowała oszczędność miejsca, pozwalająca umieścić w tomiku większą liczbę reklam, czy może względy cenzuralne? Wykorzystajmy sprzyjającą okazję, aby przyjrzeć się bliżej owym unikatowym dla wersji włoskiej stronicom i odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Elvifrance się ich pozbyło! Spojlerów uniknąć się nie da, dlatego polecam lekturę tekstu pod linkami już po zapoznaniu się z treścią epizodu.

DZIEWICZE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

„We trójkę możemy świetnie się bawić!” Eva próbuje udobruchać urażoną Annę, zwracając uwagę na pozytywny aspekt szantażu nauczycielki. Brak tej strony w wersji francuskiej wynika wyłącznie z oszczędności miejsca, figlarna natura Evy została zasygnalizowana już wcześniej – zarówno w dialogu, jak też przez kokardkę, znamionującą zalotną naturę dziewczyny.

„Mam nadzieję, że się wam spodobamy!” Anna co prawda kokardki nie nosi, ale okazuje się równie śmiała i bezpruderyjna co jej towarzyszka. Usuniecie planszy to ewidentnie robota cenzorów, którym nie w smak była frontalna nagość panienek najpewniej niepełnoletnich!

„Poderżniemy im gardło!” Frau Murder wykazuje się iście morderczą inwencją. Wycięcie tej planszy stworzyło niejaki suspens odnośnie zastosowanej przez wampirzyce metody zamaskowania ran po ugryzieniach. Szkoda jednak pięknie narysowanej Frau!

„Już wkrótce czeka nas dobra ciepła kąpiel.” Pozostajemy trochę dłużej z nauczycielkami, wywiedzionymi do lasu przez Zorę z intencją uśmiercenia. Teraz nawet bardziej szkoda biedaczek, które nie posłużyły wampirzycy nawet za pokarm...

„Jestem pewna, że Jefferson mnie kocha oraz że będzie mi wierny i oddany!” Najwyraźniej cenzorzy kręcili nosem na nieuzasadnioną fabularnie nagość nawet w wydaniu głównej bohaterki, piękności zdecydowanie dojrzałej! Jej optymizm znajduje ironiczny kontrapunkt na planszy następnej, gdzie dowiadujemy się, co tak naprawdę myśli daleki od miłosnego zauroczenia Jefferson.

„Zora zakochana! Nie do wiary!” Frau z dezaprobatą stwierdza, że jej przyjaciółka, na co dzień tak bezwględna i zasadnicza, straciła głowę dla faceta. Samej Frau zdecydowanie obca jest słabość do płci przeciwnej!

Żadna z wyciętych plansz nie była niezbędna dla rozwoju fabuły, jednak pozbycie się ich zdecydowanie ją zubożyło. Machnijmy więc ręką na okaleczoną cenzorskimi nożycami Zarę i podziwiajmy w pełnej krasie jedyną, niepowtarzalną Zorę!

Cyfrowy Baron zaproponował alternatywną wersję okładki, której nie wykorzystałem ze względu na zbyt wyraźny moim zdaniem wpływ obróbki komputerowej. Efekt jest jednak na tyle ciekawy, że warto go zademonstrować! A nuż przypadnie komuś do gustu bardziej niż ta "analogowa"!

czwartek, 13 kwietnia 2023

TERROR BLU. MÓZG SAPIENS

Tytuł oryginalny: Terror Blu

n.03 - Cervello sapiens

Scenariusz: Carmelo Gozzo

Grafika: Francesco Blanc

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: luty 1977

Skan oryginalnego wydania włoskiego:

Mike_Cek & Paguro Selvaggio

Cyfrowa korekta skanu: Old Man

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Błękitny Terror, wyprzedzony w styczniu przez Zaświaty (Oltretombę), ponownie idzie z nimi łeb w łeb jako najczęściej publikowana czarcia seria, mająca duże szanse wysunąć się na prowadzenie! Bez dwóch zdań jest to jeden z najciekawszych tytułów w katalogu Ediperiodici, mogący pochwalić się zgrabnymi scenariuszami, jak też przyzwoitą, czasami wręcz miłą dla oka oprawą graficzną (zdarzały się też niechlubne wyjątki, lecz o nich cicho sza!). W upichconej przez Carmelo Gozzo gatunkowej mieszance wszystko się ze sobą dobrze klei. Groza nie pojawia się skądinąd, logicznie uzasadniona konceptami rodem z fantastyki naukowej. Erotyka, obowiązkowy element składowy w publikacjach "per adulti", została potraktowana jako nieodłączny element osobowości homo sapiens, determinujący jego poczynania. Ulegają mu zresztą nie tylko ludzie, ale też inne istoty rozumne, chociażby odwiedzający ziemię w niecnych celach kosmici. Być może już wkrótce takie niebezpieczne ufoludki pojawią się w polskim przekładzie, lecz na chwilę obecną musi wystarczyć nam zło, które człowiek czyni.

Tak się ładnie składa, że tematyka Mózgu Sapiens koresponduje z zakończonymi kilka dni temu świętami wielkanocnymi, celebrującymi śmierć i zmartwychwstanie. Rezurekcja w wydaniu chrześcijańskim zakłada interwencję sił nadprzyrodzonych, będących w stanie zawiesić prawa natury i dokonać cudu. Niestety jest to cud w edycji limitowanej, ograniczonej do samego Jezusa i dwóch ożywionych przez niego osób (dziewczynki i Łazarza), co miało miejsce przed ponad dwoma tysiącami lat. Od tamtego czasu wierzący muszą zadowolić się obietnicą życia wiecznego w formie bezcielesnej, w alternatywnym wobec naszego wymiarze duchowym. Co prawda coś tam się przebąkuje o wskrzeszeniu powłoki cielesnej, ma to jednak nastąpić dopiero w dniu Sądu Ostatecznego, którego terminu nie sposób precyzyjnie ustalić. Zatem żadne ziemskie ciało, nawet rozmodlone, nie uniknie procesu rozpadu.

Co jednak, gdyby do akcji wkroczyła technika, pozwalająca na przedłużenie funkcji życiowych? Niewątpliwie musiałoby to dokonać się jakimś kosztem, na przykład wymiany organów biologicznych na mechaniczne. Jak wskazuje sam tytuł, Mózg Sapiens rozważa jeszcze inną opcję, mianowicie funkcjonowanie samego umysłu w separacji od reszty ciała. Czy przedłużenie egzystencji w takiej zredukowanej formie byłoby dla człowieka błogosławieństwem czy przekleństwem? Gdyby rozważyć wszystkie za i przeciw, może się okazać, że śmierć jako absolutny koniec egzystencji nie jest wcale taką najgorszą opcją!

LINKI SAPIENS:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

"Opowieść o tajemniczej mocy, która potrafi przybierać nieskończenie różne formy. Mocy, która wymyka się naszemu pojmowaniu świata. (...) Tajemnicy tak ciemnej i głębokiej, jak kosmiczna przestrzeń…" - głosi opis z polskiego wydania Alfy i Omegi, klasycznego tomiku serii Dylan Dog. Nie byłbym zdziwiony, gdyby Tiziano Sclavi przy jego tworzeniu mocno inspirował się przede wszystkim Cervello Sapiens!

środa, 29 marca 2023

ZORA WAMPIRZYCA N°15 - GORSZYCIELKA

Tytuł oryginalny: Zora la Vampira

Serie II n.9 - La corruttrice

Wydawca: Edifumetto

Rok pierwszego wydania: 15 czerwiec 1973

Scenariusz: Renzo Barbieri, Giuseppe Pederiali

Grafika: Birago Balzano

Skan edycji włoskiej:

Mal32 & Aquila della Notte (VintageComix)

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Przyszedł czas na zwieńczenie pojedynku krwiopijczyń! Która infernalna piękność wykaże się większą bezwzględnością i okrucieństwem? Na pierwszy rzut oka subtelna Angielka Zora wydaje się bez szans w starciu z bezwstydną Niemrą Frau Murder. Pozory jednak mylą i często to właśnie anielskie blondyneczki okazują się bardziej wyrachowane i perfidne. Wynik starcia nie jest zatem przesądzony, a wnioskując po wyborze, jakiego ostatecznie dokonuje Frau, ma ona charakterologicznie znacznie więcej wspólnego ze swoją rywalką, niż byłaby skłonna przyznać.

Obie wampirzyce interpretują „nikczemny czyn” w kategoriach moralnych, jako sprowadzenie wybranej przez siebie duszyczki na złą drogę i powiedzenie jej aż do piekła bram. Żadna nie zdecydowała się na aktywność, która bez względu na rozmiar poczynionych szkód potępiałaby wyłącznie je same. Na przykład podpalenie kościoła z wiernymi w środku byłoby niewątpliwie draństwem do kwadratu, ale najpewniej poskutkowałoby trafieniem wszystkich zwęglonych prosto do nieba w charakterze świętych męczenników, co nie przysporzyłoby Szatanowi żadnych wymiernych korzyści.

Takie subtelne podejście ma również niebagatelne znaczenie dla zachowania naszej sympatii względem protagonistek. Decydując się na śledzenie przygód wampirzyc, akceptujemy już na wstępie, że zachowywać się będą zgodnie ze swoją drapieżną naturą, regularnie łamiąc piąte przykazanie już dla samego przetrwania. Zarazem muszą wykazać się czymś więcej, pewnym zestawem cech budzących nasze uznanie. W przypadku komiksu z zabarwieniem erotycznym podstawowym czynnikiem jest sexappeal, owa niezawodna "broń kobieca". Nie tylko śledzimy perypetie Zory, ale też machamy ręką na jej liczne występki już z tego względu, że jest oszałamiającą pięknością, a takiej skłonni jesteśmy wybaczyć wszystko. Oczywiście na samym wyglądzie nie kończą się zalety złotowłosej wampirzycy. Z rozpędu chciałem je tutaj wymienić, ale czy miałoby to sens? Niech każdy sam poduma, za co polubił Zorę, rzecz jasna poza jej absolutnie oszałamiającym aspektem fizycznym.

GORSZYCIELSKIE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Grymas na ustach Frau nie jest z pewnością równie tajemniczy co uśmiech Giocondy. Nietrudno stwierdzić, że skrywa jakieś łajdactwo. Zarazem wiąże się z nim pewna zagadka. Jaka inna bohaterka uśmiechała się w podobny, jeśli nie identyczny sposób? Pytając bez ogródek: od jakiego rysownika Birago Balzano ten obrazek skopiował?!?

poniedziałek, 20 marca 2023

LUCIFERA N°14 - W STRONĘ TURYNGII

Tytuł oryginalny: Lucifera n.14 - Verso la Turingia

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: listopad 1972

Scenariusz: Giorgio Cavedon, Leone Frollo

Grafika: Leone Frollo

Skan wydania niemieckiego: Charles (VintageComix)

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Czternasty epizod jest w dużej mierze przełomowy, choć jeszcze nie w takim stopniu jak następny. Okazuje się, że na drodze do Turyngii wychodzi na jaw skrzętnie dotąd skrywana, prawdziwa tożsamość Lucyi. Zdemaskowanie bohaterki określi na nowo dynamikę jej relacji z Faustem. Dotychczas zmuszona była hamować przy nim swoje drapieżne instynkty, nie zawsze całkiem skutecznie, lecz wystarczająco, by zmylić jego czujność. Jednakże do czasu… Trudno uciec przed swoją prawdziwą naturą, tym bardziej w relacji z najbliższą osobą. Prędzej czy później wyjdzie szydło z worka, zaś z temperamentnej kobiety – prawdziwa diablica!

Na pozór takie odsłonięcie kart wydaje się zabójcze dla relacji protagonistów. Chodząca prawość i szlachetność, jaką jawi się doktor Sonder, nie zechce przecież mieć nic wspólnego z wcieleniem występku i nieczystej żądzy? Pozory mylą! Przeciwności się przyciągają, mimowolnie zafascynowane sobą nawzajem. Na zmianę kochając się i nienawidząc, bohaterowie nie potrafią całkowicie przeciąć łączących ich więzów. Można rzecz ująć prostacko, sprowadzając wszystko do seksu: Luci jest zbyt dobra w te klocki, aby dorównać jej mogła jakakolwiek ziemianka, nawet tak słodka i ponętna jak Małgorzata. Dlatego też Faust nigdy do końca nie wyrwie się z szpon kruczowłosej kochanki i nie będzie mu dane zakosztować życia rodzinnego na wzór chociażby Thorgala (kolejny bohater, o którego względy walczą anielska blondynka z infernalną brunetką). Choć w tym momencie opowieść zdaje się zmierzać ku nieuchronnemu końcowi, tak naprawdę dopiero się rozpoczyna, a Faust jeszcze nie raz ulegnie swej słabości względem pięknego, lecz zdecydowanie nieboskiego ciała Lucifery.

Tym niemniej pewne rzeczy już wkrótce skończą się definitywnie. Następny tomik zwieńczy wątek inkwizycyjny i zarazem jako ostatni firmowany będzie przez dotychczasowego, znakomitego grafika. Nie jestem jeszcze pewien, jak duże będzie to miało znaczenie dla częstotliwości translacji. Czy znajdę w sobie dość entuzjazmu, aby poświęcać swój czas serii, gdy ta ewidentnie obniży loty pod względem graficznym? Nie sposób w tej chwili odpowiedzieć na to pytanie, dlatego cieszmy się tym, co mamy, czyli kolejnym, przedostatnim już popisem mistrzowskiej kreski Leone Frollo.

DEMASKATORSKIE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Przyznajmy, oryginalny tytuł tomiku nie przykuwa specjalnie uwagi, dlatego decyzja wydawców z innych krajów o jego zamianie wydaje się zrozumiała. Niemcy postawili na Luciferas Demaskierung, zdradzając główny twist scenariusza (podobnie zresztą jak ja sam we wstępniaku!). Portugalczycy zabrali zaś czytelników Nas masmorras da tortura, czyli w podziemia tortur, przygotowując również stosowną okładkę.

czwartek, 9 marca 2023

SEXY FAVOLE. DZIESIĘCIU RYCERZY I JEDEN MAG

Tytuł oryginalny: Sexy Favole

n.33 - Dieci cavalieri e un mago

Wydawca: Geis Edifumetto

Rok pierwszego wydania: 29 listopad 1974

Scenariusz i grafika: Roberto Raviola (Magnus)

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Uwaga! Nie mamy tu do czynienia z kolejnym one-shotem, na podstawie którego można wyrobić sobie opinię o konkretnej włoskiej serii małego formatu. Jeśli uznać go za jej wizytówkę, to została ona wykonana z tak dalece szlachetniejszego materiału niż cała reszta, że w żadnym razie nie może zostać uznana za okaz reprezentacyjny. I chyba nie mogło być inaczej, skoro do współpracy przy tym tomiku Sexy Favole zaproszono Roberto Raviolę, legendarnego już wówczas pioniera fumetti neri. A może on sam zaproponował, że stworzy swoją własną pikantną parodię baśni? W każdym wypadku efekt jest taki sam. Dziesięciu rycerzy całkowicie przyćmiło resztę serii, którą przywołuje się obecnie głównie w kontekście tego jednego tytułu. Podobnie było w przypadku Macabro, gdzie najjaśniejszym blaskiem lśniła Il Teschio Vivente, czyli znana już nam Królewska czaszka, również podpisana przez Magnusa. Tam jednak honoru całej reszty bronił Leone Frollo z dwiema wysmakowanymi plastycznie opowieściami.

Trudno powiedzieć, czy wśród pozostałych 59. tomików Sexy Favole ukrywa się jakaś perełka. Znaczący jest fakt, że francuski odpowiednik serii, Contes féérotiques, zmienił numerację tomików, rozpoczynając publikację właśnie od Magnusa. Tytuł zmieniony został na Ainsi parlait Zara Fouchtra (Tako rzecze Zara Ruchajka?!?), zgodnie z intrygującą polityką Elvifrance zamieszczania zabaw słownych i kulturalnych aluzji w tytułach tomików. Również sam tekst uległ znaczącym modyfikacjom, zależnym chyba tylko od widzimisie tłumacza, nierzadko posuwając się do zmiany treści. Z tego względu wszystkim chętnym zapoznać się z Rycerzami w wersji francuskiej polecam raczej bliższe oryginałowi tłumaczenie z wydania zbiorczego Delcourt pt. L'Internat féminin et autres contes coquins. Dodatkowym atutem tej edycji jest kilka plansz domalowanych przez Magnusa po 11 latach, z okazji reedycji Collana Necron. Plansze te, zgodnie z dosadnym duchem lat 80., prezentują detalicznie odmalowane narządy płciowe bezwstydnie rozwarte bądź wyprężone, skoro jednak je także cechuje typowa dla rysownika maestria, nie sposób uznać ich za niepotrzebny wtręt. Od 1985 roku stanowią integralną część komiksu, nie pominiętą w żadnym z późniejszych wydań (pojawiają się także w niniejszej translacji).

Skoro przynależność do konkretnej serii jest tym razem kwestią przypadkową, powstaje pytanie, czy w ogóle mamy do czynienia z "czarcim kieszonkowcem"? Może Dziesięciu rycerzy należy rozpatrywać wyłącznie w odniesieniu do innych dzieł Magnusa, pomijając okoliczności powstania? Trwałbym przy stanowisku, że charakter pierwotnej publikacji jest zbyt znaczącym czynnikiem, by mógł zostać pominięty, gdyż determinuje zarówno treść, jak i formę dzieła. Inna sprawa, że w ramach narzuconej konwencji Magnus zgodnie ze swoim przydomkiem dokonywał cudów, stawiając poprzeczkę chyba zbyt wysoko dla innych twórców fumetti tascabili, nie mogących nawet marzyć o osiągnięciu podobnego mistrzostwa. Jeśli zaś o diabelskość chodzi... Akurat w tej baśni siły piekielne nie raczą się objawić, maksimum atrakcji zapewniają rozmaite formy białej i czarnej magii. Zarazem przewrotność scenarzysty, wielokrotnie zmieniającego front i obchodzącego się ze swoimi bohaterami (zwłaszcza tymi męskimi) wyjątkowo bezceremonialnie, ma w sobie coś niewątpliwie czarciego. Diabeł tkwi w szczegółach, zalecam więc uważną lekturę!

BAŚNIOWE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Na potrzeby Collana Necron powstała też nowa okładka, skwapliwie ukazująca rozmaite atrakcje tomiku, ale gdzie w tym kolażu tytułowych dziesięciu rycerzy?! Co za dyskryminacja płci brzydkiej!

wtorek, 14 lutego 2023

ZORA WAMPIRZYCA N°14 - POBOŻNY PUSTELNIK

Tytuł oryginalny: Zora la Vampira

Serie II n.8 - Il casto eremita

Wydawca: Edifumetto

Rok pierwszego wydania: 1 czerwiec 1973

Scenariusz: Renzo Barbieri, Giuseppe Pederiali

Grafika: Birago Balzano

Skan edycji włoskiej:

Mal32 & Aquila della Notte (VintageComix)

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Korekta: Aristejo

Pustelnicy, eremici, pokutnicy... W demonstracyjny sposób odrzucający świat materialny i umartwiający ciało poprzez głodówki, krępowanie sznurem, ocieranie włosiennicą i smaganie biczem... Poprzez ból i ascezę dążący do kontaktu ze światem ponadzmysłowym... Przez wieki uznawani byli za świętych i otaczani kultem. Obecnie społeczna estyma dla obszarpańców przesiadujących na słupie bądź dnie studni znacząco zmalała. Ogólny konsensus traktuje praktyki pustelnicze jako symbol ekscesywnej religijności, charakterystycznej dla minionych epok. Nawet osobom wierzącym trudno jest zaakceptować równie ekstremalną formę duchowej aktywności, nie wietrząc w niej jakiejś formy odchylenia psychicznego. Choć religijność jest dziedziną życia najmniej podatną na progresywność, także i jej udzielił się wpływ utylitaryzmu. Wyżej ceni się osoby zaangażowane w pomoc innym, realizujące w praktyce idee miłości bliźniego, doglądające sierot, starców, bezdomnych, zadżumionych i trędowatych (dwie ostatnie opcje najmniej bezpieczne, lecz najmocniej punktowane)... Szacunek wzbudza troska o innych, odejmowanie sobie od ust, by nakarmić głodujących, itp. Otrzymywanie poklasku za samo rozmodlenie i obrastanie brudem minęło bezpowrotnie. Można natomiast praktykować je w ramach zarejestrowanej wspólnoty o charakterze zamkniętym. Wolnoć Tomku w swoim klasztorku!

Skąd tutaj ta niecodzienna refleksja? Otóż właśnie pustelnika upatrzy sobie na ofiarę Zora, szukająca akurat sposobności na dokonanie czegoś demonstracyjnie niemoralnego. Nie wynika to z jej kaprysu. Zło, którego się dopuszcza, ma najczęściej charakter praktyczny, na czele z wysysaniem krwi w celu pożywienia. Gdy więc obmyśla czyn wyjątkowo haniebny, kryje się za tym stan wyższej konieczności. Od inwencji Zory na tym polu zależą jej przyszłe losy, niedostatek okrucieństwa bądź najmniejszy akcent miłosierdzia mogą ją zaprowadzić prosto do piekła, bez biletu powrotnego! Tym razem musi być zepsuta do szpiku kości, dogłębnie perfidna i bez reszty przewrotna. Na szczęście do twarzy jej ze wszystkim, także z siedmioma grzechami głównymi, natomiast jej ofiara niespecjalnie wzbudza współczucie, przynajmniej u osób nie przywykłych do roztkliwiania się nad żywotami świętych, których główną zasługą jest odrzucenie tak strasznych zieskich pokus, jak kontakty cielesne czy obfity posiłek. Można wręcz ze złośliwą satysfakcją śledzić poczynania Zory, starającej się uszczuplić poczet błogosławionych abnegatów, zapewne i tak nazbyt liczny.

PUSTELNICZE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Kuszenie eremitów jest tak stare jak chrześcijaństwo. Pierwszym nękanym przez siły nieczyste był sam Jezus, który notabene wyznaczył wysokie standardy postu - 40 dni i nocy na pustyni, bez wody i pokarmu! Jednakże dla kina najważniejszym eremitą okazał się Szymon Słupnik, tytułowy bohater filmu Luisa Bunuela z 1965 roku. Zakłócająca jego święty spokój blondyneczka, niby mimochodem prezentująca mu swoje zgrabne nóżki i kształtny biuścik, może wyglądać niewinnie, ale nie dajmy się zwieść pozorom!

poniedziałek, 30 stycznia 2023

OLTRETOMBA. PAKT JANIRY

Tytuł oryginalny: Oltretomba

n. 252 - Il patto di Janira

Scenariusz: Carmelo Gozzo

Grafika: Utalentowany Anonim

Wydawca: Ediperiodici

Data wydania: wrzesień 1982

Skan: Charles (VintageComix)

Przekład na język francuski: Leefirkins

Przekład na język polski i opracowanie graficzne: Vallaor

Etykieta Czarcie serie, jaką opatruję prezentowane tutaj one-shoty, jest tak pojemna, że zawierać może prawie wszystkie publikacje Edifumetto i Ediperiodici. Z oczywistych względów fumetti per adulti zawierają treści nieprzystojne, niepoprawne, często drastyczne i obsceniczne. Już to wystarczy, aby zapachniały nam siarką. Jednakże nazewnictwo ma swoją siłę podprogową, zatem pośród dziesiątek rozmaitych tytułów mniej lub bardziej świadomie powracam do tych, które najbardziej uzasadniają tytułowego "czarta". Stąd zmiana banera na bardziej adekwatny dla prezentowanych tu treści (na dodatek dotychczasowy wykorzystywał kadr z serii Pig, której polskim przekładem zajmuje się grupa Chomikowych Translatorów i trochę głupio wchodzić im w paradę), jak też premiera czwartej już opowieści spod szyldu Oltretomba. Tym samym tytuł awansuje na pozycję lidera, deklasując Błękitny Terror, który jednak nie składa broni, odgrażając się, że jeszcze do nas powróci ze swoją charakterystyczną mieszanką grozy, science fiction i erotyki.

Na razie jednak zwyciężył gotycyzm w stylu klasycznym, nawet jeśli zdecydowanie ostrzejszy od tego, który proponowali angielscy pisarze z przełomu XVIII i XIX wieku. Horacego Walpole’a przed pójściem na całość powstrzymywała arystokratyczna ogłada (hrabiowski tytuł zobowiązuje!), Ann Radcliffe właściwa jej płci delikatność (a raczej nałożony na tę płeć gorset delikatności), zaś najdosadniejszego w tym gronie Matthew Gregory’ego Lewisa przede wszystkim wymogi cenzury. Co innego tworzący w tym samym okresie Donatien Alphonse François de Sade, nie mający już żadnych ograniczeń w opisach ekstremów. Nie bez kozery przywołuję tutaj owo „przeklęte” nazwisko. Pakt Janiry to jedna z ostrzejszych odsłon serii, nie stroniąca od brutalnych i nieprzyzwoitych scen, przywołujących na myśl niektóre ustępy Justyny czy Julietty. Zarazem wciąż najważniejsza pozostaje tu sama opowieść, nie grzęznąc przez szereg plansz w ginekologicznych ilustracjach, co stało się udziałem wielu publikowanych w tym samym czasie kieszonkowców.

Jeden rzut oka na okładkę pozwala odgadnąc, że tym razem Carmelo Gozzo podąża śladami pionierów gotycyzmu, wprawiając w ruch cały asortyment średniowiecznych narzędzi tortur. Jednak ostatecznie nie sama makabra okazuje się tu najbardziej szokująca, lecz iście szatański koncept, konsekwentnie poprowadzony do swojej logicznej konkluzji. W tym miejscu powracamy do Boskiego Markiza. Deprawacja niewinności to temat, jaki szczególnie fascynował twórcę Filozofii w buduarze. Uczynienie miejscem akcji prywatnej szkółki dla dziewcząt wydaje się wręcz wymarzone do snucia "sadycznej" narracji o tym, jak łatwo zejść na drogę występku i jak bardzo jest ona usłana różami, podczas gdy na nosicieli cnoty czyhają same kolce. Oczywiście fumetti grozy, wzorem pionierów literatury gotyckiej, nie może obyć się bez figury diabła, ta zaś osadza historię w porządku tradycji judeochrześcijańskiej, którą pisarstwo Sade’a ze wszystkich sił starało się obalić. Czy jednak da się wierzyć jeszcze w boski porządek świata, kiedy tak konsekwentnie wygrywa w nim wyłącznie Zło?

NIECNOTLIWE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Instrumenty perswazyjne Ikwizycji, czyli argumenty, jakim trudno się oprzeć... Ile z nich pojawi się na kartach Paktu Janiry? Przekonajcie się sami!