niedziela, 18 grudnia 2022

ZORA WAMPIRZYCA N°13 - PODWÓJNA TRUMNA

Tytuł oryginalny: Zora la Vampira

Serie II n.7 - La bara a due piazze

Wydawca: Edifumetto

Rok pierwszego wydania: 18 maj 1973

Scenariusz: Renzo Barbieri, Giuseppe Pederiali

Grafika: Birago Balzano

Skan edycji włoskiej:

Mal32 & Aquila della Notte (VintageComix)

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Cyfrowy prezent świąteczny dla cierpliwych czytelników: trzynasty tomik Zory, który nie tylko nie był pechowy, ale okazał się absolutnym przełomem! Właśnie w nim po raz pierwszy przedstawiona zostaje Frau Murder, druga po samej bohaterce najważniejsza postać serii. Tak, ważniejsza niż Mark Finney, który co prawda zdobył serce Zory, lecz póki co zaginął na wzburzonym morzu, nie wiadomo zatem, czy kiedykolwiek powróci. Ważniejsza także od Drakuli, którego co prawda uśmiercić nie tak łatwo, pojawiać się więc będzie regularnie, aby wikłać przemienioną przez siebie dziewczynę w kolejne fantastyczne awantury (za kilkadziesiąt tomików podszyje się z jej pomocą pod króla Polski!), ale na wiernego towarzysza po prostu się nie nadaje, co dobitnie ukazano chociażby w Podwójnej trumnie. Ogólnie na facetów, tą brzydszą i mniej wyrafinowaną płeć, nie bardzo jest sens liczyć. Kobietę do końca zrozumie tylko inna kobieta, zaś wampirzycę – tylko inna wampirzyca!

Ogłaszając w tym miejscu pojawienie się stałej partnerki Zory, co nieco osłabiam suspens tym, którzy fatygują się czytać słowo wstępne. Na razie bowiem Frau Murder, niemiecka brunetka o permanentnie nagich piersiach, ukazana została jak groźna antagonistka, którą bohaterka ma za zadanie ukatrupić. Wydaje się jednak, że od samego początku twórcy planowali, że Zora i Frau zostaną przyjaciółkami, a nawet czymś więcej... W kulturze popularnej nastała właśnie moda na wampirzyce, które mają się ku sobie. Na tyle, iż tradycyjne wysysanie krwi schodzi na dalszy plan. Istota tego pikantnego podgatunku horroru zawiera się w tytule jednego z najsłynniejszych filmów Jessa Franco, Vampyros Lesbos. Notabene, jest to jeden z nielicznych obrazów z przepastnej filmografii reżysera, który nie doczekał się dziesiątek alternatywnych tytułów. Dystrybutorzy słusznie uznali, że oryginału nie da się ulepszyć, na dodatek jest zrozumiały pod każdą szerokością geograficzną.

Frau Murder zadebiutowała dwa lata po wspomnianych Vampyros Franco, ale rok przed Vampyres José Ramóna Larraza, w którym Marianne Morris i Anulka Dziubinska stworzyły jeden z najgorętszych wampirzych duetów w historii. Nie sposób powiedzieć, czy na etapie przygotowywań do zdjęć czytały włoskie fumetti, zwłaszcza że źródeł inspiracji nie brakowało w samych kinach. Brytyjski Hammer atakował Wampirycznymi kochankami (1970) i Lust for a Vampire (1971), przesuwającymi granice tego, co można pokazywać w gotyckim horrorze. Także we Francji, gdzie filmowy przemysł unikał tematyki grozy, na jego marginesie już od 1968 roku działał Jean Rollin, proponując własną formułę wampirycznej erotyki. Wydaje się, że właśnie jego zmysłowe i oniryczne obrazy najsilniej podziałały na wyobraźnię twórców Zory. W przeciwieństwie do Hammerów, wyraźnie zdystansowanych względem demonicznych kreatur i dbających o ich finałowe unicestwienie, Rollin i Franco czynili swoje wampirzyce protagonistkami i nie wahali się przyjmować ich drapieżnego punktu widzenia. Po latach stało się jasne, że to ich podejście było ciekawsze i bardziej progresywne. Niewątpliwie był to idealny punkt odniesienia dla krwiopijczych żeńskich par w wydaniu komiksowym.

PODWÓJNE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Jak widać na powyższym zestawieniu plakatu Le Viol du Vampire (1968) z planszą ukazującą nietoperzą transformację Frau Murder, Zora czerpała pełnymi garściami od Rollina. Plakaty jego pierwszych filmów przygotowywał zresztą nie byle kto. Sami rozpoznajcie charakterystyczny styl tego znanego również w Polsce rysownika!

środa, 30 listopada 2022

TERROR BLU. ŚWINIE Z WOONISPACK

Tytuł oryginalny: Terror Blu

N.20 - I suini di Woonispack

Scenariusz: Carmelo Gozzo

Grafika: Francesco Blanc

Wydawca: Elvifrance

Rok pierwszego wydania: 29 grudnia 1977

Skan: Charles (VintageComix)

Przekład z języka francuskiego: Vallaor

Opracowanie graficzne: Vallaor

Skoro tym razem tematyka zwierzęca, to na starcie poruszymy kwestię metaforycznego "słonia w pokoju", czyli częstotliwości czarcich publikacji. Tomik Terror Blu (wyrastającą na najchętniej tłumaczoną przeze mnie serię one-shotów) jest pierwszym, a zarazem ostatnim postem w tym miesiącu. W grudniu powinno być trochę lepiej: trzynasta Zora powoli, ale konsekwetnie wykluwa się, podobnie jak kolejny jednostrzał (tym razem z serii "nagrobnej"). Tym niemniej spadek ilościowy jest odczuwalny i wiąże się ze wzmożoną aktywnością w pracy i życiu osobistym (Cherchez la femme!). Istnieje jeden pewny sposób na zwiększenie częstotliwości translacji i jest nim udział was samych, drodzy czytelnicy! Jeśli zechcecie wspomóc niżej podpisanego przy czyszczeniu i obróbce skanów, przyśpieszycie proces narodzin kolejnych kieszonkowców, do czego gorąco zachęcam!

Ponieważ jednak w swojej miłości do fumetti jestem realistą, domyślam się, że procent czytelników cyfrowych komiksów podejmujących aktywną działalność jest znikomy. Zobaczymy więc, co przyniesie przyszłość. Może nastąpi lekki wzrost publikacji kosztem jakości opracowań skanów? Już przy niniejszym tomiku zrezygnowałem z cyzelowania każdej strony, wymazywania kazdej kropki na każdym kadrze, poprzestając na ogólnej poprawie jakości. Albo też czeka nas jakaś zmiana formuły? Translacja raz na jakiś czas, a znacznie częściej ilustrowane omówienia różnej maści tytułów. Byłoby to zarazem mniej (bo czytelnicy poznają tylko ilustrowane streszczenie), jak i więcej (ze względu na większą liczbę postów). Coraz poważniej zastanawiam się nad taką właśnie ewentualnością.

Na razie jednak przedstawiam pełnowymiarową historię ze znanej już nam serii Terror Blu, w której szalał Carmelo Gozzo, pokręconymi historiami z pogranicza science fiction i grozy sypiący jak z rękawa. Porównać go można z Grahamem Mastertonem, trzaskającym powieść za powieścią, z których większość czyta się z zaciekawieniem, choć nie zawsze zamyka z poczuciem satysfakcji. Oczywiście takim porównaniem wywyższam Gozzo ponad miarę, gdyż trashowość jego fabuł kojarzyć się może z autorem mniej celebrowanym, lecz swego czasu wszechobecnym na rynku horroru w miękkiej oprawie, Guyem N. Smithem. Wydaje mi się jednak, że u Włocha jest jednak więcej innowacji oraz zabawy, a mniej skaczącej do oczu, mocno wyczuwalnej u Smitha rutyny.

Jednak w przypadku fumetti połowa sukcesu to właściwi ilustratorzy, potrafiący tchnąć życie w najbardziej utarty schemat spod pióra scenarzysty. Zaś w przypadku oszałamiająco bogatej wydawnictw fumetti, również nadążać za zawrotnym tempem publikacji tomików. Bodajże najsprawniej ze wszystkich grafików na żołdzie Elvifrance radził sobie Francesco Blanc, z którego usług najczęściej korzystał Gozzo. Panowie najwyraźniej dogadywali się, nawet jeśli nigdy nie mieli okazji się poznać, co nie jest wykluczone w przypadku produkcji seryjnej, gdzie goniące terminy nie pozwalają na socjalizację. Razem podpisali aż 53 tomiki Terror Blu i 39 tomików Storie Blu. Ponadto Blanc był regularnym gościem w takich tytułach jak Terror, Terror Special, Oltretomba, Storie Viola, Attualita Nera. Nie miał problemu z przejściem od produkcji soft do hard, charakterystycznego dla przełomu dekad 70/80. Nie tylko ilustrował nowe historie pełne anatomicznych detali, ale też dorysowywał dodatkowe plansze XXX do reedycji klasycznych tomików. Jak mało do kogo pasuje do niego określenie "stachanowiec fumetti". Na próżno doszukiwać się u niego wielkiego artyzmu, lecz jego kreskę niewątpliwie da się polubić. Chyba że nie odpowiadają nam dwa podstawowe typy kobiecej urody, w jakich się wyspecjalizował: ognistej brunteki i anielskiej blondynki. W prezentowanej historii ten pierwszy typ co prawda nie występuje, za to słodziutka blondyneczka ma dość czarny charakter, co nie pozostaje bez wpływu na rozwój akcji...

ŚWIŃSKIE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Świnie raczej nigdy nie stały się protagonistkami kinowego horroru, jednak hipoteza, że raz poczęstowane ludzkim mięsem, zajadałyby się nim ze smakiem, pojawia się w takich filmach jak Przekręt (2000) i Hannibal (2001). Scenarzyści prawdopodobnie zagłuszają swoje nieczyste sumienie w związku z konsumpcją wieprzowiny. Ja tam nie wierzę w krwiożerczość świnek. Zobaczcie tylko, jakie są słodkie i milusie... dopóki ktoś nie nadepnie im na odcisk!

niedziela, 30 października 2022

ZORA WAMPIRZYCA N°12 - DRAKULA, KOCHANY MÓJ

Tytuł oryginalny: Zora la Vampira

Serie II n.6 - Dracula, amor mio

Wydawca: Edifumetto

Pierwsze wydanie: 4 maja 1973

Scenariusz: Renzo Barbieri, Giuseppe Pederiali

Grafika: Birago Balzano

Skan edycji włoskiej:

Mal32 & Aquila della Notte (VintageComix)

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Zora wciąż w biegu, wciąż kogoś szuka i przed kimś ucieka, trafiając zwykle z deszczu pod rynnę. Tym razem wpadnie w sam środek intrygi rodem z klasycznego dreszczowca, gdzie jednak przyjdzie jej odegrać rolę zdecydowanie bierną, by nie powiedzieć... nieprzytomną. Już drugi raz pod rząd zostaje przez kogoś odurzona narkotykiem w niecnych celach, przy czym ani w jednym, ani w drugi przypadku intencją odurzającego nie jest gwałt, tylko ordynarna kradzież. Przystojny Francuz Jean opróżnił jej szkatłukę, zaś równie przystojny włoski książę Camillo dostrzegł w niej honorową dawczynię krwi, nie zdając sobie sprawy, z jak nietypową hemoglobiną ma w tym konkretnym przypadku do czynienia.

Łatwość, z jaką Zora pada ofiarą podstępnych mężczyzn, budzi wręcz zdumienie. Mogłoby się wydawać, że wampiry, podobnie jak dzikie zwierzęta, posiadają wyostrzone zmysły i wykorzystują je, aby uniknąć podobnych pułapek. Bohaterka najwyraźniej pozbawiona jest takich przydatnych umiejętności, żaden instynkt nie ostrzega jej przed niebezpieczeństwem. Jej pasywny udział w przygodzie na zamku księcia może rozczarowywać wszystkich pragnących w niej widzieć bohaterkę działającą w pełni świadomie i wedle własnych reguł. Zmiana na plus następuje dopiero pod sam koniec, gdzie sama Zora przejmuje pałeczkę i wykorzystuje swój seksapil do usidlenia potencjalnej ofiary. A że robi tak nie całkiem z własnej inicjatywy, lecz za namową wyraźnie dominującego partnera? Cóż począć, kiedy tym partnerem okazuje się sam hrabia Drakula, ewidentnie wzorowany na promieniejącym drapieżnym wdziękiem Christopherze Lee z cyklu hammerowskiego. Podatna na jego charyzmę wampirzyca nie może zrobić nic innego, niż rozchylić uda i wyszeptać: "Jam służebnica twoja, postępuj z moim ciałem i moją duszą wedle twej diabolicznej woli!" Na pełną emancypację przyjdzie jeszcze czas.

DRAKULASTE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Wszystko, co dzieje się na okładce tomiku 12., jest intrygujące, nie całkiem jednak zgodne z jego treścią. Skrępowana pani, której jakiś drań grozi przypalaniem, przywędrowała tutaj niechybnie z jakiegoś kinowego horroru. Ale konkretnie jakiego? Jeśli coś wam świta, piszcie w komentarzach! Tymczasem udało mi się wytropić filmowy pierwowzór jednego z charakterystycznych kadrów.

wtorek, 11 października 2022

LUCIFERA N°12 - WSZETECZNA NIEWIASTA

Tytuł oryginalny: Lucifera

n.12 - Femmina perversa

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: wrzesień 1972

Scenariusz: Giorgio Cavedon, Leone Frollo

Grafika: Leone Frollo

Skan wydania holenderskiego: Charles (VintageComix)

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Kim jest owa kobieta „wszeteczna”, zapowiadana w tytule? Czy to Lucifera, która na okładce dokonuje aktu flagellacji na atrakcyjnej blondynce? Skojarzenie oczywiste, ale mylące. Perfidia i przewrotność są wpisane w naturę naszej protagonistki tak mocno, że dodatkowe oznajmianie tego faktu byłoby tautologią. Natomiast sama okładka jest przykładem klasycznej zmyłki, sekwencją nie mającą nic wspólnego z tym, co znajduje się w środku. Dopiero za pewien czas Lucya będzie tak dokazywać z biczem, na razie u boku Fausta jest w miarę grzeczna i potulna… Najwyraźniej za grzeczna dla twórców okładek, których korci, by pokazywać ją w akcji!

Z obwolutą wiąże się pewna ciekawostka: pochodzi ona z francuskiej edycji, gdzie obydwie dziewczyny noszą gustowne biustonosze (czyżby średniowieczne Victoria’s Secret?). W edycji włoskiej obydwie obywają się bez górnej części garderoby. Zainteresowanych tym niewątpliwie kuszącym widokiem odsyłam na koniec tomiku, gdzie zaprezentowana została oryginalna wersja topless. Francuska może natomiast pochwalić się większą przestrzenią kadru – widzimy na przykład całe okno. Zatem dla każdego coś miłego, dla jednych będzie to nagość, dla innych wystrój wnętrz. Wersja Elvifrance stała się frontalną głównie po to, aby zostawić czytelnikom coś ekstra do odkrycia podczas lektury.

Skoro wszeteczeństwo diablicy to zbyt łatwy trop, kto nam pozostaje? Może pani Veniero, która zapamiętana w namiętności do młodszego mężczyzny wypiera się dla niego własnej córki? A może Caterina, która nie zamierza pozostawać bierną ofiarą losu i na okrutną zdradę rodzicielki odpowiada równie okrutnym kontratakiem? Obydwie niewiasty z odmiennych powodów łamią konwenanse i zasady moralności, wykraczając poza przypisane sobie role. Czy te nie okazują się jednak iluzją, jaką stworzyli sobie mężczyźni, pragnący widzieć w płci przeciwnej wyłącznie to, co piękne i wzniosłe, podczas gdy prawdziwym jej reprezentantkom daleko do zwiewnych, nieskazitelnych istot ze świata fantazji? Jakkolwiek eterycznie by ich poeci nie opisywali, one również stąpają obiema stopami po ziemi, narażone na te same niebezpieczeństwa i pokusy co mężczyźni, na dodatek zmuszone liczyć się z faktem, że wszelkie ich uczynki zostaną ocenione surowiej, właśnie z powodu wyśrubowanych wymogów etycznych, jakie społeczeństwo stawia kobietom.

Koniec końców, bez względu na etyczną ocenę ich postępków, Caterina i jej matka spoglądają na świat znacznie bardziej realistycznie niż Faust, który uparcie goni za fantazmatem kobiety idealnej, kończąc w objęciach istoty będącej zaprzeczeniem anioła. Co czyni go podobnym do innego bohatera romantycznego, hrabiego Henryka z Nie-Boskiej Komedii (1833). Bohater Zygmunta Krasińskiego porzuca żonę na rzecz zjawy-Dziewicy, która prowadzi go na skraj przepaści, ujawniając wówczas swoje prawdziwe oblicze robaczywego trupa. Komiksowy Faust trafia jednak lepiej, dzieląc łoże z namiętną, jak najbardziej cielesną diablicą, której kunszt miłosny objawi się chociażby na kartach niniejszego tomiku.

WSZETECZNE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Portugalska okładka jednoznacznie określa tożsamość "perwersyjnej kobiety". Rozpustna wdowa Veniero, gotowa zaprzeć się własnej córki dla jurnego młodziana! Czy można jednak bezwględnie ją potępić, czy nie ma dla niej żadnych okoliczności łagodzących? Odpowiedzi udzielić musiałyby czytelniczki, bardziej wrażliwe na męski urok wąsatego Paolo.

poniedziałek, 3 października 2022

GUERRA. REWOLTA BOKSERÓW

Tytuł oryginalny: Guerra

N.7 - La rivolta dei Boxers

Scenariusz: Carmelo Gozzo

Grafika: Xavier Musquera

Okładka: Carlo Jacono

Wydawca: Ediperiodici

Rok pierwszego wydania: czerwiec 1978

Wydawca: Ediperiodici

Skan edycji włoskiej: Charles (VintageComix)

Przekład z jęz. włoskiego: Vallaor

Wklejanie tekstu: Vallaor

Opracowanie graficzne: Mrsister

Wojna dla zwykłych ludzi jest tragedią, dla przemysłu zbrojeniowego świetnym interesem, zaś dla pisarzy niewyczerpanym źródłem inspiracji. Wszelkiej maści konflikty zbrojne to samograje, z których nawet średnio uzdolniony dramaturg potrafi ułożyć zajmującą opowieść. W zależności od preferencji może ona uderzać w nuty patriotyczne, cementować jedność narodową (w opozycji do wroga), bądź też przybrać tonację posępną, obnażając grozę wojny jako zła absolutnego, które zostawia niezatarty ślad u wszystkich jej uczestników.

W komiksie tematyka wojenna reprezentowana była najmocniej w wydaniu „młodzieżowym”, akcentującym jej przygodowo-wyczynowy wymiar. W takiej formule, gloryfikującej heroizm walki w słusznej sprawie, przodowały właśnie wydania kieszonkowe, stając się - nomen omen - poligonem dla przyszłych tuzów realistycznej kreski (np. Hugo Pratt). Na początku lat 60. we Włoszech pojawił się jednak Diabolik, którego bezczelny egoizm okazał się atrakcyjną alternatywą dla altruizmu żołnierzy poświęcających się dla ogółu. Okazało się, że czytelnicy wolą czytać o brawurowych kradzieżach niż o kolejnym wysadzonym przez aliantów moście. Gdy kieszonkowce zaroiły się od antybohaterów prześcigających się w bezwzględności, także obraz wojny musiał zmienić swoje oblicze. Zresztą zmieniłby je także bez inwazji różnych Kriminalów i Sadików. Po Parszywej dwunastce (1967) na ekranach kin i wojnie w Wietnamie na czołówkach gazet trudno było oczekiwać od odbiorców bezkrytycznej akceptacji biało-czarnego obrazu konfliktów zbrojnych.

Taka też – pozbawiona sentymentów, ponura i cyniczna - jest seria Guerra, poświęcona wybranym epizodom wojennym, przede wszystkim tym z okresu drugiej wojny światowej, ale nie tylko. Cezurą czasową był najwyraźniej XX wiek, bardziej wstecz wzrok scenarzysty nie sięgnął. Może po prostu nie miał ku temu okazji? Seria liczy sobie zaskakująco mało odsłon jak na nieograniczone możliwości wiążące się z jej nazwą. Niewykluczone, że w latach 70. wojna w tradycyjnym wydaniu już się włoskim czytelnikom przejadła i nawet doprawienie jej większą niż dotychczas dawką erotyki nie zapewniło dostatecznej popularności. Wielkim sukcesem okazała się natomiast Hessa, seria wojenna opowiedziana z perspektywy antybohaterki, seksownej i niebezpiecznej funkcjonariuszki SS. Także poszczególne epizody popularnych tytułów, takich jak Terror czy Storie Blu, nawiązywały do wojny w mniej oczywisty sposób, dodając od siebie niecodzienny twist, jak podróż do innego wymiaru w Planecie Swastyki czy koszmarne eksperymenty genetyczne w Bliźniakach Hitlera (uwaga - polska wersja językowa jest aktualnie opracowywana przez Chomikowych Translatorów!)

Choć Guerra sukcesu czytelniczego się nie doczekała, same tomiki nie powinny sprawić zawodu amatorom fumetti per adulti. Carmelo Gozzo (przed tym scenarzystą najwyraźniej nie ma ucieczki!) postarał się o przyzwoity poziom intrygi, podczas gdy ilustratorzy – w większości argentyńskiego pochodzenia – zadbali o realizm, tak istotny w uwiarygodnieniu militarnych epizodów. Do reprezentacji całej serii wybrałem najciekawszy z mojej perspektywy epizod, osadzony w najodleglejszym historycznie okresie, ukazujący powstanie bokserów w latach 1899-1901. Był to pierwszy sygnał przebudzenia chińskiego smoka, zagrażającego imperialnemu porządkowi świata. Krwawa rewolta została ostatecznie stłumiona, uwiarygodniła jednak obawy Europejczyków przed „żółtym niebezpieczeństwem”, którego nie sposób już dłużej trzymać w ryzach. Jak te burzliwe wydarzenia prezentują się na kartach komiksu, możecie sprawdzić sami, klikając w jeden z poniższych linków!

BOKSERSKIE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Choć powstanie bokserów obfitowało w akty barbarzyństwa, szczególnie ochoczo dokonywane na placówkach misyjnych, Gozzo wykazał się w ich opisie zaskakującą subtelnością i takich obrazków jak powyższy w komiksie nie uświadczymy! Co nie oznacza, że jest on czytanką dla grzecznych dzieci…

PS. Wielkie podziękowania dla Mrsister, dzięki któremu Rewolta ujrzała tak szybko światło dzienne!

wtorek, 27 września 2022

ZORA WAMPIRZYCA N°11 - NOC I STRACH

Tytuł oryginalny: Zora la Vampira

Serie II n.5 - La notte e la paura

Wydawca: Edifumetto

Rok pierwszego wydania: 6 kwiecień 1973

Scenariusz: Renzo Barbieri, Giuseppe Pederiali

Grafika: Birago Balzano

Skan edycji włoskiej: Mal32 & Aquila della Notte (VintageComix)

Translacja i opracowanie graficzne: Vallaor

Długo przyszło czekać na zakończenie historii o człowieku amfibii, a właściwie o misji, jakiej podjęła się Zora w jego imieniu. Niektórzy czytelnicy niechybnie zdążyli zapomnieć, jakiej to straszliwej, godnej krwawej pomsty zbrodni dopuścił się markiz Duval. Szczęśliwie dla wszystkich niepamiętliwych pierwsza plansza tomiku przedstawia ogólny zarys intrygi, wprowadzając bezpośrednio w akcję. Zainteresowanych drastycznymi szczegółami odsyłam do poprzedniego tomiku!

Tymczasem Noc i strach rozpoczyna się nie od rozprawy z samym markizem, lecz z panią małżonką, bynajmniej nie wtajemniczoną w jego niecne postępki z okresu burzliwej młodości. Trafiła na czarną listę Zory z zupełnie innego powodu, mogącego wywołać zdumienie u miłośników serii zaznajomionych z późniejszymi tomikami, zwłaszcza tymi spod szyldu Nuova Serie z lat 80. Markiza ośmieliła się bowiem czynić Zorze awanse, zwabiać ją do swojego łoża po części podstępem, po części przymusem, co nasza wampirzyca poczytała za obrazę, zasługującą na najsroższą karę.

Bohaterka w późniejszym okresie nie pogardziłaby taką okazją do łóżkowych igraszek, zwłaszcza że Duvalova zalicza się do tych atrakcyjniejszych dojarzałych kobiet. Jednak młoda Zora nie jest jeszcze tak wielką koneserką miłości fizycznej, dopiero zaczyna w niej gustować. W końcu całkiem niedawno przestała obwiniać się o zdradzanie ukochanego Marka z kim tylko popadnie! Seks w wydaniu lesbijskim to jednak coś nowego, mogącego wręcz budzić u niedoświadczonej w tym względzie dziewczyny odruchową niechęć. Najwyraźniej potrzeba było właściwej, doświadczonej kobiety, aby odkryła zalety bliskiego obcowania z tą samą płcią. Wspomniania partnerka idealna pojawi się już wkrótce (już za dwa tomiki!) i okaże się strzałem w dziesiątkę do tego stopnia, że trudno będzie wyobrazić sobie serię bez jej udziału.

Można jednak odczytać gniew Zory względem umizgów markizy także w innym, bardziej progresywnym kluczu, do czego uprawnia wyzwolona, demonstrowana na każdym kroku postawa niepokornej bohaterki. Poprzez wgryzanie się w szyję pani Duval wampirzyca walczy z mobbingiem, który w XIX wieku nie był jeszcze zjawiskiem rozpoznanym i potępianym. Wręcz przeciwnie, cieszył się cichym przyzwoleniem społecznym jako jeden z nieformalnych filarów konserwatywnego porządku. Potrzeba było dekad emancypacji, aby za karygodne uznano wykorzystywanie przez pracodawcę swojej pozycji do zapewnienia sobie całkowitej uległości osoby przezeń zatrudnionej. Co nie oznacza, że wszystkie pokojówki, gosposie, kucharki i sprzątaczki czuły się komfortowo np. z ręką pana domu pod spódnicą i nie buntowały się, choćby w duchu, przeciwko takim niecnym praktykom. Zora wymierza markizie bezlitosną karę właśnie w ich imieniu. # ZoraToo?!?

NOCĄ STRASZNE LINKI (POPRAWIONE PO SUGESTIACH VALA):

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Na okładce tomiku jak zwykle dla każdego coś miłego, przekopiowane z innych źródeł: front z dziewczętami Playboya (króliczki, ale z ząbkami!), tył z plakatu do kinowego horroru. I w tak zgrabny sposób łączą się ze sobą seks i groza... Tym razem za inspirację filmową posłużył poster Tales from the Crypt, nowelowego obrazu z angielskiej wytwórni Amicus!

niedziela, 18 września 2022

TERROR. PRAWDZIWA HISTORIA KUBY ROZPRUWACZA

Tytuł oryginalny: Terror

n. 18 - La vera storia di Jack Lo Squartatore

Scenariusz: Anonim

Grafika: Milo Manara

Pierwsze wydanie: kwiecień 1971

Wydawca: Ediperiodici

Skan: Charles (VintageComix)

Przekład z jęz. francuskiego: Vallaor

Opracowanie graficzne: Vallaor

Projekt polskiej okładki: Cyfrowy Baron

Tym razem nie lada ciekawostka dla wszystkich fanów Milo Manary: jedna z jego najstarszych prac, pochodząca z okresu, kiedy dopiero ćwiczył warsztat i nie wszystko wychodziło mu równie perfekcyjnie, co w latach późniejszych. Nietrudno zgadnąć, że przyszły geniusz najłatwiej dostrzec można w szkicach postaci kobiecych, smukłych i powabnych. Tak właśnie rysownik przedstawił kobiety lekkich obyczajów z ubogich dzielnic Londynu, padające ofiarą maniaka znanego jako Kuba Rozpruwacz. Według wiarygodnych materiałów źródłowych zamordowane prezeń panny nie odznaczały się urodą. Zbyt wielkie piętno odcisnęły na nich zarówno wyczerpujący fizycznie zawód, jak też nędzne warunki bytowania. Jednak mowy nie ma, by Manara kiedykolwiek dochowywał wierność historycznym przekazom, kiedy stawały mu na przeszkodzie malowania dziewcząt idealnie pięknych! Już mając na uwadzę tę dowolność w portretowaniu postaci, należy potraktować "prawdziwość" z tytułu z dużym przymrużeniem oka. Zresztą nie tylko Manara, ale też zdecydowana większość filmowców ukazuje ofiary Rozpruwacza jako atrakcyjne. Dziwaczne gusta Kuby swoją drogą, ale widz kinowy po prostu nie życzy sobie oglądać na ekranie szpetnych niewiast, bez względu na to, jaką profesją by się nie parały.

Odkładając na bok kwestię zgodności z faktami, podpisana przez anonimowego scenarzystę historia nie ma szans na pierwsze miejsce w rankingu najlepszych komiksów o Rozpruwaczu. Nie tylko dlatego, że w 1989 roku Alan Moore i Eddie Campbell zdeklasowali konkurencję swoim Prosto z piekła, istnym opus magnus ripperologii. W dziełku Manary nie ma co liczyć na oryginalne podejście do tematu i mocno skomplikowaną fabułę. W swojej prostocie jest ono jednak całkiem sympatyczne, a sięgnąć po nie mogą nawet zadeklarowani przeciwnicy ekscesów fumetti. W kwestiach erotycznych wykazuje zaskakującą delikatność, w czym zapewne czynnikiem decydującym była data publikacji. W 1971 roku nawet komiksy "per adulti" nie pozwalały sobie na świntuszenie pełną parą. Natomiast w kwestii obrazowania przemocy sprawa jest bardziej skomplikowana, istnieje bowiem znacząca rozbieżność pomiedzy edycją francuską i holenderską. W tej pierwszej zadawane przez Kubę rany wyglądają bardziej na zadraśnięcia, zaś o wybebeszaniu treści żołądkowych możemy sobie wyłącznie poczytać. Inaczej sprawy się mają w tomiku holenderskim, gdzie wszystko wygląda znacznie bardziej dosadnie. Nie dysponując włoskim oryginałem i zdając sobie sprawę z cenzorskich zapędów Elvifrance, zdecydowałem się w tym aspekcie podążyć za Holendrami. A zatem: więcej krwi, więcej obrażeń i flaki na wierzchu. Gorehounds, enjoy!

Oddzielnego akapitu domaga się okładka, jako że nie skończyło się tutaj na standardowym odczyszczaniu i wstawianiu polskich tytułów. Specjalnie na potrzeby "czarciej" edycji został dokonany odważny remix, łączący elementy okładki fumetti, fotografii i malarskiego plakatu filmowego (Jack The Ripper z 1976 roku). Skąd ta fanaberia, odsuwająca datę premiery o ładnych kilka dni? Z przeświadczenia, że pomimo swoich niedoskonałości komiks zasługuje na własną okładkę, której do tej pory de facto się nie doczekał. Obwoluta włoskiego tomiku nawiązywała do drugiej opowieści w nim zawartej i przedstawiała buddyjskiego mnicha (?) rozcinającego siekierą mechanicznego kosmitę (?!?). Francuzi, którzy z oryginalnego wydania przedrukowali tylko historię o Kubie, zdecydowali się na okładkę najbardziej w ich mniemaniu zbliżoną tematycznie, podkradzioną z 44. tomiku serii Jacula: stąd cmentarz, czaszki oraz wampirza buźka, mające się nijak do realistycznego londyńskiego thrillera! Polska wersja nie rezygnuje całkowicie z francuskiej obwoluty, zmieniając jednak kilka elementów na mocniej nawiązujące do treści Prawdziwej historii... Wydaje się, że tak właśnie mogłaby wyglądać, gdyby komiks Manary ukazał się pięć lat później, już po premierze Kuby Rozpruwacza z Klausem Kinskim!

WYPATROSZONE LINKI:

MEGA (CBR)

MEDIAFIRE (PDF)

Chociaż niemiecki aktor charakterystyczny wcielił się w niesławnego Kubę dopiero w 1976 roku, dziwnym zrządzeniem losu trafił do komiksu poświęconego tej postaci już pięć lat wcześniej! Na dodatek fotosy aktora, ochoczo wykorzystywane przez Milo Manarę do szkiców, pochodzą z filmu Venus in Furs (1969) w reżyserii Jessa Franco. Tego samego Franco, który w 1976 roku zatrudni Kinskiego do tytułowej roli w swoim obrazie o Rozpruwaczu. Być może to właśnie wczesna praca Manary podsunęła mu pomysł na casting!